Strachy po pachy, czyli kilka myśli rozproszonych o Halloween i nie tylko

Strachy po pachy, czyli kilka myśli rozproszonych o Halloween i nie tylko

Mój obecnie niepijący kolega chętnie opowiada taką oto anegdotę. W dawnych, intensywnie alkoholowych czasach wybierał się z żoną na halloweenową imprezę przebierańców. Zapytał małżonkę, za kogo lub za co powinien się przebrać. Ta odpowiedziała: „Idź trzeźwy, nikt cię nie pozna”.

W Halloween nikt już nie składa ofiar z ludzi i zwierząt, jak to radzi byli czynić starożytni Celtowie. Dwudziesty pierwszy wiek w końcu zobowiązuje do minimum przyzwoitości. Czasy się zmieniły, poczucie humoru też, metody odpędzania lęku również nie te same co kiedyś. Jest raczej śmieszno-strasznie. Ostatnio Walmart przeprosił za niezgrabny opis swojej nowej kolekcji halloweenowych kostiumów dla puszystych – „kolekcja dla grubych dziewczyn”.

fot.Piotr Serocki

fot.Piotr Serocki

Trzy dni temu wstąpiłem do Walmartu po pastę do zębów i parę innych bajecznie tanich produktów. Trapiony jak zwykle wyrzutami sumienia, że oto znowu daję zarobić kapitalistycznym, nomen omen, wampirom, przemknąłem chybcikiem, zapłaciłem i jak zwykle uciekłem. Rzut oka wystarczył. Potwierdzam – klienci Walmartu to głównie grube dziewczyny, ewentualnie z osobami towarzyszącymi – otyłymi chłopakami, mężami i dziećmi. I tu robi się strasznie i śmiesznie. Walmart przeprasza za niefortunne użycie słowa „gruby”, co rzeczywiście było mało delikatne; nie przeprasza natomiast (a powinien!) za bezrefleksyjną sprzedaż śmieci reklamowanych jako jedzenie, od których ich klienci rozwiną choroby serca, cukrzycę, raka i pożyją średnio kilkanaście lat mniej niż wynosi średnia krajowa.

fot.Ewa Malcher

fot.Ewa Malcher

A propos zakupów, okazuje się, że nawet wirus ebola potrafi pobudzić kreatywność speców od marketingu, jak i zwykłych obywateli. Za niecałe pięćdziesiąt dolarów można kupić strój seksownej pracownicy służb epidemiologicznych, z twarzową maską zabezpieczającą przed wirusem i niezbędną do tego mini. W wersji męskiej jest taniej, ale i mniej ciekawie, zamiast spódniczki wkładamy zwykły biały kombinezon.

Jeśli w nadchodzące święto duchów ktoś z czytających ten felieton zawędruje w okolice Dallas koniecznie powinien odwiedzić miasteczko University Park, a w nim dom niejakiego Jamesa Faulka, który w tym roku zamiast wyrzynać dynie, rozkopywać pseudogroby na trawniku i wypełniać je gumowymi zombie. James postawił na realizm epidemiologiczny i zainscenizował dom objęty kwarantanną.

Amatorom adrenaliny proponuję następujący halloweenowy scenariusz: na imprezę przebierańców wchodzimy z walizką obwieszoną naklejkami afrykańskich linii lotniczych, oznajmiając gospodarzom, iż jedziemy prosto z lotniska. Wspominamy mimochodem o dreszczach i rosnącej gorączce. Dla pełnego efektu warto publicznie zwymiotować. Efekt murowany, choć nagrodę za najlepszy kostium odbierzemy dopiero po dwudziestu jeden dniach przymusowej izolacji.

A tak na poważnie, to jesteśmy społeczeństwem lęku i niepokoju. Czego się boimy?  71 proc. Amerykanów przyznaje się do powracającego lęku o przyszłość finansową. Choć to dopiero wierzchołek góry lodowej, bo okazuje się, że ludzie potrafią rozwinąć fobie dotyczące absolutnie wszystkiego. Na liście nazwanych i opisanych fobii znajduje się pięćset trzydzieści pozycji, a wśród nich takie perełki jak agyrofobia – lęk przed przechodzeniem przez ulicę, alektorofobia – lęk przed kurczakami, czy koprastofobia – paniczny strach przed zatwardzeniem. Śmichy-chichy, kilka z nich to poważni kandydaci do problemów społecznych, jak choćby ablutofobia – paniczny lęk przed myciem się, ergofobia – lęk przed pracą oraz powszechna i zaraźliwa geliofobia – strach przed śmiechem. Są i tacy, którzy cierpią na samhainofobię, czyli lęk przed Halloween. Też zaraźliwa, przenoszona przez ambonę, fale radiowe i felietony prasowe.

Najlepszą metodą na radzenie sobie z lękiem jest uświadomienie sobie jego źródła i obcowanie z nim. Temu służy współczesne Halloween. Oswajajmy potwory mieszkające pod łóżkiem. Przestaną szczerzyć zębiska.

Grzegorz Dziedzic

gdziedzic@zwiazkowy.com

fot.Ewa Malcher

fot.Ewa Malcher

Categories: Społeczeństwo

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*