Gdy boli dusza, gdy boli ciało. Rzecz o cierpieniu (prawie) oswojonym

1

Cierpienie nie zawsze oznacza rozpacz, równie rzadko uszlachetnia. Zdarza się, że w bólu ciała i duszy rodzi się siła i sens. Cierpienie potrafi złamać, ale niejednokrotnie stanowi punkt zwrotny, mobilizuje do rozwoju, uwrażliwia na cierpienie innych.

Doktor filozofii Marta Krupa, była wykładowczyni chicagowskiego Wright College, uważa, że w cierpieniu jest sens, jak we wszystkim, co przynosi ludzkie życie. – Jeśli nasz umysł jest sprawny, to powinniśmy z cierpienia wyciągnąć wnioski, być realistą i racjonalistą – tak by powiedział Arystoteles.

E-booki na rehabilitanta

Anna Bartuszek od kilkunastu lat chorująca na stwardnienie rozsiane pisze blog i książki, które wydaje w formie e-booków i wystawia na internetową aukcję charytatywną. W ten sposób próbuje zarobić na ćwiczenia prowadzone przez najlepszych specjalistów, ponieważ potrzebuje codziennej rehabilitacji.

Informacje dotyczące e-booka Anny Bartuszek pod adresem: charytatywni.allegro.pl/ebook-przez-afryke-do-polski-bartuszek-i4485347

Jej przypadek nie poddaje się leczeniu farmaceutykami, ale Anna uważa, że nie powinna narzekać. – W chorobie, która u innych często powoduje ból, mnie nic nie boli, tylko dusza. Boli mnie, że straciłam przyjaciół, rozpadł się związek z chłopakiem, z którym miałam się pobrać, że musiałam rzucić ukochaną pracę jako spedytor międzynarodowy wielkopojazdowy, czyli TIR-ów, bo praca stała się zbyt ciężka i wymagała zaangażowania przez 9–11 godzin dziennie – wyjaśnia.

Zgodnie z orzeczeniem lekarskim jest całkowicie niezdolna do pracy i samodzielnej egzystencji. – Żeby nie myśleć o tym, że nie pracuję, zaczęłam pisać. Pisanie nie jest dla mnie pracą, bo po prostu sprawia mi przyjemność – i dodaje: – Może Polaków w Chicago zainteresują moje książki?

Wiersze na izolację

Katarzyna Purgał zmagająca się z przewlekłą, nieuleczalną i bolesną postacią neuroboreliozy pisze wiersze i pielęgnuje internetowe przyjaźnie, bo od trzech lat nie wychodzi z domu. Dla Katarzyny, z zawodu artystki plastyka, poza bólem fizycznym, najbardziej przykra jest izolacja, brak kontaktów ze środowiskiem, w którym do niedawna się obracała i niemożność wykonywania pracy zawodowej. Jej choroba zmieniła też dynamikę w rodzinie. – Z żony i mamy, która prowadziła dom, robiła remonty, wszystkim kierowała, stałam się nagle osobą nieużyteczną. Trudno im się przestawić, że to ja teraz potrzebuję pomocy. Szalenie trudny problem, rodzący konflikty rodzinne. Wiele małżeństw nie wytrzymuje tej próby, moje jeszcze trwa – zwierza się.

Wiersz Katarzyny Purgał:

niedopalony papieros…
smuga dymu obwisła
jeszcze na twarzy
kimże ja jestem?
strzępem bólu skleconym
przez dni których już nie liczę
starganym spojrzeniem oczu
w powiece zmęczonej
odbitych w lustrze łez
bez dna i wyrazu
gdzie oczy jak jeziora
przeglądają się w przeszłości…

Katarzyna uważa, że cierpienie ma na nią również pozytywny wpływ. – Gdyby nie choroba, nigdy nie poznałabym Ani Bartuszek, a to ważna dla mnie przyjaźń. Dodatkowo wydaje mi się, że ból fizyczny, jaki znoszę, spowodował, że teraz inaczej patrzę na człowieka. Mniej postrzegam jego fizyczność, a staram się odkryć to, co w duszy gra. Ktoś powiedział, że aby odnaleźć drugiego człowieka, trzeba odnaleźć najpierw siebie. No cóż, ja jestem ciągle w drodze, poszukuję siebie i to właśnie zawiera moja poezja – konstatuje.

Kocham ludzi

Grażyna Gruszyńska, cierpiąca z powodu choroby alkoholowej najbliższych, najpierw męża, a teraz córki, twierdzi, że w wyniku przykrych doświadczeń zaczęła patrzeć na wszystkich z miłością. – Kiedyś nie wiedziałam, że alkoholizm jest chorobą. Mąż zmarł po spożyciu toksycznej dawki alkoholu. Myślałam, że pijąc, robi mi na złość. Teraz wiem, że nikt nie chce być alkoholikiem. Wiem, że uzależnieni to są bardzo biedni ludzie, skrzywdzeni przez siebie samych i przez los – stwierdza.

Grażyna na grupach wsparcia dla rodzin alkoholików dowiedziała się, że jest współuzależniona, bo jej stan psychiczny zależy w dużej mierze od tego, co się dzieje z córką. Dzięki psychoterapii zaczęła rozumieć przyczyny swojego problemu, zaczęła lepiej odżywiać się i o siebie dbać. Na grupach wsparcia zachęca innych, by robili to samo. Namówiła córkę, by poszła się do psychologa; na razie od miesiąca córka nie pije. Grażyny nie opuszcza jednak lęk o przyszłość dziecka. – Czasem myślę, że tak samo cierpię jak Matka Boska, która patrzyła na swego syna, gdy umierał. Czuję się tak samo jak ona bezradna.

3

Według profesora Dana Milsky’ego, szefa Wydziału Filozofii na Uniwersytecie Northestern Illinois w Chicago, cierpienie jako takie nie ma sensu, jest negatywnym doświadczeniem, ale może motywować do wprowadzenia pozytywnych zmian w życiu

Cierpienie osoby współuzależnionej składa się z dziesiątków elementów, takich jak poczucie winy, bezsilność, rozpacz – wyjaśnia Alina Hołyk, psycholog i terapeuta uzależnień z chicagowskiego ośrodka odwykowego Haymarket Center. – Te uczucia i myśli obezwładniają, paraliżują, że trudno jest cokolwiek zrobić. Ale cierpienie psychiczne może mieć sens i pozytywny wymiar, jeśli prowadzi do konstruktywnych zmian, np. do uczestnictwa w psychoterapii, do pójścia do lekarza i zadbania o swoje zdrowie, zrozumienia własnych problemów i innych ludzi oraz chęci niesienia im pomocy.

Mam dla kogo żyć

Danuta Wójtowicz, matka dwóch córek, której mąż zmarł, gdy ona sama toczyła batalię z rakiem piersi również widzi sens w cierpieniu. Przed śmiercią męża i zanim zachorowała, nigdy nie pomyślałaby, że będzie miała tyle siły, by samej udźwignąć wszystkie obowiązki rodzinne i zawodowe. – Przez cierpienie stałam się bardzo silną kobietą i dzięki temu dobrze sobie radzę. Wierzę, że Pan Bóg nie da mnie skrzywdzić. Wierzę, że dał mi cierpienie, bym sobie z nim poradziła, bo mam dla kogo żyć – przekonuje.

Danuta chętnie udziela porad osobom w podobnej sytuacji. – Nie wolno się izolować, ale jak najwięcej przebywać między ludźmi. Wspomina, że po powrocie z każdej „chemii” tylko na chwilę kładła się do łóżka i zmuszała się, żeby wstać, być ze swymi dziećmi, czy z koleżankami, starała się wyjść z domu. Po śmierci męża chodziła do psychologa, starała się dbać o siebie i zażywać jak najmniej tabletek, bo nie chciała się od nich uzależnić. – Patrzyłam na moje dzieci i myślałam, że muszę dla nich żyć – podkreśla.

Marnujemy czas

Małgorzata Cieślak, koordynatorka ds. polskich pacjentów w podchicagowskim szpitalu Advocate Lutheran General na co dzień ma do czynienia z bólem fizycznym i psychicznym swoich podopiecznych. Cierpienie chorego na raka zna też z autopsji. Choroba onkologiczna zmotywowała ją do stworzenia Stokrotek, grupy wsparcia dla kobiet z nowotworem piersi. Raka zwalczyła osiem lat temu, ale doświadczenia z tamtego okresu wciąż nosi w sobie.

– W momentach kiedy cierpimy, nie widzimy w tym nic pozytywnego, dopiero z perspektywy czasu mówimy, że cierpienie otworzyło nam oczy na rzeczy ważniejsze w życiu niż te, które dotychczas uważaliśmy za priorytet. Nierzadko przewartościowujemy swoją dotychczasową egzystencję. Dochodzimy do wniosku, że marnujemy swój czas, a są przecież rzeczy znacznie ważniejsze w życiu, którym trzeba poświęcić uwagę.

Alicja Otap

a.otap@zwiazkowy.com

Categories: Społeczeństwo

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*