Kuszące informowanie o oszustwach

Kuszące informowanie o oszustwach

Można wygrać całą pulę na loterii, ale dużo szybciej i podobne pieniądze przynosi ujawnianie oszustw, zwane whistleblowing. Miniony rok był dla demaskatorów pierwszorzędny – łącznie zgarnęli 435 mln dol., a kolejne 170 mln dol. podzielą między siebie trzy osoby, które nagłośniły nadużycia w Bank of America. Czy jednak system wynagradzania społecznych informatorów jest bez skazy?

Whistleblowing coraz popularniejszy

Według polskiej Fundacji im. Stefana Batorego whisleblower to „aktywny obywatel, który będąc świadkiem bezprawnego działania, zabiega o jego wyeliminowanie”. Właśnie do takich działa zachęca amerykańskich obywateli ustawa False Claims Act, w ramach której osoba indywidualna może domagać się przed sądem części pieniędzy skradzionych państwu. Jak podaje „New York Times”, dzięki ustawie w poprzednim roku finansowym Departament Sprawiedliwości odzyskał łącznie 6 mld dolarów. Ponad połowa tej sumy – 3,1 mld dol. – pochodziła od banków zaangażowanych w oszukańcze praktyki hipoteczne, a większość pozostałej kwoty – ok. 2,3 mld dol. – odzyskano z oszustw związanych Medicaid i Medicare.

Ustawa False Claims Act nie była jedynym programem federalnym, który mobilizował osoby zgłaszające nadużycia. Inna reforma systemu finansowego pozwoliła na utworzenie programu mającego zmniejszyć oszustwa wobec Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC). W ubiegłym roku w ramach programu otrzymano 3620 skarg i wypłacono 9 nagród. Największą zdobył cudzoziemiec, którego tożsamość jest chroniona. Co więcej, nie jest nawet znana nazwa firmy, która była zaangażowana w oszukańczy proceder. Wiadomo jedynie, że SEC zdecydowała się na wypłatę tak wysokiej sumy mimo ustaleń, że obcokrajowiec „zwlekał w sposób nieuzasadniony” ze zgłoszeniem oszustwa, co spowodowało szkody dla większej liczby osób.

 fot.Kay Nietfeld/EPA

fot.Kay Nietfeld/EPA

Dlaczego rząd kocha demaskatorów

Zdaniem wielu rosnąca liczba demaskatorów to dobry trend. Dla rządu cierpiącego na niedobór personelu społeczni informatorzy stanowią nieocenioną pomoc. Donoszą o nieprawidłowościach, których rząd nie jest w stanie wykryć i doskonale znają system, bo sami w nim pracują. To demaskatorzy potrafią wyjaśnić działanie nowych skomplikowanych instrumentów finansowych przedstawicielom władz, którzy z istnienia takowych mogą nawet nie zdawać sobie sprawy. To właśnie ci ludzie dają rządowi argumenty w sporach sądowych przeciwko bankom powodującym kryzys finansowy, pozwalając tym samym na odnoszenie zwycięstw z najbardziej nieposłusznymi instytucjami finansowymi.

To wyjaśnia skwapliwość władz do ochrony demaskatorów i wypłacania im ogromnych sum. Uznają bowiem te finansowe nagrody jako nieodłączny składnik prowadzenia biznesu niczym nie różniący się od honorariów płaconych prawnikom w pozwach o oszustwa finansowe. Jedyna różnica jest taka, że pieniądze otrzymuje ktoś, kto odkrył nieprawidłowość, a nie sam prawnik.

Prokurator generalny za zwiększeniem nagród

Odchodzący prokurator generalny Eric Holder w niedawnym przemówieniu wygłoszonym na New York University School of Law apelował o zwiększenie wysokości wypłat dla demaskatorów w ramach ustawy Financial Institutions Reform, Recovery and Enforcement Act (FIRREA), zezwalającej władzom na wnoszenie cywilnych pozwów przeciwko osobom indywidualnym podejrzanym o popełnienie przestępstw karnych. Departament Sprawiedliwości w dużej mierze powoływał się na te mało znane przepisy, gdy prowadził sprawy przeciwko bankom za ich praktyki, które przyczyniły się do powstania kryzysu finansowego. Jednak w przeciwieństwie do przepisów SEC o demaskatorach czy ustawy False Claims Act nagroda dla informatora w myśl FIRREA jest ograniczona do sumy 1,6 mln dolarów.

Prokurator uważa, że to za mało. Chce, by osobom ujawniającym nieprawidłowości przysługiwało od 10 do 30 proc. wartości grzywny nałożonej w wyniku procesu sądowego na dopuszczające się nadużyć przedsiębiorstwo – tak jak to jest w przypadku pozostałych ustaw.

Demaskator szykanowany

Pomimo iż demaskator jest osobą, która chroni wspólne dobro przez swoją chęć działania w myśl prawa bardzo często jest karana, przeważnie w miejscu pracy. Często dochodzi do wykluczenia danej osoby z jej środowiska albo nawet dyscyplinarnego zwolnienia z dotychczasowej pracy, często z etykietą „donosiciela” lub „zdrajcy”, co ogranicza perspektywy zawodowe. W bardziej łagodnym przypadku grozi jej ostracyzm oraz lekceważenie jako „odmieńcowi”, który „kala własne gniazdo”.

Mimo obowiązujących w Stanach Zjednoczonych przepisów biorących demaskatorów w ochronę nawet rząd w Waszyngtonie nie do końca wie, jak traktować niektórych z nich. Przykładem może być chwiejne stanowisko władz wobec Edwarda Snowdena, byłego pracownika Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA), który ujawnił tajne dokumenty, czy Lindy Tripp informującej prokuraturę o romansie prezydenta Clintona z Moniką Levinsky. Oboje przez niektórych nazywani są zdrajcami, kapusiami czy sprzedawczykami.

Jednak rząd zdecydował, że większość informatorów działa z dobrych pobudek i należy im zrekompensować szykany, które im często grożą za demaskatorską działalność.

Nagroda dla informatora jest ograniczona do sumy 1,6 mln dolarów, prokurator USA chce ją zwiększyć

Dobry i zły informator…

Pytanie, czy tak ogromne nagrody zamiast zachęcać do informowania o oszustwach, nie tworzą sielankowej wizji szybkiego wzbogacenia się. „New York Times” podaje dwa ciekawe przykłady.

W jednej ze spraw dotyczącej Bank of America występował Robert Madsen, rzeczoznawca majątkowy w LandSafe, filii banku. Uczestniczył w oszustwie związanej z wyceną 14 domów. Gdy obudziło się w nim sumienie, zgłosił sprawę jako demaskator i dostał 56 mln dol. nagrody… Kolejny, bardziej ekstremalny przypadek dotyczył Bradleya Birkenfelda, byłego bankowca w UBS, który dostał 104 mln dol. za udział w odzyskaniu 780 mln dol. w 2009 r. od banku oskarżanego o pomoc amerykańskim klientom w unikaniu płacenia podatków. Tyle że Birkenfeld przyznał m.in., że przemycił diamenty dla klienta w paście do zębów i sam spędził blisko dwa i pół roku w więzieniu za pomaganie obywatelom USA w unikaniu płacenia podatków… zanim dostał od rządu ponad sto milionów dolarów.

Przejrzystość wypłat

Przy wypłatach powstaje też problem przejrzystości. Jeśli SEC może ukryć tożsamość demaskatora i przyznać mu 30 mln dol. nagrody mimo „nieuzasadnionego zwlekania”, to należy przypuszczać, że podatnicy chcieliby poznać więcej faktów. SEC nie tylko zgodnie z przepisami może odmówić ujawnienia czegokolwiek więcej, ale ma obowiązek utrzymania tożsamości informatora w najgłębszej tajemnicy. I nic tu nie pomogą postanowienia ustawy o dostępie do informacji – Freedom of Information Act. Także podatnik, z którego kieszeni najczęściej pochodzi wypłata, nawet nie może ocenić, czy nagroda była słuszna czy nie.

Nie każda działalność demaskatorska jest zła. Może jednak fakt, że wciąż się rozszerza, skłoni rząd do ponownego rozważenia sposobu przyznawania nagród i ich wpływu na zachowania w miejscu pracy, jak i samych demaskatorów. Niebotyczne wypłaty być może są potrzebne, jednak z drugiej strony mogą skłaniać ewentualnych informatorów do występków, kiedy rząd nie czuje się zbyt odpowiedzialny za fortuny, które przyznaje.

Andrzej Kazimierczak

a.kazimierczak@zwiazkowy.com

Zdjęcie główne:  fot.Andrew Gombert/EPA

Categories: Społeczeństwo

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*