Masz ci los

Mieszkanka Brooklynu w Nowym Jorku obstawia swoje szczęśliwe liczby. Niestety bez powodzenia fot.Andrew Gombert/EPA

Mieszkanka Brooklynu w Nowym Jorku obstawia swoje szczęśliwe liczby. Niestety bez powodzenia fot.Andrew Gombert/EPA

Jeśli czytasz ten artykuł, to znaczy, że nie skreśliłeś „szczęśliwych” numerów w ostatnim losowaniu loterii Powerball. W innym wypadku nie miałbyś na to czasu, zajęty poszukiwaniem wyspy na sprzedaż albo planowaniem wycieczki dookoła świata. Głowa do góry, następnym razem… też się nie uda.

Amerykę ogarnęła w ostatnich tygodniach loteryjna gorączka. Nic dziwnego, po osiemnastu losowaniach, podczas których nie padła główna wygrana, suma kumulacji w międzystanowej loterii Powerball wyniosła w środę przyprawiającą o zawrót głowy sumę 1,5 mld dolarów. Takie pieniądze pobudzają wyobraźnię. Gnani emocjami i wyobrażeniami o wiecznych wakacjach na rajskiej wyspie staliśmy w kolejkach po kolejne losy, nieśmiało licząc na łut szczęścia. „Przecież każdy ma równe szanse, przecież ktoś te pieniądze wygrywa” – to najczęściej słyszane frazy ostatnich dni. Mało kto zadaje sobie pytania o racjonalne uzasadnienie gry na loterii. Czy wydanie dwóch dolarów na kupon rzeczywiście się opłaca? Czy naprawdę mamy szanse zostać totolotkowymi miliarderami?

Mniej niż zero

Odpowiedzi możemy szukać we własnej intuicji, u wróżek i jasnowidzów, polegać na snach lub numerach z chińskiego bufetu. To przykłady mechanizmu nazywanego przez psychologów racjonalizacją, a polegającego na próbach racjonalnego wytłumaczenia nieracjonalnego postępowania. Tymczasem, odpowiedzi na pytanie o szanse na główną wygraną na loterii udziela bezlitośnie racjonalna matematyka.

Aby zgarnąć główną wygraną należy prawidłowo wytypować pięć z 69 cyfr i, dodatkowo, jeden z 26 numerów Powerball. Opierając się na rachunku prawdopodobieństwa, szansa na trafienie właściwej kombinacji to 1 do 292 201 338, czyli blisko jeden do 300 milionów. Liczba trudna do objęcia wyobraźnią, ale spróbujmy.

Każdy zna zabawę w wyciąganie zapałki z ułamanym łebkiem. Załóżmy, że ta zapałka to główna wygrana w Powerball. Teraz wyobraźmy sobie, że wyciągamy ją na chybił trafił z góry zapałek wysypanych z ponad sześciu milionów pudełek. Do przetransportowania takiej ilości pudełek zapałek potrzebowalibyśmy czterech ciężarówek z 48-stopowymi naczepami, a ich wysypywanie z pudełek, zajęłoby jednej osobie ponad 400 dni roboczych.

Szansa na trafienie głównej wygranej jest mniej więcej taka, jak szansa na zostanie trafionym przez piorun w danym roku. Procentowo też nie wygląda to obiecująco: na trafienie właściwej kombinacji mamy 0,0000003422 procent szans. Dla porównania, szansa śmierci w wypadku samochodowym wynosi dla przeciętnego mieszkańca USA ok. 1 procenta.

Nie działa również stosowana często strategia zakup większej liczby losów. Przy jednorazowym zainwestowaniu dwustu dolarów w zakłady loterii Powerball, prawdopodobieństwo trafienia upragnionej szóstki jest mniej więcej takie, jak zostanie zabitym przez sztuczne ognie. Chyba że inwestujemy naprawdę dużo, choć i wtedy, po podliczeniu bilansu inwestycji i wygranych, z reguły okazuje się, że zwycięzcą jest rząd federalny i stanowe urzędy loteryjne.

Od malarza do milionera

Matematyka matematyką, a gigantyczne wygrane rozpalają wyobraźnię Amerykanów. Wśród zwycięzców amerykańskiej loterii nie brakuje też Polaków. Pierwszymi zwycięzcami w historii loterii Powerball byli polscy imigranci, mieszkańcy Kolorado, Eugeniusz i Stanisława Markiewiczowie, którzy w 2007 r. wygrali 20 mln dolarów. Markiewiczowie od pięciu lat grali skreślając te same numery, będące kombinacją dat urodzin członków ich rodziny. Zwycięzcy zdecydowali, że wygraną będą pobierać w ratach przez kolejne 30 lat, dzięki czemu unikną zapłacenia wyższej sumy podatku oraz pokusy zbyt dużych wydatków. Za wygrane pieniądze kupili nowy dom i wybrali się na wycieczkę po Europie.

W kwietniu 1996 r. Maciej Mankiewicz z podchicagowskiego Des Plaines, jechał, jak co dzień do pracy. 56-letni wówczas Polak, który pracował jako malarz pokojowy, grał regularnie. Od 1974 r., dwa razy w tygodniu kupował los w okolicznym sklepiku, po czym w tym samym miejscu sprawdzał zgodność kuponu z wylosowanymi numerami. Tego dnia, w drodze do pracy zatrzymał się pod sklepem, a wyszedł z niego bogatszy o 14 milionów dolarów. Maciejowi Mankiewiczowi, rozwodnikowi wychowującemu dwie córki, wygrana nie przewróciła w głowie. Wyprowadził się na dalekie przedmieścia, gdzie mieszkając w sporym, ale dość skromnym domu, po latach ciężkiej fizycznej pracy, mógł wreszcie odpocząć i cieszyć się życiem.

Wielkie świętowanie w sklepie sieci 7-Eleven w Chino Hills w Kalifornii, gdzie kupiono jeden z trzech zwycięskich kuponów fot.Eugene Garcia/EPA

Wielkie świętowanie w sklepie sieci 7-Eleven w Chino Hills w Kalifornii, gdzie kupiono jeden z trzech zwycięskich kuponów fot.Eugene Garcia/EPA

O niebywałym szczęściu może mówić mieszkający w Kolorado Tadeusz Krupa, który w 2007 r., w ciągu zaledwie 13 miesięcy wygrał na loterii 21 razy. Polakiem, który zgarnął łącznie blisko 160 tys. dol., zainteresowali się organizatorzy loterii Cash Five, podejrzewając oszustwo. Po przeprowadzeniu dochodzenia stwierdzili jednak, że wygrane Krupy związane są z częstotliwością grania. Polak wydawał na kupony tysiące dolarów tygodniowo, ale, jak twierdził, inwestycja opłaciła się, ponieważ wygrał więcej niż zainwestował.

Podobnym doświadczeniem podzielił się inny nasz rodak, Robert, który prosi o zachowanie anonimowości. – Teraz już nie gram, ale przez lata byłem uzależniony od zdrapek – mówi.

Robert kilka lat temu zdrapał 4 mln dolarów. Odebranie wygranej stanowiło spore wyzwanie, ponieważ Robert jest nieudokumentowanym imigrantem. Czas naglił, bo nagrodę odebrać trzeba było w przeciągu roku. Udało się dzięki zatrudnieniu adwokata, który znalazł sposób na ominięcie przepisów. – Co nie było tanie – narzeka Robert. – W ogóle to oszukują ludzi, chcieli mi zrobić zdjęcie z czekiem na cztery miliony, a na rękę dostałem milion czterysta tysięcy. Z tego spłaciłem długi, w które wpadłem kupując zdrapki i spłaciłem dom, którego nie zdążył zabrać bank. Drugi kupiłem córce. Niewiele mi zostało, w sumie prawie „na zero” wyszedłem – narzeka „szczęśliwiec”.

Statystyki dotyczące zwycięzców loterii wykazują, że aż 70 proc. loteryjnych milionerów najpóźniej siedem lat po wygranej staje się bankrutami

Przekleństwo wygranej

Mimo nikłych, praktycznie zerowych szans na wygraną, gnani wizją luksusowego życia, kupujemy kolejne losy, zwłaszcza podczas kolejnych rekordowych kumulacji. Snując marzenia o bogactwie zapewniamy samych siebie, że poradzilibyśmy sobie z ciężarem nagłej fortuny, zainwestowali mądrze i nie stracili poczucia rzeczywistości.

Niestety, wbrew obiegowym opiniom i naszym własnym przekonaniom, statystyki dotyczące zwycięzców loterii wykazują, że aż 70 proc. loteryjnych milionerów najpóźniej siedem lat po wygranej staje się bankrutami.

Edward Ugel w swojej książce „Money for Nothing: One Man’s Journey Through the Dark Side of Lottery Millions” (w tłum. „Łatwe pieniądze. Podróż na ciemną stronę loteryjnych wygranych”) pisze, że wśród tysięcy zwycięzców loterii, z którymi rozmawiał, większość, po początkowej euforii, wcale nie uważała się za ludzi szczęśliwych, a zaledwie garstka potrafiła ułożyć sobie życie po wygranej. Zdarza się, że losy loteryjnych milionerów przybierają tragiczny obrót.

Półtora miliarda pojawiło się na wyświetlaczach Powerball po raz pierwszy w historii tej gry fot.Andrew Gombert/EPA

Półtora miliarda pojawiło się na wyświetlaczach Powerball po raz pierwszy w historii tej gry fot.Andrew Gombert/EPA

W 2012 r. mieszkaniec Chicago, Urooj Khan wygrał na stanowej loterii milion dolarów. Mężczyzna cieszył się wygraną zaledwie jeden dzień. Nazajutrz po odebraniu czeku Khan został znaleziony martwy. Sekcja zwłok wykazała, że został otruty przy pomocy cyjanku potasu. Wśród podejrzanych o morderstwo byli krewni Khana, ale ostatecznie nikomu nie postawiono zarzutów i sprawa śmierci jednodniowego milionera do dziś owiana jest ponurą tajemnicą.

Podobny los spotkał Jeffreya Dampiera, który wygrał 20 mln dolarów. Rodzina, którą zasypywał prezentami stawała się coraz bardziej roszczeniowa. W końcu, siedem lat po wygranej, Dampier został porwany, a następnie zastrzelony przez swoją szwagierkę Victorię Jackson.

W 2002 r. Jack Whitaker z Zachodniej Wirginii wygrał w loterii Powerball 315 mln dolarów. Whitaker nie zachłysnął się fortuną i postanowił, że wesprze finansowo lokalną społeczność. Dziesięć procent wpłacił na rzecz chrześcijańskiej organizacji charytatywnej, sfinansował budowę kilku kościołów, założył nawet własną fundację pomagającą rodzinom żyjącym poniżej progu ubóstwa. Mimo dobrych chęci i szlachetnych pobudek, jego życie prywatne zaczęło popadać w ruinę. Zaczął pić, mieć problemy z prawem. Znany z noszenia przy sobie setek tysięcy dolarów w gotówce, dwa razy padł ofiarą rabunku, kiedy wychodził z sex klubu. Jego 17-letnia wnuczka, której wypłacał ponad 2 tys. dol. kieszonkowego tygodniowo, zmarła po przedawkowaniu narkotyków, córka Whitakera także zginęła w tajemniczych okolicznościach. Kilka lat po wygranej rodzina Whitakerów szczerze żałowała, że w dniu losowania nie podarli zwycięskiego kuponu.

Tragicznie zakończyła się historia mieszkańca Teksasu, Boba Harrella, który z dnia na dzień wzbogacił się o 31 mln dolarów. Bezpośrednio po wygranej, do Harrella ustawiła się kolejka potrzebujących: krewnych, przyjaciół i obiecujących krociowe zyski inwestorów. W niespełna dwa lata po losowaniu Bob Harrell, straciwszy wszystko, odebrał sobie życie. W pożegnalnym liście samobójca napisał, że „wygrana na loterii była najgorszą rzeczą, jaka mu się kiedykolwiek przytrafiła”.

Grzegorz Dziedzic

gdziedzic@zwiazkowy.com

45 osób z Illinois wygrało w środowym losowaniu loterii Powerball nagrody w wysokości 50 tys. dol. lub wyższe. Dwie milionowe wygrane padły w podchicagowskim Schaumburgu i w Glenview.

W środę, 13 stycznia padła główna wygrana w loterii Powerball – 1,5 mld dolarów. Zdobywcą najwyższej w historii światowej loterii puli został mieszkaniec Kalifornii. W Illinois wygranymi środowego losowania zostały ponad 839 tys. osób, które skreśliły numery uprawniające do odbioru nagród w przedziale od 4 dol. do 100 tys. dolarów.

Do 45 osób w środowy wieczór szczęście uśmiechnęło się szczególnie szeroko, w Illinois padło 37 wygranych w wysokości 50 tys. dol., sześć osób odbierze czeki na 100 tys. , a dwie – na okrągły milion dolarów. Milionowe wygrane przypadły graczom, którzy kupili kupony: na stacji benzynowej Citgo, przy 915 Greenwood Road w Glenview oraz w kiosku Newstand w centrum handlowym Wodfield w Schaumburgu.

13 stycznia w losowaniu loterii Powerball padły nastepujące numery: 04, 08, 19, 27, 34 i Powerball (10). Zawrotną sumą 1,586 miliarda dolarów podzielą się posiadacze trzech zwycięskich kuponów. Kupiono je na Florydzie, w Kalifornii i w Tennessee – informuje Powerball. Kumulacja była największa w historii.

Zwycięzcom gratulujemy!

(gd)

Categories: Społeczeństwo

Comments

  1. Expert
    Expert 19 stycznia, 2016, 08:34

    Astronomiczne kwoty do wygrania i astronomicznie małe szanse na skreślenie prawidłowych cyfr. Rzeczywiście nie trudno o zawrót głowy kiedy cały świat stoi otworem.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*