Życie po śmierci

fot.Tomasz Gzell/EPA

fot.Tomasz Gzell/EPA

Odejście bliskiej osoby jest jednym z najbardziej traumatycznych doświadczeń w życiu człowieka. Jedni ludzie radzą sobie ze stratą lepiej, inni gorzej. Gdy ból zaczyna utrudniać nam codzienne funkcjonowanie, a nawet staje się zagrożeniem dla zdrowia psychicznego i fizycznego, trzeba sięgnąć po fachową pomoc. Od ponad dwudziestu lat takiej pomocy polonijnym pacjentom udziela Katarzyna Wilamska, specjalizująca się w psychoterapii osób w żałobie, którym trudno się pogodzić ze stratą kogoś bliskiego.

Alicja Otap: Jak według Pani definiujemy żałobę i jak długo powinna trwać?

Katarzyna Wilamska: Według mnie żałobą jest wszystko to, co dzieje się z nami po utracie bliskiej osoby. Rozróżniam żałobę i ból po stracie jako dwa różne elementy tego samego procesu. Można go porównać do góry lodowej. To, co wystaje ponad wodę, to jest żałoba, niewidoczna część pod wodą jest tym, co się w nas dzieje w środku, w naszej psychice. Ktoś wygląda normalnie, pracuje, uczy się i równocześnie przeżywa ogromne trudności wewnętrzne, emocjonalne, psychiczne. Na ogół żałoba może potrwać do roku, ale jej długość jest jednak bardzo indywidualną sprawą. Jednej z moich pacjentek pogodzenie się ze śmiercią męża zajęło aż dwa lata, ponieważ miała trudne uwarunkowania osobiste, sytuacyjne, a nawet osobowościowe. Była interwencja farmakologiczna oraz psychoterapia i wsparcie grupowe.

Jakie emocje towarzyszą utracie kogoś bliskiego?

– Zwykle są to różne emocje: bezmierny smutek, poczucie winy, bezsilność, niedowierzanie, pustka, złość i strach przed przyszłością. Śmierć bliskiej osoby może też wpłynąć na obniżenie sprawności intelektualnej, powodować zapominanie, trudności w koncentracji, w wyciąganiu wniosków i w logicznym myśleniu. Są też zmiany w zachowaniu; stronienie od ludzi lub potrzeba bycia z kimś, albo zajęcie się jakimś nowym projektem lub nawet czymś, co robił zmarły. Po stracie osoby bliskiej zachodzą też zmiany fizjologiczne w organizmie: obniża się jego odporność, a więc jesteśmy bardziej podatni na choroby, występują zaburzenia hormonalne, snu i łaknienia, brakuje nam energii i możemy się czuć wyczerpani fizycznie.

Istnieją różne psychiczne mechanizmy obronne i strategie psychologiczne mające na celu poradzenie sobie z bólem po stracie. Które według Pani są najskuteczniejsz?

– Przede wszystkim jest to akceptacja straty i nowej rzeczywistości, i udzielenie sobie pozwolenia na odczuwanie bólu. A także przystosowanie się do życia, w którym nie ma zmarłej osoby, poprzez włączenie się w codzienność bez niej. Pomocne jest też zaangażowanie się w osobisty rozwój oraz refleksja i kontemplacja tego, jak zmieniają się role życiowe po odejściu bliskiej osoby i kim dzięki niej jesteśmy. Nie można tkwić w przeszłości. Trzeba pójść do przodu i rozpocząć nowe życie, zachowując trwałą więź z nieobecnymi, bo śmierć kończy życie, ale nie kończy naszych relacji, którą mamy z bliskimi. Moim zadaniem jest przede wszystkim podtrzymywanie nadziei na to, że coś tam jeszcze ważnego czeka na nas w przyszłości i na to, że życie kiedyś będzie jeszcze normalne, choć nie wrócimy do tego, co było kiedyś. Mam pacjentkę, która skończyła 90 lat, straciła męża, dwóch synów, a córka mieszka daleko. Jest sama i ciągle zastanawia się, dlaczego jeszcze żyje. Nie mam na to odpowiedzi, ale czasem zastanawiamy się wspólnie, że może ma jeszcze w życiu do spełnienia jakieś zadanie. Może Pan Bóg wyznaczył jej jeszcze jakiś cel do osiągnięcia i tak po prostu musi być.

Czy oprócz psychoterapii indywidualnej stosuje Pani inne sposoby niesienia pomocy osobom w żałobie?

– Gdy pacjent nie ma ochoty rozmawiać i doznał wyjątkowo traumatycznych przeżyć, stosuję metodę odczulania za pomocą ruchu gałek ocznych EMDR (ang. Eye Movement Desensitization and Reprocessing). Jest to bardzo skuteczna metoda, ma 70–90 proc. efektywności. Jest mało znana, choć opracowano ją 20 lat temu dla amerykańskich weteranów zmagających się z zespołem stresu pourazowego PTSD (ang. post traumatic stress disorder), którzy po powrocie z wojny w Korei, Wietnamie nie mogli funkcjonować. W lżejszych przypadkach wystarczy kilka sesji, by pozbyć się przykrych objawów. Podczas sesji zajmuję się tym, co zdarzyło się ostatnio. Jeśli były jakieś traumatyczne przeżycia wcześniej, możemy z pacjentem też się nad nimi pochylić, ale zwykle skupiam się na ostatnim wydarzeniu, które wstrząsnęło jego życiem. Na przykład ktoś trzasnął drzwiami, wyszedł z domu, bo pokłócił się z bliską osobą, a tu nagle przychodzi śmierć i okazuje się, że nie tylko nie pożegnaliśmy się, ale rozstaliśmy się w gniewie i teraz z tego powodu cierpimy.

Niemożność pożegnania się z bliską osobą zanim zmarła jest udziałem wielu imigrantów. Nie każdy może pojechać do Polski, by wziąć udział w uroczystościach pogrzebowych. Czy taka żałoba jest trudniejsza?

– Przeszkodą jest głównie poczucie winy i myślenie, że „powinienem był tam być”. Obwinianie się za to, że dokonując wyboru między na przykład rodzicami a sobą, wybieramy siebie. W takich momentach często sięga się po używki, żeby zabić ból. Psychoterapeuta musi to odkręcić. Pomóc pacjentowi spojrzeć na siebie pod kątem dokonanych wyborów i ich konsekwencji. Bez oceniania siebie samego. A ja jestem jakby instruktorem jazdy, kiedy uczeń siedzi za kierownicą i musi cały czas patrzeć przed siebie. Uczę, w jaki sposób bezpiecznie spojrzeć we wsteczne lusterko, żeby mieć pojęcie, skąd się przyszło i w boczne lusterko, by popatrzeć wokół siebie i mieć świadomość tego, gdzie się jest, ale nie tracić kierunku jazdy. Pewna moja pacjentka opiekowała się przez lata umierającą powoli matką i choć spodziewała się jej śmierci, miała potworne wyrzuty sumienia, że „pozwoliła jej umrzeć”. Trzeba było ją przekonać, że zrobiła wszystko, co było możliwe, bo przecież nie mogła powstrzymać śmierci. Tego nikt nie potrafi.

fot.Filip Singer/EPA

fot.Filip Singer/EPA

Trzeba pójść do przodu i rozpocząć nowe życie, zachowując trwałą więź z nieobecnymi, bo śmierć kończy życie, ale nie kończy naszych relacji, którą mamy z bliskimi

My Polacy jesteśmy wyjątkowo przywiązani do Święta Zmarłych. Odwiedzamy cmentarze, dekorujemy groby bliskich, wspominamy ich i modlimy się za nich. Czy obchodzenie tego święta nie jest rozdrapywaniem ran, zwłaszcza jeśli strata bliskiej osoby jest stosunkowo niedawna?

– Proponuję każdej osobie, która jest w żałobie, żeby się sama nad tym zastanowiła. Są ludzie, którzy nie chodzą na cmentarz, nie odwiedzają grobów bliskich, bo jest to dla nich zbyt emocjonalne i są tacy, którzy mogą tam przychodzić codziennie i przesiadywać godzinami, bo to im przynosi jakieś ukojenie.

Czy Polacy na emigracji inaczej przeżywają żałobę niż Amerykanie?

– Nasi rodacy, którzy od wielu lat mieszkają w USA i przyjechali z Polski z dawnymi przyzwyczajeniami, niechętnie sięgają po pomoc po stracie bliskich, podczas gdy jest to normalne w kulturze amerykańskiej. Niestety mamy też skłonności do ignorowania i bagatelizowania dostępnych form pomocy. Pewien mężczyzna po stracie żony twierdził, że absolutnie nie potrzebuje żadnego wsparcia, a jego nastoletnia córka tym bardziej, bo uczy się świetnie i chodzi na zajęcia po szkole. Dwa lat później otrzymał nakaz sądowy poddania dziecka terapii indywidualnej i wzięcia udziału w terapii rodzinnej dla obojga, ponieważ córka sprzedawała się w internecie pedofilom, by zwrócić na siebie uwagę ojca.

Kieruje też Pani pacjentów na spotkania grup wsparcia…

– Poprzez wparcie jednego uczestnika grupy dla drugiego – ludzie sobie naprawdę pomagają. Zwykle pacjent zapowiada, że nie będzie się w ogóle odzywać, ale później się otwiera, gdy słyszy, jak inne osoby się wypowiadają i że mówią dokładnie to samo, o czym on myśli. Nagle otwierają się mu oczy i zaczyna rozumieć, że nie jest jedyną osobą z problemami.

Bywa, że żałoba nie ustępuje, tylko się pogłębia i przedłuża?

– Może być to oznaką depresji klinicznej. Jeśli ktoś ma myśli samobójcze, żadnych planów na przyszłość, chroniczny stan głębokiego smutku, poczucie pustki i beznadziejności powinien natychmiast szukać profesjonalnej pomocy medycznej.

Jaką radę dałaby Pani komuś, kto w tej chwili zmaga się z żałobą?

– Dbaj o siebie. Staraj się wyspać i zdrowo odżywiać. Jeśli potrzebujesz coś na sen, kup sobie najlepiej preparat ziołowy. Unikaj napojów z kofeiną, ponieważ powoduje to utratę z organizmu witaminy B, co przejawia się nerwowością. Jedna z moich pacjentek przez sześć dni po śmierci ojca spała może półtorej godziny dziennie i była niemal w stanie psychotycznym. Pij wodę. Gdy płaczemy, tracimy wodę, dlatego musimy ją uzupełniać. Słuchaj swojego wewnętrznego głosu, który ci podpowiada, czy chcesz być teraz sam, czy z innymi ludźmi. I pamiętaj, że nigdy nie jesteśmy sami, bo są ludzie, którzy nam pomogą i jest Siła Wyższa, która nad nami czuwa.

Czy wierzy Pani w reinkarnację dusz i ich ponowne spotkanie w nowym życiu po śmierci?

– Tak. Za dużo widziałam i słyszałam u siebie w gabinecie, żeby nie wierzyć.

Dziękuję za rozmowę.

a.otap@zwiazkowy.com

Katarzyna Wilamska fot.arch. rodzinne

Katarzyna Wilamska fot.arch. rodzinne

Katarzyna Wilamska, dyplomowana psychoterapeutka i tanatolog, absolwentka Uniwersytetu Northwestern oraz Uniwersytetu Illinois w Chicago (UIC). Specjalizuje się w zagadnieniach chorób przewlekłych, bólu, schyłku życia, śmierci oraz żałoby. Oferuje terapię dla osób borykających się z adaptacją do życia po utracie bliskiej osoby.

Grupy wsparcia dla osób w żałobie

W Chicago: Horizon Hospice (312) 733-8900, na północnym zachodzie: Journey Care Hospice (847) 381-5599, na zachodzie: Adventist St Thomas Hospice (630) 856-6990, na południu: Unity Hospice (312) 949-1188

Comments

  1. teresa
    teresa 1 listopada, 2015, 12:02

    Moja kochana Kasia, tak duzo jej zawdzieczam , tyle cieplych slow. tyle wspolczucia,wsparcia po tragicznej smierci mojej kochanej Gabby,fachowej pomocy. Moja jedyna nadzieja.Dziekuje Ci Kasiu.Moja zaloba trwa juz 4latai I 102 dni ale dzieki TOBIE wiem ze sie z nia spotkam Dziekuje Teresa

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*