Emeryt się nudzi? Nigdy!

Emeryt się nudzi? Nigdy!

Dla wielu wizja przejścia na emeryturę pachnie strachem przed brakiem zajęcia, nudą i stagnacją. Nic bardziej mylnego. O nowym etapie życia można powiedzieć wszystko, ale na pewno, nie to, że oznacza nudę.

Można się wreszcie zająć tym, na co nigdy nie było dość czasu. Realizować marzenia, pogłębiać wiedzę, rozwijać hobby, poświęcić więcej uwagi rodzinie i przyjaciołom. I wreszcie, przyjrzeć się bliżej światu i ludziom, dostrzec urodę natury, na co wcześniej nie pozwalał wieczny pośpiech człowieka pracującego. Kluczem do szczęśliwej złotej jesieni życia są ludzie, gdyż radość dzielona z innymi jest większa niż przeżywana w samotności. Dbajmy zatem o znajomych. Docenimy ich w zdrowiu i w chwilach słabości. Po sześćdziesiątce można fajnie żyć. Jeśli w drodze do emerytury zaniedbaliśmy życie towarzyskie, to teraz warto to nadrobić uczestnicząc w działalności licznych polonijnych organizacji, bo tam najszybciej można poznać innych rodaków i nawiązać interesujące kontakty. Nasi rozmówcy przedstawiają własną receptę na ciekawe życie seniora. Uważają, że nie można czekać, aż ktoś zorganizuje im czas. Robią to sami.

Żyć nie umierać
Barbara P. jest osobą samotną. Córka wyprowadziła się do innego stanu, a mąż już dawno odszedł. Córka wpada do matki na święta i to nie zawsze. Basia nie czuje się jednak pokrzywdzona przez los i nie odczuwa samotności. Mówi, że teraz, gdy ma tyle czasu, praktycznie go nie ma, bo czas człowieka do niczego nie zobowiązanego jakoś się rozłazi. Właśnie ma za sobą piękne, wspólne niedzielne śniadanie ze znajomymi w parku. Barbara lubi patrzeć, jak życie się budzi, tak samo jak w Warszawie uwielbiała spacery przed piątą, gdy na ulicach kręciły się tylko samochody dostawcze, a w oknach mieszkań jeszcze było ciemno.

Na śniadaniu pogadali o ostatnio obejrzanych filmach i o tym, co im doskwiera. – Ten drugi temat zawsze jest obecny, lecz traktujemy go pół żartem, pół serio. Ciągle jakby z niedowierzaniem, że to nas trafiło, bo przecież w przeciwieństwie do tego, co widać na zewnątrz, nikt z nas nie czuje się stary. Myślę, że starość przychodzi wtedy, kiedy człowiek sam zajmuje się głównie swoimi bólami i traci zainteresowanie otoczeniem. Mnie jeszcze do takiego stanu daleko – śmieje się.

We wtorek i w środę urządzili sobie maraton filmów z nieodżałowanym Robinem Williamsem, a w tę sobotę planują spotkanie u Zosi. Żeby nie nadwyrężać swych szczupłych emerytur starają się jeździć jednym samochodem i dzielić koszty za benzynę. Zresztą tak jest dużo weselej. – Nasze przyjęcia to nie te ze stekami i Bóg wie czym, podawanym głównie po to, by się popisać przed znajomymi, lecz polskie przaśne potrawy. Zosia robi świetne ruskie pierogi, a Janek placki ziemniaczane. Ktoś przyniesie jakieś ciasteczka i przyjęcie całą gębą. Jeśli wybierzemy się na farmę, to po powrocie wspólnie gotujemy kalafiory, fasolkę i inne świeżutkie warzywa i zajadamy się owocami prosto z drzewa. Żyć nie umierać!

Czy całkowicie oddali się wyłącznie przyjemnościom? − No nie, wiadomości nie daje się uniknąć, bo przecież człowiek musi się orientować, co się wokół niego dzieje. Napychając się plackami mówimy o tym dużo. Niepokoi nas głównie to, co się w tym kraju dzieje, bo przecież tu żyjemy. A to, co się dzieje, jest wyjątkowo paskudne i całkowicie odbiega od tego, co sobie w Polsce wyobrażaliśmy o Ameryce – dodaje.

Okazja do spełnienia marzeń
Marek K. przeżywa bal swego życia. Robi dokładnie to, o czym zawsze marzył. Do realizacji wieloletnich planów przygotowywał się przez wiele lat. Z każdego czeku wpłacał pewną sumkę na „konto turystyczne”. Choć dobrze zarabiał nie zależało mu na imponowaniu wielkim domem, czy szpanowaniu luksusowym samochodem. Natomiast nie żałował pieniędzy na podróże po Ameryce i okolicach. To były jednak namiastki tego, na co z niecierpliwością czekał po przejściu na emeryturę i… na nieograniczony czas. Dopiero wtedy zaczął na dobre hulać po świecie. Działał metodycznie. Maszerował, pedałował, ćwiczył, nabierał fizycznej tężyzny, a równocześnie godzinami sprawdzał informacje o kraju, który zamierzał odwiedzić. Nie tylko na stronach internetowych biur turystycznych, bo na zobaczeniu tego, co oferują, najmniej mu zależało. Poznawał historię i obecną sytuację, wnikał w ich kulturę i zwyczaje, by na miejscu nie popełnić jakiegoś fałszywego kroku. Opracowywał mapy zabytków i miejsc oddalonych od turystycznych szlaków.

− Jak już gdzieś jadę, to chcę poznać wszystko, wyrobić sobie własne zdanie, a nie słuchać wyuczonej paplaniny przewodników, chcę wtopić się w atmosferę życia ludzi, których jako obcy „podglądam”. Czasami ta ciekawość rujnuje mi obraz tego, co sobie wyobrażałem. Tak było z Indiami, gdzie spędziłem kupę czasu. Są piękne, warte obejrzenia rzeczy, lecz podróże odbywane w identyczny sposób w jaki poruszają się Hindusi (autobusy, pociągi) oraz miasta rzadko odwiedzane przez turystów pozostawiły wizerunek ubóstwa i smrodu – wspomina.

Co robi, jeśli akurat nie szaleje po świecie? − No na pewno się nie nudzę. Latem wiadomo, wycieczki rowerowe. W okolicach Chicago jest wiele pięknych szlaków rowerowych. Są rozrywki, które nic nie kosztują. Bywam na bezpłatnych koncertach w bibliotece w Skokie i w parku w Wilmette, czasami w Grand Parku. Koncerty i to bardzo dobrych muzyków odbywają się również w kościołach i to nie tylko przed świętami. Chodzę do kina i to też jest tania  rozrywka, bo w wielu miejscach oferują emerytom tańsze bilety – śmieje się.

Powrót do zawodu
Jurek J. jest doskonałym pianistą. Ma olbrzymi talent i miał duże ambicje. Porzucił je po przyjeździe do Stanów, bo szybko zrozumiał, że z gry nie wyżyje i nie utrzyma rodziny. Wziął się za to, co przynosiło dochody. Wykształcił czwórkę dzieci. Wolne chwile spędzał przy pianinie. Zawsze zbyt krótkie, bo przecież potomstwem trzeba było się zająć i o dom zadbać. Czasu na ćwiczenia ciągle było mało. Przejście na emeryturę oznaczało powrót do zawodu. Czas w większości należy do niego z wyjątkiem chwil, gdy syn podrzuci pod opiekę dwoje małych dzieci.

Nie może jednak narzekać, choć nadal brakuje mu dni i godzin na to, co naprawdę chce stworzyć. Ćwiczy, komponuje, robi przeróbki jazzowe popularnych utworów. Marzy o stworzeniu zespołu złożonego z profesjonalistów. Problem w tym, że większość ma inną pracę, co uniemożliwia regularne wspólne próby. Udało mu się jednak zebrać grupę zdolnych ludzi i razem wystąpili w Teatrze Chopina. Obecnie przygotowuje nowy program.
Ciągle brakuje mu czasu, bo oprócz tego, co robi sam, chętnie słucha innych. Dobrych klubów, gdzie muzycy grają na żywo, niestety jest coraz mniej. Jurek ubolewa, że artystów wypiera technika. Teraz nowoczesny klawiszowiec ma wmontowaną sekcję rytmiczną i chórki, jakie się chce. Nie jest to jednak takiej jakości, jak zespół prawdziwych instrumentalistów. W każdym razie pracuje nad tym, by stworzyć grupę na tak wysokim poziomie, że chętnie będą jej słuchać nawet najbardziej wybredni melomani.

***
Zanim posłuchamy Jurka i jego zespołu emerytom polecamy wybranie się do Fitzgerald Nightclub w Berwyn, gdzie za śmieszne pieniądze, w bardzo swobodnej atmosferze, przy kuflu piwa można ucieszyć ucho bardzo dobrą muzyką (jazz, blues, indie rock, soul).
Z kolei w Millenium Park już 17 września można bezpłatnie uczestniczyć w imprezie, na której zostanie uhonorowanych pięciu najlepszych chicagowskich artystów i instytucji artystycznych. Impreza jest połączona z występami.

Zaledwie dwa dni później w tym samym parku, Chicagowska Orkiestra Symfoniczna będzie grać utwory Czajkowskiego. Wstęp wolny.

Ci, których interesuje historia Chicago i sztuki mają okazję za darmo obejrzeć eksponaty w Chicago Cultural Center przez cały rok. Bezpłatne wejście oferuje również przez okrągły rok Money Museum w Banku Federalnej Rezerwy.

We wrześniu we wtorki, środy i czwartki bez biletu wstępu zwiedzamy Chicago History Museum. W Museum of Contemporary Art wstęp wolny jest we wtorki (tylko dla mieszkańców Illinois). Od wtorku do niedzieli bezpłatnie wchodzimy do Block Museum of Art in Evanston. Art Institute of Chicago otwiera dla wszystkich podwoje w czwartki między godziną 17.00 a 20.00.

Bezpłatny wstęp oferuje również wiele innych placówek sztuki, m.in. Lincoln Zoo, gdzie w każdy piątek od dziś do 3 października urządzane są pokazy filmów.
Czas można spędzić w polskim muzeum, w którym odbywają się ciekawe imprezy i prelekcje, bogaty program w każdy weekend ma także Art Gallery Cafe.

Warto również obserwować działalność Związku Polek w Ameryce. Za tydzień, w sobotę 13 września, prezeska 114 grupy Teresa Makowska będzie podpisywać swą książkę pt.: „Bóg się rodzi, moc truchleje” stanowiącą kolekcję refleksji i uwag o wigilii skierowanych przez Jana Pawła II do Polaków na całym świecie. W listopadzie z kolei odbędzie się wystawa i spotkanie z twórcami sztuki. O wszystkich polonijnych imprezach informuje na bieżąco „Dziennik Związkowy”.

Wszystkie informacje o imprezach w Chicago można natomiast znaleźć w Internecie. Jeśli nie macie państwo komputera, to zapraszamy do internetowej kawiarenki w budynku Związku Narodowego Polskiego, gdzie zawsze znajdzie się ktoś, kto pomoże w wyszukaniu tego, co was interesuje. Przy okazji można zapisać się do klubu tańca.

Jeśli przy tak ogromnym wyborze ktoś powie, że się nudzi, to odpowiemy: najgorsze, co możesz zrobić, to nie zrobić nic.

Elżbieta Glinka

e.glinka@zwiazkowy.com

fot.rudolf_langer/pixabay.com/Julie Kertesz/Flickr/Trevor Dennis/Flickr/Marlene Tebbe/Wikipedia

Categories: Seniorzy

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*