Robota zatrudnię. Czy mamy szansę konkurować z maszynami?

Robota zatrudnię. Czy mamy szansę konkurować z maszynami?

Nie męczą się, nie narzekają i co najważniejsze – nie pobierają pensji. Roboty zastępujące ludzi i przejmujące ich miejsca pracy to nie motyw z filmów i literatury science-fiction, a rzeczywistość. Maszyny, do których zdążyliśmy się już przyzwyczaić przy fabrycznych taśmach, wkraczają do zawodów, które dotychczas wykonywali tylko ludzie.

Największa na świecie sieć supermarketów – Walmart – ogłosiła ostatnio, że do końca stycznia zatrudni w wybranych sklepach 360 robotów-sprzątaczy. Wyglądające jak skrzyżowanie traktora z bankomatem urządzenia będą odkurzały, czyściły i froterowały hektary sklepowych podłóg. Samobieżne maszyny wyposażone będą w czułe sensory, dzięki którym będą w stanie omijać przeszkody, nie wjeżdżać w sklepowe półki ani w klientów. Wystarczy zaprogramować je wprowadzając żądaną trasę i kolejność czyszczenia sklepowych alejek – i gotowe! Zarząd Walmartu twierdzi co prawda, że wprowadzenie robotów-sprzątaczy nie oznacza zwolnień pracowników, a raczej ma ich odciążyć i umożliwić wykonywanie innych czynności, ale mało kto wierzy w te zapewnienia. Sprzątające automaty to nie pierwsze roboty w tej doskonale zorganizowanej i po mistrzowsku tnącej koszty sieci. W kilku sklepach w Arkansas, Pensylwanii i Kalifornii Walmart testuje maszyny, które skanują sklepowe półki i zgłaszają, które towary należy uzupełnić. Na zapleczu, w sklepowej kuchni głównej siedziby Walmartu w stanie Arkansas, trwają testy robota o wdzięcznym imieniu Flippy, którego praca polega na smażeniu frytek i kawałków kurczaka w panierce w głębokim oleju oraz przewracaniu hamburgerów. Flippy, który wygląda jak gigantyczne ramię, jest w stanie samodzielnie usmażyć 150 hamburgerów w godzinę. Prototyp, wyprodukowany przez kalifornijską firmę Miso Robotics nie jest tani i w zależności od oprogramowania kosztuje od 60 do 100 tys. dol., ale zakup tego typu maszyn jest opłacalny – nie pobierają pensji, nie trzeba ich nadzorować, nie wymagają świadczeń pracowniczych ani nie założą związków zawodowych. A w dodatku nie narzekają i nie potrzebują przerw na skorzystanie z toalety.

800 mln miejsc pracy

Robotyzacja ludzkich miejsc pracy staje się faktem, a wielkie sieci sklepów zatrudniające automaty to tylko jeden z przykładów korzystania z robotów jako siły roboczej. Nikogo nie dziwią już samoobsługowe kasy w sklepach, czy ekrany dotykowe w restauracjach szybkiej obsługi. Nie wspominając już o dostępie do informacji, których jeszcze pod koniec XX wieku trzeba było szukać w encyklopediach i bibliotekach, a dziś wystarczy wpisać żądane hasło w pasek internetowej wyszukiwarki. Rewolucja przemysłowa, która jest bezpośrednim efektem automatyzacji, na naszych oczach nabiera rozpędu. Według raportu Światowego Forum Ekonomicznego, dotyczącego przyszłości na rynku pracy, do 2020 roku roboty i sztuczna inteligencja (Artificial Intelligence, AI) zabiorą ludziom pięć milionów miejsc pracy. To jednak dopiero początek. Według analityków z McKinsey Global Institute, do roku 2030 maszyny przejmą 800 mln miejsc pracy! Do 2025 roku roboty zastąpią, w zależności od szacunków – od 16 do 30 proc. pracowników. To dane w skali całego świata. Oczywiście postęp i robotyzacja najszybciej zmieni rynek pracy w krajach wysoko rozwiniętych. Z badań przeprowadzonych przez McKinsey Institute, w Stanach Zjednoczonych do 2030 roku (za 12 lat) roboty zastąpią aż 70 milionów ludzi, a więc jedną trzecią pracowników. W jakich branżach? Praktycznie we wszystkich.

Telemarketerzy i piekarze  bez szans

Sztuczna inteligencja już wypiera telemarketerów i konsultantów, a coraz szybsze algorytmy sprawiają, że elektroniczni doradcy są szybsi, sprawniejsi i lepiej poinformowani niż ludzie wciąż jeszcze pracujący w telefonicznych centrach obsługi klienta. Podobny los czeka w najbliższej dekadzie przynajmniej 10 proc. menadżerów, których zastąpią programy analityczne, które dokładniej, trafniej i bez zbędnych emocji oszacują bieżące trendy i zaplanują kolejne biznesowe kroki. O 20 proc. w ciągu najbliższej dekady ma spaść zapotrzebowanie na pracowników biurowych, np. sekretarki. Jeszcze większe spadki zanotuje rynek pracowników fizycznych, głównie tych wykonujących powtarzalne i monotonne czynności. Zapotrzebowanie na pracowników budowlanych, robotników fabrycznych, branży spożywczej, a także na ochroniarzy, krupierów w kasynach i pomywaczy – spadnie o jedną trzecią. O przekwalifikowaniu się muszą zacząć też myśleć kierowcy ciężarówek, taksówek i firm przewozowych typu Uber – żywych kierowców wypierać będą sukcesywnie samobieżne pojazdy. Listonoszy i kurierów zastąpią automatyczne drony, które dostarczą przesyłkę szybko i bez stania w korkach. Raport pt. „Przyszłość zatrudnienia”, przygotowany przez uczonych z Uniwersytetu Oksfordzkiego nie pozostawia złudzeń – najbardziej zagrożone ludzkie zawody to telemarketerzy, bibliotekarze, kasjerzy, kelnerzy, taksówkarze, piekarze i pracownicy fast foodów. Jeśli zatem pracujesz lub planujesz pracować w tych zawodach, radzimy pomyśleć o przekwalifikowaniu bądź zmianie planów.

fot. Luong Thai Linh/EPA-EFE/REX/Shutterstock

Empatia nie do zastąpienia

Najmniej zagrożone przez automatyzację zawody to póki co te, które wymagają kreatywności i empatii. W najbliższych latach o swoje miejsca pracy z robotami nie będą raczej konkurować lekarze, nauczyciele, graficy, psychologowie, duchowni, fryzjerzy i… przedstawiciele handlowi. Co nie oznacza, że branże te unikną robotyzacji. Chiński robot-stomatolog ma już za sobą wstawianie implantów, a robot-chirurg Da Vinci wykonuje precyzyjne zabiegi. Oczywiście pod okiem i nadzorem lekarzy i programistów. Pozytywnie wypadły też testy pierwszej terapeutki wyposażonej w sztuczną inteligencję – choć brakuje jej jeszcze empatii, to cierpliwością przewyższa większość psychoterapeutów. W Chinach już ponad rok temu zadebiutował pierwszy elektroniczny dziennikarz. Robot-reporter gazety „Southern Metropolis Daily” napisał długą na 300 znaków relację z lokalnego festiwalu… w jedną sekundę. W innych redakcjach, np. Associated Press roboty generują już proste wiadomości biznesowe i sportowe. Również w Chinach, niewiele ponad miesiąc temu w telewizyjnej Xinhua News Agency na wizji po raz pierwszy w historii wystąpił pierwszy komputerowo wygenerowany prezenter, którego nie sposób odróżnić od jego ludzkiego pierwowzoru – dziennikarza Zhang Zhao. Jak twierdzą twórcy awatara, sztuczny prezenter może pracować non-stop, nie potrzebuje przerw ani poprawek makijażu, nie myli się, a jedyne czego potrzebuje, to realizator, który dostarczy mu informacje do przekazania.
Z kolei Japończycy skonstruowali już pierwsze roboty, których zadaniem jest opieka nad osobami starszymi i chorymi. W starzejącym się japońskim społeczeństwie zapotrzebowanie na opiekunów i asystentów lawinowo rośnie, a pierwsze roboty-opiekunowie osób starszych już istnieją. Potrafią pomóc usiąść i wstać swojemu podopiecznemu, podać leki, a nawet umilić czas niezobowiązującą pogawędką. Specjaliści przewidują, że w ciągu najbliższych dziesięciu lat automatyczni opiekunowie i asystenci staną się codziennością. Podobnie jak sztuczne zwierzęta domowe, do złudzenia przypominające prawdziwe psy i koty, tyle że pozbawione męczącej funkcji karmienia i wyprowadzania na spacer.

Ludzie do lamusa?

Czy zatem my – ludzie – musimy zacząć obawiać się, że zostaniemy wyparci przez bezduszne, sprawne i nigdy nie męczące się maszyny? Ekonomiści twierdzą, że 75 proc. zawodów, jakie wykonywać będziemy za ok. 20 lat… jeszcze nie istnieje. Roboty, nawet te najbardziej wyrafinowane, nie obejdą się (przynajmniej na razie) bez ludzi, którzy będą je programować, serwisować i naprawiać. Nie zastąpią też ludzi wszędzie tam, gdzie potrzebna jest ludzka wrażliwość, empatia i umiejętności interpersonalne. W końcu, aby kupować wytworzone przez roboty dobra, ludzie będą potrzebować pieniędzy, bez nich, czyli bez pracy dla ludzi załamie się nawet najbardziej zrobotyzowana ekonomia. Czy można wierzyć zapewnieniom ekspertów, czy raczej zacząć bać się o swoje miejsce pracy? Przekonamy się już za kilka-kilkanaście lat, bo rewolucja na rynku pracy dzieje się na naszych oczach. Na wszelki wypadek jednak warto pomyśleć o przekwalifikowaniu i zmianie zawodu.

Grzegorz Dziedzic

gdziedzic@zwiazkowy.com

fot.Rungroj Yongrit/EPA-EFE/REX/Shutterstock

Categories: Społeczeństwo

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*