Belgia – Węgry 4:0 – imponująca końcówka „Czerwonych Diabłów”

Belgowie nadspodziewanie łatwo zwyciężyli niepokonanych dotąd Węgrów fot.Vassil Donev/EPA

Belgowie nadspodziewanie łatwo zwyciężyli niepokonanych dotąd Węgrów fot.Vassil Donev/EPA

W ostatnim niedzielnym meczu 1/8 finału Belgia po znakomitej końcówce wygrała z Węgrami 4:0 i w ćwierćfinale spotka się z Walią.

Węgry: Gabor Kiraly – Adam Lang, Richard Guzmics, Roland Juhasz (79. Daniel Bode), Tamas Kadar – Balazs Dzsudzsak, Zoltan Gera (46. Akos Elek), Adam Pinter (75. Nemanja Nikolic), Adam Nagy, Gergo Lovrencsics – Adam Szalai.

Belgia: Thibaut Courtois – Thomas Meunier, Toby Alderweireld, Thomas Vermaelen, Jan Vertonghen – Radja Nainggolan, Kevin De Bruyne, Axel Witsel, Dries Mertens (70. Yannick Carrasco), Eden Hazard (81. Marouane Fellaini) – Romelu Lukaku (76. Michy Batshuayi).

To był najlepszy mecz Belgów w tym turnieju. W trzecim kolejnym spotkaniu nie stracili bramki i są pierwszą drużyną Euro 2016, której udało się w jednym meczu strzelić cztery gole. W ćwierćfinale zmierzą się z Walią.

W Tuluzie pokonali niespodziankę imprezy Węgrów 4:0. Była to ich pierwsza porażka we Francji. Mieli swoje okazje, ale z sześciu celnych strzałów na bramkę, ani razu piłka nie znalazła się w siatce. Albo mylili się Węgrzy, albo na straży stał bramkarz Thibaut Courtois.

Belgowie, którzy już przed przyjazdem do Francji stawiani byli w roli „czarnego konia”, po raz pierwszy od 1980 roku zaszli tak daleko w mistrzostwach Europy.

Wynik już w 10. minucie otworzył Toby Alderweireld. Na drugie trafienie kibice z Belgii musieli czekać aż 68 minut, ale później rozwiązał się worek z golami. Na listę strzelców wpisywali się kolejno Michy Batshuayi (78), Eden Hazard (79) i Yannick Carrasco (90+1).

Tym razem nie zawiedli ci, na których kibice najbardziej liczyli, czyli Hazard i Kevin de Bruyne. Drugi z nich wprawdzie nie zdobył bramki, ale za to był reżyserem wielu ofensywnych sytuacji. Już w pierwszym kwadransie mogło być 3:0, ale 40-letni

Gabor Kiraly nie dał się oszukać i dopiero po uderzeniu Alderweirelda był bez szans i musiał wyciągać piłkę z siatki.

Taktyka Węgrów szybko została „zniszczona”. Drużyna, która do tej pory „żyła” z kontr, teraz musiała wykazać się własną inicjatywą. Zwłaszcza po pierwszym straconym golu. Nie mieli jednak pomysłu, jak skutecznie zaskoczyć „Czerwone Diabły”.

Z kolei węgierska obrona miała poważne kłopoty. Szybkie podania i częste zmiany stron Belgów sprawiły, że linia defensywna została całkowicie rozbita. Wiele wysiłku kosztowało ekipę Bernda Storcka zatrzymanie De Bruyne’a. To był zdecydowanie najlepszy mecz pomocnika Manchesteru City i to on rozdawał najgroźniejsze piłki.

Tylko efektywności brakowało. On sam mógł w 15. lub 30. minucie wpisać się listę strzelców i miał też pecha w 35., kiedy Kiraly odbił piłkę, a ta uderzyła w poprzeczkę.

Nie było jednak tak, że wyłącznie Belgowie atakowali. Swoich szans nie wykorzystali także Gergo Lovrencsics, Balazs Dzsudzsak czy Adam Pinter, który wskoczył do drużyny w ostatniej chwili, kiedy w trakcie rozgrzewki kontuzji nabawił się Laszlo Kleinheisler.

Węgrzy do kraju mogą wracać, mimo wszystko, zadowoleni. A Belgowie mocno postraszyli Walijczyków przed piątkowym ćwierćfinałem w Lille.

Po meczu powiedzieli:

Marc Wilmots (trener reprezentacji Belgii): „Nie zawsze są rzeczy, które należy poprawiać, ale w tym meczu zmarnowaliśmy zbyt dużo dobrych okazji. Po pierwszej połowie powinno być już 3:0. W przerwie powiedziałem swoim piłkarzom, by zachowali spokój i nie martwili się. I cieszę się, że nie zostawili zbyt wiele miejsca Węgrom”.

Bernd Storck (trener reprezentacji Węgier): „Drużyna zasłużyła na duży komplement za to, co pokazała w trakcie całego turnieju. Z meczu na mecz świetnie się rozwijaliśmy. W niedzielnym spotkaniu w pierwszej połowie mieliśmy zbyt wiele szacunku do rywala, a w drugiej próbowaliśmy już wszystkiego, by doprowadzić do wyrównania. I zabrakło trochę szczęścia. Gratulacje dla Belgów, bo oni zasłużyli na zwycięstwo. Mimo wszystko jestem bardzo szczęśliwy z tego, co pokazał mój zespół. Piłkarze mogą wracać do domu z podniesionymi głowami”.

Eden Hazard (kapitan reprezentacji Belgii, strzelec gola): „Zasłużyliśmy na zwycięstwo. Powinniśmy strzelić więcej goli, ale nie będę narzekał. Teraz jedziemy do Lille i mamy odwagę marzyć dalej. Nie chcemy zatrzymać się na ćwierćfinale, bo na razie niczego nie osiągnęliśmy. Nareszcie zagraliśmy naprawdę dobrze. Musimy teraz porządnie odpocząć. Mamy bardzo dobrych zawodników w obronie, więc nie martwię się o kolejne mecze”.

Gabor Kiraly (bramkarz reprezentacji Węgier): „Daliśmy z siebie wszystko, czapki z głów przed całą drużyną. To był bardzo pozytywny dla nas turniej, jesteśmy zadowoleni z tego, co udało nam się pokazać w fazie grupowej. Oczywiście szkoda, że nie udało się dotrzeć do ćwierćfinału, ale możemy być z siebie dumni”.

(PAP)

Categories: Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*