Kto chce być obywatelem świata?

fot.Ben_Kerckx/pixabay.com

fot.Ben_Kerckx/pixabay.com

Współczesne sklepy na całym świecie pełne są produktów wytwarzanych dosłownie w każdym zakątku planety. Ale nasz świat pełen jest jednocześnie uchodźców, nielegalnych imigrantów i resentymentów skierowanych przeciwko obcym. Choć jeszcze nigdy w historii nie czuliśmy się tak zglobalizowani jak obecnie.

Po raz pierwszy w historii sondażu organizacji Globescan przeprowadzanego na zlecenie BBC World Service większość badanych definiowała się w większym stopniu jako obywatele świata niż obywatele własnego kraju. Aż 51 procent respondentów ankiety przeprowadzonej na 10 tysiącach mieszkańców w 18 krajach widzi się bardziej jako przedstawiciele globalnej wspólnoty niż obywatele swoich krajów. W skali całej planety w pierwszej kolejności z narodowym patriotyzmem utożsamia się 43 proc. badanych.

Lokomotywa Trzeciego Świata

Takich wyników nie odnotowano w ciągu 15 lat prowadzenia badań. Do tej pory większość badanych na pierwszym miejscu stawiała przede wszystkim swój narodowy czy państwowy patriotyzm. „Mierzymy tempo marszu w kierunku światowego społeczeństwa globalnego” – chwali się wicedyrektor Globescan Lionel Bellier.

Wyniki badań kłócą się z tym, co odczuwamy po obu stronach Atlantyku – zarówno w Polsce, jak i w USA. Ale to nie my przesądziliśmy o wynikach tegorocznej ankiety. Na zmianę nastawienia wpłynęły kraje, które uznano za rozwijające się. To tam aż 56 proc. badanych widziało się w większym stopniu w roli obywateli świata niż obywateli swoich krajów. Trend najbardziej widoczny był w Nigerii (73 proc.), Chinach (71 proc.), Peru (70 proc.) i Indiach (67 proc.).

W krajach bogatych trend jest dokładnie odwrotny. W Niemczech, czy Wielkiej Brytanii badani czują się w mniejszym stopniu związani z poczuciem przynależności do globalnej wspólnoty niż w poprzednich latach. Tendencja spadkowa nie jest niczym nowym. W siedmiu najbogatszych państwach już od kryzysu finansowego z 2008 roku liczba obywateli czujących związek z całą ludzkością systematycznie spada. Po wybuchu kryzysu uchodźczego i napływie imigrantów z Syrii, Libii i Afganistanu w Niemczech tylko 30 proc. identyfikuje się z terminem „obywatel świata”. To najniższy odsetek od 15 lat.

Wielu mieszkańców Europy z coraz większym niepokojem patrzy na otwarte granice i na odpływ miejsc pracy do krajów Trzeciego Świata. Według Belliera społeczeństwa te, polskiego nie wyłączając, zaczęły dostrzegać negatywne konsekwencje globalizacji. „To sprawiło, że kraje te mają poczucie, że znalazły się w defensywie. I to tłumaczy odwrót w kierunku nastrojów nacjonalistycznych” – wyjaśnia wicedyrektor Globescan. Dlatego też Niemcy udzielają niejednoznacznych odpowiedzi w takich kwestiach jak małżeństwa przedstawicieli różnych ras i grup etnicznych i integracji cudzoziemców. Podczas gdy w skali globalnej aż 75 proc. badanych akceptuje małżeństwa osób różnych ras lub grup etnicznych, w Niemczech tolerancja na tego rodzaju związki wynosi 34 procent. W Rosji jest niewiele lepiej – 43 proc., podczas gdy w takich krajach jak Hiszpania, Australia, czy Kanada wskaźnik ten oscyluje wokół 90 procent.

Fenomen Trumpa i… PiS

Trend ten widoczny jest także w Stanach Zjednoczonych, co tłumaczy wzrost popularności Donalda Trumpa i jego izolacjonistycznych oraz antyimigranckich pomysłów. Akcenty ksenofobiczne zostały ciepło przyjęte przez sporą część prawicowo nastawionego elektoratu, włącznie z zupełnie nierealnymi pomysłami niewpuszczania muzułmanów do USA. Takie nastawienie dało mu już jednak niemal pewną nominację Partii Republikańskiej w listopadowych wyborach do Białego Domu.

Po wybuchu kryzysu uchodźczego i napływie imigrantów z Syrii, Libii i Afganistanu w Niemczech tylko 30 proc. identyfikuje się z terminem „obywatel świata”. To najniższy odsetek od 15 lat

W tym kontekście nieprzypadkowy jest także zwrot w prawo, do którego doszło w Europie, w tym także w Polsce. Sukcesu politycznego Prawa i Sprawiedliwości, które objęło kontrolę nad wszystkimi organami władzy wykonawczej i ustawodawczej, nie można oczywiście rozpatrywać wyłącznie w kontekście naszego zaścianka i kolejnego zwrotu w wojnie polsko-polskiej. To część ogólnego trendu, który narasta w całej Europie.

W przeciwieństwie do najbogatszych w krajach rozwijających się narasta przekonanie, że odgrywać będą one coraz większą rolę w skali globalnej – tłumaczą autorzy badań. „Państwa te traktowane są dziś dużo bardziej serio przez zachodnie demokracje niż – powiedzmy – 20 lat temu” – tłumaczy Bellier.

Globalność kontra narodowy patriotyzm

Oczywiście mówimy jedynie o generalnym trendzie, który można było zaobserwować w ciągu zaledwie kilkunastu lat. „Globalność” społeczeństw oceniano jednak przede wszystkim na podstawie jednego stwierdzenia, wobec którego musieli się określić obywatele kilkunastu największych i najbardziej znaczących krajów świata: „Czuję, że jestem w większym stopniu obywatelem świata niż obywatelem swojego kraju”. Inne pytania zadawane przez Globescan sugerują jednak, że narodowy patriotyzm ma się dobrze. W zdaniu: „Różni ludzie identyfikują się w różny sposób. W twoim przypadku najważniejszym wyznacznikiem identyfikacji jest…” 52 proc. badanych wskazało obywatelstwo swojego kraju, a tylko 19 proc. – bycie obywatelem świata. Pozostałe opcje, jakie można było wybrać, to przynależność do tradycji religijnej, przynależność do grupy kulturalnej lub rasowej oraz bycie mieszkańcem jakiejś lokalnej społeczności. Tu przy okazji wyszły znaczące różnice między Stanami Zjednoczonymi a Europą. W USA aż 15 proc. badanych w pierwszej kolejności identyfikowało się ze swoją grupą religijną. W krajach Starego Kontynentu – tylko 5 procent.

Jak się komu kojarzy

Czy te trendy – poczucia globalnej przynależności i wzrostu narodowych sentymentów się wykluczają? Niekoniecznie. Raczej współistnieją obok siebie w różnych częściach świata. „Łatwiej dziś się poczuć częścią społeczeństwa globalnego, a dzięki mediom społecznościowym – widzieć reakcje na swoje poglądy po drugiej stronie planety. Warto jednak pamiętać, że to przynależność narodowa pozostaje dla większości podstawowym kryterium tożsamości” – przypomina Bellier. Dla jednych globalizacja kojarzy się z migracją i większą mobilnością. Dla innych ze wzrostem zamożności w skali makro. Przecież rozwój gospodarczy krajów rozwijających się spowodował wzrost liczebności klasy średniej w tych krajach. To właśnie dla nich nowe samochody, czy podróże lotnicze i cały świat stanęły otworem. Trudno się dziwić, że mieszkańcy tych krajów w większym stopniu poczuli się obywatelami świata. Z drugiej strony, Europa niemogąca się podnieść po kryzysie finansowym i niepotrafiąca poradzić sobie z napływem migrantów płynie obecnie w przeciwnym kierunku. Podobne jak w USA zwolennicy Donalda Trumpa. I to sprawia, że dzisiejszy świat, choć pewnie nie robi się bezpieczniejszy, staje się coraz ciekawszy.

Jolanta Telega

j.telega@zwiazkowy.com

Categories: Społeczeństwo

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*