Młodzi, biali i wściekli. Co kieruje sprawcami masowych strzelanin

Młodzi, biali i wściekli. Co kieruje sprawcami masowych strzelanin

Po masowych strzelaninach w Teksasie i w Ohio, w których w ubiegły weekend zginęło łącznie 31 osób, a 51 odniosło obrażenia, w Stanach Zjednoczonych na nowo rozgorzała dyskusja na temat powodów masowych strzelanin i motywów kierujących sprawcami. Jakie są przyczyny i motywacje sprawców masowych masakr? Co nimi kieruje i dlaczego strzelają do bezbronnych ludzi?

Patrick Crusius strzelał do ludzi w Walmarcie w El Paso (Teksas) fot.FBI HANDOUT/EPA-EFE/Shutterstock

Po kolejnych masowych strzelaninach w El Paso, w Teksasie i Dayton w stanie Ohio, w poniedziałek 5 sierpnia głos zabrał prezydent Donald Trump, który potępił działania sprawców, stojący za strzelaniną w Teksasie rasizm i przeświadczenie o wyższości białej rasy oraz wezwał, aby „powstrzymywać masowe strzelaniny zanim się wydarzą”. Prezydent, jako główny sojusznik NRA (National Riffle Association, Narodowego Towarzystwa Strzeleckiego), ponownie nie powiązał tragedii z powszechnym i łatwym dostępem do półautomatycznej broni bojowej. Zamiast tego, wskazał na przyczyny, które – jego zdaniem – popychają młodych mężczyzn do chwycenia za broń i strzelania do niewinnych i nieuzbrojonych przypadkowych ofiar. Jako główne przyczyny masowych strzelanin w USA prezydent Trump wymienił naśladownictwo sprawców, czerpiących inspirację do zbrodni z innych masowych strzelanin, gloryfikację przemocy w grach wideo oraz choroby psychiczne.
Wszystkie z wymienionych przez Trumpa przyczyn były i są przedmiotem badań naukowców, natomiast nie wszystkie rzeczywiście leżą u podłoża działań sprawców masowych strzelanin, a właściwie – masowych egzekucji.

Naśladownictwo

Connor Betts, sprawca strzelaniny w Dayton, Ohio fot.DAYTON POLICE DEPARTMENT/HANDOUT HANDOUT/EPA-EFE/Shutterstock

Czy sprawcy masowych strzelanin wzorują się na innych sprawcach? Niewątpliwie tak. Wskazują na to policyjne śledztwa i analizy kryminologiczne. Sprawcy masowych strzelanin przed dokonaniem masakry najczęściej uważnie studiują przebieg wcześniejszych masowych strzelanin, oglądają nagrania wideo, analizują doniesienia medialne i wszelkie dostępne materiały źródłowe. Wskazuje na to tendencja sprawców do powielania strategii swoich poprzedników oraz naśladowania ich gestów, mimiki czy sposobu ubierania się.
Adam Lanza, który w grudniu 2012 roku zastrzelił 26 osób, w tym 20 uczniów szkoły podstawowej Sandy Hook w Newtown, w stanie Connecticut, wzorował się na masakrze w liceum w Columbine w Kolorado, z 1999 roku. Sprawca strzelaniny w gejowskim klubie Pulse w Ontario na Florydzie, przed dokonaniem zbrodni analizował masową strzelaninę z San Bernardino w Kalifornii.
21-letni Patrick Wood Crusius, który 3 sierpnia w supermarkecie Walmart w El Paso w Teksasie zastrzelił 22 osoby, a ranił 24 – wzorował się na zamachowcu z Christchurch w Nowej Zelandii – Brentonie Tarrancie, który 15 marca zamordował 51 osób i ranił 49. Ofiary z Christchurch były muzułmanami biorącymi udział w modłach w tamtejszych meczetach, Crusius wziął na celownik Meksykanów. „Generalnie, popieram zamachowca z Christchurch i jego manifest. Mój atak to odpowiedź na latynoską inwazję na Teksas” – napisał Crusius we wstępie do swojego manifestu, opublikowanego na krótko przed strzelaniną w internecie.
Zdaniem psychologów badających profile sprawców masowych strzelanin, często idealizują oni zbrodnie swoich poprzedników i traktują ich jako „bohaterów”, „wojowników” i „pionierów”. Naśladownictwo i decyzja o dokonaniu masakry to dla większości sprawców swoisty, choć makabryczny sposób na zdobycie sławy i przejście do historii. Kolejni sprawcy mają nadzieję, że „przebiją” poprzedników w ilości zamordowanych ofiar i sami staną się punktem odniesienia dla kolejnych zamachowców. Dane dotyczące masowych strzelanin w USA, analizowane przez organizację Mother Jones, jednoznacznie wskazują, że masowe strzelaniny są coraz bardziej krwawe i ginie w nich coraz większa liczba ludzi, co potwierdza tezę o „biciu rekordu” w liczbie ofiar. Tylko najbardziej brutalne zbrodnie mają szansę na przebicie się do krajowych i światowych mediów, a przecież głównie o rozgłos chodzi sprawcom.

Brutalne gry wideo

Wyniki badań nad związkiem pomiędzy graniem w brutalne gry wideo a wzrostem agresji nie są jednoznaczne. Najnowsze badanie opublikowane w periodyku „Perspectives on Psychological Science” potwierdza istnienie związku pomiędzy graniem w brutalne gry i wzrostem agresywnych zachowań u graczy, ale są to wzrosty niewielkie, w żadnym stopniu nie przekładające się na decyzję, aby zamiast zabijać wirtualnych wrogów na ekranie telewizora, zorganizować prawdziwą masakrę i za pomocą prawdziwej broni zamordować w krótkim czasie jak największą liczbę prawdziwych osób. Naukowcy są w zasadzie zgodni, że nie istnieje związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy brutalnymi grami wideo a masowymi strzelaninami. W brutalne gry wideo gra większość nastolatków w Stanach Zjednoczonych, a brutalnych masowych mordów dokonuje garstka. Poza tym, brutalne gry są najbardziej popularne w krajach azjatyckich, w których masowe strzelaniny zdarzają się o wiele rzadziej niż w USA.

Choroby psychiczne

Podobnie słaby jest związek pomiędzy masowymi strzelaninami a chorobami psychicznymi. Przypisywanie masowych strzelanin „wariatom” i „szaleńcom” jest raczej wynikiem istnienia stereotypów, według których osoby cierpiące na zaburzenia i choroby psychiczne uznawane są za niebezpieczne dla otoczenia i nadmiernie agresywne. W rzeczywistości tylko znikomy procent cierpiących na poważne zaburzenia urojeniowe (psychozy, schizofrenię paranoidalną) jest w stanie dokonać brutalnej zbrodni. Z badań psychiatrów zajmujących się sprawcami masowych strzelanin wynika, że jedynie co piąty doświadczył kiedykolwiek w życiu zaburzeń o charakterze psychotycznym – halucynacji wzrokowych i słuchowych lub zaburzeń paranoidalnych. Pozostałe 80 proc. zmagało się z problemami, które są udziałem większości z nas – złości, osamotnienia, stanów depresyjnych, życiowych niepowodzeń, straty, odrzucenia czy nieudanych związków romantycznych. Faktem jest natomiast, że problemy psychiczne sprawców może pogłębić używanie alkoholu, narkotyków, leków psychotropowych, bądź kombinacji tych substancji.
Psychiatrzy podkreślają, że nie istnieje uogólniony psychologiczny profil potencjalnego masowego zabójcy, pozwalający na prewencyjne wychwytywanie przyszłych sprawców i zapobieganie w ten sposób masowym strzelaninom. Co prawda większe skłonności do zachowań agresywnych przejawiają osoby cierpiące na zaburzenia osobowości, czyli charakteryzujący się niskim poziomem empatii psychopaci i socjopaci. To ludzie o skłonności do kontrolowania innych, manipulowania zachowaniami i emocjami, nierzadko przejawiający w dzieciństwie i wczesnej młodości agresywne zachowania wobec rówieśników i zwierząt. Socjopaci i psychopaci częściej popełniają pospolite przestępstwa lub dopuszczają się zachowań ryzykownych, ale doskonała większość z nich nie jest skłonna do strzelania do bezbronnego tłumu, a swoje skłonności są w stanie realizować w sposób społecznie akceptowalny. Sprawcy masowych strzelanin to najczęściej młodzi mężczyźni żyjący w izolacji, rozczarowani światem, nienawidzący i bojący się kobiet, karmiący się teoriami spiskowymi, a poczucie mocy i motywację do działania czerpiący z internetowych forów, na których roi się od agresji i nienawiści do całych grup społecznych – imigrantów, Żydów, feministek, „lewaków”, Afroamerykanów i mniejszości seksualnych.

Uczestnicy marszu przeciwko przemocy i za zaostrzeniem prawa do posiadania broni fot.CRISTOBAL HERRERA/EPA-EFE/Shutterstock

Frustracja białego rasisty

Posiadanie wspólnego wroga daje sfrustrowanym młodym mężczyznom poczucie sensu i wspólnotowości. Łatwy dostęp do broni palnej, marzenia o zostaniu „bohaterem” dla innych wyobcowanych ze społeczeństwa i przepełnionych nienawiścią frustratów oraz potrzeba zaistnienia, choćby poprzez dokonanie spektakularnej, nagłośnionej przez media masakry – dopełniają obrazu sprawcy. Choć niezupełnie. Po zamachu w El Paso służby prowadzą śledztwo w sprawie rodzimego terroryzmu, motywowanego ideologią rasistowską, propagowaną przez zwolenników teorii o wyższości białej rasy, czyli tzw. białych suprematystów. Do zdecydowanej reakcji i prewencji „białego terroryzmu” wezwali przedstawiciele demokratów i republikanów, nawołując, aby zagrożenie ze strony białych suprematystów traktować równie poważnie, jak zagrożenie ze strony terrorystów z Al-Kaidy czy Państwa Islamskiego. Eksperci badający zjawisko narastania postaw ekstremistycznych wśród młodych wyznawców ideologii wywyższającej białą rasę twierdzą, że nie jest to wyłącznie problem Stanów Zjednoczonych, a zjawisko o charakterze globalnym. Od roku 2011 w 16 atakach przeprowadzonych przez sprawców powiązanych z grupami białych suprematystów lub motywowanych ich ideologią, na całym świecie zginęło co najmniej 175 osób. Sprawcy tych ataków mają ze sobą wiele wspólnego. Oprócz koloru skóry, dzielą przekonanie o przynależności do rasy, której istnienie i przyszłość są zagrożone poprzez „dokonujących inwazji” wrogów – Latynosów, muzułmanów, Żydów, Afroamerykanów, homoseksualistów, neomarksistów, feministki i lewicowych polityków. Powszechne jest przekonanie o rychłym wykorzenieniu białej rasy i zastąpieniu jej przez wyżej wymienione grupy. Tego typu przekonania rozbrzmiewają w manifestach publikowanych przez sprawców masowych strzelanin, a do medialnego mainstreamu przedostają się dzięki ksenofobicznym wypowiedziom prawicowych polityków, z Donaldem Trumpem na czele.

Ryba psuje się od głowy

Trump praktycznie na każdym wiecu wyborczym powtarza hasła odwołujące się wprost do białego suprematyzmu, mówi o „inwazji imigrantów”, „pladze”, „zarazie” i wzmacnia w ten sposób poczucie zagrożenia. W tej perspektywie jego słowa po strzelaninie w El Paso o „potrzebie potępienia białego suprematyzmu” brzmią nie tylko niewiarygodnie, ale świadczą o hipokryzji. Przypomnijmy, że w maju podczas wiecu wyborczego prezydent nie tylko ponownie użył słowa „inwazja”, ale zapytał swoich zwolenników, w jaki sposób należy zatrzymywać na granicy nielegalnych imigrantów. Kiedy ktoś z tłumu krzyknął „Trzeba do nich strzelać!” Trump wybuchnął śmiechem. Po ataku białego suprematysty w Charlottesville, który wjechał samochodem w tłum kontr-manifestantów w sierpniu 2017 roku, Trump nie tylko nie potępił białych suprematystów, ale stwierdził, że jest wśród nich „wielu porządnych ludzi”. Zdaniem ekspertów, przykład i nienawistna retoryka idąca z samej góry, wzmacnia postawy ekstremistyczne wśród młodych białych rasistów, a sam Trump jest dla nich idolem i niemal mitycznym bohaterem, stojącym na straży bezpieczeństwa białej rasy.
Od ataku na World Trade Center, 11 września 2001 r. Stany Zjednoczone wydały na zapobieganie międzynarodowemu (czytaj – islamskiemu) terroryzmowi 2,8 tryliona dolarów. Promil z tej sumy został przeznaczony na zapobieganie atakom „rodzimych” białych terrorystów. Według danych organizacji New America od ataków 9/11 islamscy terroryści zamordowali na amerykańskiej ziemi 104 osoby, podczas gdy liczba ofiar białych suprematystów w USA wyniosła w tym czasie 107. Tymczasem Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego (Department of Homeland Security, DHS) zredukował w tym roku komórkę zajmującą się monitorowaniem grup neo-nazistowskich i związanych ze skrajną prawicą do… ośmiu pracowników i rocznego budżetu poniżej 3 mln dol.
Oczywiście biały rasizm nie jest w USA niczym nowym. Nowe są tylko sposoby rozpowszechniania rasistowskiej ideologii. W USA, gdzie konstytucyjnie zagwarantowana jest wolność opinii i wypowiedzi, skrajne przekonania i poglądy mieszczą się w legalnym spektrum. Internet kipi od rasistowskich manifestów i forów dyskusyjnych, takich jak 8-chan, na którym swoje poglądy wyrażał napastnik z El Paso. Internet służy białym suprematystom do rozpowszechniania swojej ideologii i rekrutacji nowych członków. Garstka z nich, ta najbardziej sfrustrowana i żądna sławy, sięgnie po (łatwo dostępną) broń i spróbuje po raz kolejny pobić rekord zabitych. Bez zdecydowanych kroków prewencyjnych, wymierzonych w radykałów ze skrajnej prawicy, bez federalnej infiltracji tych środowisk, kolejna masowa strzelanina to kwestia czasu. Bardzo krótkiego czasu.

Grzegorz Dziedzic
gdziedzic@zwiazkowy.com

Na zdjęciu głównym: W miejscu strzelaniny w El Paso mieszkańcy składają kwiaty i palą znicze
fot.LARRY W SMITH/EPA-EFE/Shutterstock

Categories: Ameryka, Społeczeństwo

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*