Akademickie szaleństwo. Także dla poloniijnych licealistów

fot.skeeze/pixabay.com

fot.skeeze/pixabay.com

Trwa „marcowe szaleństwo”, czyli finałowy turniej koszykówki akademickiej. Wielu Polaków mieszkających w USA dziwi się gorączce, jaka ogarnia ludzi. Sport akademicki, kojarzony w starym kraju głównie z AZS-ami, w Ameryce jest potęgą, otwierającą jednocześnie przed młodymi sportowcami ogromne możliwości.

Amerykanie kochają sport. I to na każdym szczeblu. Już kilkuletnie dzieci grają w baseballowej Little League, w piłkę nożną, czy w koszykówkę. Tam, gdzie istnieją kluby zawodowych lig – MLB, NFL, NBA, NHL czy MLS kibice zapełniają szczelnie stadiony i hale. Tam, gdzie ich nie ma – lukę wypełniają rozgrywki szkół średnich i college’ów. Sportowe emocje sportu uniwersyteckiego przyciągają kibiców także w wielkich metropoliach. Na mecz futbolu amerykańskiego Uniwersytetu Stanforda z Berkeley w San Francisco potrafi przyjść 50 tysięcy kibiców, a oglądalność telewizyjnej transmisji liczy się w milionach. I to pomimo tego, że w kalifornijskiej metropolii działają dwie profesjonalne drużyny – San Francisco 49-ers oraz Oakland Raiders. Bo każda uczelnia ma swoich sympatyków – studentów, absolwentów, albo po prostu lokalnych kibiców.

Amatorzy z rekrutacji

To właśnie futbol amerykański i koszykówka są motorem napędowym sportu akademickiego, który trudno jednoznacznie zdefiniować. Dla jednych jest to ostatni „rezerwat” sportu amatorskiego, bo studentom zawodnikom nie wolno przyjmować pieniędzy za grę oraz promowanie i reklamowanie komercyjnych produktów czy usług. W tym sensie rzeczywiście w rywalizacji mogą występować tylko amatorzy w czystej postaci, choć i to się zmienia, bo futboliści i koszykarze coraz głośniej domagają się pieniędzy. Już teraz przyszłe gwiazdy sportu akademickiego są kuszone i rekrutowane przy pomocy bodźców materialnych. Najlepsi z najlepszych otrzymują bowiem tzw. „full ride” – przywilej studiowania przez 4 lata (tyle maksymalnie można uczestniczyć w rozgrywkach regulowanych przez NCAA – National Collegiate Athletic Association) za darmo. To szansa, z której korzysta wielu Polaków, o czym za chwilę.

Po prostu biznes?

Z drugiej strony NCAA, choć jest organizacją nienastawioną na zysk, zarabia ogromnie pieniądze – głównie właśnie na futbolu i koszykówce. Nieco mniejsze, ale wciąż pokaźne sumy znajdują się w dyspozycji innych akademickich związków (National Association of Intercollegiate Athletics (NAIA), National Junior College Athletic Association (NJCAA), czy mniejszych organizacji. To ogromny biznes. Przychody całego sportu uniwersyteckiego w USA sięgają 7 miliardów dolarów rocznie. To – jak obliczyły media – więcej niż budżet niemieckiej Bundesligi oraz angielskiej Premiership. A przecież wpływ rozgrywek akademickich na lokalne gospodarki jest jeszcze poważniejszy – to tysiące podróżujących kibiców zapełniających hotele i restauracje, czy pokaźne inwestycje samych college’ów w sprzęt i sportową infrastrukturę. Samo NCAA, zrzeszające ponad 1280 różnych uczelni i organizacji, dysponuje ogromnymi rezerwami gotówkowo-kapitałowymi. To także świetny interes dla samych uczelni, bo dobra drużyna występująca w Division 1 (NCAA dzieli uczelnie na 3 dywizje) i przyciągająca uwagę ogólnokrajowych stacji telewizyjnych nie tylko daje przychody z transmisji, ale także reklamuje sam uniwersytet. Któż bez tego rodzaju promocji zainteresowałby się stanowymi uniwersytetami w Arkansas, Nebrasce, czy Iowa?

Najlepsi z najlepszych otrzymują tzw. „full ride” – przywilej studiowania przez 4 lata (tyle maksymalnie można uczestniczyć w rozgrywkach regulowanych przez NCAA – National Collegiate Athletic Association) za darmo. To szansa, z której korzysta wielu Polaków

Przepustka do lepszego życia

Co roku pod szyldem NCAA współzawodniczy w różnych dziedzinach sportu ponad 450 tysięcy młodych atletów. Przy takich rozmiarach zjawiska trudno się dziwić, dlaczego w czasie „marcowego szaleństwa” około 60 milionów Amerykanów wypełnia także własne drabinki turniejowe, próbując wytypować jego zwycięzcę. W mniej lub bardziej legalnych zakładach obstawiane są miliardy dolarów. A ponieważ najczęściej wyszukiwanie informacji o drużynach i typowanie odbywa się kosztem czasu pracy, szacuje się, że pracodawcy z powodu spadku wydajności swoich pracowników tracą co roku około1,9 miliarda dolarów. Niektórym szefom firm to jednak zupełnie nie przeszkadza, bo nie mogąc zapanować nad chaosem, traktują wydarzenia sportowe jako rodzaj imprezy integracyjnej i sami wręczają nagrody tym, którzy trafnie wytypują zwycięzcę.

Na parkietach turnieju NCAA toczy się w tym czasie walka nie tylko o sportowy prestiż uczelni, ale także o przepustki do naprawdę wielkich pieniędzy – kontraktów w zawodowej lidze NBA lub kobiecej WNBA. Podobnie jest w przypadku rozgrywek futbolu amerykańskiego skąd można przejść do NFL. A pozostałym zawodnikom, którzy nie zdecydują się lub okażą się za słabi na profesjonalną karierę, pozostaje możliwość zdobycia wyższego wykształcenia. Często zupełnie za darmo.

Droga do stypendium

System rekrutacji na wyższe uczelnie skonstruowany jest tak, aby jak najwcześniej wychwytywać najzdolniejszych i przeprowadzić ich przez szkoły średnie. To kolejna wielka machina, wspierana tym razem przede wszystkim pieniędzmi rodziców. W wielu wypadkach postawienie na sportową karierę dziecka kończy się sukcesem. Ale to trudna i ryzykowna droga, którą w każdej chwili może jeszcze zakończyć poważna kontuzja. Na pewno jednak sportowe stypendium to wielka szansa na wyższe wykształcenie przede wszystkim dla dzieci z nizin społecznych.

Przejście przez sito selekcji nie jest łatwe. W coraz popularniejszej w USA piłce nożnej co roku w tzw. college showcases – turniejach na które przyjeżdżają trenerzy drużyn uniwersyteckich – biorą udział setki tysięcy młodych chłopców i dziewcząt. Zwrócenie na siebie uwagi nie jest rzeczą prostą. Nieco łatwiej jest w bardziej niszowych sportach np. siatkówce, lekkoatletyce, szermierce, czy judo. Jest też polityczno-prawny aspekt całej sprawy. Na przykład żeński lacrosse stał się dyscypliną, która pozwoliła uniwersytetom w zachowaniu parytetu płci w wydatkach na programy sportowe. Bo te trzeba dzielić po połowie – między mężczyzn a kobiety. I tak na przykład damska sekcja lacrosse (a także piłki nożnej) pozwala na wyrównanie różnicy z wydatkami na uprawiany wyłącznie przez mężczyzn uniwersytecki futbol amerykański, będący oczkiem w głowie wielu uczelni. Z tego powodu w ligach uniwersyteckich lacrosse w USA i Kanadzie gra dziś obecnie więcej zespołów żeńskich niż męskich, a zawodniczkom przyznaje się stypendia na studia. Choć bieganie z „siatkami na motyle” – jak złośliwie określa się w USA kije do jedynej obok koszykówki rdzennie amerykańskiej gry – może wydawać się niepoważne, szansa na uzyskanie dostępu do edukacji ma już niewiele wspólnego z żartami.

Co komu wolno

Przepisy NCAA dokładnie regulują formy rekrutacji i dozwolonych kontaktów trenerów z przyszłymi studentami oraz zakresu przyszłej pomocy finansowej. Uczelnie zaliczane do Division 1 mogą oferować pełne sportowe stypendium (full ride) określonej liczbie zawodników, w Division 2 – częściowe. W Division 3 nie ma stypendiów sportowych, ale i ten problem można obejść. 22-letnia dziś Urszula, córka polskich imigrantów, która była na celowniku trenerów piłki nożnej od 15. roku życia, przyznaje, że przed rozpoczęciem studiów otrzymała dwie poważne oferty – od słabszej akademicko szkoły grającej w Division 1 oraz lepszego college’u, ale z Division 3. „Wybrałam tę drugą uczelnię, bo trener załatwił, że moje stypendium akademickie było dużo wyższe niż wynikałoby to z mojego SAT” – mówi Urszula, która za kilka miesięcy kończy czteroletnie studia, płacąc tylko 20 proc. czesnego. W rozgrywkach NCAA grała cztery pełne sezony.

Dziś statystyczna wyższa uczelnia uczestniczy w rozgrywkach w około 20 różnych dyscyplinach. Jeśli mamy uzdolnione sportowo dzieci – jest więc z czego wybierać. Nie rezygnując oczywiście z normalnej drogi do uniwersyteckiego stypendium, jaką wciąż pozostają dobre wyniki w nauce.

Jolanta Telega

j.telega@zwiazkowy.com

 

Categories: Społeczeństwo

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*