Indyk, czyli karp po amerykańsku

fot.Michael Reynolds/EPA

fot.Michael Reynolds/EPA

Od kilku tygodni jesteśmy ostrzegani przed transportowym Armagedonem – w weekend Dnia Dziękczynienia w podróż ruszają miliony ludzi. W tym roku – dzięki taniej benzynie i ożywieniu gospodarczemu – ma ich być szczególnie dużo. Trudno byłoby zresztą zatrzymać ludzi mających często jedyną w roku okazję do rodzinnych spotkań.

Nie wiadomo, czy w tym roku padnie absolutny rekord podróżujących, ale na pewno będzie ich najwięcej od ostatniego przedrecesyjnego roku 2007. Thanksgiving Day to tradycyjnie w USA czas największego nasilenia podróży w całym roku, a poprzedzająca go środa oraz kończąca weekend niedziela są dniami, w których po Stanach Zjednoczonych przemieszcza się z miejsca na miejsce najwięcej ludzi.

Rekordowo tania benzyna spowoduje, że na drogi wyjadą miliony kierowców. W sumie co najmniej 46,9 miliona ludzi przemieści się w te święta na odległość większą niż 50 mil od swoich domów – szacuje amerykański klub automobilowy (AAA). To o 300 tysięcy więcej niż w roku ubiegłym. Aż 42 miliony stanowić będą osoby podróżujące samochodem. Nic dziwnego – benzyna jest średnio tańsza o 72 centy na galonie. Oznacza to, że na pełnym baku rodzina oszczędza dziś około 11 dolarów.

W tym roku od środy do niedzieli do samolotów wsiądzie 3,6 miliona ludzi – większość po to, aby wziąć udział w najbardziej rodzinnym święcie Ameryki. Tłok dodatkowo będą potęgować nadzwyczajne środki bezpieczeństwa podjęte po niedawnych zamachach w Paryżu i zestrzeleniu samolotu nad półwyspem Synaj. W obawie przed atakami także i w USA zwiększono kontrole na lotniskach, więc kolejki czekających na przejście przez bramki bezpieczeństwa znacznie się wydłużyły. Pasażerowie będą wąchani przez psy, badani na obecność śladów materiałów wybuchowych na rękach, bomb w laptopach czy butach. Funkcjonariusze TSA będą przyglądali się nawet każdemu kawałkowi placka z dyni przewożonego w bagażu podręcznym.

 fot.Jim Lo Scalzo/EPA

fot.Jim Lo Scalzo/EPA

Wędrówka amerykańskiego ludu

Co roku to właśnie okolice Dnia Dziękczynienia są okresem, w którym obserwuje się największą aktywność na drogach i lotniskach. To nie w Boże Narodzenie, nie Wielkanoc, czy rozpoczynający wakacje Dzień Pamięci, ani kończący letnią kanikułę – Dzień Pracy podróżuje się najczęściej. Prym wiedzie ostatni czwartek listopada. W jesienne słoty, a także i w pierwsze śniegi odbywają się wielkie wędrówki ludów.

Wynika to przede wszystkim z istoty tego święta. Dzień Dziękczynienia stał się świętem uniwersalnym, uznawanym i obchodzonym przez prawie wszystkie – może poza amerykańskimi Indianami – grupy społeczne i etniczne w USA. Ten dzień jest przecież połączeniem święta plonów i zakończenia sezonu rolnego (czyli naszych dożynek) z budowanym od lat mitem założycielskim kraju tworzonego przez przybyszów imigrantów. Tu każdy – poza nielicznymi Indianami – jest „skądś”. Jeśli nie w pierwszym, to w trzecim, piątym, czy dziesiątym pokoleniu. Każdy może opowiedzieć swoją heroiczną historię wrastania w Amerykę. To doświadczenie jest jednym z niewielu spoiw całego społeczeństwa.

Ruch na dworcach lotniczych i autostradach wynika także z innej cechy amerykańskiego społeczeństwa – jego ogromnej mobilności. W tym kraju mieszka się tam, gdzie się pracuje. Europejczyków nie od dziś uderza łatwość zmieniana adresu przez Amerykanów. Sprzedaż nieruchomości i kupno nowego domu w innym miejscu jest procesem stosunkowo mało skomplikowanym i doprowadzonym do perfekcji.

Badania biura spisu powszechnego (ang. Census Bureau) potwierdzają, że Amerykanie należą do jednego z najbardziej mobilnych społeczeństw w rozwiniętym świecie. Tylko w 2013 roku miejsce zamieszkania zmieniło 15 procent Amerykanów. Jedna trzecia z nich przeniosła się poza granice swojego powiatu (ang. county). Około 5 procent – przeprowadziło się ponad 200 mil od dotychczasowego miejsca zamieszkania, często do innego stanu. W skali makro to prawdziwa wędrówka ludów, biorąc pod uwagę, że w USA mieszka ponad 320 milionów ludzi. Statystyczny Amerykanin zmienia adres co 5–7 lat. I choć wskaźniki mobilności nieco spadły w latach po wielkiej recesji, wciąż należą do najwyższych na świecie. Te przeprowadzki wpływają na życie gospodarcze kraju. Sprawiają, że jedne rejony rozwijają się szybciej od innych. Decydują o przyszłych inwestycjach w infrastrukturę, czy wręcz budowie nowych miast i osiedli. Sprawiają też, że zawartość społecznego tygla, w którym żyjemy, ciągle się zmienia.

Skutkiem ubocznym tej mobilności jest rozrzucenie rodzin po całych Stanach Zjednoczonych. Dzieci kończące studia w college’ach rozjeżdżają się na wszystkie strony świata za zatrudnieniem i tam zakładają rodziny.

fot.Kamil Krzaczyński/EPA

fot.Kamil Krzaczyński/EPA

Indycza identyfikacja

Jednocześnie jako społeczeństwo imigrantów szukamy wspólnego, łączącego nas mianownika. Poza Dniem Niepodległości obchodzonym w środku lata jest nim także ciepły i rodzinny Thanksgiving Day. To dlatego w ten dzień Amerykanie przypominają sobie o rodzicach, dziadkach, rodzeństwie, wujkach, ciotkach, czy kuzynach mieszkających w różnych stanach i regionach Ameryki. W te dni wszyscy próbują spotkać się przy wspólnym stole. Pod tym względem Thanksgiving jest w USA świeckim odpowiednikiem polskiej Wigilii. Bo przecież choć większość mieszkańców Stanów Zjednoczonych stanowią chrześcijanie, to jednak nie wszyscy obchodzą tu „Christmas”. Dzień Dziękczynienia – tak. A indyk na rodzinnym stole spełnia tę samą rolę co nasz wigilijny karp.

To święto od polskiego Bożego Narodzenia odróżnia jednak inny obyczaj. Polacy z wigilii wychodzą na pasterkę – Amerykanie po zjedzeniu indyka ruszają nazajutrz do sklepów na wielkie zakupy. Thanksgiving Day to jednak świeckie święto, choć łamanie związanych z nim obyczajów także jest często odbierane z oburzeniem. Tradycyjnie pierwszym dniem świątecznego sezonu handlowego był zawsze następujący po Dniu Dziękczynienia „czarny piątek”. Rok w rok sklepy podejmują jednak decyzje o jeszcze wcześniejszym rozpoczęciu sezonu wyprzedaży. „Czarny piątek” zamienia się w „czarny czwartek”. To łamanie tabu –Thanksgiving Day powinien pozostać tradycyjnym dniem rodzinnych spotkań. W ciągu roku, zajęci zarabianiem pieniędzy i życiem w odległych od siebie miejscach, często nie mamy czasu na spotkania. Dlaczego poświęcać ten jedyny w swoim rodzaju dzień na polowanie na wyprzedaże?

Jolanta Telega

j.telega@zwiazkowy.com

Categories: Ameryka, Społeczeństwo

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*