Zakończona kadencja komandora JCYC

Kilka miesięcy po terminie zakończyła się kadencja komandora Joseph Conrad Yacht Club. O wyjaśnienie opóźnienia oraz o krótkie podsumowanie 2-letniego sprawowania przywództwa tej organizacji poprosiłem komandora Krzysztofa Kamińskiego.

 

„Wybory w klubie zostały przesunięte z grudnia ub. roku na marzec ze względu na mój udział w wyprawie na przylądek Horn i Patagonię. Moje komandorowanie wiązało się ściśle z obchodami 40-lecia klubu, który – przypomnę – jest najstarszym polonijnym klubem żeglarskim na świecie, a to zobowiązuje! Wraz z grupą oddanych klubowi działaczy zapewniliśmy odpowiednią oprawę uroczystościom jubileuszu i pokazaliśmy światu, iż jesteśmy w Chicago nacją zgodną i poukładaną. Wcześniej kilkakrotnie odmawiałem przyjęcia tej zaszczytnej funkcji, a skłoniła mnie do jej przyjęcia właśnie okrągła rocznica powstania JCYC i chęć udowodnienia polskiej stronie, że jesteśmy dla nich poważnym partnerem.

 

Od 4 lat reprezentuję w Starym Kraju diasporę polską w Ameryce podczas obrad kapituły przyznającej żeglarskie Oskary. Nasz jubileusz okazał się imprezą dużego kalibru, zauważoną w ojczyźnie i wielu ośrodkach polonijnego żeglarstwa na świecie. Mieliśmy podczas rocznicowego balu w hotelu Marriott gości i z Polski, i Kanady, oczywiście również z całych Stanów Zjednoczonych. Biorąc pod uwagę aktualną sytuację ekonomiczną udało nam się uczcić jubileusz z klasą, o czym świadczą podziękowania za zaproszenie od dziesiątek osób i instytucji.

 

Za mojej kadencji udało się, co jest równie ważne jak obchody jubileuszu klubu, poprawić frekwencję na polonijnych regatach. Różnie z tym wcześniej bywało, ale na ostatnich zawodach potrafiło wziąć udział nawet 26 jednostek. Tyle jachtów nie zgromadziły polonijne regaty od czasów Andrzeja Piotrowskiego, który dowodził JCYC na przełomie lat 80. i 90. Chciałem otworzyć klub na wszystkich Polaków pływających pod żaglami w okolicy Chicago, udało się to niestety połowicznie. Wpływ na to miało wiele rzeczy. Trzeba pamiętać o ogromnym kryzysie o zasięgu globalnym. Nasz zarząd przejął kasę klubową z ujemnym saldem na koncie, po dwóch latach naszej pracy zostawiamy finanse klubowe na sporym plusie. Dość powiedzieć, że bodaj nigdy w historii sytuacja materialna JCYC nie była tak dobra jak dziś.

 

Z nadzieją na jeszcze lepsze jutro wybraliśmy ostatnio nowe władze klubu, na czele którego stanął znany biznesmen polonijny Walter Kotaba. Rozmawialiśmy z Włodkiem podczas wyborów i sam zaproponowałem mu rolę doradcy, by nie powtórzyć błędów poprzedników, którzy po zmianie zarządu odsuwali się w cień, zostawiając nowego komandora z zadaniem budowy wszystkiego od nowa. Zresztą zostaję w zarządzie Joseph Conrad Yacht Club i służę pomocą w każdej chwili, choć czasu będzie na działalność społeczną niewiele ze względu na moc pracy zawodowej i realizację planów sportowych mojego Inter Pro Sailing Team. W każdym bądź razie nowe władze mają swoją wizję rozwoju klubu i z radością brać żeglarska przyłączy się do wspólnej pracy. Taką mam nadzieję i zapraszam wszystkich do nas!

 

Jeśli chodzi o nowy zarząd JCYC to tworzą go: Walter Kotaba – komandor, Gregory Gołąbek – wicekomandor, Jolanta Santocka – sekretarz i Wojciech Niedziński – skarbnik. Przekazanie władzy odbyło się bardzo spokojnie, choć moim zdaniem wciąż do głosu chcą dojść ludzie, którzy z tylnych rzędów próbują sterować polityką zarządu, ale nie kwapią się do wzięcia steru we własne ręce. Rzucanie haseł zza kurtyny przez lata było zmorą JCYC, miejmy nadzieję, że nowym sternikom klubu dany będzie ogromny kredyt zaufania i nikt ich nie będzie próbował podtapiać. Trzeba pamiętać, że nasz klub w XXI wieku jest także korporacją i trudno nią zarządzać metodami sprzed 40 lat.

 

Lista rzeczy do zrobienia jest zresztą długa. Wielu, zwłaszcza młodych ludzi zainteresowanych żeglarstwem, nie wie, jak do nas trafić, wciąż nie ma pomysłu jak rowiązać sprawę szkoleń. Ciągłe niesnaski w kręgu polonijnego żeglarstwa także nie służą naszej sprawie najlepiej. Nowy komandor wiele może w tej sprawie zdziałać. Cieszy się bowiem wielkim prestiżem jako właściciel kilku renomowanych firm, jak Polamer czy Money Express, jako szef Polvision i radia WNVR 1030 AM, jest też wielce wpływową postacią na rynku medialnym. A JCYC potrzebny jest właśnie dobry PR, nowoczesny marketing.

 

Nie zapominając o regatach można będzie teraz mając tak duży dostęp do mediów (tu nie zapominamy o już z nami współpracujących dziennikarzach) zorganizować wiele imprez towarzyskich, które z kolei pomogą znaleźć nowe zastępy wodniaków w Chicago. Niech do klubu Conrada Korzeniowskiego wrócą żeglarze, do których z różnych względów nie dotarliśmy. Mniej polityki, więcej żeglarstwa. Niech powróci zdrowa rywalizacja sportowa. Coraz więcej mówi się w Chicago o powstaniu nowego polonijnego klubu żeglarskiego. I bardzo dobrze! Nic nie wpływa lepiej na jakość towarów i usług jak konkurencja! Stare, skostniałe organizacje nie myślą racjonalnie dopóki są monopolistami. W ostatnim czasie wyłoniły się nowe związki towarzyskie braci żeglarskiej. Spotykają się na swoich balach i spotkaniach, świetnie się razem czują i o to chodzi. Niech nowe władze JCYC zaproponują im współpracę, to na pewno zrodzi się z tego nowa jakość klubowego życia. Tu trzeba sobie zadać natomiast pytanie: co my w klubie przez ostatnie lata zawaliliśmy w tej sprawie? Dlaczego nie chcą bawić się z nami? Żeglarstwo musi łączyć, a nie stwarzać sztuczne podziały na my i oni. Ja ze swojej strony deklaruję swoją pomoc dla wszystkich żeglarzy i namawiam wszystkich: nie politykujcie, żeglujmy i bawmy się razem!

 

Jest w tej chwili wiele przesłanek dyskwalifikujących dotychczasową siedzibę klubu przy Montrose. Dla wielu jest nie po drodze, za daleko, ale na razie innej propozycji nie ma. Wszystko co można nabyć nad wodą kosztuje miliony, a to dla nas sumy abstrakcyjne. Choć patrząc na upadający rynek nieruchomości może się zdarzyć, że ktoś w akcie desperacji nam coś ofiaruje. Póki co, zostaje po staremu. Mnie samemu przyszło zorganizować spotkania zarządu klubu w różnych miejscach i ani razu nie była to siedziba klubowa. Uniknęliśmy tym samym presji miejsca. Natomiast wszystkie zebrania członków JCYC odbyły się w lokalu przy Montrose. By zostać członkiem klubu wystarczy opłacić roczną składkę w wysokości $180. Dużo to, czy mało? Żeglarze chcieliby obniżenia stawki, działacze proponują podwyżkę opłaty. Tyle że na razie klub w ramach członkostwa nie oferuje nawet legitymacji. Ciągłe politykowanie w klubie doprowadza sytuacje każdej zmiany do wielogodzinnych dyskusji. Legitymacja? A jakiego koloru? I tu każda propozycja jest zła, bo z czymś się kojarzy.

 

Wracając do tych dwóch lat naszego zarządzania klubem, chcę podziękować wszystkim, którzy nam pomogli, osobiście dziękuję Andrzejowi Suchodolskiemu, mojemu zastępcy, który rewelacyjnie poprowadził wszystkie regaty. Andrzej zmobilizował całą rodzinę i przyjaciół do pracy na wodzie i na lądzie. Elżbieta Chojecka jako sekretarz sprawdziła się fantastycznie, zaprzęgła do roboty męża Mirka i sporo znajomych. Skarbnik Wojtek Niedziński pilnował kasy nader skutecznie i pewnie dlatego będzie sprawował tę funkcję w nowym zarządzie. Podziękowania dla Izydora Ryzaka za użyczanie siedziby klubowej, choć tu chyba nastąpiło już „zmęczenie materiału” i powinny nastąpić natychmiastowe zmiany.

 

Krzysztofa Kamińskiego, byłego już komandora Joseph Conrad Yacht Club, wysłuchał Sławek Sobczak. W następnych wydaniach weekendowych „Dziennika Związkowego” zaprezentuję Państwu dalszą część wywiadu z K. Kamińskim, a w nim opowieść o niesamowitych przygodach, które przeżył podczas podróży wokół przylądka Horn. Opowiemy też o planach związanych z regatami Sydney – Hobart, w których weźmie udział jacht Inter Pro Sailing Team „Husaria”. Będzie też o mocno sensacyjnych zmianach w zarządzie Polish Yachting Association of North America!

Opracował:

Sławek Sobczak

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*