Zmierzch amerykańskich Chinatown?

Od ponad wieku chińskie dzielnice Chinatown w centrach amerykańskich miast były domem dla wielu biednych migrantów z Azji. Wraz z przemianami wewnątrz miast kurczą się i tracą swój tradycyjny charakter. Wiele z nich może pozostać tylko atrakcją dla turystów.

Nowojorskie Chinatown fot. Justin Lane/EPA

Nowojorskie Chinatown fot. Justin Lane/EPA

Najwyraźniej te zmiany widać na przykładzie Chinatown w Waszyngtonie. Złośliwcy nie nazywają go już nawet dzielnicą, ale „China corner”, czyli „chińskim zaułkiem”. Owszem, wciąż stoi tu ozdobna chińska brama i można zjeść słynne pierożki dim sum, ale miejsce domów, w których niegdyś mieszkali imigranci z Azji zajmują teraz głównie sieciowe restauracje, luksusowe sklepy, banki i biura. Na budynkach widać jeszcze chińskie ozdoby i napisy, ale pozostawiono je już tylko jako atrakcję turystyczną.

Nawet najstarsze w USA Chinatown, w San Francisco, uważane wciąż za najbardziej autentyczne, nie może oprzeć się zmianom. Wiele starych sklepów jest zamykanych. Młodzi potomkowie chińskich imigrantów wyprowadzają się z dzielnicy, gdy tylko założą rodziny i stać ich na większe mieszkanie. Ich miejsca coraz częściej zajmują ludzie bez żadnych azjatyckich korzeni, których przyciąga tutejsza egzotyka.

„Po raz pierwszy mamy mieszkańców, którzy przechadzają się po ulicach z psami. To było nie do pomyślenia kilka lat temu. Bo jak można tu mieć psy? Przecież w Chinatown nie ma żadnych parków” – powiedziała PAP dyrektorka Muzeum Historii Chińskich Amerykanów (Chinese Historical Society of America Museum) Sue Lee.

Niedawne badanie przeprowadzone w Chinatown w trzech miastach na wschodnim wybrzeżu: w Nowym Jorku, Bostonie i Filadelfii wykazało, że dzielnice te są coraz bardziej „białe” i bogatsze, jeśli chodzi o kolor skóry i status majątkowy mieszkańców. Udział chińskiej populacji spadł w ciągu ostatniej dekady do poniżej 50 procent, a w Filadelfii nawet do 30 procent. Choć dzielnice zachowały mieszkalny charakter, to obok małych chińskich punktów komercyjnych i usługowych powstaje coraz więcej nowych luksusowych sklepów, apartamentów, biur czy hoteli.

Na przykład w Nowym Jorku po tym, gdy władze miasta zezwoliły na gęstszą zabudowę i luksusowe nieruchomości zajęły znaczny obszar między ulicami Houston i Delancey, a także Allen i Orchard, blisko historycznego serca Chinatown. Do zmiany charakteru dzielnicy przyczynił się też upadek przemysłu, zwłaszcza tekstylnego. Dawne zakłady odzieżowe, w których pracowali chińscy imigranci to dziś obiekt z luksusowymi mieszkaniami, sprzedawanymi za miliony dolarów. Nie brak chętnych na tak doskonałą lokalizację w centrum Manhattanu.

„Dzielnice Chinatown dla wielu Amerykanów azjatyckiego pochodzenia stanowią kluczową część ich dziedzictwa i historii. Ale tym na wschodnim wybrzeżu USA grozi dziś zniknięcie” – napisali autorzy badania. Tak jak niewiele zostało dziś z „Małej Italii”, nowojorskiej dzielnicy niegdyś zamieszkiwanej przez imigrantów z Włoch, tak i dzielnicom chińskim grozi, że w przyszłości pozostaną jedynie „atrakcją turystyczną” – powiedział współautor raportu Andrew Leong.

W ciągu 150 lat historii chińskiej emigracji do USA Chinatown stanowiły swoiste enklawy etniczne, gdzie każdy nowo przybyły biedny imigrant kierował pierwsze kroki, w nadziei na wsparcie. Jak tłumaczy Sue Lee, Chińczycy rozwinęli wyjątkowe struktury pomocy. Jeśli nazywałeś się np. Wong, to wstępowałeś do organizacji, która zrzeszała osoby o takim właśnie nazwisku i zajmowała się poszukiwaniem dla nich pracy i domu. Można było także przyłączyć się do stowarzyszenia zrzeszającego osoby pochodzące z określonego regionu w Chinach. Własnością takich organizacji była większość budynków w Chinatown. W San Francisco wciąż działają dziesiątki takich stowarzyszeń.

Pierwsi imigranci z Chin przybyli do USA już w latach 50. XIX wieku. Zarażeni „gorączką złota” przybywali do Kalifornii, na zachodnim wybrzeżu, gdzie najbliżej mogły dopłynąć statki z Chin. Tylko niektórym przybyszom udało się znaleźć złoty kruszec i wzbogacić. Pozostali zaczęli dla nich pracować w usługach, rolnictwie i handlu. Ale bardzo szybko USA zaczęły ograniczać chińską emigrację, przyjmując w 1882 roku „Chinese Exclusion Act” – ustawę, która wprowadziła zakaz przyjmowania nowych chińskich robotników oraz wiele dyskryminacyjnych ograniczeń dla tych Chińczyków, którzy już mieszkali w USA.

„To jedyny przypadek w historii USA, by prawo imigracyjne z nazwy wymieniało jakąś grupę narodowościową” – podkreśliła Lee. Ustawę zniesiono podczas II wojny światowej, gdy USA i Chiny były sojusznikami, ale zastąpiono ją kwotami imigracyjnym dla niewielkiej liczby osób. Dopiero w 1965 roku, wraz z wielką reformą prawa imigracyjnego, USA ponownie otworzyły drzwi dla Chińczyków. Przybywali masowo głównie z prowincji Fujian i Hongkong. „Chiny były okropnym miejscem do życia, a oni wierzyli w nieograniczone możliwości w Ameryce” – powiedziała PAP Beatrice Chan z muzeum Chinatown w Nowym Jorku.

Od lat 70. liczba „Chinese Americans” podwajała się co dekadę, osiągając obecnie prawie 3,5 mln. Jednak to wciąż tylko 1 proc. całej populacji USA.

W ostatnich latach, wraz ze wzrostem gospodarczym Chin, liczba nowych imigrantów zaczęła maleć. Mieszkańcy biednych obszarów wiejskich najpierw szukają szczęścia w chińskich miastach. Coraz częściej do USA przyjeżdżają natomiast w interesach lub na studia bardzo zamożni Chińczycy. „Jednak tych nowych dzielnice Chinatown nie obchodzą; uważają ich mieszkańców za niewykształconą biedotę i wieśniaków, choć to nieprawda, bo po II wojnie światowej z Chin uciekło sporo studentów. Z kolei miejscowi z zazdrością patrzą, jak ci nowi za gotówkę kupują w USA mieszkania” – powiedziała Lee.

Przybysze nie kupują jednak mieszkań w Chinatown w San Francisco. Są dla nich za małe i mają za niski standard. Większość lokali mieszkalnych to usytuowane nad sklepami pojedyncze pokoje, w których często mieszka po kilka osób. Łazienki trzeba dzielić z innymi lokatorami na piętrze.

Bogacze z Doliny Krzemowej też nie palą się, by tu mieszkać. Nowe, luksusowe projekty budowlane są natomiast trudne do realizacji, bo parcele w Chinatown są bardzo małe i deweloperzy muszą je odkupywać od wielu właścicieli. Z tego właśnie powodu Chinatown w San Francisco silniej niż inne opiera się procesowi, który urbaniści nazywają „gentryfikacją” – gwałtownej przemianie statusu dzielnicy wywołanej napływem zamożniejszej ludności.

„Jednak jeśli nie poprawimy jakości mieszkań, to i nam grozi, że staniemy się +Disneylandem+, bo mieszka tu coraz więcej tylko biednych i starych ludzi” – powiedziała Lee.

Z Waszyngtonu Inga Czerny (PAP)

Categories: Społeczeństwo
Tags: Chinatown, chiny, USA

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*