Unikalny Koralowy Zamek (Korespondencja z Florydy)

Na całym świecie znajdują się miejsca stworzone przez naturę lub ręką człowieka, gdzie piękno splatające się z mistycyzmem tworzy wyjątkową, magiczną wręcz atmosferę. Wiele z nich bezpośrednio wiąże się z mitami, legendami, pewnymi wydarzeniami osobistymi lub historycznymi, które rozbudziły ludzką wyobraźnię. Jedne, obdarzone przez przyrodę potężnymi rozmiarami, z którymi łączy się bogactwo legend i ludowych obrzędów, inne stawały się sławne powoli, w miarę jak przybywały tam coraz większe rzesze turystów czy pielgrzymów.

Dramatyczne wydarzenia, bądź wyjątkowa postać z tym związana, mogły stać się zaczynem legendy lub niesamowitych opowieści. Są wśród nich krajobrazy naznaczone boskim tchnieniem, święte ruiny otoczone podziwem, dzięki swemu wspaniałemu położeniu i historii, budowle stworzone ręką człowieka stanowiące owoc jego twórczej wyobraźni i świadectwo nieugiętego ducha ludzkiego. W naszym współczesnym, zwariowanym świecie, kiedy gwałtowne zmiany są często znakiem czasu, jakże ożywczym i zbawiennym jest pogrążenie się w zadumie nad miejscami, nad którymi od wieków unosi się aura świętości – miejscami, których sława nadal przyciąga zarówno niezliczonych turystów, jak i niepoprawnych marzycieli.

Niespełna 40 km na południe od Miami na Florydzie znajduje się mało znany obiekt, który zasługuje jednak na bliższe poznanie, jako że jest to swoiste kuriozum wysiłku jednego tylko człowieka, zawiedzionego w swych uczuciach, pragnącego poświęcić całą resztę swego życia jednemu tylko celowi.

Edward Lidskalnin, bo o nim będzie mowa, urodził się 10 sierpnia 1886 roku w Rydze na Łotwie. W wieku 26 lat, bezgranicznie zakochany, postanowił ożenić się z o 10 lat młodszą Agnes Scuffs. Jednakże wybranka jego serca dokładnie w przeddzień ich ślubu odmówiła mu swej ręki twierdząc, iż jest „zbyt stary i zbyt biedny”. Zrozpaczony i niepocieszony w swym bólu, ze złamanym sercem, zdziwaczały odludek i zawiedziony desperat wyemigrował wkrótce „za wielką wodę” w poszukiwaniu spokoju, aby uciszyć swe skołatane serce. Tułał się po Kanadzie, Kalifornii i Texasie, aż trafił wreszcie w 1918 roku na słoneczną Florydę. Nieopodal Miami w Florida City zakupił niewielką działkę, gdzie rozpoczął dzieło swego życia budując obiekt nazwany „Parkiem skalnych wrót”, który miał się stać od tej pory swoistą świątynią nieodwzajemnionej miłości, dedykując to wszystko swej niedoszłej żonie – jak mawiał „słodkiej szesnastolatce” (sweet sixteen).

Olbrzymie, kilku i kilkunastotonowe bloki skały koralowej, transportowane w tajemniczy sposób z oddalonych kamieniołomów, po precyzyjnej obróbce stawały się segmentami wymyślnych budowli. Do dziś nie wiadomo, jak ten ważący tylko 45 kg i wysoki na 1,5 metra desperat potrafił przetransportować, obrobić i ustawić setki razy cięższe od niego skalne kolosy, których waga w ostatecznym rozrachunku wyniosła 1.100 ton. Na wyjaśnienie tego fenomenu podawał, iż posiadł tajemnice budowy egipskich piramid, budowli Peru, Yukatanu i Azji bazując i wykorzystując do swych prac siły magnetyzmu ziemskiego, eliminując jego przyciąganie.

W 1936 roku, po zakupieniu 10 akrów ziemi w oddalonym o 10 mil Homestead, przetransportował potężne bloki skalne niczym na saniach ulokowane na podwoziu starego trucka ciągnionego traktorem jego sąsiada. Był to jedyny moment jego pracy zaobserwowany przez sąsiadów, bowiem cała jego twórczość odbywała się pod osłoną nocy za wysokim murem. Kiedy orientował się, że jest obserwowany, natychmiast przerywał pracę. Istnieją tylko dwa zeznania świadków jego działalności, którzy twierdzą, że widzieli ustawianie wielotonowych bloków, jak w magii czarnoksięskiej bez użycia jakichkolwiek dźwigów.

Roy Stoner, autor książki „Enigma of Coral Castle” sugeruje, iż zamiana miejsc budowy nastąpiła na skutek matematycznego błędu w obliczeniach magnetycznych Lidskalnina. Jest faktem znanym, że obszar południowej Florydy w okolicach właśnie Homestead, będący częścią niesławnego i tajemniczego „trójkąta bermudzkiego”, posiada potężne diamagnetyczne ośrodki lewitacji, czyli w odpowiednim zestawieniu z siatką energetyczną ziemi i systemu słonecznego wywołują anomalie przyciągania ziemskiego. I to ponoć właśnie te siły nadprzyrodzone były jego sprzymierzeńcami w mozolnej i tytanicznej pracy twórczej.

Swoje nowe miejsce nazwał „Koralowym Zamkiem” i w 1940 roku zakończył obwarowanie terenu wysokim na 2,5 m murem skały koralowej. Każdy jego blok posiada 1,2 m szerokości, 90 cm grubości i aż 58 ton wagi.
W centralnym miejscu dziedzińca znajduje się 2,5 tonowy koralowy stół w kształcie serca ze świeżymi codziennie kwiatami, nazwany „największym walentynkowym stołem świata”. Pod kamiennym fotelem bujanym znajduje się zegar słoneczny pokazujący czas z dokładnością do 2 min. Nieopodal zadziwia „księżycowy staw” złożony z trzech 18 tonowych bloków skały koralowej, wokół którego odpowiednio wyrzeźbione księżyce prezentują 3 jego fazy, oraz ułożony dookoła tzw. „skalny system słoneczny”, okraszony miniaturami Marsa i Saturna, reprezentując sobą życie nieskończone.

„Wyciosane” w jednym potężnym monolicie koralowym obrotowe wrota wejściowe, o wadze 9 ton, 2,3 m wysokości, 2 m szerokości, 50 cm grubości oraz tylko 62 mm prześwitu pomiędzy murami, stojące na metalowym trzonie w idealnym środku ciężkości na starej samochodowej skrzyni biegów są tak wyważone, że dają się obrócić siłą nacisku jednego palca kilkuletniego dziecka. Tuż przy narożniku żalu i skruchy pnie się wyniośle ku górze 22 tonowy obelisk o wysokości 12 m. Po przeciwległej stronie 30-tonowy i wysoki na 7,5 metra teleskop polaris wskazuje dokładne położenie

Gwiazdy Północy
W zakątku groty 3 niedźwiedzi znajduje się jeden z największych monolitów, o wadze 30 ton, w jednym z narożników „Koralowego Zamku” rzuca się w oczy posępna dwupiętrowa wieża otoczona nimbem tajemnicy, której piętro służyło niegdyś jako pokój mieszkalny Edwarda, zaś parter jako narzędziownia. Jedynym wyposażeniem jego sypialni był skórzany hamak oraz prymitywny i toporny stół zawalony stosem narzędzi, pozawieszanych również na ścianach. Ta ponura budowla, do której obcym wstęp był zabroniony, złożona z gigantycznych idealnie oszlifowanych bloków skały koralowej, od 4 do 9 ton, waży w sumie 243 tony. Krążąc wśród tego labiryntu wymyślnych kamiennych budowli odnosi się czasem wrażenie, że kryje się za nimi faktycznie jakaś niesamowitość, jakaś niewyobrażalna siła, która obezwładnia i skłania do refleksji.

Wielce intuicyjny twórca tych obiektów Edward Lidskalnin, nieuleczalnie chory na gruźlicę, który ukończył tylko 4 klasy szkoły podstawowej potrafił obserwować i wykorzystywać wszystkie oznaki anomalii natury. W efekcie doprowadziło go to do odkrycia nieznanych zawirowań energetycznych, a co z tym się wiąże zdolności wykorzystania naturalnych elementów magnetycznych. Pojął sekret wytworzenia siły antygrawitacyjnej i jej relację między zjawiskami kosmicznymi. Jedna z jego hipotez głosi, iż kula ziemska pokryta jest niewidoczną pajęczyną linii energetycznych, które koncentrują się lub zbiegają w wielu punktach naszego globu, tworząc niezwykłe zjawiska atmosferyczne. Odkrył nieznane prawa wagi, miary i systemu sił dźwigania, będące konsekwencją relacji między ziemią a układem słonecznym. Twierdził, iż widoczne tylko jemu „koraliki” światła są fizycznym dowodem na obecność magnetyzmu i potęgi sił życiowych.

Nieliczni świadkowie opowiadają, że podobnie jak mnisi tybetańscy używał ustnej har
moniki lub akordeonu, których fale dźwiękowe po nałożeniu z ziemskimi liniami energetycznymi miały być pomocne do przesuwania potężnych bloków skalnych. Z reguły jednak używał tradycyjne, ogólnie stosowane narzędzia.

4 grudnia 1951 roku podupadający już mocno na zdrowiu Ed, zawiesił na drzwiach frontowych tabliczkę z napisem „zamknięte – pojechałem do szpitala”, wsiadł do autobusu i udał się w ostatnią swoją drogę do Jackson Memorial Hospital w Miami. Trzy dni później, w wieku 64 lat, umiera cicho i spokojnie w czasie snu, na skutek niedożywienia, postępującej gruźlicy, niewydolności nerek i raka żołądka, zabierając wszystkie swe tajemnice i sekrety ze sobą. Po śmierci znaleziono w jego pokoju schowane oszczędności całego życia – 35 banknotów 100 dolarowych, pochodzących głównie ze sprzedaży części gruntów przylegających do „Koralowego Zamku” oraz opłat za zwiedzanie (10 centów od osoby) będąc osobiście przewodnikiem.

Odkryto również generator prądu, klimatyzator oraz radio – wszystko własnej konstrukcji. Jego dziennik schowany za radiem pełen jest schematów i zapisków na temat magnetyzmu i elektrycznych eksperymentów. Napisał wiele artykułów na temat energetyki i sił kosmicznych. Do dziś żaden z naukowców czy inżynierów nie potrafi logicznie i miarodajnie wytłumaczyć techniki budowy tego herkulesowego dzieła.

Nie znaleziono nigdy i nigdzie odpowiedniej grubości łańcuchów czy odpowiedniej wysokości dźwigów zdolnych unieść wysokie na ponad 10 metrów kilkudziesięciotonowe bloki skały koralowej!

Następnego roku siostrzeniec Lidskalnina jako prawomocny plenipotent odsprzedał „posiadłość” emerytowanemu jubilerowi z Chicago. W 1981 roku Julius Levin, ówczesny właściciel, odsprzedał za sumę 175 tys. dolarów cały obiekt firmie „Coral Castle Inc”. W 1984 roku „Kamienne Wrota” lub inaczej „Koralowy Zamek” wpisany został do Narodowego Rejestru Obiektów Historycznych, objęty rangą absolutnej opieki i nietykalności. Dziś uznawany jest na miarę tajemniczych posągów z Wysp Wielkanocnych, kontrowersyjnych słupów Stonehenge z Anglii lub Świątyni Miłości Taj Mahal z Indii.

Swego czasu sławny amerykański piosenkarz Billy Idol oczarowany i zafascynowany tym miejscem, zadedykował jeden z największych swoich przebojów „Słodka szesnastolatka” właśnie tej ofierze złamanego serca. Znany kompozytor Andrew Peterson skomponował miłosną pieśń zatytułowaną „Coral Castle”, nowojorska orkiestra Pinataland gra swój utwór „Łotewska narzeczona”, zaś w filmie „Dzika kobieta z Wongo” wieża mieszkalna „Koralowego Zamku” użyta jest jako świątynia boga-smoka.

Jeśli prawdą jest, że zajmowanie się wyłącznie jednym celem, koncentracja na granicy choroby wszystkich zasobów ciała i psychiki w jednej linii, czyni z jednostek rodzaj maniaków, samobójców, to taki właśnie był Edward Lidskalnin. Jego ostatnie 28 lat życia, pełne poświęcenia i katorżniczej pracy nad zapomnieniem, samounicestwieniem, zostawiło ślad w postaci skalnych budowli na miarę okaleczonego i przemienionego w kamień serca.

Zarówno „Koralowy Zamek”, jak i wiele innych nie mniej interesujących obiektów geograficznych, historycznych i przyrodniczych rozlokowanych na całym terenie Stanów Zjednoczonych zwiedzić można korzystając z usług mego biura turystycznego „TRAMP TRAVEL ” w Chicago, które już od 20 lat zajmuje się organizowaniem zbiorowych wycieczek po USA, na które serdecznie zapraszam.
Marek Brzeziński
Tel. – 414-207-3800 www.tramptravelusa.com

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*