Ukraina. Tatarska blokada Krymu: jeszcze tam wrócimy

Tatarzy krymscy i ukraińscy aktywici blokują drogę dojazdową na Krym fot.Vitaliy Nosach/EPA

Tatarzy krymscy i ukraińscy aktywiści blokują drogę dojazdową na Krym fot.Vitaliy Nosach/EPA

Młody Tatar spogląda na południe wypatrując tego, czego stąd nie można zobaczyć. Widok zasłania mu wzniesienie, nad którym powiewa flaga Ukrainy. Mężczyznę ciągnie do miejsca tuż za przesmykiem. To Krym, a na nim flagi Rosji. Na razie nie może tam wrócić.

Inny młody mężczyzna bywa na Krymie bardzo często. Jeździ tam kilka razy dziennie przewożąc swoją nieoznakowaną taksówką ludzi z zaanektowanego półwyspu na terytorium ukraińskie. Zarabia tak na życie. Ma na imię Zinowij i mówi, że interesują go tylko pieniądze. Jest przekonany, że Osmanowi, który tak tęskni za swym krymskim domem, też o nie chodzi.

Dwaj około 30-letni mężczyźni spotkali się we wsi Czonhar, za którą znajduje się przejście graniczne między Ukrainą a rosyjskim dziś Krymem. Osman i inni Tatarzy rozbili tu niewielki, złożony z dwóch namiotów wojskowych obóz. Rozlokował się w nim sztab blokady Krymu. Jego zadaniem jest odcięcie półwyspu od dostaw żywności z Ukrainy. Tatarzy uważają, że jest to pierwszy krok do wyzwolenia ich ojczystych ziem.

Od niedzieli przez Czonhar nie przejechała ani jedna ciężarówka. Zinowija, jako właściciela samochodu osobowego, blokada nie dotyczy, a mimo to zatrzymuje się przy tatarskim punkcie kontrolnym i zaczyna głośno krzyczeć. Jest wyraźnie niezadowolony.

„Spieprzajcie mi stąd! Pozastawiali drogę betonowymi blokami tak, że człowiek nie może normalnie jechać! Ja już wiem, po co im ta blokada! Oglądałem na Krymie telewizję; mówili, że to akcja Dżemilewa, który chce przejąć nasz rynek i kosić z niego szmal!” – wymachuje rękoma.

Rynek, który rzekomo chce wziąć pod kontrolę legendarny przywódca krymskich Tatarów Mustafa Dżemilew, to rząd kilkunastu kramików pod blaszanym dachem. Dziś pracuje tu pięć sprzedawczyń. Oferują powiązaną w pęczki suszoną rybę, miód i sztuczny kawior. Klientów jak na lekarstwo.

„Sprzedaż nie idzie, ale to nie przez blokadę, bo kierowcy ciężarówek i tak niczego od nas nie kupowali. Handel skończył się w ubiegłym roku, wraz z okupacją Krymu. Wcześniej my jeździliśmy do nich nad morze, a oni do nas na zakupy. Teraz jest tu bardzo mało ludzi” – mówi PAP jedna ze sprzedawczyń.

Do Zinowija te argumenty nie trafiają. Osmana, który opowiada mu o zabójstwach aktywistów i prześladowaniach Tatarów i działaczy ukraińskich na Krymie, nie chce słuchać. W Czonharze znają tego taksówkarza i doskonale wiedzą, co jest przyczyną jego gniewu.

„Blokada odstrasza klientów, a Zinowijowi krymska policja zarekwirowała niedawno samochód. Złapali go z narkotykami, czy z czymś takim. W każdym razie wziął kredyt na drugie auto i teraz uwija się, żeby odrobić straty. Ciągle chodzi wściekły” – tłumaczą panie z bazarku.

Blokujących granicę wieś traktuje przyjaźnie. Część jej mieszkańców to przecież także Tatarzy. Nikt nie obawia się też chłopaków z Prawego Sektora, nacjonalistycznej organizacji, która bierze udział w blokadzie. Na Krymie Prawym Sektorem straszy się dzieci.

„Chodźcie chłopcy, przygotuję dla was pilaw z baraniną, pokrzepicie się” – zachęca miejscowa Tatarka, dźwigając do sztabu reklamówki z mięsem i papryką. Pani Maryna, szefowa rady wiejskiej, przyjechała na skuterze. Przywiozła czajnik, żeby „chłopcy” mogły zaparzyć sobie herbatę.

„Tylko mi go nie zepsujcie, a po zakończeniu blokady oddajcie, bo to własność rady” – poucza. „Pani Maryno, ta blokada będzie trwała, póki nie będziemy mogli powrócić na Krym” – śmieją się uczestnicy akcji.

Sama granica między Ukrainą a Krymem jest pusta. Osobówki przekraczają ją rzadko. Ludzie, którzy docierają z tej drugiej strony, nie chcą rozmawiać z dziennikarzami. „Co to znaczy, jak wygląda tam życie? Dobrze wygląda, żyjemy normalnie” – ucinają.

Na bardziej chętnych do rozmowy wyglądają ukraińscy żołnierze, którzy stoją przed szlabanem granicznym. Widząc samochód z polską rejestracją podchodzą i pytają o cel wizyty. Kiedy słyszą słowo „prasa”, robią się sztywni, po czym pilnie spisują dane paszportowe. „Musimy uważać, bo szefostwo ostrzegło nas, że przy okazji blokady mogą pojawić się tu prowokatorzy” – mówią.

Armia traktuje możliwość prowokacji bardzo poważnie. Po prowadzącej do granicy drodze raz po raz przemykają wojskowe terenówki. W Czonharze plotkują, że ściągnięto tu dodatkowe oddziały wojska. Wieść gminna niesie, że po stronie rosyjskiej od kilku dni dyżurują oddziały tzw. krymskiej Samoobrony. Ukraińcy obawiają się, by nie ruszyły one w ich kierunku.

Linia podziału, która przebiega przez Przesmyk Czonharski, jest także linią blokady informacyjnej. Mieszkańcy kontynentalnej Ukrainy nie wiedzą, czy na Krymie odczuwalne są już skutki zakazu wjazdu ciężarówek z zaopatrzeniem. Krymskie władze okupacyjne zapewniają za pośrednictwem swoich mediów, że problemów z żywnością nie ma, gdyż płynie ona z Rosji.

„Poczekamy, zobaczymy. Myślę, że w ciągu dwóch tygodni Krym się obudzi i zatęskni za ukraińską śmietaną i serami” – przekonuje człowiek w kominiarce, który lustruje przejeżdżające między betonowymi blokami pojazdy.

Uczestnicy blokady Krymu nie muszą zabiegać o sympatię miejscowych, jednak wieczorem urządzają w Czonharze koncert. Zbudowali przy drodze scenę, na której występują gwiazdy tatarskiej estrady. Przyglądają się temu wiejskie kobiety i ogorzali od południowego słońca mężczyźni.

„Takiej rozrywki nie mieliśmy tu nigdy. My na polityce się nie znamy, ale jesteśmy po stronie Tatarów. Kto to widział, żeby w Czonharze była granica? Jaka granica, skoro Krym, od kiedy pamiętam, był Ukrainą i zawsze mogliśmy tam jeździć?” – oburza się pani Zina w jasnej chustce na głowie.

„Spokojnie, drogie panie. Jeszcze tam pojedziemy i będzie to wcześniej, niż wszystkim nam się wydaje” – uspokaja Osman i ponownie spogląda w stronę utraconej ojczyzny. „Jeszcze tam wrócimy” – powtarza.

Z Czonharu na granicy z Krymem Jarosław Junko (PAP)

 

Zamieszczone na stronach internetowych portalu www.DziennikZwiazkowy.com materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Codziennego Serwisu Informacyjnego PAP, będącego bazą danych, którego producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Alliance Printers and Publishers na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*