Turcja. Po wyborach stambulczycy analizują zwycięstwo kandydata opozycji

Turcja. Po wyborach stambulczycy analizują zwycięstwo kandydata opozycji

W luksusowej galerii handlowej w biznesowej dzielnicy Stambułu Levent w porze lunchu wszystkie restauracje są wypełnione po brzegi. Dzień po wyborach burmistrza największego miasta Turcji zwycięstwo kandydata opozycji Ekrema Imamoglu jest głównym tematem rozmów.

W restauracji Wagamama w centrum handlowym Kanyon, zajadając tempurę, siedzi dwóch mężczyzn, którzy na swoich komórkach sprawdzają wyniki zwycięskiego kandydata Partii Ludowo-Republikańskiej (CHP). Szczególnie interesują ich rezultaty w tradycyjnie konserwatywnych dzielnicach Stambułu, gdzie zawsze do tej pory zwyciężała rządząca Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) rywala Imamoglu, byłego premiera Binalego Yildirima.

„Przewidywałem zwycięstwo Imamoglu, ale w najśmielszych marzeniach nie przyszłoby mi do głowy, że zdobędzie więcej głosów niż Yildirim w takich miejscach, jak (dzielnice) Fatih, Eyup czy Uskudar – mówi PAP 40-letni prawnik Burcak. – Fakt, że Imamoglu udało się zrobić wyłom w najmocniejszym bastionie wyborczym (prezydenta Turcji Recepa Tayyipa) Erdogana, jest absolutnie nie do wiary”.

Jego szef, znany biznesmen, który chce pozostać anonimowy, kiwa głową. „Te wyniki pokazują, że Erdogan jest słabszy niż myślimy. Według mnie on jest kompletnie osamotniony i oderwany od rzeczywistości. W kraju panuje chaos. Mamy problemy ze Stanami Zjednoczonymi z powodu Rosji, z Rosją – z powodu Syrii, nawet z Unią Europejską – z powodu gazu na Cyprze. Turecka lira jest coraz słabsza. Ludzie widzą, że rząd sobie z tym w ogóle nie radzi. To, że na Imamoglu głosowali ludzie w Fatih czy Eyup, oznacza, że oni też widzą ten bałagan i winią za to AKP, a przynajmniej pewne osoby w obecnym rządzie. Erdogan powinien się tym zająć. Nawet wiemy, o kogo chodzi” – śmieje się szef Burcaka i pokazuje na komórce zdjęcie ministra finansów Berata Albayraka, który prywatnie jest mężem córki Erdogana, Esry.

„Ludzie naprawdę nie lubią tego faceta. Po pierwsze dlatego, że uważają go za zepsute duże dziecko, a po drugie dlatego, że jako minister finansów jest kompletnie beznadziejny” – tłumaczy bizmesmen.

Dodaje jednak, że wcale nie jest taki pewny, czy Erdogan zdecyduje się na taki krok. „On odsunął od siebie praktycznie wszystkich dawnych przyjaciół, a Albayrakowi do tej pory bardzo ufał. Więc sytuacja jest skomplikowana” – analizuje sytuację.

Przechadzka po Fatih – jednej z najstarszych dzielnic Stambułu, gdzie mieszka wielu konserwatywnych stambulczyków – potwierdza słowa bywalców Kanyona. „Nie cierpię Albayraka – deklaruje sprzedawca bawełnianych ręczników na Wielkim Bazarze. – To przez niego mamy teraz problemy. AKP była kiedyś partią ludzi skromnych, którzy wiedzieli, co to znaczy być biednym i szanowali ciężką pracę. Albayrak i różne jego numery, zarówno w życiu publicznym, jak i prywatnym to przeciwieństwo AKP, na którą głosowałem. Dlatego tym razem mojego głosu nie dostali. Przez Albayraka i syryjskich uchodźców, bo z nimi ten rząd też nie potrafi sobie poradzić”.

W niedzielnych wyborach Imamoglu, który w swoich obietnicach przedwyborczych poruszał problem uchodźców, zwyciężył w 28 z 39 dzielnic Stambułu. W marcowym głosowaniu, którego wynik został anulowany przez Wysoką Komisję Wyborczą (YSK), wygrał w szesnastu. W dzielnicy Besiktas, której częścią jest Levent, Imamoglu poprawił swój wynik z 79,1 proc. na 83,9 proc.; a w Fatih, gdzie w marcu przegrał z Yildirimem, uzyskując 43,6 proc., teraz zdobył 49,6 proc. W tej samej dzielnicy jego rywal spadł z 53 proc. w marcu do 49,3 w niedzielę.

W sumie w całym Stambule kandydat CHP zdobył 54,21 proc. głosów, a Yildirim 44,99, co przekłada się na różnicę około 780 tys. głosów.

„Bardzo się cieszę, że różnica między Imamoglu a Yidirimem jest tak duża, bo to oznacza, że Erdogan i AKP nie będą mogli tych wyborów w żaden sposób zakwestionować” – mówi PAP Liana, pracująca w księgarni niedaleko Błękitnego Meczetu, także w Fatih.

„Gdyby Imamoglu wygrał jednym lub dwoma procentami, myślę, że jeszcze by coś próbowali wymyślić, ale mówimy o ponad dziewięciu (punktach) procentowych, więc mam nadzieję, że dadzą za wygraną i skoncentrują się na innych sprawach – kontynuuje. – Ja jestem Ormianką, od 20 lat mieszkam w Stambule. Wyszłam tu za mąż, więc mam obywatelstwo. Głosowałam właśnie na Imamoglu, bo jego optymizm i sposób, w jaki mówi o mniejszościach, bardzo mi się podobał”.

W poniedziałek YSK potwierdziła oficjalnie, że Imamoglu jest nowym burmistrzem Stambułu.

W mediach społecznościowych stambulczycy żartują, że jest on jedynym tureckim politykiem, który wybory na burmistrza 15-milionowej metropolii wygrał dwa razy w ciągu roku i że powinien za to zostać wpisany do Księgo Rekordów Guinnessa.

Pierwsze zwycięstwo Imamoglu miało miejsce 31 marca w czasie ogólnotureckich wyborów samorządowych, kiedy wygrał z Yildirimem minimalną przewagą 13 tys. głosów.

Decyzja YSK o anulowaniu tych wyborów wzbudziła w Turcji wiele kontrowersji. Wszyscy rozmówcy PAP uważają, że przyczyniła się do ponownego zwycięstwa Imamoglu. „Turcy mają duże poczucie sprawiedliwości. Anulowanie marcowych wyborów uważali za niesprawiedliwe. Wiele osób właśnie z tego powodu tym razem oddało głos na niego (Imagoglu)” – uważa Liana.

Ze Stambułu Agnieszka Rakoczy (PAP)

fot.ERDEM SAHIN/EPA-EFE/Shutterstock

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*