Wspominając urocze polskie miasta


W czasie moich miesięcznych pobytów w Polsce, staram się zawsze odwiedzić kilka dawno już nie widzianych miast. Prawie z każdym z nich wiążą się moje jakieś sentymentalne wspomnienia, przygody lub znajomości. Mam nadzieję, że niektórym czytelnikom, którzy pochodzą z tych miast i dawno już je opuścili, przypomnę je zdjęciami i paroma ciekawostkami.

 

Tego roku odwiedziłem – jak zawsze – Warszawę, gdzie już tradycyjnie odkrywam raz po raz coś nowego z pomocą moich niezawodnych przyjaciół przewodników: inż. Władysława Mardasa, mgr Małgorzaty Hofman i dr Czesławy Bujak. Byłem i fotografowałem też w Łodzi, Radomiu, Puławach, Lublinie, Tarnowie, Krakowie, Olsztynku, Olsztynie, Świebodzinie, w Budapeszcie na Węgrzech, w Bukowinie Tatrzańskiej, no i oczywiście w Zakopanem, z którym łączy mnie wspomnienie wspaniałych szkolnych lat, niezapomnianych górskich i przewodnickich przygód, oraz gdzie zostawiłem paru dozgonnych przyjaciół, których za każdym razem odwiedzam.

 

W Warszawie trafiłem tym razem na gorączkę przygotowań do mających się właśnie odbyć Mistrzostw Europy w piłce nożnej, znanych jako EURO 2012. Odwiedzaliśmy nowy, wielki i piękny Stadion Narodowy, Strefy Kibica pod Pałacem Kultury, zamkniętą Marszałkowską i oczywiście Powązki. Poza wizytą przy rodzinnym grobowcu, gdzie leży moja rodzina, znalazłem też nowe groby zaprzyjaźnionych osób i sław. Danuta Rinn, Irena Jarocka (pochowana w krypcie obok Czesława Niemena), Krzysztof Kolberger i bardzo świeży grób Violetty Villas. Trafiliśmy też na otwarcie odnowionych i dopiero teraz udostępnionych, starodawnych, murowanych piwnic Starego Miasta.

 

Zacznę od Łodzi, drugiego największego miasta Polski, po Warszawie. Ma obecnie około 830000 mieszkańców, jest stolicą województwa i wydzielonym miastem-powiatem. A z czego najbardziej to miasto słynęło? Prawie wszyscy wiedzą. Było to centrum polskiego przemysłu włókienniczego, znane też z dużej liczby mieszkańców pochodzenia niemieckiego i żydowskiego i z ich dużego getta zlikwidowanego przez Niemców w 1944r., ze sławnej, głównej ulicy Piotrkowskiej, wzdłuż której jeszcze w XIX w. utworzono dużą osadę przemysłu bawełnianego i lnianego zwaną Łódką oraz z wybudowanych później, ale jeszcze przed wojną, wielu budynków o ciekawej architekturze secesyjnej.

 

A wspominając żydowskich mieszkańców, przypomina mi się ciekawostka mojego pierwszego i bliższego z nimi kontaktu. Kiedy w dawnych latach 50. ub. stulecia byłem na studenckiej praktyce w Górach Świętokrzyskich, w naszym sąsiedztwie były kolonie żydowskich dzieci właśnie z Łodzi. Jedną z wychowawczyń była młoda i bardzo ładna żydówka, która szybko stała się moją przyjaciółką i sympatią. W czasie częstych spotkań po godzinach pracy, opowiadała mi dużo o ich żydowskiej kulturze, obrzędach, zwyczajach, religii i społecznych zakazach. Były to ciekawe wiadomości. W okresie powojennym Łódź zasłynęła też z Wyższej Szkoły Filmowej i Teatralnej oraz z centrum polskiej kinematografii. Ale w tamtych powojennych latach Łódź uważana była za miasto zanieczyszczone, zadymione od lasu kominów, zatłoczone i typowo robotnicze. Wiele bezdomnych rodzin po spaleniu Warszawy osiedliło się właśnie w Łodzi. Moja rodzina też znalazła tu schronienie na rok. Mieszkaliśmy przy ulicy Południowej do czasu, kiedy otrzymaliśmy mieszkanie na Ziemiach Odzyskanych.

 

Teraz zmieniło się tu bardzo dużo. Łódź ma 8 wyższych uczelni, w tym Wojskową Akademię Medyczną i znaną na całym świecie PWSFTViT, czyli wzmiankowaną już Wyższą Szkołę Filmową, instytuty naukowo-badawcze, Teatr Wielki, operetkę, filharmonię, kilka muzeów i teatrów.

 

Jest czysto, centrum i Piotrkowska udekorowana kwiatami i pomnikami z brązu siedzącymi na ławkach sławnymi Polakami, a na części ulicy, która jest „deptakiem” jeżdżą rowerowe ryksze! Jak w każdym większym mieście wybudowano wiele nowych budowli, kilka wieżowców, centrów kultury i sportowych hal czy stadionów. Niektóre historyczne budowle zamieniono na muzea i ładnie odrestaurowano. Większość kominów wyburzono i usunięto. Szkoda tylko, że przy okazji zniszczono i zlikwidowano cały prawie przemysł włókienniczy.

 

Spacerując po mieście z moją świetną przewodniczką rodem z miasta Łodzi, Bożenną Pongowską-Modritckij – która akurat była w tym samym czasie na wakacjach w swojej Łodzi – spotykaliśmy parę razy opuszczone i zniszczone fabryki i warsztaty. Tylko małą ich część przejęli obecnie prywatni przedsiębiorcy. Piękny pałac bogacza i przemysłowca Izraela Poznańskiego wygląda jak królewski. Mieści się tam obecnie w jego części Muzeum Historii Miasta Łodzi. Wspaniałą i bardzo bogatą część mieszkalną można zwiedzać, co oczywiście nie omieszkaliśmy uczynić. Piękna i reprezentacyjna klatka schodowa prowadzi na 1 piętro, gdzie oczarowywuje nas królewski salon balowy i jadalnia, ze sławnym, wielkim stołem znanym wszystkim z kręconego tu filmu „Ziemia Obiecana”. Z tyłu nad kominkiem stoi równie sławny paw z kryształów i… porcelany, a nad ściennym gzymsem z kolumnami, wspaniałe, starożytne, białe rzeźby przeplatane barwnymi obrazami. Od strony wewnętrznej półkolisty zajazd pod kolumnową bramę z szerokimi otoczonymi balustradami schodami, połączony z ogrodem i rzeźbioną fontanną. Do pałacu przylegają kilku-gmachowe zabudowania byłej wielkiej fabryki włókienniczej, częściowo tylko obecnie wykorzystane na hotel i centrum handlowe, ładnie odnowione z czerwonej cegły, znane wszystkim jako „Manufaktura”.

 

Oprócz Poznańskiego było jeszcze m.in. dwóch najbogatszych przemysłowców, Ludwik Geyer, którego była, duża „Biała Fabryka” znajduje się obok południowej części ulicy Piotrkowskiej (obecnie jest tu Centralne Muzeum Włókiennictwa) i Karol Scheibler (w jego byłej fabryce przy alei Piłsudskiego jest obecnie Muzeum Kinometografii), którego rezydencja mieściła się w bardzo ciekawym pałacu-willi zwanym Księży Młyn. Żałuję bardzo, że nie zdążyliśmy jej zobaczyć. Na ulicy Piotrkowskiej stoi pomnik wszystkich trzech przemysłowców jak siedzą przy kawiarnianym stoliku. W pobliżu – pasaż-placyk Schillera z jego kamiennym pomnikiem. Trochę dalej siedzi na ławeczce Julian Tuwim, jeszcze dalej noblista Władysław Reymont, a przed kamienicą, w której mieszkał, gra na swoim fortepianie uwieczniony w brązie na wieki, pochodzący stąd słynny pianista Artur Rubinstein. Spacerując po Piotrkowskiej zaglądamy do niektórych klatek schodowych dawnych pałaców-kamienic – m.in. w pałacu pod nr 77 – oglądając w nich piękne, kolorowe witraże okienne, a w jakiejś obecnie eleganckiej sali restauracyjnej, niezwykłe, ozdobne, rzeźbione i polerowane piece kafelkowe. Oglądamy sławny Grand Hotel oraz niemniej sławną byłą kawiarnię Honoratka, prowadzoną przez Stefanię Bruździńską, gdzie odbywały się spotkania intelektualno-artystycznej elity filmowców, plastyków, muzyków, lekarzy, prawników, naukowców i studentów szkół artystycznych. Ze zdziwieniem spostrzegam też na chodniku ulicy Piotrkowskiej wtopione złote gwiazdy polskich sław filmowych, zupełnie podobne do tych na Bulwarze Hollywood. Jest więc m.in. gwiazda Zbyszka Cybulskiego, Danuty Szaflarskiej, Daniela Olbrychskiego, Beaty Tyszkiewicz, Leona Niemczyka, Stefana Jaracza i nawet Poli Negri. Tylko dlaczego nie ma gwiazdy Kaliny Jędrusik i kilku innych wielkich sław filmowych? Wstępujemy też do redakcji bardzo poczytnego i znanego magazynu Angora, do niedawna współpracującego z naszym Dziennikiem.

 

Na południowej stronie Piotrkowskiej, przy Worcella znajduje się główny kościół katedralny św. Stanisława Kostki, obok którego stoją trzy pomniki. Pomnik Nieznanego Żołnierza z lat przedwojennych, odbudowany po zniszczeniach w 1990r., pomnik księdza Ignacego Skorupki, bohatera poległego w czasie wojny o Warszawę z armią bolszewicką w 1920 r. oraz najnowszy pomnik naszego papieża Jana Pawła II. Natomiast inny kościół – spośród wielu – Garnizonowy Zesłania Ducha Świętego, z wysoką kopułą i szczytowymi wieżyczkami, odwiedzamy po dojściu do Placu Wolności, czyli dużego, okrągłego ronda ze stojącym w środku na wysokiej kolumnie pomnikiem Tadeusza Kościuszki. Vis-a-vis kościoła Garnizonowego stoi dawny stary Ratusz, obecnie siedziba miejskiego archiwum.

 

Na placu tym kończy się 4 i pół kilometrowa centralna arteria Łodzi znana jako ulica Piotrkowska. Spacerując po okolicy natknęliśmy się na uroczą i niedrogą restauracyjkę „Stara Wędzarnia” na ulicy Nowomiejskiej 4, której właścicielką jest pani Magdalena Sołtysiak. Są tu staropolskie dania i wyśmienita, od dawna przeze mnie wymarzona – zupa zalewajka. Po posiłku wędrowaliśmy dalej, przy okazji zaliczając najnowszy film „Królewna Śnieżka i Łowca” (tym razem jest to pełna współczesnych tricków filmowych bajka dla dorosłych) w nowoczesnym kompleksie kinowym „Silver Screen”. Po dwóch dniach pełnych wyczerpujących spacerów i zwiedzania, pojechałem dalej.

 

Napisał i fotografował:

Jerzy Skwarek

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*