Dwie porażki Cubs. Dodgers bliżej World Series

Los Angeles Dodgers dzielą od World Series już tylko dwa zwycięstwa fot.Mike Nelson/EPA

Los Angeles Dodgers wykorzystali atut własnego stadionu i dwukrotnie pokonali w National League Chempionschip Series Chicago Cubs. W sobotę 5:2, w niedzielę natomiast, dzięki ostatniej akcji meczu 4:1. Kolejne trzy spotkania w serii do czterech zwycięstw odbędą się w Chicago.

Cubs nie wykorzystali w sobotę słabszej dyspozycji najlepszego miotacza Dodgers Claytona Kershawa oraz absencji Coreya Seagera, którego wyeliminowała kontuzja mięśni pleców. Tylko w pierwszych czterech odsłonach byli równorzędnym przeciwnikiem dla najlepszych w sezonie regularnym Dodgers. Później przewagą miejscowych byłą bezdyskusyjna. W niedzielę natomiast utrzymywali remis 1:1 do decydującej odsłony, jednak ostatnia akcja meczu Justina Turnera przekreśliła nadzieję na wyrównanie stanu serii.

Na postawę zespołu Joe Maddona w pierwszym pojedynku duży wpływ miały wydarzenia ostatnich kilku dni. Wtorkowa ulewa w Chicago zmusiła organizatorów do przełożenia na środę czwartego meczu z Washington Nationals. Porażka Cubs spowodowała konieczność rozegrania piątego spotkania w Waszyngtonie. Trwało ono prawie pięć godzin. W piątek Cubs wyruszyli w podróż przez cały kraj do Los Angeles. Na domiar złego podczas lotu na pokładzie samolotu rozchorowała się żona miotacza Jose Quintany. Przymusowe lądowanie w Albuquerque i pięciogodzinny postój spowodował, że ekipa dotarła do celu wtedy, kiedy była już głęboka noc.

To musiało się odbić nie tylko na postawie Quintany, który był starterem w inauguracyjnym pojedynku, ale również na dyspozycji całego zespołu.

Początek był optymistyczny. Po trzech odsłonach bez punktu z jednej i drugiej strony w czwartej Willson Contreras wyczuł intencje Kershawa, a chwilę później zrobił to w jeszcze bardziej spektakularny sposób Albart Almora Jr. Wyrzucona przez niego na trybunę piłeczka dała Cubs prowadzenie 2:0. Jak się potem okazało, były to jednak miłe złego początki. Kolejne punkty zdobywali już tylko Dodgers.

W piątej odsłonie wyrównali, w kolejnej wyszli na prowadzenie 3:2, by w następnej ustalić wynik meczu na 5:2. Największy udział w odwróceniu jego losów mieli Yasiel Puig i Chris Taylor. Obaj powtórzyli wyczyn Almory, a kończący miotacze Dodgers dopełnili dzieła, będąc dla Anthony’ego Rizzo i spółki nie do ruszenia.

Nie można tego powiedzieć o miotaczach Cubs. Quintanę można zrozumieć, ale absolutnie nie da się usprawiedliwić marnej postawy Hectora Rondona, Mike’a Montgomerego i Johna Lackeya. Ten ostatni, po miernym sezonie startera, również w roli kończącego nie sprawdził się, co potwierdził w ostatniej, decydującej odsłonie niedzielnego meczu.

Podobnie jak sobotni rozpoczął się on od prowadzenia Cubs. W piątej odsłonie Addison Russell wyrzucił piłkę na trubuny, dając im prowadzenie. Jednak Justin Turner nie pozwolił się długo cieszyć. Skontrował Johna Lestera, umożliwiając Charliemu Culberserowi wyrównanie.

Przez kolejne trzy odsłony żadnej z drużyn nie udało się wyjść na prowadzenie i wydawało się, że rozstrzygnięcie nastąpi dopiero w dogrywce. Niestety kończący miotacz Brian Duensing pozwolił Puigowi i Taylorowi zapełnić dwie bazy. Sytuacje miał ratować wspomniany już Lackey, ale nie dał rady. Turner, dzięki któremu Dodgres wyrównali, wyrzuceniem piłeczki na trybuny, skutkującym trzema punktami zapewnił im zwycięstwo 4:1 i prowadzenie w serii 2:0.

Teraz rywalizacja przenosi się do Chicago, gdzie od wtorku do czwartku na Soldier Field zaplanowane są kolejne trzy mecze. Jeżeli Dodgers wygrają dwa z nich, awansują do World Series. Jeżeli ta sztuka im się nie uda o tym, kto będzie finalistą, zadecydują pojedynki w Los Angeles.

Dariusz Cisowski

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*