Komu potrzebne studia?

 fot.Erik S. Lesser/EPA

fot.Erik S. Lesser/EPA

 

Studiować, nie studiować? – to niemal hamletowski dylemat setek tysięcy amerykańskich rodzin, w których dzieci zbliżają się do końca edukacji w szkołach średnich. Kilka lat w college’u może bowiem zakończyć się katastrofą finansową.

O tym, że koszt studiów rośnie z roku na rok, wiadomo od dawna. O tym, że po skończeniu college’u (albo przerwaniu wyższej edukacji) statystyczny absolwent tonie w długach – już rzadziej. O pełnych stypendiach oferujących tzw. free ride, czyli darmowe studia, mogą marzyć tylko najzdolniejsi i najsprawniejsi – ci ostatni dzięki rozwiniętemu systemowi rozgrywek sportowych. Pozostali muszą uporać się z ciężarem długów nabytych w okresie pobierania edukacji. W USA zaczęto wręcz mówić o narastającej bańce kredytów studenckich, bo wielu młodych Amerykanów może mieć kłopoty z ich spłaceniem po zakończeniu studiów. Rezerwa Federalna szacuje, że zakumulowana wysokość pożyczek studenckich osiągnęła wysokość 1,27 biliona dolarów i ciągle rośnie. To mniej więcej dwukrotność rocznego PKB Polski. W chwili obecnej pożyczki studenckie spłaca 40 milionów Amerykanów. Ponieważ do 2022 roku wartość długów ma wzrosnąć do 2,2 biliona dolarów, wielu ekonomistów ostrzega przed tykającą bombą zegarową. Już teraz wartość tych zobowiązań przekracza wartość długów zaciągniętych przez Amerykanów na kartach kredytowych. Z danych Edvisors, portalu internetowego pomagającego w planowaniu wyższych studiów, wynika, że statystyczny absolwent college’u lub uniwersytetu opuści w 2016 roku uczelnię z długiem przekraczającym 37 tysięcy dolarów. To o 6 proc. więcej niż rok wcześniej.

Rezerwa Federalna szacuje, że zakumulowana wysokość pożyczek studenckich osiągnęła wysokość 1,27 biliona dolarów i ciągle rośnie

Inwestycja czy marnotrawstwo?

Mimo wszystkich obciążeń studia w college’u wydawały się jeszcze do niedawna dobrą inwestycją. Posiadacz dyplomu zarabiał w ciągu swojego życia dużo więcej niż absolwent szkoły średniej. Inwestycja, choć kosztowna, wydawała się opłacalna – średnie roczne wynagrodzenie absolwenta college’u przekracza dziś 50 tys. dolarów. To nastawienie jednak się zmienia, przynajmniej subiektywnie. Według sondażu Consumer Reports National Research Center, w którym przebadano ponad 1500 osób, aż 45 proc. osób, które opuściły już uczelnie, a wciąż spłacają pożyczki studenckie, uważa iż skórka niewarta jest wyprawki. Czyli – studiować po prostu się nie opłaca. Warto jednak pamiętać, że sporą cześć tej grupy (38 proc.) stanowili respondenci, którzy z jakichś przyczyn nie skończyli studiów. Trudno dziwić się, że ta grupa jest szczególnie sfrustrowania. – Osoby, które przerywają naukę aż czterokrotnie częściej od absolwentów nie spłacają zaciągniętych pożyczek edukacyjnych – uważa Mark Kantrowitz, wydawca i wiceprezes portalu Cappex.com. Aż 63 proc. wszystkich niewypłacalności przypisuje się właśnie tej grupie.

Ale przed udaniem się na studia warto dokładnie policzyć pieniądze. Załóżmy, że pełny cykl studiów w college’u student zakończy z nieco większym bagażem długów od przeciętnej – np. 60 tys. dolarów. Przy oprocentowaniu 10-letniej pożyczki na poziomie 6 procent daje to miesięczną spłatę w wysokości 666 dolarów. Mocny cios po kieszeni dla kogoś, kto dopiero szuka sobie miejsca na rynku pracy. Nawet dług o połowę mniejszy potrafi być dużym obciążeniem.

Pokolenia zadłużonych

Bańka zadłużenia narasta, mimo że pożyczki studenckie i kredyty zaciągane przez rodziców służą do finansowania zaledwie 20 proc. wszystkich wydatków związanych ze studiami. Według raportu Sallie Mae „How America Pays for College 2016” około 34 proc. czesnego i kosztów zamieszkania pokrywają stypendia i granty. Dalsze 29 proc. to oszczędności rodziców. Pozostałą lukę studenci wypełniają pieniędzmi zarabianymi przez siebie. Ale są przypadki ekstremalne. Magazyn „Consumer Reports” przytacza przykład 32-letniej kobiety z Portland (Oregon), której zobowiązania finansowe z tytułu pożyczek studenckich przekroczyły 152 tys. dolarów.

Ekonomiści nie mają wątpliwości: dla dwóch pokoleń Amerykanów – generacji milenijnej oraz generacji Y, a więc osób urodzonych między wczesnymi latami 80. a początkiem minionej dekady, pożyczki studenckie stały lub staną się największym obciążeniem finansowym. Dane Departamentu Edukacji pokazują, że liczba osób niespłacających w terminie długów edukacyjnych rośnie stale od 2005 roku.

Według ekonomistów sytuacja jest poważna, ponieważ koszty wyższego wykształcenia w USA stale rosną. Do tego generacja osób poniżej 35. roku życia kończy studia w okresie stagnacji płac, borykając się z problemem rosnących kosztów studiów wyższych. Od lat 70. ubiegłego stulecia czesne w college’ach wzrosło o 1000 proc., podczas gdy stanowa pomoc dla studentów zmniejszyła się o 40 procent. Według danych J.P. Morgan rok spędzony na prywatnej uczelni (włącznie z wyżywieniem i akademikiem) kosztuje obecnie 42 419 dolarów, a na publicznej – 16 943 dol. Przy obecnej dynamice wzrostu kosztów edukacji do 2033 roku koszty te wyniosą odpowiednio 102 tys. i 45,5 tys. dolarów. Według J.P. Morgan osoba urodzona dziś będzie więc potrzebowała 440 tys. dolarów, aby zdobyć w USA wyższe wykształcenie na prywatnej uczelni.

(…) statystyczny absolwent college’u lub uniwersytetu opuści w 2016 roku uczelnię z długiem przekraczającym 37 tysięcy dolarów


Generacje na hamulcach

Zadłużenie tej wielkości ma poważne konsekwencje ekonomiczne i społeczne. Konieczność spłacania go jest poważnym czynnikiem hamującym. Młodzi ludzie opóźniają moment założenia rodziny, kupienia pierwszego domu, czy otwarcia własnego biznesu. To hamuje całą gospodarkę. Ogranicza też mobilność młodego pokolenia. Ogólnokrajowy ruch Strike Debt domaga się od Kongresu podjęcia konkretnych decyzji w tej sprawie. Chodzi przede wszystkim o przeznaczenie większych sum na subsydia oraz uproszczenie labiryntu różnych dotacji i przywilejów.

Już obecnie prawie połowa pożyczek studenckich ma odroczone spłaty, spłacana jest z opóźnieniem lub została uznana za zły dług. Ale całkowite zaprzestanie spłat pożyczek studenckich wiąże się z poważnymi konsekwencjami. Nie można od nich uciec – tak jak to ma miejsce w przypadku kart kredytowych – nawet w przypadku ogłoszenia bankructwa. W wielu stanach absolwenci zalegający ze spłatami mogą stracić licencje na wykonywanie zawodu lub prawa jazdy.

Pożyczki studenckie stały się jednym z ważniejszych tematów kampanii wyborczej, bo wiele osób liczy, jeśli nie na redukcję długów, to przynajmniej na obniżenie oprocentowania spłacanych kredytów. W programie demokratki Hillary Clinton znalazł się plan New College Compact o wartości 350 miliardów dolarów. Jej niedawny rywal z Partii Demokratycznej sen. Bernie Sanders, określający sam siebie jako socjaldemokrata, poszedł jeszcze dalej – proponował, aby edukacja w szkołach publicznych była całkowicie darmowa. Po stronie republikanów o ulgach w spłacaniu długów studenckich jest dużo ciszej. Nawet zwycięstwo Hillary Clinton w wyborach prezydenckich nie gwarantuje więc, że sytuacja się poprawi, bo wszystko wskazuje na to, że Kongres będzie kontrolowany przez Partię Republikańską.

Jolanta Telega

j.telega@zwiazkowy.com

Categories: Społeczeństwo

Comments

  1. oszukane pokolenie
    oszukane pokolenie 13 lipca, 2017, 05:17

    To logiczny mechanizm każdej bańki. Jak coś jest rzadkie i poszukiwane, to każdy chce to mieć. Jak już wszyscy mają, to przestaje być rzadkie i poszukiwane. W czasach, kiedy dyplom wyższej uczelni miało kilka procent społeczeństwa było oczywiste, że będą oni cenieni na rynku pracy. Teraz, jak już „każdy głąb” go ma lub może mieć- nikt już się tym nie podnieca.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*