Powrót pokemona

Gracze pokemon go w mieście Leerdam w Holandii fot.Piroschka Van De Wouw/EPA

Gracze pokemon go w mieście Leerdam w Holandii fot.Piroschka Van De Wouw/EPA

 

Rozszerzona rzeczywistość stała się faktem. Miliony fanów gry Pokemon Go na całym świecie przemierzają ulice, penetrują budynki i zaglądają w zaułki w poszukiwaniu potworów z japońskiej kreskówki z lat 90. – pokemonów. Mylą się ci, którzy uznają to zjawisko za zabawę i chwilową modę – to zapowiedź technologicznej rewolucji.

W domu nie mamy myszy ani karaluchów, ale mamy pokemony. W zeszłą sobotę był jeden, ale złapała go moja córka. Mały, podobny do wróbla Pidgey siedział w kuchni w kącie za lodówką. Żeby go zobaczyć i złapać, trzeba było użyć aplikacji na smartfona – Pokemon Go. Po jej odpaleniu świat obserwujemy przez kamerę telefonu. Do gry podpięty jest GPS, który pokazuje, gdzie jestem i gdzie w okolicy chowają się pokemony. Potworki pokazują się dzięki cyfrowej nakładce, która na obrazie z telefonicznej kamerki wyświetla postaci animowanych stworów. Te mogą być wszędzie: na środku ruchliwej jezdni, w kościele, na sali operacyjnej albo w twoim łóżku. Pokemon Go to przykład gry opartej na rzeczywistości rozszerzonej (augmented reality, AR), gracze łapią pokemony na ulicach, w domach i budynkach. Warunek jest jeden – muszą tam fizycznie dojść.

Twórcy gry z firmy Niantic przyznają, że ich zamysłem było zmuszenie amatorów gier komputerowych do wyjścia z domów. Nie da się ukryć, że wyszli. Od dwóch miesięcy miłośnicy gry, zwani pokefanami, wychodzą z domów i wgapieni w ekrany smartfonów uganiają się za wirtualnymi stworkami. Gra rzeczywiście promuje ruch – aby z posiadanych przez gracza pokemonich jajek wylągł się mały pokemon, gracz musi przejść, w zależności od rodzaju stwora, od dwóch do dziesięciu kilometrów. Nie działa jazda samochodem ani środkami komunikacji publicznej, gra reaguje wyłącznie na prędkość, z jaką porusza się piechur.

Tu jest pokemon!

Szał na łapanie pokemonów obejmuje stopniowo cały świat, w Pokemon Go gra już Ameryka Północna, Europa i część Azji. Codziennie media donoszą o kolejnych kontrowersjach związanych z grą, która w ciągu niespełna dwóch miesięcy od premiery, zyskała status najpopularniejszej gry komputerowej (smartfonowej) wszech czasów. Okazuje się, że algorytm gry umieszcza pokemony dosłownie wszędzie, za nic mając poszanowanie miejsc kultu i pamięci. Oburzenie wzbudziła obecność pokemonów, a co za tym idzie polujących na nie graczy, w Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie, w Auschwitz czy nowojorskiej strefie zero poświęconej ofiarom ataku na World Trade Center.

Pokemony są wszędzie, a polujący na nie pasjonaci gry codziennie biją rekordy nieostrożności i zwykłej głupoty. Dwie osoby spadły dotychczas z nadmorskiego klifu w San Diego, obie zapatrzyły się w ekran smartfona. Kilka tygodni temu głośna była sprawa mężczyzny, który w Baltimore łapał pokemony, prowadząc jednocześnie samochód. Złapał spory mandat, ponieważ staranował policyjny radiowóz. Z kolei para z Arizony stanie przed sądem z zarzutami zaniedbania swojego dwuletniego dziecka, które pozostało bez opieki w czasie, gdy rodzice wyszli na miasto zapolować na wirtualne potwory. Policja w Australii instaluje znaki nakazujące graczom rozglądanie się na boki w czasie przechodzenia przez jezdnię. Pokemonowe szaleństwo ogarnęło nie tylko chłonną modnych nowinek technologicznych młodzież, grają też dorośli i osoby w podeszłym wieku. Jadąc niedawno miejską kolejką, byłem świadkiem następującej sceny: w wagonie pełnym ludzi w Pokemon Go grało trzech mężczyzn i kobieta, wszyscy dobrze po pięćdziesiątce. Nagle jeden z graczy krzyknął: „Uwaga, w wagonie jest pokemon”, a cała czwórka rzuciła się, aby wirtualne żyjątko schwytać i uwięzić w swoim smartfonie.

W samych Stanach Zjednoczonych codziennie gra 23 mln ludzi, na świecie liczba graczy według ostrożnych szacunków sięga już ponad 100 mln i codziennie rośnie. Na samej sprzedaży mobilnych aplikacji firma zarabia 10 mln dol. dziennie

Gracz pokemon go w Berlinie fot.Alexander Heinl/EPA

Gracz pokemon go w Berlinie fot.Alexander Heinl/EPA

Potworne pieniądze

Pokemon Go stał się światowym fenomenem, zjawiskiem społecznym oraz maszynką do robienia pieniędzy. Portal SurveyMonkey ocenia, że w samych Stanach Zjednoczonych codziennie gra 23 mln ludzi, na świecie liczba graczy według ostrożnych szacunków sięga już ponad 100 mln i codziennie rośnie. Na samej sprzedaży mobilnych aplikacji firma zarabia 10 mln dol. dziennie. Wartość akcji potentata rynku gier komputerowych – Nintendo, która posiada mniejszościowy udział w Pokemon Go, w ciągu zaledwie miesiąca od premiery gry wzrosła o 112 proc., z niecałych 18 dol. do ponad 37 dol. za akcję. Ich wartość zmalała co prawda pod koniec lipca, ale wciąż są popularne wśród maklerów i giełdowych graczy. Przewidywane w ciągu najbliższych dwóch lat zyski z Pokemon Go to 3 miliardy dolarów!

Łapanie potworów to prawdziwa żyła złota, a prowadzenie działalności biznesowej w rzeczywistości rozszerzonej, czyli takiej, która uruchamia się po włączeniu odpowiedniej aplikacji, z pewnością już niedługo stanie się potężną gałęzią marketingową. Pokemon Go przeciera ścieżki, które niebawem zamienią się w pędzące autostrady. Póki co interes zwęszyły sklepy, kawiarnie i centra handlowe. Coraz częściej na witrynach zobaczyć można zaproszenia obiecujące udane łowy wewnątrz. Rzeczywiście, niektóre z tzw. pokestopów, czyli miejsc o szczególnym natężeniu pokemonów, znajdują się w kawiarniach i restauracjach. Restauracja Maxwell’s Bar and Grill w Londynie zanotowała 26-procentowy wzrost zysków od kiedy okazało się, że wewnątrz znajduje się pokestop, a telefonowi myśliwi walą drzwiami i oknami. Część z nich chętnie kupuje ciastko w kształcie ulubionego potwora i popija je kawą w kubku z jego podobizną.

Podobne wzrosty sprzedaży zanotowały kawiarnie i restauracje w Nowym Jorku, Atlancie, czy bar z hot dogami w podchicagowskim Palatine. Nie trzeba być specjalistą od marketingu, by przewidzieć kolejne biznesowe posunięcia: sprzedaż licencji na pokestopy czy produkcję rzadkich pokemonów na specjalne zamówienie, „obrandowanych” przez producentów, którzy w ten sposób zwiększą sprzedaż. Firma McDonald’s otwiera pokestopy w swoich japońskich restauracjach, przyciągając graczy, którzy muszą przecież coś zjeść w realu, a cóż może smakować lepiej niż happy meal z podobizną kultowego pokemona Pikachu? Interes zwęszyły też serwisy randkowe: firma PokeDates kojarzy pary pokefanów, dopasowując ich pod względem charakteru i zainteresowań i umawiając na randkę w jednym z pokestopów. Pierwsza randka jest darmowa, za każdą następną zapłacić trzeba 20 dolarów. Możliwości biznesowych, jakie otwiera Pokemon Go, nie znają jeszcze nawet twórcy gry. Jedno jest pewne – świat po Pokemon Go nie będzie taki sam, a rzeczywistość, w jakiej żyjemy, rozszerzać będzie się coraz bardziej.

Gra pokemon go na terenie obozu Auschwitz fot.Stanisław Rozpedzik/EPA

Gra pokemon go na terenie obozu Auschwitz fot.Stanisław Rozpedzik/EPA

Nakładki na rzeczywistość

Wirtualna rzeczywistość spowszedniała i na trwałe zagościła w naszej codzienności. Trudno wyobrazić sobie choćby dzień bez dostępu do internetu. Większość użytkowników sieci zanurza się w niej jedynie częściowo, sprawdzając co nowego słychać u znajomych na Facebooku, w poszukiwaniu najlepszej ceny upragnionych butów lub oglądając teledysk ulubionego wykonawcy. Pełniejsza wersja wirtualnej rzeczywistości jest dostępna dla posiadaczy specjalnych hełmów do grania w trójwymiarowe gry. Dzięki nim możemy przenieść się w rzeczywistość o dowolnej tematyce: na pole bitwy albo w przestrzeń kosmiczną. To jednak światy fikcyjne, stworzone przez obdarzonych wyobraźnią programistów. Rzeczywistość rozszerzona polega na „nałożeniu” na świat, który widnieje przed twoimi oczami, dowolnej informacji, dodatku i obrazu. Wyobraź sobie, że idziesz ulicą, patrzysz w kamerę telefonu, a na jego ekranie wyświetla się menu mijanej restauracji. Albo oglądasz obraz na wystawie w muzeum, a w rogu ekranu widzisz informację o autorze oraz streszczenie interpretacji dzieła. Próby z zagospodarowaniem rzeczywistości rozszerzonej trwają od kilku lat.

Firma Google próbowała wprowadzić na rynek swoje okulary Google Glass z wbudowanym wyświetlaczem, służące do doświadczania rozszerzonej rzeczywistości, ale pomysł nie chwycił, a sam gadżet nie należał do tanich. Firma Microsoft pracuje nad technologią Holo Lens, której użytkownicy już wkrótce, po włożeniu specjalnych okularów, zobaczą hologramy, czyli trójwymiarowe obrazy nałożone na realną rzeczywistość. Rozpoczyna się nowa era holograficznej rozrywki, reklamy i sztuki, a hologramy mają być skokiem technologicznym równie rewolucyjnym co stworzenie Internetu. Na razie świat łapie w rozszerzonej rzeczywistości pokemony, można śmiać się z pokefanów przemierzających ulice ze wzrokiem wbitym w smartfony. Ale nie wolno zignorować faktu, że rzeczywistość już się za sprawą Pokemon Go rozszerzyła. I nic nie wskazuje, aby w przyszłości miała się zawęzić.

Grzegorz Dziedzic

gdziedzic@zwiazkowy.com

W pokemon go można grać także w zniszczonym wojną Damaszku w Syrii fot.Mohammed Badra/EPA

W pokemon go można grać także w zniszczonym wojną Damaszku w Syrii fot.Mohammed Badra/EPA

fot.David Moir/EPA

fot.David Moir/EPA

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*