Żeglarska odyseja Władysława Wagnera

– rejs Zjawą (pierwszą)


Władysław Wagner był pierwszym polskim żeglarzem, który na jachtach żaglowych w latach 1932 – 39 opłynął świat. W poprzednim odcinku opisywałem atmosferę towarzyszącą przygotowaniom do wielkiego rejsu. Dnia 8 lipca 1932 roku młody skiper wraz z towarzyszącym mu Rudolfem Korniowskim opuścili Gdynię na niewielkim jachcie ZJAWA.

Gdyński port żeglarze opuszczają zaopatrzeni w niezbędne wiktuały, niemniej wyposażenie ZJAWY pozostawiało wiele do życzenia. Przede wszystkim jacht nie posiadał silnika, a co za tym idzie zbędne stało się posiadanie akumulatorów. Z tego powodu nie mieli świateł nawigacyjnych. Dwie mapy morza Bałtyckiego, kilka książek i harcerski kompas dopełniały wyposażenia nawigacyjnego. Nic więc dziwnego, że zamiast zaplanowanego postoju na Bornholmie, żeglarze przepływają obok mijając w nocy maleńkie wysepki Christiansoe i po tygodniowej żegludze znajdują się w małym rybackim porcie Ostertrap na południowym wybrzeżu Szwecji.

 

Zaopatrzeni przez uczynnych rybaków w dodatkowy osprzęt żeglarski rozpoczynają żeglugę wzdłuż wybrzeża Szwecji docierając do Kopenhagi. Stamtąd przez Kattegat młodzi żeglarze dopływają do Goteborga. Trzeba tu nadmienić, że ZJAWA nie mając silnika nie miała szans skrócić trasy rejsu do Zachodniej Europy poprzez Kanał Kiloński. Stąd decyzja żeglowania przez Sundy i Kattegat. Po drodze, zatrzymując się w szwedzkich i duńskich portach, Wagner kupuje niezbędne wyposażenie potrzebne do dalszej żeglugi. Między innymi w Goteborgu nabył niewielki kompas jachtowy dużo dokładniejszy od mało poręcznej harcerskiej busoli. Nie płyną przez Skagerrak wybierając krótszą drogę przez Limfiord.

 

15 sierpnia już są w duńskim Aalborg. Po kilku dniach postoju opuszczają gościnnych Duńczyków i ruszają w kierunku Holandii wpływając na burzliwe wody Morza Północnego. Pewnego ranka ze zdziwieniem napotykają na wysokości latarniowca Terchelling Bank polski statek TCZEW płynący do Gdyni. Wymieniają pozdrowienia i żeglują dalej, aż zagrożeni nadchodzącym sztormem chowają się w belgijskiej Ostendzie. Następne porty to Dunkierka i Calais. To już Francja i wejście do kanału La Manche. Kanał, zwany przez Anglosasów również Angielskim, to obszar częstych mgieł i silnych prądów pływowych. Dla bezsilnikowej ZJAWY to wielkie wyzwanie.

 

Toteż młodzi Polacy nie ryzykują za wiele (i tak ryzykują wielce płynąc jachtem nieprzygotowanym do żeglugi na wodach morskich) i płyną od portu do portu. W ten sposób odwiedzają Boulogne i Le Havre. W tym drugim napotykają dziwny jacht w porcie. Na przystosowanej do lądowej podróży przyczepie zauważają niewielki jacht z nazwą DAL i portem macierzystym Gdynia na rufie. Są bardzo zaintrygowani znaleziskiem. Nie wiedzieli wtedy, że jest to świeżo zakupiony przez porucznika ułanów Andrzeja Bohomolca jacht do przygotowywanego rejsu przez Atlantyk. (Kawalerzysta miał nim wyruszyć w 1934 roku wraz z dwoma towarzyszami podróży. Wyprawa zakończyła się sukcesem i DAL dopłynęła aż do Chicago).

 

Po czterech miesiącach od opuszczenia Gdyni ZJAWA płynąc wzdłuż francuskiego wybrzeża Zatoki Biskajskiej dotarła do pierwszego hiszpańskiego portu Santander.

 

Tutaj wreszcie Władek postanowił oznajmić swoją decyzję rozpoczęcia rejsu dookoła świata. Nawiązał kontakt z Kurierem Krakowskim, wtajemniczając go w swe plany. Ponieważ wyprawa naokoło świata to raczej już nie zabawa i jako taka wymaga dużych środków finansowych Wagner postanowił je zdobyć pisząc serię artykułów do wspomnianego czasopisma. Podał swoje namiary na Lizbonę (polski konsulat), tak najczęściej czynili członkowie załóg starający się trzymać listowny kontakt z rodzinami i przyjaciółmi w kraju.

 

Droga z Santander do Lizbony prowadziła naokoło słynnego przylądka Finisterre. Finisterre stanowił południową granicę – znanej ze złej pogody – Zatoki Biskajskiej. Po drodze odwiedzają hiszpańskie Vigo i Oporto w Portugalii. 18 grudnia ZJAWA zawija do Lizbony. Niestety oczekiwanej korespondencji z Kuriera Krakowskiego nie ma w konsulacie polskim. Znaczy to, że w drodze są kłopoty finansowe, wynikające z kosztów nieodzownych przygotowań jachtu do okołoziemskiej podróży.

 

Nieoczekiwanie pomoc przychodzi z zupełnie niespodziewanej strony. W polskiej placówce Władek spotyka Polaka Frydsona. Urodzony obieżyświat, znający języki obce i posiadający sporo pieniędzy Frydson okrętuje się na ZJAWĘ i od tej pory płyną we trójkę. Po świętach Bożego Narodzenia ZJAWA opuszcza Lizbonę i poprzez Casablankę dociera do Dakaru. Tutaj trzej przyjaciele przygotowują jacht do przejścia na drugą stronę Atlantyku. Wagner zdaje sobie sprawę, że jacht spisuje się coraz gorzej. Przecieka, takielunek jest w żałosnym stanie. Podczas postoju w Casablance jacht został częściowo wyremontowany przy pomocy francuskiej marynarki wojennej, niemniej lwią część robót wykonują w Dakarze.

 

ZJAWA opuszcza Dakar 21 kwietnia udając się w kierunku Brazylii. Trawersata Atlantyku trwa ponad miesiąc nie bez przygód; podczas gwałtownego szkwału gubią bukszpryt i bezan. 28 maja zauważają ląd. Następnego dnia niefortunnie usiłują wylądować prowizoryczną tratwą na kompletnym odludziu, co prawie kosztuje ich utratę życia. Po tej przygodzie żeglują do Belem, gdzie opiekuje się nimi polska rodzina Tadajewskich. W Belem poważnie choruje Rudolf Korniowski. Zostaje w szpitalu, kiedy polski jacht opuszcza port (okaże się później, że załogant ZJAWY zostanie w Belem na stałe, żeniąc się z jedną z sióstr Tadajewskich).

 

Polski jacht z Wagnerem i Frydsonem na pokładzie kieruje się w stronę Kanału Panamskiego. Jednakowoż ZJAWA rozpada się prawie w oczach. Bardzo przecieka kadłub, mimo wielokrotnych napraw. Wyraźnie widać, że jacht dożywa swoich ostatnich dni i jeżeli nie przejdzie generalnego remontu, ma marne szanse na dalszą żeglugę. Trzeciego grudnia 1933 roku ZJAWA przybywa do portu Colon w strefie Kanału Panamskiego i staje na kotwicy. Polscy żeglarze wiedzą, że to koniec rejsu ich jachtem. Obrotny Frydson znajduje amerykańskiego kupca i sprzedaje ZJAWĘ za 150 dolarów amerykańskich.

 

Jak pisze w swoich pamiętnikach Wagner: Frydson podzielił pieniądze na pół dając mi 75 dolarów, uścisnęliśmy sobie dłonie i rozstaliśmy się. Nigdy więcej go nie spotkałem. Odszedł tak samo tajemniczo jak przybył na jacht. Wszelako był bardzo dobrym kompanem.

 

W restauracji Fulgencio prowadzonej przez Polakow, braci Dubroskich Wagner znajduje zamieszkanie i rozpoczyna pisanie wspomnień  pt. „Podług słońca i gwiazd”o dotychczasowym rejsie. Rękopis wysyła do Księgarni Wojskowej w Warszawie do druku. Intensywnie też poszukuje nowego jachtu. Chce przecież kontynuować rejs dookoła świata. Jacht będzie się nazywał ZJAWA II.

 

Kpt. Andrzej W. Piotrowski

 

Zdjęcia: Archiwum i A. W. Piotrowski

 

 

Bibliografia: Władysław Wagner – „By the Sun and Stars”, Anna Rybczyńska – “Pod żaglami dookoła świata”.

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*