Ekstraklasa piłkarska – zwycięstwa Ruchu i Wisły. Niespodzianka w Warszawie

Wisła Kraków od zwycięstwa z Pogonią Szczecin rozpoczęła nowy sezon piłkarskiej ekstraklasy fot.Facebook

Wisła Kraków pokonując Pogoń Szczecin zdobyła w nowym sezonie swoje pierwsze trzy punkty fot.Facebook

W sobotnich meczach inauguracyjnej kolejki ekstraklasy piłkarskiej Ruch Chorzów pokonał Górnika Łęczna 2:1, Wisła Kraków w takich samych rozmiarach z Pogonią Szczecin. Do niespodzianki doszło w Warszawie, gdzie miejscowa Legia zremisowała z Jagiellonią 1:1.

Rok wcześniej oba zespoły też zmierzyły się w Chorzowie na inaugurację sezonu. Skończyło się wynikiem 0:2. Trener „Niebieskich” Waldemar Fornalik przed sobotnim spotkaniem liczył na lepsze otwarcie rozgrywek w wykonaniu swoich podopiecznych. Goście trafiali w słupek, poprzeczkę, skończyło się wygraną Ruchu.

Gospodarze byli w pierwszej połowie dużo aktywniejsi w ataku. Częściej absorbowali obrońców i bramkarza rywali. Nic wielkiego jednach z tych akcji prowadzonych w strugach deszczu nie wynikało. Jedynie niespodziewane, mocne uderzenie Łukasza Monety w 39. minucie zmusiło Sergiusza Prusaka do interwencji. Pod drugą bramką działo się mniej. Jedyną okazję do zmiany wyniku miał Grzegorz Piesio, który zbyt lekko próbował przelobować wysuniętego bramkarza Ruchu.

Po dwóch minutach drugiej połowy prowadzić mogli goście, gdyby Piotr Grzelczak wykorzystał sytuację sam na sam z Wojciechem Skabą. Łęcznianie zachęceni zapewne tą okazją poszli za ciosem i po rzucie wolnym Leandro chorzowian uratował słupek, potem po strzale Piesia na róg wybił piłkę bramkarz Ruchu.

Na ławce rezerwowych zasiadł napastnik Mariusz Stępiński, który dołączył do drużyny dzień przed meczem po dwutygodniowym urlopie. Dostał go zgodnie z wytycznymi UEFA po zakończeniu ME we Francji, choć nie zagrał w turnieju.

W 64. minucie stał już przy linii bocznej gotowy do wejścia na boisko, gdy jego koledzy zdobyli gola. Podanie Monety wykorzystał z bliska Arak, sprowadzony latem z 1. ligowego Zagłębia Sosnowiec. A Stępiński wrócił do rozgrzewki i zastąpił strzelca bramki w 70. minucie.

Górnik walczył o wyrównanie, blisko było w 75. minucie, kiedy Grzegorz Bonin zza pola karnego trafił w poprzeczkę. Chorzowianie przeżywali oblężenie w końcówce, miał co robić Skaba. Ataki łęcznian przyniosły skutek. Po dograniu Bonina w 88. minucie rezerwowy Bartosz Śpiączka zmylił bramkarza rywali.

To nie był koniec emocji, bo w doliczonym czasie po rzucie rożnym Patryka Lipskiego Stępiński głową zapewnił gospodarzom wygraną.

W Krakowie gospodarze szybko, bo już w 3. minucie objęli prowadzenie. Lewym skrzydłem pobiegł z piłką Patryk Małecki. Po kilkudziesięciu metrach posłał ją w pole karne, gdzie trafiła ona do Zdenka Odraska, a następnie do Pawła Brożka. Ten ostatni z łatwością umieścił ją w siatce.

Niecałe pół godziny później był już remis. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego w wykonaniu Portowców źle się zachował Michał Miśkiewicz. Piłka trafiła w końcu do Jarosława Fojuta, który z bliska, głową skierował ją do siatki.

W 37. min szczecinianie byli bardzo blisko objęcia prowadzenia. Po błędzie defensywy „Białej Gwiazdy” na własnej połowie, sam na sam z golkiperem stanął Adam Gyurcso, ale Miśkiewicz obronił jego strzał.

Po przerwie obie drużyny miały okazję do strzelenia gola, ale zdobyła go tylko Wisła. Po faulu Jakuba Czerwińskiego na Mateuszu Zacharze w 82. min sędzia podyktował rzut wolny 20 m od bramki Pogoni. Celnym uderzeniem popisał się rezerwowy Rafał Pietrzak i gospodarze objęli prowadzenie.

Kibice nie zobaczyli na boisku żadnego z dwóch piłkarzy Wisły, którzy grali na mistrzostwach Europy we Francji. Krzysztof Mączyński ma jeszcze urlop. Na ławce rezerwowych był Węgier Richard Guzmics, ale nie wszedł na murawę.

Fani Wisły dali wyraz, że dalej cenią obecnego szkoleniowca Pogoni Kazimierza Moskala, który jeszcze niedawno pracował z krakowskim zespołem, a wcześniej był jego zawodnikiem. Oklaski towarzyszyły jego prezentacji przed spotkaniem, w trakcie wznoszono okrzyki na jego cześć.

Do niespodzianki doszło w Warszawie, gdzie mistrz Polski zremisował z Jagiellonią Białystok 1:1. W drużynie Legii wyróżniał się sprowadzony w przerwie letniej środkowy pomocnik Thibault Moulin. Po jego podaniu legioniści mogli objąć prowadzenie w 13. minucie, ale Aleksandar Prijovic minimalnie spudłował. Kilka minut później Francuz sam dwukrotnie próbował pokonać Kelemena – najpierw z około pięciu metrów, a chwilę później z dystansu.

Gospodarze schodzili na przerwę prowadząc 1:0. Jeszcze w 40. minucie piłka po strzale głową Prijovica trafiła w słupek, ale tuż przed przerwą Michaił Aleksandrow wykorzystał dośrodkowanie Moulina i sprytnym strzałem głową pokonał Kelemena.

Po przerwie wydawało się, że kolejne gole dla gospodarzy są kwestią czasu. Jednak w 57. minucie w niegroźnej sytuacji Jakub Rzeźniczak popełnił poważny błąd, potknął się i Fedor Cernych znalazł się sam przed Arkadiuszem Malarzem, którego pokonał technicznym strzałem. Chwilę później goście mogli prowadzić, ale tym razem świetną interwencją popisał się Malarz.

Gospodarze byli wyraźnie zaskoczeni takim obrotem wydarzeń na boisku. Goście natomiast poczuli swoją szansę i przypuszczali kolejne ataki. W 66. minucie Cernych ponownie mógł trafić do bramki Legii. Po jego strzale Malarz rzucił się w inną stronę niż skierowana była piłka, ale instynktownie odbił ją nogą.

W związku z niekorzystnym wynikiem trener Hasi wprowadził na boisko Nikolica. Król strzelców poprzedniego sezonu wprowadził więcej ożywienia w atakach Legii. Albański szkoleniowiec sięgnął również po Dudę. Jednak wynik spotkania nie uległ już zmianie. Poza tym gospodarze kończyli mecz w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Michaiła Aleksandrowa, który został ukarany za brutalny faul.

(PAP)

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*