Wybrane zamki Polski Południowej


Mogłoby się wydawać, że zamków w Polsce jest niewiele, w porównaniu z państwami zachodnimi, zwłaszcza tych w jako tako dobrym stanie, pozwalającym turystom na ich zwiedzanie. Prawda okazuje się jednak inna. Jest ich stosunkowo bardzo dużo rozrzuconych po całej Polsce. Może nie wszystkie są jeszcze w dobrym stanie, pozwalającym na masowe odwiedziny, ale wszystko jest na dobrej drodze. Czasem odbudowuje je państwo lub miasto, czasem dawny właściciel, a czasem odpowiednio wzbogacony entuzjasta historii i dawnej architektury.

 

Do takich właśnie należy, bardzo znany w Chicago, biznesmen – mieszkający tu ponad trzydzieści lat – mgr. inż. Roman Hajduk. Jest on jednym z niewielu, którym „American Dream” spełnił się całkowicie. Kiedy mieszkał w Chicago i z powodzeniem prowadził swój własny biznes, nigdy nie zapominał, że jest Polakiem i patriotą. Często brał udział w polskich imprezach, spotkaniach, naradach, był czynnym członkiem Kongresu Polonii Amerykańskiej. Obdarzony wysoką inteligencją, pomagał w wielu sprawach innym, mniej sprawnym i mniej wykształconym przywódcom różnych polskich organizacji i klubów. Cechowała go też duża klasa i kultura osobista, uwidoczniająca się na polonijnych spotkaniach i wszelkiego rodzaju wyborach. Przyznam, że są to zalety, które również mnie się spodobały i z czasem, po latach, nasza oficjalna znajomość przerodziła się w bardziej przyjacielską.

 

Roman Hajduk od lat młodzieńczych marzył o swoim „zamku z bajki”. Po przyjeździe do Ameryki i dobrej passie po założeniu biznesu jego marzenia zaczęły się urealniać. W latach 90. ub. stulecia nadarzyła się nagle okazja. W okolicach jego rodzinnych stron, koło Gorlic, wystawiono na sprzedaż ruiny dwóch starych zamków. Zainteresował się nimi i w czasie pobytu w Polsce pooglądał, sprawdzając warunki zakupu. Pierwszy z nich w Zagórzanach, hrabiego Adama Skrzyńskiego – jego syn hrabia Aleksander to były minister spraw zagranicznych i premier RP w latach 20., zmarły w 1931 r. – nawet mu się bardzo spodobał. I to pomimo kompletnego zniszczenia przez wandali w latach 1985 do 1995.

 

Wandale nie oszczędzili nawet wiekowych, historycznych dębów w zamkowym parku. Z pierwotnych 100 sztuk pozostało tylko około 20. Niestety, cena była za wysoka i warunki postawione przez konserwatora zabytków (np. tylko 5% możliwych zmian od pierwotnego wyglądu oraz żadnych innych pałacyków lub nawet garaży na posiadłości nie wolno stawiać) były nie do przyjęcia. Wybrał więc te drugie, ruiny zamku w Kobylance, parę km na południe od Gorlic.

 

Dzięki wykształceniu inżynieryjno-budowlanemu, zdolnościom, uporze, zapałowi i fantazji, przez kilka lat nadzorował prace remontowe wg. własnego projektu, co doprowadziło do wykończenia fasad, wież i murów. Po wykończeniu bocznej części – dla byłej służby – i wreszcie możliwości zamieszkania, przeprowadził się tam wraz z żoną i całym dobytkiem na stałe w 2010 roku.

 

Kiedy w kwietniu obecnego roku odbywały się w Chicago uroczystości 1. rocznicy tragicznej katastrofy pod Smoleńskiem, Roman Hajduk wraz z żoną odwiedził w tym czasie nasze miasto. W czasie spotkania zaprosił mnie do odwiedzenia jego zamku, z czego, będąc latem w Polsce, skorzystałem. Z przystanku autobusowego w Gorlicach odebrała mnie jego żona, bo jak przystało na „pana na zamku” był on właśnie na polowaniu. To jego kolejne zamiłowanie, o którym wcześniej nie wiedziałem.

 

W okalającym kwadratową powierzchnię dziedzińca zamkowego starodawnym murze z mini-bastionami, nad żelazną, kutą, automatycznie otwieraną bramą wita nas zawieszony nad nią polski orzeł i widok na piękny, zupełnie bajkowy, biały z czerwonym dachem, zamek o trzech wieżach. I chociaż to nie król ani książę, to jednak co najmniej książęcy zamek posiada. Z tyłu, za zamkiem, znajduje się też ogrodzona druga posesja z łączką i lasem a w nim półoswojone, nawet jedzące z ręki (ale tylko z jego), stadko danieli i sarenek. Część mieszkalna jest już wspaniale odnowiona, ma trzy sypialnie – jedna nawet z królewskim łożem z baldachimem – wszystkie z nowoczesnymi łazienkami oraz obszerną kuchnię i jadalnię z dużym, dębowym stołem i odpowiednim kompletem ozdobnych, wysokich krzeseł.

 

W łączniku korytarzowym stoją dwie, pełne, średniowieczne zbroje, a pod nim w garażu trzy nowoczesne samochody, sprowadzone oczywiście z Ameryki. Natomiast strych stanowi wielką galerię jego myśliwskich trofeów. Od rogów jelenich małych i dużych po wygarbowaną skórę czarnego niedźwiedzia. Ponieważ zawsze byłem i jestem przyjacielem zwierząt i nigdy nie mógłbym żadnego z nich zabić, trochę przerażony zapytałem, jak taki przyjaciel tych swoich karmionych z ręki danieli (na dziedzińcu z tyłu choduje też króliki, gdzie z dumą pokazał mi właśnie niedawno przyszłe na świat małe króliczki) może zabijać inne. Wyjaśnił mi wówczas, że jego polowanie jest trochę inne. Polega na eliminowaniu zwierząt agresywnych, złośliwych, atakujących i raniących inne, oraz ciężko rannych bez szansy na przeżycie. Może więc to i jest tym pozytywnym powodem jego polowań.

 

Okazało się, że poza różnymi uzdolnieniami i zaletami ma też duszę poetycką. Pisze wspaniałe, patriotyczne wiersze, które bardzo mi się spodobały. Niestety nie mogę ich tu na razie przytoczyć, bo nie zdążył ich skopiować oraz przesłać. Natomiast jego zamek nazwaliśmy tymczasowo „Hajdukówka”.

 

Skorzystałem też z jego uprzejmości, aby razem odwiedzić sąsiednie zamki. W pierwszej kolejności pojechaliśmy do wioski Zagórzany, aby zobaczyć ruiny zamku hrabiego Skrzyńskiego. Poza jego posiadłością, w zagajniku na skraju wioski oglądamy ciekawy grobowiec rodziny Skrzyńskich, zbudowany w kształcie ostrej piramidy z dużym, murowanym krzyżem-krucyfiksem i z dwoma mniejszymi stojącymi w pobliżu. Brama wjazdowa do dość dużego obszaru dziedzińca ze starą, wielką, murowaną stajnią i ruinami zamku była zamknięta, doszliśmy więc przejściem dla pieszych. Ruiny zamku ładne, bardzo zdewastowane, górna wieża kompletnie zdemolowana, wszystko co się dało wyjąć lub wyłupać wykradzione, ale już widać było zaczątki rusztowań nowego właściciela.

 

W kolejności pojechaliśmy do bardzo sławnego zamku w Bieczu. Właściwie zamek obejmował tu całe stare miasto, nazywane nawet kiedyś Małym Krakowem. Na zamkowym wzgórzu pozostał tylko stary kościół-katedra ufundowany przez królową św. Jadwigę w 1395 r., ładny ratusz z wieżą, część grubych murów obronnych z dużymi basztami i piwnicami z ogromnymi beczkami (o pojemności 90001.) na węgierskie wino, na handel którym wydał zezwolenie miastu sam król Jan Kazimierz. Niezależnie od uroków starego miasta, miasteczko Biecz ma kilka swoich ciekawych legend.

 

Główna z nich to legenda o fundatorze miasta, rycerzu Becz. Dawno temu, przed wiekami, żył na tych terenach bogaty polski rycerz o imieniu Becz. Brał udział w wyprawach krzyżowych w obronie Ziemi Świętej. Został tam jednak pojmany, stracił wszystko co posiadał i ledwo unikając śmierci został sprzedany jako niewolnik. Cudem wykupił go jakiś nieznany rycerz i po trudnościach wrócił do Polski, gdzie zaczął napadać na międzynarodowe karawany handlujące niewolnikami. Zabierał im wszelkie kosztowności, uwalniał niewolników, nikogo nie zabijając. Kiedyś na wzgórzu nad rzeką Ropą wśród uwolnionych niewolników była mała dziewczynka rodem z bogatego domu o imieniu Bietka, sprzedana przez złych stryjów. Becz oddał ją na wychowanie do dworu, opłacając sowicie. Po kilku latach uprawiania tych napadów na karawany i po skargach kupców do księcia, został pojmany przez jego wojów w czasie modlitwy, kiedy był bez zbroi i miecza oraz skazany na cięcie mieczem. Kiedy zbliżała się egzekucja i kat czekał z mieczem, podbiegła z tłumu śliczna dworka ratując go starodawnym zwyczajem, zarzucając białą chustę i wołając: „mój ci on”. Była to ta sama, uwolniona przez niego przed laty, Bietka. Becz uwolniony przez księcia w podzięce obiecał, na tym samym wzgórzu nad Ropą, pobudować okazałe, kupiecko-rzemieślnicze miasto, co też niebawem uczynił, nazywając je Biecz.

 

Z królową św. Jadwigą związana jest inna, znana legenda. Ponieważ była fundatorką kościoła św. Ducha i szpitala dla ubogich w Bieczu, w czasie kolejnej wizytacji szpitala spostrzegła pod ścianą z krucyfiksem jęczącego, nieopatrzonego chorego. Okazało się, że nikt nie chciał się nim zająć z powodu gnijących ran, ropiejących wrzodów i okropnego zapachu. Wówczas królowa sama go obmyła, pokryła balsamami i założyła opatrunki. Po paru chwilach zniknęły rany, wrzody i zapachy, chory wyzdrowiał całkowicie, oblicze jego jaśniało, a na pytanie królowej, kim jest, uśmiechnął się tylko i – zniknął. Królowa, dworzanie i obsługa szpitala sądząc, że był to sam Pan Jezus poklękali modląc się z okrzykami, że to widzialny cud. Łoże chorego długo przechowywano jako relikwię.

 

Ciekawe jest też, jakie powiązania ma inna legenda, o śpiących rycerzach, z tą najbardziej wszystkim znaną o śpiących rycerzach pod Giewontem w Tatrach. Mówi ona o tym, że w sąsiedniej – oddalonej o 500 m od Biecza – górze, zwanej Górą św. Jadwigi Królowej, na której przed 1000 lat stał obronny gród a po nim warowny zamek – śpią w jego grotach zakuci w zbroję i ze swoimi końmi średniowieczni polscy rycerze. Dawno temu zeszli pod ziemię, czekając na znak, kiedy będą mogli wyjść i pomóc w obronie Biecza lub całej Polski. Od czasu do czasu wysyłany jest do miasta posłaniec po uczciwego kowala, aby posprawdzał i naprawił uprząż, podkowy i zbroje. Za wynagrodzenie otrzymywał kawałek żelaza, który po wyjściu na powierzchnię zamieniał się w złoto.

 

Jeszcze inna legenda opowiada o szkole katów, która właśnie w Bieczu miała się znajdować. Bo właśnie tutaj dokonywano najczęściej katowskich egzekucji ścięcia skazańców toporem lub mieczem. Legenda określa też, że w szkole tej, aby uzyskać licencję mistrza katowskiego, czyli inaczej Mistrza Świętej Sprawiedliwości, trzeba było wielkim toporem odciąć głowę… mrówce.

 

Wracając do miasta Gorlice przypominamy sobie o jego świetlanej przeszłości. To właśnie tu w latach 1853 do 1858 mieszkał i miał swoją pracownię chyba najsławniejszy polski farmaceuta, wynalazca i przemysłowiec Ignacy Łukasiewicz. Wynalazł a potem udoskonalił lampę naftową, skonstruował pierwszą latarnię uliczną, stworzył pierwsze, naftowe oświetlenie w szpitalu Iwowskim, założył pierwszą kopalnię ropy naftowej w Bóbrce, w 1856 r. pierwszy w Polsce wykonał destylację ropy naftowej, organizował spółki naftowe i budował destylarnie przemysłowe. Był więc twórcą całego przemysłu naftowego. Po tragicznych losach mieszkańców Gorlic w maju 1915 r., w czasie I wojny światowej, po wielkiej bitwie został tutaj przełamany opór i potęga armii rosyjskiej przez wojska niemiecko-austriackie. Obecnie miasto odbudowane po obu wojnach posiada m.in. najstarszą rafinerię ropy naftowej, fabrykę maszyn i sprzętu wiertniczego, a w sąsiedztwie piękny zamek „Hajdukówka”.

 

Jadąc razem do Nowego Sącza, po drodze odwiedzamy ładny zamek-kasztel z XVI w. w Szymbarku, który jest uznany za perłę polskiego renesansu. Niestety zamknięty, nie zobaczyliśmy wnętrz.

 

Wszyscy oczywiście wiedzą, że najpiękniejsze w Polsce to dwa zamki królewskie: na Wawelu i odbudowany Zamek Królewski w Warszawie. W Małopolsce jest jeszcze kilka wspaniałych zamków godnych odnotowania i odwiedzenia. Niedaleko Krakowa, w Ojcowskim Parku Narodowym znajduje się wspaniały, odbudowany zamek Pieskowa Skała. Na południe, koło Alwezni w Rudnie piękne i duże ruiny XIV-wiecznego zamku Tęczyńskich – Tenczyn. Po wschodniej stronie Krakowa w Niepołomicach stoi ładny zamek z XIV w., a trochę dalej na południe od Bochni w Nowym Wiśniczu śliczny, bajkowy zamek jest największą barokową rezydencją w Polsce, kiedyś nawet konkurujący z Wawelem. Za Rzeszowem na wschód w Łańcucie jest piękny zamek-pałac Izabelli Lubomirskiej, znany też w skali europejskiej z Muzeum Powozów. Pod Przemyślem w Krasiczynie jest renesansowy zamek z XVI w. W Pieninach najbardziej znane to zamki w Czorsztynie i Niedzicy. W Żywcu, w woj. śląskim, czekał już na mnie mój przyjaciel, przez wiele lat mieszkający w Chicago, wspaniały, uczciwy – Ludwik Potempa. Razem odwiedziliśmy XV-wieczny zamek w Żywcu, przebudowany w XVIII w. biały z ładną kwadratową basztą i kolumnowym dziedzińcem przypominającym Wawel. Dalej w jego rodzinnym mieście Bielsku-Białej oglądamy już poprzednio poznany XV-wieczny zamek. Trochę dalej w Pszczynie razem odwiedzamy duży i bardzo znany zamek-pałac słynnej i pięknej księżny Daisy Hochberg von Pless z domu Mary Theresa Olivia Comwallis-West, będącej jednocześnie ostatnią właścicielką największego zamku na Dolnym Śląsku w Książu koło Wałbrzycha. Ten w Pszczynie, postawiony na ruinach XII-wiecznego piastowskiego zamku, posiada bogato wyposażone, piękne komnaty, wielki ogród i odlaną z brązu, siedzącą na ławce postać Daisy. Obecnie jest tu Muzeum. Na Śląsku warto jeszcze zobaczyć świetne i znane zamki w Oleśnicy, Brzegu i ogromny zamek-pałac w Mosznej. Natomiast na północ od Krakowa najsławniejsze to: zamek w Lublinie, zamek w Janowcu koło Nałęczowa, ruiny zamku Krzyżtopór we wiosce Ujazd, piękny zamek zbudowany na wzór Wawelu w Baranowie Sandomierskim, znane ruiny zamku w Czorsztynie i pięknie odnowiony zamek w Szydłowcu.

 

Tekst i zdięcia:

Jerzy Skwarek

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*