Religia pokoju i wojny

Dr Joanna Kulska omawia zagadnienie dyplomacji opartej na religii podczas spotkania Chicagowskiego Oddziału Fundacji Kościuszkowskiej 16 maja 2015 r. w Chicago fot.Alicja Otap

Dr Joanna Kulska omawia zagadnienie dyplomacji opartej na religii podczas spotkania Chicagowskiego Oddziału Fundacji Kościuszkowskiej 16 maja 2015 r. w Chicago fot.Alicja Otap

Religia może przejawiać się w ekstremizmie i fundamentalizmie albo w pokojowych, demokratycznych przewrotach i w dyplomacji wyznaniowej prowadzącej do wygaszenia krwawych konfliktów. O różnych obliczach religii –  znanych i nieznanych rozmawiamy z dr Joanną Kulską, ekspertką w dziedzinie religioznawstwa, kulturoznawstwa i politologii.

 

Alicja Otap: Złe oblicze religii kojarzy mi się z fanatyzmem religijnym i egzekucjami przeprowadzanymi na niewinnych ludziach przez Państwo Islamskie (IS). Kto to jest fanatyk religijny?

Dr Joanna Kulska: Wolę używać pojęcia „ekstremista”, bo wtedy wiem, że jest to ktoś, kto odwołuje się do przemocy jako do środka osiągania swoich celów. W Państwie Islamskim mamy do czynienia z typową instrumentalizacją religii, czyli zastosowaniem religii w celu realizacji określonych celów politycznych. Powiedziałabym, że to jest skrajnie makiawelistyczny sposób odczytywania islamu. Państwo Islamskie chce osiągnąć swoje cele bez względu na to, jakie koszty to za sobą będzie niosło, czyli cel uświęca środki, tak jak u Machiavellego. Podobnie na Bałkanach religia była instrumentalizowana przez Serbów w stosunku do innych wyznań. To się zdarza ciągle, od wieków, i dziś też niestety w takiej postaci, z jaką mamy do czynienia w Państwie Islamskim. Koran, jak wszystkie święte księgi, zawiera treści, które można różnie interpretować. Islam nie ma jednej wykładni tej religii. W katolicyzmie mamy naszą wykładnię. Nasz Kościół naucza nas, jak należy rozumieć pewne rzeczy. W islamie ten sam wers Koranu może być zupełnie inaczej odczytany przez dwóch różnych nauczycieli. To jest religia, która podlega ciągłej interpretacji. Natomiast inną rzeczą jest jeszcze osobiste nastawienie oraz poziom żalu i emocji tych walczących po stronie Państwa Islamskiego, bo to są często ludzie, którzy osobiście zostali zranieni i skrzywdzeni przez Zachód.

Takie osoby jest łatwo zwerbować…

– Oczywiście. Wiele z nich to byli więźniowie amerykańskich zakładów karnych, którzy mają w sobie dużo wściekłości szczególnie w stosunku do Stanów Zjednoczonych, ale nie tylko, bo w ogóle do Zachodu. Pamiętam wykład p. prof. Daneckiego, który jest jednym z najlepszych polskich specjalistów od islamu. W jego opinii fundamentalizm w wydaniu islamskim tak naprawdę jest w dużej mierze efektem tego, że w czasie I wojny światowej Anglicy i Francuzi oszukali Arabów, ponieważ obiecali im powstanie państwa arabskiego, a w międzyczasie już dzielili się ich terytoriami, zawierając potajemnie w 1916 r. słynny traktat Sykes-Picot o podziale Bliskiego Wschodu na sfery wpływów. Wówczas poczuli się oszukani nawet ci myśliciele muzułmańscy, którzy chcieli reformować islam i zmodernizować go, by dopasować do ducha czasów. Parę lat później, w 1928 r., powstało Bractwo Muzułmańskie, czyli ta organizacja, którą uważa się za fundamentalistyczną, choć z dzisiejszej naszej perspektywy nie jest ona aż tak bardzo zła. Wywodzący się z Bractwa Muzułmańskiego były prezydent Egiptu Muhammad Mursi, który został skazany na karę śmierci, jest dzisiaj broniony przez cały świat, bo wiadomo, że był to sąd kapturowy i wyrok stanowił wynik politycznej rozgrywki. Rządzący teraz Egiptem wojskowi chcą sobie jakoś poradzić z religią.

Fundamentalizm nie jest jednak domeną tylko islamu?

– Jest wiele rodzajów fundamentalizmu, ponieważ występuje w każdej religii. Nie tylko w islamie, jak nam się przede wszystkim kojarzy, ale też w chrześcijaństwie i to we wszystkich jego odmianach oraz w buddyzmie, hinduizmie i w każdym systemie filozoficzno-religijnym. Ma różne odcienie. Fundamentalizm jest taką postawą, która nawołuje do powrotu do korzeni, czyli do literalnego odczytywania świętych ksiąg. Właśnie takie nieidące z duchem czasu interpretowanie świętych ksiąg słowo w słowo powoduje problemy. My w katolicyzmie uwzględniamy to, że na przykład obraz stworzenia jest obrazem symbolicznym i nie traktujemy go dosłownie. Natomiast fundamentaliści czytają święte księgi słowo w słowo. Islam nie stworzył fundamentalizmu. Wywodzi się on ze Stanów Zjednoczonych − od chrześcijan ewangelikalnych. Narodził się na przełomie XIX i XX wieku i upowszechnił w latach 1910–1915 wraz z publikacją przez chrześcijan ewangelikalnych ksiąg „The Fundamentals” (ang. The Fundamentals: A Testimony To the Truth), które składały się z 90 przypowieści napisanych przez 65 różnych autorów reprezentujących różne wyznania protestanckie. Stąd wywodzi się nazwa fundamentalizm i ona oznacza literalne czytanie pisma świętego.

Jakie konsekwencje dla polityki wewnętrznej i zagranicznej państwa może mieć fundamentalizm?

– Jeśli ktoś czyta swe święte księgi literalnie i nie stoi za tym żadna agresja i przemoc, to właściwie problemu mogłoby nie być, gdyby nie to, że różne silne lobby mogą wpływać na różne rządy. Sądzę, że w przypadku Stanów Zjednoczonych lobby ewangelikalne ma sporo do powiedzenia ze swoją biało-czarną wizją świata. I to nie jest dobre, bo wiadomo, że religia i polityka powinny być od siebie oddzielone. Tak więc, jeśli ktoś chce realizować swoje cele polityczne, niech to robi bez zastosowania przemocy i na swoim jakimś tam najniższym poziomie, nie wpływając na rządy państw. Państwo musi chronić interesy różnych grup religijnych i nie poddawać się wpływom lobby jednego tylko wyznania. Rozdział religii i państwa został wielokrotnie potwierdzony przez różne autorytety jako jedyny najlepszy i możliwy we wszystkich konstelacjach. Wiedzą to Amerykanie i Europejczycy.

Czy rozdział religii i państwa jest właściwy w przypadku Polski? Krytycy Kościoła zarzucają mu zbyt duży wpływ na życie społeczne oraz politykę wewnętrzną i zagraniczną.

– Moim zdaniem Kościół w Polsce wiele się nauczył na początku lat 90., kiedy próby angażowania się w politykę spowodowały ogromny spadek i prestiżu, i poparcia społecznego. Sytuacja Polski w kontekście relacji państwo-Kościół jest oczywiście odmienna od innych państw europejskich ze względu na kluczową rolę Kościoła w przeszłości. Niektórzy socjologowie religii twierdzą, że w Polsce, pomimo procesów modernizacji, poziom religijności i przywiązania do Kościoła pozostanie wyższy niż w innych krajach kontynentu. Inni mają odmienne zdanie i twierdzą, że Polska nieuchronnie podda się procesowi „eurosekularyzacji”.

W Państwie Islamskim mamy do czynienia z typową instrumentalizacją religii, czyli zastosowaniem religii w celu realizacji określonych celów politycznych

Dodatkowo wydaje mi się, że Polski dotyczy w specyficzny sposób problem błędnej, albo innymi słowy, niezrównoważonej percepcji religii. Duża część mediów, podobnie jak wszędzie na świecie, skupia się na tym, co nośne medialnie, co często oznacza szukanie sensacji i pokazywanie negatywnej strony Kościoła, który, jak każda instytucja, ma i wady, i zalety. Zdecydowanie za mało mówi się o tym wszystkim dobrym, co Kościół, a dokładniej ludzie Kościoła, zarówno duchowni, jak i świeccy, robią w sferze społecznej. Równocześnie uważam, że przemiana w kierunku „mniej hierarchów, więcej duszpasterzy” byłaby pożądana, a wręcz konieczna.

Mówiąc o dobrym obliczu Kościoła, co ma Pani na myśli?

– „Faith-based diplomacy” (dyplomacja oparta na religii – przyp. red.). Najkrócej – jest to działalność różnych podmiotów, czy aktorów motywowanych religijnie, czyli takich, którzy czerpią swoją inspirację z religii i ta działalność ma na celu rozwiązywanie konfliktów oraz budowanie pokojowych i sprawiedliwych relacji społecznych. Peacemakerzy różnych wyznań jadą w różne miejsca świata po to, by pomóc zakończyć konflikt. Są świadomi, że podpisanie pokojowego porozumienia to jest dopiero sam początek procesu odbudowywania społeczeństwa, które na przykład jest podzielone po wojnie domowej. Jest to trudne zadanie, ponieważ różne zwaśnione grupy muszą najpierw przestać się nienawidzić po to, aby mogły zbudować nowe społeczeństwo.

Jakimi metodami rozwiązywane są lokalne konflikty społeczne i polityczne?

– W dyplomacji opartej na religii, tzw. dyplomacji drugiego toru, niezwykle ważny jest wątek psychologiczny polegający na uzdrawianiu relacji interpersonalnych. Prowadzony jest dialog, który jest podstawowym instrumentem pojednania i budowania pokoju. Oznacza nie tylko rozmawianie ze sobą, ale też uzyskanie określonego efektu. Chodzi o to, żeby wejść w położenie drugiej strony i spojrzeć na konflikt z perspektywy przeciwnika. Tylko wtedy ja ten konflikt zobaczę zupełnie inaczej. Jest to dialog w znaczeniu, o którym pisał Martin Buber. Nie mówimy w tym przypadku o podziale „ja albo ty”, tylko „ja i ty”. Zaczynamy się nawzajem rozumieć, wchodząc wzajemnie w swoją perspektywę.

Brzmi to jak bardzo żmudna praca i na bardzo podstawowym poziomie.

– Zwykle jest to praca przy pomocy warsztatów, podczas których powracamy do bardzo tradycyjnych metod komunikowania się na najniższym poziomie lokalnym − grassroot level. Mobilizuje się mieszkańców i tamtejszych aktywistów, żeby podejmowali inicjatywę. Kościół katolicki jest dobrze przygotowany do takiej działalności. Ma swoje bazy, ośrodki, organizacje. Ma też swoich przedstawicieli i misjonarzy, którzy mówią w lokalnych językach. Znają oni tamtejszych przywódców religijnych. Na przykład pastor zna się z księdzem katolickim i z imamem z sąsiedniej wioski. Budowane porozumienie między ludźmi zwykle trwa latami. To długi proces, bardzo obciążający dla osób, które są w niego zaangażowane. Mają one poczucie misji, dlatego to robią. Ich motywacja jest inna niż świeckich organizacji. Motywacja religijna jest bardzo silna i dlatego zaangażowanie jest większe niż w przypadku każdego zwykłego śmiertelnika. Czasem, ale znacznie rzadziej, takie wyzwanie przyjmują osoby świeckie.

Dr Joanna Kulska jest adiunktem w Instytucie Politologii Uniwersytetu Opolskiego. Ukończyła studia w zakresie stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim oraz w zakresie kulturoznawstwa na Uniwersytecie Łódzkim. Doktorat z nauk politycznych obroniła na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Jest dyrektorem pierwszych w Polsce polsko-niemiecko-francuskich studiów magisterskich w zakresie integracji europejskiej oraz koordynatorem programu Erasmus. W 2001 roku otrzymała stypendium Fundacji Jana Pawła II na przeprowadzenie badań w Rzymie. Obecnie prowadzi badania w charakterze Visiting Scholar w Divinity School na University of Chicago jako stypendystka Fundacji Kościuszkowskiej. Jest żoną dra Roberta Kulskiego, który realizował swoje badania jako stypendysta Fundacji Kościuszkowskiej w Chicago Kent College of Law w 2012 roku. Państwo Kulscy są rodzicami Jakuba, Ani i Leny.

Gdzie na świecie udało się rozwiązać konflikty przy pomocy dyplomacji wyznaniowej?

– W Mozambiku na początku lat 90. Udało się też polepszyć relacje na Bałkanach po zakończeniu wojny domowej oraz różne konflikty w Afryce, dzięki czemu dziś mają mniej krwawe oblicze i szansę na rozwiązanie. Przykładem jest też Kolumbia, gdzie powstała nadzieja na podpisanie ostatecznie pokoju po wielu latach wojny domowej z partyzantką kolumbijską.

Kościół jest znany jednak nie tylko z wysiłków dyplomatycznych na poziomie lokalnym w małych społecznościach. Znany jest również z dużych międzynarodowych przedsięwzięć dyplomatycznych, których efektem jest np. zniesienie przez USA embarga na Kubie.

– Pragnę podkreślić, że to jest ciąg dalszy bardzo dużego zainteresowania Kościoła katolickiego Kubą. Warto przypomnieć, że w 1962 r. wielki wkład w rozwiązanie kryzysu kubańskiego miał papież Jan XXIII, który wysyłał wówczas listy zarówno do Kennedy’ego, jak i Chruszczowa. Kuba zawsze była w obszarze zainteresowań Kościoła katolickiego. Na tę ścieżkę, która doprowadziła do dzisiejszego polepszenia relacji, wszedł Jan Paweł II i to była ta pierwsza historyczna wizyta na Kubie w 1998 roku. Wcześniej Fidel Castro był gościem w Watykanie i od 1998 r. sytuacja Kościoła katolickiego na Kubie zaczęła się poprawiać. M.in. powstało seminarium katolickie. Były lepsze i gorsze momenty. W czasie pontyfikatu Jana Pawła II był moment, że wszystko się cofnęło, natomiast jego pracę kontynuował papież Benedykt XVI i teraz dokończył papież Franciszek. Bardzo duży wkład w ten proces miał zakon maltański i były ambasador tego zakonu, Polak, Przemysław Hauser.

Święty Jan Paweł II przyczynił się do obalenia komunizmu w Polsce. To chyba jedno z największych osiągnięć dyplomacji Kościoła?

– Tak. To przykład religii obalającej reżimy albo walczącej w imię praw człowieka. Pierwsza wizyta Jana Pawła II w Polsce była tym momentem, kiedy Polacy przestali się bać. Usłyszeli jego wezwanie „nie lękajcie się…” z mowy inauguracyjnej z 1978 r, i drugie wezwanie z pielgrzymki do Polski „niech zstąpi duch Twój i odnowi oblicze tej Ziemi…”. Polacy uwierzyli, że mogą walczyć z komuną. Dlatego powstała Solidarność ponad podziałami społecznymi łącząca robotników, intelektualistów, dziennikarzy, działaczy praw człowieka. Fenomen niespotykany wówczas w skali świata, nawet w socjologii ruchów społecznych.

Porozmawiajmy o aktualnych trendach i przewidywania odnośnie laicyzacji na świecie?

– Na pewno będzie się dalej laicyzował świat zachodni. Europa laicyzuje się najszybciej i trochę wolniej – Stany Zjednoczone. Moim zdaniem Stany Zjednoczone będą jednak bardziej religijne niż Europa, ponieważ jest to państwo imigranckie, a dla imigrantów częścią ich tożsamości jest religia. Religia jest tym ludziom potrzebna, ponieważ są w nowym miejscu i ona daje im poczucie bezpieczeństwa i tożsamości. W Europie jest duży stopień laicyzacji. Na przykład w Skandynawii jest najmniej osób, które uważają się za należące do jakiegoś Kościoła.

Islam nie stworzył fundamentalizmu. Wywodzi się on ze Stanów Zjednoczonych − od chrześcijan ewangelikalnych

W Europie notujemy ciekawe zjawisko „believing without belonging”, czyli wiara bez przynależności instytucjonalnej. To jest typowe dla Europy. W coś tam wierzę, ale nie chodzę do kościoła. Inne określenie „unchurch population”, czyli populacja niekościelna. Według mnie świat zachodni będzie zmierzał w kierunku niższego poziomu religijności. USA wolniej niż Europa. Natomiast w skali świata ze względu na wysoki przyrost naturalny w państwach, w których religijność jest wysoka, jej poziom będzie nadal wysoki. W Afryce, czy w Azji, gdzie jest najwięcej wierzących ludzi, ich dzieci będą też wierzące, chyba że państwa te przeszłyby szybkie modernizacje, ale na to się nie zanosi.

Ciekawym zjawiskiem, o którym trzeba wspomnieć jest wzrost religijności wśród ludzi młodych, ale nie na Zachodzie, tylko w państwach biedniejszych, w dawnym Trzecim Świecie. Religia jest dla tych młodych ludzi jakimś punktem odniesienia, mają ciężkie życie. Badania wykazały, że kiedy podnosi się poziom życia społeczeństwa, to przesuwa się ono od wartości sprzyjających przetrwaniu − jedną z nich jest religia − do wartości sprzyjających swobodnej ekspresji. To jest rzeczywistość całego świata zachodniego. Cały świat południowy to są ludzie, którzy potrzebują religii, i dlatego ten poziom religijności nie będzie spadał.

Do 2050 r. liczba chrześcijan i muzułmanów ma się wyrównać, a potem w 2070 r ma być więcej muzułmanów − nawet o 2 procent. Co Pani myśli o tych prognozach? 

– Powód jest zwyczajny i prozaiczny. Przyrost naturalny i model rodziny. Muzułmanie mają inny model rodziny. Ich rodziny są wielodzietne, a rodziny chrześcijan coraz mniej dzietne. Pewni badacze uważają, że model rodziny muzułmańskiej też się zmienia. Sądzę jednak, że nie zmieni się na tyle, by zmieniły się przewidywane trendy.

Dlaczego mniej słyszymy o dobrych stronach religii, a więcej o złych?

– Dlatego, że przedstawiciele różnych wyznań, którzy robią dobrą robotę, nie chcą o tym mówić ze skromności i nie mają takiej potrzeby. Natomiast tematy medialne są zwykle związane ze złym obliczem religii. Dobra i piękna religia niestety gdzieś się ukrywa.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Alicja Otap

a.otap@zwiazkowy.com

 

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*