Nie kupuj psa na prezent!

Paulina Coletta z suczką JJ

Paulina Coletta z suczką JJ

Przychodzi do nas świąteczna kartka z życzeniami, a na niej słodki obrazek choinki, a pod choinką, z równie słodkiego pudełka na prezenty wyskakuje jeszcze bardziej słodki szczeniak. Nie wysyłaj takiej kartki do Chicago Canine Rescue (CCR) – schroniska, które działa w Chicago w dzielnicy Forest Glen na pograniczu z Jefferson Park.

Wielu odwiedzających, ale mniej adopcji – takie są przedświąteczne statystyki w schronisku, gdzie wyraźnie każdy podkreśla jedno: u nas nie dostaniesz psa na prezent.

– To nie jest dobry pomysł, by kogokolwiek z rodziny zaskakiwać takim prezentem. Nie chcemy, żeby nasz pies trafił jako „prezent dla babci”, która wcale nie chce mieć psa, albo do dziecka, które tak długo się cieszy czworonogiem, jak długo jest szceniakiem – mówi Paulina Coletta, pracownik schroniska.

Odprawiony z przysłowiowym kwitkiem klient schroniska zawsze może pójść po prostu do sklepu i psa kupić. A po świętach… wyrzucić, bo nagle okaże się, że nikt z domowników nie jest już zainteresowany nową „zabawką”. Na szczęście w Chicago Canine Rescue mówią, że okres poświąteczny jak dotąd nie oznaczał dla nich zwiększonej liczby podopiecznych.

Dla tych naprawdę zmotywowanych – propozycja nie do odrzucenia, zamiast kupowania –adoptuj!  Cały proces trwa około tygodnia. Zaczyna się od odwiedzenia strony internetowej Chicago Canine Rescue (www.chicagocaninerescue.com), gdzie trzeba wypełnić aplikację. Po jej wpłynięciu schronisko rozpoczyna proces weryfikacji. Zaczynają od upewnienia się, że każdemu z domowników pies będzie odpowiadał.

– Nie dajemy psa, zanim nie spotka on każdego z domowników, nie pozna się ze zwierzętami, które już w tym domu mieszkają. To, że ktoś wypełnił aplikację, nie gwarantuje, że otrzyma psa. To pierwszy krok – mówi Paulina.

W mijającym 2015 roku udało się znaleźć dom dla ponad 475 psów. W 2014 roku było to 515 psów. Tegoroczny wynik jest słabszy, bo w Chicago panuje psia grypa. Z tego powodu schronisko było zamknięte przez pięć tygodni w kwietniu i maju dla odwiedzających

 

Osoby, które chcą zaadoptować psiaka, muszą podać kontakt do kilku osób, które wydadzą rzetelną opinię na ich temat. Jeśli chętni do adopcji wynajmują mieszkanie, to schronisko na pewno skontaktuje się z właścicielem budynku, by potwierdzić, że pies może w nim zamieszkać. Jeśli w domu są już zwierzaki, to konieczny będzie także kontakt z weterynarzem, który musi potwierdzić, że są one regularnie szczepione i przyjmują wszystkie konieczne leki.

Ostatnim etapem adopcji jest podróż psa z pracownikiem schroniska do domu, gdzie pies zamieszka. Jeśli na miejscu okazuje się, że dom i domownicy są na czworonoga gotowi, to zostaje. I to jest największa radość w Chicago Canine Rescue.

– Cała procedura trwa tydzień. Dla niektórych to długo i się denerwują. Ale lepiej niech pomyślą przez ten tydzień i nabiorą stuprocentowej pewności, że chcą nowego domownika – dodaje Paulina.

Niestety czasami zdarza się, że pies wraca. Ale większość jest szczęśliwa ze swoimi nowymi rodzinami. Świadczą o tym także świąteczne kartki, które przychodzą do schroniska. Na każdej z nich radosna psia mordka.

Chicago Canine Rescue utrzymuje się w całości z datków. Nieoceniona jest też pomoc wolontariuszy, którzy nie tylko zabierają psy na spacer, ale pomagają o nie dbać.

– Mamy wspaniałych ludzi, którzy przychodzą nam pomagać. Któregoś dnia wszystkie nasze psy poszły na spacer i to dwa razy. Po prostu przyszła grupa chłopaków z DePaul University i zabrali psy – wspomina Paulina.

W schronisku pomagają psom i ufają ludziom. Jak dotąd nie zdarzył się żaden przykry wypadek z wolontariuszami. Jeden z nich tylko nieźle wystraszył pracowników, kiedy „zniknął” z psem na kilka godzin. Okazało się, że zabrał czworonoga na psią plażę.

Wśród wolontariuszy jest kilka osób mówiących po polsku. Jest też polska rodzina, która zabiera psy do siebie, do tzw. tymczasowego domu. Przychodzą uczniowie szkół, którzy odpracowują swoje godziny społeczne i najczęściej zostają na dłużej. Przychodzą ludzie, którzy taki serwis mają wpisany w wyrok sądowy, na przykład po jeździe samochodem pod wpływem alkoholu (DUI – driving under influence). Rąk do pomocy nie brakuje.

Praca i obcowanie z psami wciąga. Każdy z pracowników schroniska ma psa w domu i to nie jednego – zdarza się, że dwa i trzy. Wszystkie zaadoptowane.

– Nasze psy są zazwyczaj trochę zwariowane, ale nie gryzą – zapewnia z uśmiechem Paulina, która mówi po polsku i jest etatowym pracownikiem Chicago Canine Rescue, więc jeśli chcemy zaadoptować psa, a nie jesteśmy zbyt pewni swojego angielskiego, to możemy zwrócić się do niej. Paulina nie gwarantuje jednak, że psiak będzie także mówił po polsku 🙂

Aktualnie w CCR przebywa od 40 do 50 psów. To nie tylko psy chicagowskie. Niektóre trafiły tutaj z Oklahomy czy Arkansas, są pieski z Indiany, a nawet kilka, które przyleciały do Chicago aż z Iranu.

Jeśli chcemy zaadoptować psa, który stanie się członkiem naszej rodziny, nie ma się co martwić, że nie wyskoczy z cukierkowatego pudełka spod choinki. Być może trafi do nas w styczniu, albo w kwietniu. Miesiąc nie jest najważniejszy. Najważniejsze jest, żeby z nami został.

Ewa Malcher

Zdjęcia: Piotr Serocki

Chicago Canine Rescue

5272 N. Elston Ave.

Chicago, IL 60630

Tel. (773) 697-8848

www.chicagocaninerescue.com

Zdjęcia psów gotowych do adopcji publikujemy także w weekendowych wydaniach „Dziennika Związkowego”.

  • DSC_4729
  • DSC_4731
  • DSC_4733
  • DSC_4744
  • DSC_4754
  • DSC_4772
  • DSC_4787
  • DSC_4803
  • DSC_4805
  • DSC_4815
  • DSC_4817
Categories: Społeczeństwo

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*