Wspominając urocze polskie miasta

Do Tarnowa właściwie trafiłem zupełnie przypadkiem, z powodu parogodzinnej przesiadki. Potem przypomniałem sobie, że dobrze by było odszukać naszą zaprzyjaźnioną turystkę, przez wiele lat mieszkającą w Chicago, z którą od czasu zmiany jej adresu zerwał się całkowicie kontakt. Zacząłem od dojścia do starego adresu, ale w całej kamienicy nikt nie wiedział co się z nią stało. Uparcie szukając jakichś śladów, w sąsiednim gabinecie lekarskim uprzejma lekarka oznajmiła, że zna osobę co zna jej telefon i za pół godziny mi oddzwoni. Kiedy po jego otrzymaniu dodzwoniłem się do niej, uciechy było co niemiara na taką zupełnie nieoczekiwaną niespodziankę. Oczywiście musiałem odrazu zostać na całe dwa dni. Była więc okazja aby poznać trochę lepiej Tarnów, bo właśnie ona, czyli Halinka Wyrwa, rodem z Tarnowa, była moją wyśmienitą przewodniczką.

 

Dzięki miłym paniom z informacji turystycznej na dworcu kolejowym oraz z centrum informacji w Rynku, otrzymaliśmy bardzo pomocne broszurki i mapy miasta. Przypomniały nam one całą historię tego starego i historycznego miasta. Najstarsze wzmianki o istniejącej tu osadzie to rok 1105. Na początku XIV w. już istnieje gród, którym władał Spycymir herbu Leliwa. Za jego czasów w roku 1330 gród otrzymuje prawa miejskie i lokacyjne od samego króla Władysława Łokietka, a na Górze św. Marcina, powstaje gotycki zamek, który aż do 1570 r. jest siedzibą rodu Lelewitów. Jego spadkobierca hetman Jan Twardowski w 1528 r. gościł na tym zamku przez parę miesięcy króla Węgier Jana Zapolyę. W latach 1535 do 1545 otoczył miasto murami obronnymi z basztami, których fragmenty pozostały do czasów dzisiejszych. Przez te wszystkie wieki miasto było prywatną własnością możnych, hrabiowskich rodów aż do czasów rozbiorów Polski. Dlatego po śmierci Jana Twardowskiego w 1567 r. właścicielką została jego siostra Zofia, żona księcia Konstantego Ostrogskiego. Na początku XVIII w. miasto niszczyły wojny, „szwedzki potop”, przemarsze wojsk rosyjskich i saskich, wielkie zarazy, wreszcie rozbiory Polski w latach 1772 do 1795. Ostatnim właścicielem Tarnowa był książę Hieronim Sanguszko, który w roku 1787 zrzekł się zwierzchnictwa nad miastem. Od XVI w. było tu również duże skupisko Żydów.

 

Tarnów zaczął się rozwijać dopiero w XIX w. kiedy powstała szosa i kolej żelazna łącząca Kraków ze Lwowem i na południe z Wiedniem. Powstała Huta Szkła Laura, potem już w XX w. Huta Szkła Gospodarczego Vitropol, fabryka silników elektrycznych Tamel, maszyn pralniczych Pralfa, duże Zakłady Azotowe, stadnina ogierów w dzielnicy Klikowa, zakłady odzieżowe i drzewne, zakłady przemysłu spożywczego oraz materiałów budowlanych i największa w mieście znana Fabryka Maszyn Tarnów – FMT (ogłoszenie TV z dnia 21.VIII.2012 r. w wiadomościach podaje, że niedawno sprzedana niemieckim właścicielom za psie pieniądze i wyż.wym. fabryka, właśnie została zamknięta, pozostawiając ludzi bez pracy i zapłaty).

 

Obecnie Tarnów jest miastem powiatowym w województwie małopolskim, ma około 125 000 mieszkańców, leży nad rzeką Białą, blisko jej ujścia do Dunajca, posiada dwie filie uczelni krakowskich oraz jedną Papieskiej Akademii Teologicznej. Jest tu kilka ciekawych pomników, kilka muzeów, w tym duże Muzeum Okręgowe w Ratuszu, Diecezjalne oraz Etnograficzne ze stałą wystawą o Cyganach, Teatr im. Ludwika Solskiego, Orkiestra Kameralna i Dziecięca Orkiestra Kameralna. Napewno nie wszyscy pamiętają, że od roku 1975 przez 23 lata Tarnów był miastem wojewódzkim i stolicą województwa tarnowskiego.

 

Nasze piesze zwiedzanie zaczęło się od ciekawej, rzeźbionej, drewnianej bramy poświęconej chyba najsłynniejszemu mieszkańcowi rodem z Tarnowa, generałowi Józefowi Zachariaszowi Bemowi. Z jednej strony, z boku wyrzeźbione są dwa godła Królestwa Polskiego i Węgier, z drugiej fragment wiersza jednego ze słynnych poetów węgierskich i adiutanta generała Bema – Sandora Petofiego:

 

Mamy przegrać? Wszak Bem naszym wodzem – Mistrz wolności, ludów obrońca!

Blaskiem zemsty pulsuje przed nami – Ostrołęki gwiazda krwawiąca.

Dwa narody się w nas zjednoczyły, Jakże wielkie – Węgierski, Polski!

Jakiż los zdoła zmóc te narody – Połączone żądzą wolności?

Petofi: Armia Siedmiogrodzka

Petofi Sandor, poeta i adiutant naszego generała zginął w bitwie pod Segesvarem w 1849 roku mając zaledwie 26 lat. Bardzo ciekawe są losy generała Józefa Bema. Urodzony w Tarnowie 14 marca 1794 r. w domu przy ulicy i placu Józefa Bema (dawna nazwa Burek lub plac św. Ducha) pod nr. 8. Był artylerzystą, teoretykiem wojskowym i konstruktorem rakiet. Brał udział w kampanii 1812 r., a w powstaniu listopadowym odznaczył się brawurowym kierowaniem artylerią w bitwie pod Iganiami, pod Ostrołęką i w obronie Warszawy. Tu awansował do rangi generała. Emigrował do Francji, gdzie związał się z obozem Czartoryskiego, starając się równocześnie o utworzenie polskiej formacji w Belgii i Portugalii. W czasie Wiosny Ludów, w październiku 1848 r., kierował obroną Wiednia. Potem został dowódcą węgierskich wojsk rewolucyjnych w Siedmiogrodzie i Banacie (lata 1848 do 1849), a już w sierpniu 1849 roku został naczelnym wodzem armii węgierskiej pod Temesvarem. Po upadku rewolucji węgierskiej przenosi się do Turcji służąc w armii tureckiej jako Murat Pasza, aby dalej walczyć z carską Rosją. Niestety jako wysoki rangą oficer musiał przyjąć islam. I to było powodem, że po jego śmierci w Aleppo w Syrii, w 1850 roku, jego urny z prochami sprowadzonymi do Polski w 1929 r. nie można było pochować na miejskim cmentarzu. Wobec tego urnę ustawiono w Ogrodzie Strzeleckim, w zbudowanym specjalnie na środku małego stawu, na sześciu wysokich kolumnach korynckich, mauzoleum. Na górze wyryto napis Józef Bem, oraz trzy daty: 1794 – 1850 – 1929. Są też napisy w trzech językach: polskim, węgierskim i tureckim. Jego ładny pomnik oglądaliśmy po drugiej stronie Starego Miasta, obok resztek murów obronnych. Natomiast Polacy odwiedzający Budapeszt, powinni zajrzeć na J. Bem ter (plac) gdzie stoi drugi wspaniały pomnik generała dwóch narodów Józefa Bema. Obok jest ulica (utca) oraz duża część Bulwaru Naddunajskiego nazwana jego imieniem. To od tamtych czasów w Polsce i na Węgrzech istnieje powiedzenie: „Polak, Węgier dwa bratanki, i do szabli i do szklanki”. Drugi, słynny rodowity tarnowianin to poeta Kazimierz Brodziński (1791 – 1835).

 

Przechodząc na Stare Miasto oglądamy kościół Misjonarzy o dwóch wysokich, bliźniaczych wieżach. Z tych kilku ważniejszych, które warto odwiedzić to kościoły zakonne Bernardynów, oraz Bernardynek z XVIII w., dwa drewniane „Na Burku” i „Na Terlikówce” z XV w. oraz ładny, nowoczesny kościół św. Józefa i Matki Boskiej Fatimskiej. Na Placu Katedralnym łączącym się narożnikiem z Rynkiem, zwiedzamy Bazylikę Katedralną Najświętrzej Marii Panny z XV w., z wysoką, 72-metrową wieżą ze złotą koroną upamiętniającą 50-lecie panowania cesarza Franciszka Józefa. W jej wnętrzu, wśród bogatego wyposażenia, znajduje się kilka wspaniałych renesansowych nagrobków, m.in. rodziny Tarnowskich (jest to dzieło Jana Marii Padovano) oraz Ostrogskich. Pod Katedrą stoi okazały pomnik naszego papieża Jana Pawła II, ale o twarzy zupełnie niepodobnej. Z tyłu za Katedrą w budynku przykościelnym znajduje się znane Muzeum Diecezjalne. Zasłania ono jedną z paru pozostałych baszt starych murów obronnych. Sąsiednia, wysoka, widoczna jest bardzo dobrze. Ciekawą jest tzw. Pół-baszta, w której umiejscowiono oryginalną, zamkową kawiarenkę. W sąsiednim Rynku odwiedzamy stary, renesansowy ratusz z XVI w. (powstał na zlecenie hetmana wielkiego koronnego Jana Tarnowskiego), z ważnym Muzeum Okręgowym Miasta Tarnowa. Nad wejściem wisi barwny, zachęcający obraz polskiego szlachcica z napisem: „W kontuszu i przy szabli”. Wokół Rynku bardzo ładne, dekoracyjne kamieniczki, kanonie i domy z podcieniami. Po przeciwnej stronie Ratusza trafiliśmy właśnie na wystawę wielkich plansz fotograficznych o życiorysie tragicznie zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Na placyku za Rynkiem, przy ulicy Żydowskiej stoi bima, pozostałość żydowskiej Synagogi Starej, o czterech murowanych kolumnach. Bima to miejsce centralne w bóżnicy do odprawiania modłów religijnych i czytania Tory oraz służące jako mównica.

 

Całe Stare Miasto z resztkami murów obronnych, otoczone jest uliczną obwodnicą. Spacerując po niej napotykamy wiele ciekawostek. Z tyłu za bimą i za murami, w pobliżu „Domu Florenckiego” stoi okazały pomnik generała Józefa Bema. Idąc dalej spotykamy historyczne miejsce oznaczone pamiątkową tablicą i fragmentem szyn, końcowego przystanku tramwajowego, dawno zlikwidowanego. Obok po schodkach dochodzimy do grobowca pomnika Nieznanego Żołnierza, a na wprost, na ścianie kamienicy jedna z dwóch tablic upamiętniająca zbrodnię hitlerowców z czasów II wojny światowej i zamordowania 40 000 mieszkańców Tarnowa. Druga, wisi z tyłu Rynku przy ulicy Żydowskiej.

 

Natomiast z tym przystankiem tramwajowym wiąże się ciekawa historia tarnowskiego tramwaju. 25 września 1911 r. na dwu i pół km. trasie pomiędzy placem Kaplanówka a dworcem kolejowym ustawiły się tłumy mieszkańców Tarnowa, aby podziwiać pierwszy przejazd elektrycznego tramwaju. Były to czerwone wagony – na podobieństwo lwowskich – ze złotymi herbami miasta. Tarnów od tej pory stał się jedynym prowincjonalnym miastem w Galicji posiadającym komunikację elektrycznych tramwajów. Ponieważ aż do lat 20. bilety były stosunkowo drogie – dorośli 20 gr., dzieci 10 gr. – w latach 30. zniżono je o połowę. Doprowadziło to omalże do bankructwa, ale po wybuchu II wojny światowej Niemcy i tak zlikwidowal i rozebrali linię tramwajową w 1942 r. Jednak po wojnie tramwaj istniał jeszcze w Tarnowie przez 31 lat, kiedy go ponownie zlikwidowano, a pamiętają go tylko najstarsi.

 

Idąc dalej spotykamy „Ławeczkę Poetów” z pomnikami z brązu trójki poetów: Agnieszki Osieckiej, Zbigniewa Herberta oraz Jana Brzechwy, znanego zwłaszcza z wierszy i historyjek dla dzieci. Trochę dalej, osobno stojący pomnik opartego o murek, poety i dramatopisarza Romana Brandstaettera. Zupełną niespodzianką natomiast był Zakątek Króla Władysława Łokietka z pięknym pomnikiem naszego polskiego króla Władysława Łokietka, fundatora miasta Tarnowa w 1330 r. Odwiedzamy jeszcze pomnik popiersia Adama Mickiewicza i ulicą Targową dostajemy się na ulicę i plac generała Józefa Bema. Stąd prowadzą na wyżej położony Rynek, popularne i często odwiedzane zwłaszcza przez turystów, tzw. Wielkie Schody. Na środku ich stoi ciekawy pomnik jakiejś – nierozszyfrowanej przez nikogo – starożytnej głowy. Dalej przechodzimy na stronę Bramy Pilzneńskiej, poszukując średniowiecznego zegara słonecznego. Odnajdujemy go na bocznej ścianie dzięki sklepikarzowi z naprzeciwka. Od tej „Bramy” – która już dawno przestała być bramą – rozciąga się ważna i szeroka ulica Lwowska.

 

Zwiedzanie zajęło nam całe dwa dni, ale warte było chwilowego zmęczenia.

 

Napisał i fotografował:

Jerzy Skwarek

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*