Bezrobotny na własne życzenie

Bezrobotny na własne życzenie

Mężczyźni w sile wieku, a coraz częściej bez pracy. Dlaczego są bezrobotni? Jakie mają wymagania, jakie przeszkody muszą pokonać? I czy w ogóle chcą im stawić czoła?

Od ponad 30 lat w Ameryce odnotowuje się spadek wskaźnika zatrudnienia wśród mężczyzn, jednocześnie jest dla nich coraz mniej pracy. Ale wielu z nich, w tym także Polaków, nie szuka nawet stałego zajęcia, ponieważ po prostu im się to nie opłaca.

Zatrudnienie − towar deficytowy

Józef ponad rok temu stracił stałą pracę w jednej z podchicagowskich fabryk, gdzie spędził 20 lat jako inspektor utrzymania maszyn. Ciągle jest bezrobotny.
Przed dwoma laty Józef miał lekki wylew. Chyba rzeczywiście niegroźny, bo po krótkim pobycie w szpitalu i rehabilitacji w specjalistycznym ośrodku wrócił niemal do pełni sił fizycznych. Józef mieszka w domu, który jeszcze spłaca, z pracującą żoną i zatrudnionym tylko na część etatu dorosłym synem.

− Szukam aktywnie pracy, ale z coraz mniejszym entuzjazmem. Do emerytury jeszcze daleko, więc z czegoś trzeba żyć. Z pensji żony trudno się utrzymać, a w moim wieku nie chcą już zatrudniać. Mój dawny pracodawca obiecuje przyjąć mnie ponownie, ale dopiero jak dostanie nowe zamówienia, z którymi jest wciąż krucho. Jestem znów zdrowy, a pracy jak nie było, tak nie ma. Już ponad rok – mówi 53-latek.

Pracy wciąż ubywa
Rynek pracy dla mężczyzn w Ameryce wciąż się kurczy. Liczba mężczyzn w wieku produkcyjnym – od 25 do 54 lat – od końca lat 60. ubiegłego wieku uległa potrojeniu, dochodząc do 16 procent. Ostatnio też, a konkretnie od przełomu stuleci wzrasta również liczba kobiet niewykonujących żadnej płatnej pracy. W ten sposób Stany Zjednoczone, niegdyś kraj o jednym z najwyższych wskaźników zatrudnienia w gronie państw rozwiniętych, w ostatnich latach spadły w tej kategorii na jedną z ostatnich pozycji.
Wzrost gospodarczy notowany od zakończenia wielkiej recesji skłania wielu bezrobotnych do  podejmowania intensywnych wysiłków celem znalezienia ponownego zatrudnienia. Inni jednak wolą pozostawać bez pracy – wynika z sondażu przeprowadzonego przez New YorkTimes/CBS News/Kaiser Family Foundation. Ankieterzy przyjrzeli się życiu blisko 30 mln Amerykanów w przedziale wieku 25–54 lata bez stałego miejsca zatrudnienia.

Wielu Amerykanów, szczególnie mężczyźni, uznało, że praca nisko płatna nie poprawi poziomu ich życia. W dużej części dlatego, że głębokie zmiany w życiu społeczeństwa spowodowały, że da się w nim żyć bez konieczności podejmowania pracy. Do zmian tych można zaliczyć rozszerzenie programu świadczeń w razie niezdolności do pracy, spadek liczby zawieranych małżeństw, co oznacza mniejszą liczbę mężczyzn łożących na utrzymanie rodziny oraz powstanie Internetu, który radykalnie zmniejszył izolację bezrobotnych od reszty społeczeństwa.
Bezrobotnym brakuje wykształcenia
W tym samym czasie mężczyznom poszukującym pracy coraz trudniej znaleźć dobrze płatną pracę. Zagraniczna konkurencja i postęp technologiczny wyeliminowały możliwości zatrudnienia absolwentów szkół średnich, do których należy Józef. − Pewnie gdybym miał ukończone studia, to szybciej znalazłbym robotę – konkluduje nasz rozmówca.
Ten sam sondaż wykazuje, że 85 proc. niepracujących mężczyzn w wieku produkcyjnym nie posiada wyższego wykształcenia. A 34 proc. z nich przyznaje, że w przeszłości byli karani. Ten fakt dodatkowo utrudnia znalezienie stałej pracy.

Nieobecność milionów ludzi na rynku pracy przynosi poważne konsekwencje nie tylko bezrobotnym mężczyznom, ale także amerykańskiej gospodarce. Po pierwsze mniej liczna siła robocza oznacza wolniejszy wzrost gospodarczy. Po drugie mniejsza część społeczeństwa musi utrzymywać państwo, które wypłaca świadczenia coraz większej liczbie potrzebujących.

Praca za godziwą zapłatę
Wielu ludzi nie pracuje, gdyż nie może liczyć na godziwe wynagrodzenie. − Szukam pracy, lecz jedyne co mogę znaleźć to etat za 10 dol. na godzinę. Z tego nie da się wyżyć ani utrzymać rodziny – twierdzi Kazimierz, z zawodu elektryk, któremu płacono 35 dol. na godz. i „nawet więcej”, jak sam twierdzi. − Praca w fast foodach mniej mnie interesuje, gdy ma się dwójkę dzieci na głowie i teściową, która ma niewielką emeryturę.

Bez teściowej i bez dzieci mieszka w Chicago inny nasz bezrobotny rozmówca. Michał pracował przez kilka lat na etacie, by otworzyć własną firmę. – Firma jakoś prosperowała, ale recesja zapoczątkowana w 2008 r. była przyczyną znacznego spadku zamówień, a obroty praktycznie doszły do zera. Czas było ją zamknąć i straciłem już ochotę na codzienne wstawanie do pracy – twierdzi 35-latek.

Michał nie miał żadnych oszczędności. – Żyłem z rodziców – wyjaśnia. – Mieszkałem u nich, jadłem na ich koszt i to, na szczęście, im nie przeszkadzało.
Liczba mężczyzn tracących zatrudnienie rosła stale od początku wieku, osiągając rekordowy poziom 20 proc. w 2009 r., by w następnych latach stopniowo spadać. Wielu z nich ponowne stanięcie na własnych nogach zajęło lata, inni – nigdy ponownie się nie usamodzielnili. Z badań naukowych wynika przy tym, że i dzieci bezrobotnych mają mniejsze szanse na znalezienie pracy niż ich rówieśnicy żyjący w rodzinach pracujących rodziców.

Życie większości niepracujących mężczyzn nie jest łatwe. – Całe dnie spędzałem przy komputerze albo przed telewizorem. To nie jest życie – mówi Michał. Jak wykazuje sondaż, Michał znalazł się w ten sposób wśród dwóch trzecich ankietowanych, którzy większość wolnego czasu spędzają w domu, choć nie rezygnują z prób znalezienia środków na przeżycie wśród rodziny, przyjaciół, obcych czy w agencjach opieki społecznej.

Sondaż pokazał, że 30 proc. respondentów korzystało ze znaczków żywnościowych, a 33 proc. zwracało się o pomoc żywnościową do organizacji społecznych lub religijnych. Przeważająca większość zaś przyznaje się do niezadowolenia z życia z powodu braku pracy, wyrażając gotowość znalezienia nowego zajęcia. Wielu z nich cierpi z powodu utraty zarobków, uznając to ambicjonalną porażkę, a ich stan zdrowia psychicznego i fizycznego stale ulega pogorszeniu.

Brak rodziny nie zachęca do pracy
Dzisiejsze pokolenie mężczyzn nie odczuwa aż tak wielkiej presji, by podjąć zatrudnienie, ponieważ mniejsza ich liczba założyła rodziny. Liczby to potwierdzają. Tylko 28 proc. mężczyzn bez pracy przyznaje, że mieszka przynajmniej z 1 dzieckiem poniżej 18 lat. Ten sam wskaźnik wśród kobiet wynosi 58 procent.

Opublikowane w październiku badania przeprowadzone przez American Enterprise Institute i Institute for Families Studies oceniają, że notowany od 1979 roku 37-proc. spadek wskaźnika zatrudnienia wśród mężczyzn w dużej części wynika z mniejszej liczby mężczyzn zawierających związek małżeński lub decydujących się na ojcostwo.

fot.Digital Tech

fot.Digital Tech

Bezrobotny to nie zawód
Istnieją też niezbite dowody na to, że praca staje się droższa. – Teraz mam dostęp do Obamacare, ale w przeszłości żyłem bez ubezpieczenia, bo jego zakup w prywatnej firmie ubezpieczeniowej jest bardzo drogi, nawet dla ludzi posiadających stałe miejsce zatrudnienia – twierdzi Józef.

Fakty te potwierdza analiza Brookings Institution, z której wynika, że ceny usług towarzyszących pracy rosły w bardzo szybkim tempie. Chodzi tu głównie o koszty towarzyszące wykonywaniu pracy, takie jak na przykład: ubezpieczenie medyczne i podnoszenie kwalifikacji zawodowych oraz opieka nad dziećmi. W tym samym okresie podwyżka cen żywności, ubrań, komputerów i innych dóbr była znacznie wolniejsza.

Z kolei rozwój technologiczny spowodował, że pozostawanie bezrobotnym nie musi oznaczać samotności. Internet umożliwił mężczyznom − bez konieczności wychodzenia z domu − rozrywkę, znalezienie przyjaciół czy partnerów seksualnych.

− Grze w karty lub w szachy z przyjaciółmi poświęcam kilka godzin dziennie. Oddaję się też grom komputerowym, co powoduje, że prawie nie odczuwam samotności – zapewnia Józef. W takiej sytuacji na poszukiwanie pracy zostaje naprawdę niewiele czasu, choć przeważająca większość ankietowanych gotowa jest podjąć daleko idące wysiłki, by znaleźć zatrudnienie. 83 proc. z nich deklaruje chęć pracy w nocy lub w weekendy, 66 proc. bezrobotnych, podjęłaby zatrudnienie płatne nawet o 10 proc. niższe niż w ostatnim miejscu pracy, a 63 proc. byłoby gotowych przeprowadzić się do innego miasta, gdyby praca odpowiadała ich oczekiwaniom.

− Po długim okresie niewykonywania pracy w zawodzie wydaje mi się, że chyba już nie jestem elektrykiem. Tylko kim? Przecież bezrobotny to nie zawód – refleksyjnie stwierdza Kazimierz.

Andrzej Kazimierczak
a.kazimierczak@zwiazkowy.com

fot.123RF Stock Photo

Categories: Społeczeństwo

Comments

  1. andrzej
    andrzej 20 grudnia, 2014, 07:52

    Po przeczytaniu tego artykulu jestem zbulwersowany,jak ludzie ktorym nie chce sie pracowac wygaduja totalne bzdury.Mozna otworzyc jaka kolwiek gazete polska lub amerykanska i pracy jest pod dostatkiem.Tyko osoba ktora ma dwie lewe rece i ciagle narzeka nie potrafi w zyciu dac rady.My tez wraz z zona pracujemy za 10 dolarow na godzine mamy dom na splaty jezdzimy raz do roku na wakacje i nie odmawiamy sobie niczego..Dla lemiwych zyczymy miekkiej kanapy i powodzenia

    Reply this comment
  2. Jacek
    Jacek 21 grudnia, 2014, 03:54

    W Polsce nazywają takich: OBIBOK albo LESER.

    Reply this comment

Write a Comment

Kliknij tutaj, aby anulować odpowiadanie.

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*