Rzym – największy skarb Europy

Rzym to największe muzeum świata. Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, jak głosi stara maksyma. Poleciałem i ja, na skrzydłach Alitalii, do ojczyzny Petrarki, by zobaczyć tę wciąż jaśniejącą perłę. W Italii, przed wiekami, narodziła się cywilizacja Europy. Obok Grecji bowiem Rzym stanowił jej kolebkę. Grecy słynęli z filozofii i literatury. Ich sztuką kierowała idea czystej harmonii i piękna. Rzymianie zaś byli bardziej praktyczni, poświęcali się polityce, administracji i zarządzaniu państwem. Ich dzieła noszą znamiona użyteczności. Rzym rozwijał się ustawicznie od wieków. Nawet po upadku Imperium Rzymskiego miasto to było kulturalnym centrum świata.
Ta dumna metropolia – to stolica chrześcijaństwa i siedziba następcy św. Piotra. To dzięki papieżom, w dobie renesansu i baroku, sztuka rozwijała się dynamicznie. Bazylika św. Piotra i pałace watykańskie mówią o potędze Kościoła i geniuszu artystycznym włoskich twórców.
Również Jan Paweł II, polski Papież – pielgrzym, ten mocarz ducha, który pokazał światu, czym jest katolicyzm u progu XXI wieku, też przyczynił się do rozwoju Rzymu. To On otworzył bramy Watykanu dla wszystkich. Podczas 27-letniego pontyfikatu Watykan stał się miejscem ogromnej ilości pielgrzymek, przynosząc Wiecznemu Miastu duże profity.
Pamiętajmy, że w Italii powstały europejskie wzorce malarstwa, architektury i rzeźby. Wszędzie wzorowano się na włoskich mistrzach. Cała Europa patrzyła na Włochy. Tak było w średniowieczu, odrodzeniu, podobnie w baroku, aż do końca XVIII wieku. Najwspanialsze budowle Europy budowali Włosi. Dzisiejsza Italia to współistnienie przeszłości z teraźniejszością. Nowoczesne wille sąsiadują z resztkami ruin świątyń, akweduktów, amfiteatrów, dróg zbudowanych przez Rzymian. Tu wszędzie widać pochód historii. A przeszłość Italii to: Fenicjanie, Etruskowie, Latynowie, Grecy, Rzymianie, Arabowie, Bizancjum, łacińskie chrześcijaństwo. Słowem tygiel ludów i kultur. To wszystko widać w twarzach włoskich, odmiennych i zróżnicowanych. Choć dominuje typ urody śródziemnomorskiej…średni wzrost, ładna rzeźba twarzy, czarne włosy i sentymentalne spojrzenie, czasami spotyka się Włochów o nieco bielszej karnacji.
Błądzić po Wiecznym Mieście to prawdziwa rozkosz. Turyście ciągle towarzyszy świadomość, że to miasto ma ponad 3000 lat. Rzym założono w 773 roku przed Chrystusem, ale archeolodzy wciąż odkrywają świadectwa historii wcześniejsze o 2000 lat. Według legendy to miasto położone na siedmiu wzgórzach założył Romulus. To on był jednym z porzuconych bliźniąt (Romulus i Remus) nad Tybrem. Chłopców znalazła i wychowała wilczyca. Do dziś etruska rzeźba renesansowa portretuje wilczycę karmiącą dwóch chłopców. To taki dramatyczny moment historii Rzymu.
Stolica Włoch ma 4,5 miliona ludności. To duża metropolia, lecz nader kameralna. Może to wąskie uliczki, może architektura czynią zeń miasto mające serce i duszę. Mnie Wieczne Miasto przypomina nieco nasz królewski Kraków – te kamienice w przeróżnych kolorach, o odmiennej architekturze, czasem o bardzo finezyjnie zwieńczonych attykach i przedziwnych detalach architektonicznych. Czasem to proste blokowiska. Ale spacerując po mieście, ciągle natrafiamy na coś nowego. To posąg starorzymski, to głowa amorka, to znów akwedukt, znajdujący się tuż przy schodach. I tak bez końca. Rzym zaskakuje każdego innością i obecnością historii na każdym kroku. To największe muzeum świata.
Po ulicach mkną, jak błyskawice, małe samochody. Patrzyłem na maleńki samochodzik zwany tu „Smart”, który jest połowę mniejszy od dawnego polskiego Fiata 126 p, widuje się Fiaty 500, mające już ponad 30 lat, Lancie, etc. Małe auta to oszczędność. Litr benzyny kosztuje 1 euro. Brawurowo jeżdżą Włosi, gdy auta ruszają na zielonych światłach, każdemu wydaje się, że to start żużlowców, a nie ruch samochodowy w stolicy Włoch.
Ogromnie dużo motocykli, motorowerów i rowerów. Po ulicach mkną tramwaje, jak za dawnych czasów, spacerują smukłe dziewczyny i tłumy turystów z całego świata. Ogromnie dużo Japończyków. Każdy podziwia to miasto, które dało całemu światu wzorce kultury. Miasto, które wciąż zachwyca. Ale peryferyjny Rzym tonie w graffiti, z czystością też nie najlepiej. Może to krew południowców każe im żyć na luzie? Niech ludy północy martwią się tak bardzo o wszystko. Nam wystarczy względny dobrobyt i swoboda? A z dobrobytem w Italii różnie. Od dwóch lat wprowadzono euro, ceny towarów wysokie, z rynkiem pracy nie najlepiej. Czy takiej Europy szukali Włosi? Nie wiadomo. Zobaczymy, co pokaże czas, jak sami mówią.
Mieszkałem tuż przy Porta Maggiore, to 19 kilometrowe umocnienia antyczne, mające aż 14 bram. Obiekt monumentalny, świadczący o glorii starożytnego Rzymu. Stąd pieszo niedaleko do Koloseum. To największy amfiteatr świata, zbudowany w 80 roku pierwszego tysiąclecia. To symbol wieczności Rzymu i dawnej chwały imperium. Koloseum przez 500 lat było gigantycznym stadionem. Tu odbywały się spektakle cyrkowe, tu walczyli gladiatorzy w śmiertelnych pojedynkach. Widownia liczyła 50 tys. osób. To wszystko miało podniecać Rzymian i pobudzać w nich ducha walki. Po dziś dzień ten obiekt jest dumą Rzymian i wzbudza zachwyt. Podczas otwarcia Koloseum i 100-dniowego festiwalu, zginęło kilkuset gladiatorów, zabito tysiące zwierząt. Wtedy też rozdawano żywność biednym. Niektórzy mówią o tym symbolu Rzymu, że to w połowie zjedzony tort.
Tuż obok znajduje się Forum Romanum (Foro Romano). Tu było centrum życia obywatelskiego i ekonomicznego w okresie republikańskim. Przez Forum biegnie Via Sacra – Święta Droga. Tędy maszerowali zwycięzcy z łupami i jeńcami. Stojące jeszcze obiekty jak: świątynia Saturna, bazylika Giulia, łuk Tytusa, Kuria, dom Westalek, Rostra i inne, choć mocno zdewastowane, świadczą o znaczeniu tego miejsca dla antycznego Rzymu. Pełno tu turystów, pragnących zgłębić tajemnice świata antycznego.
Ale w dawnym Rzymie tylko bogaci cieszyli się życiem. Oni to mieszkali na wzgórzach okalających miasto, w marmurowych willach z kanalizacją i wszelkimi wygodami. Przed domem fontanny, w domach biblioteki i luksusowe łaźnie, także kilkunastu niewolników. Biedota mieszkała przy zakurzonych ulicach, żywiąc się chlebem, oliwkami i pszeniczną zacierką. Taki niesprawiedliwy był antyczny Rzym. To miasto miało doskonały system kanalizacyjny. Wodę sprowadzano akweduktami z odległych regionów. Rzym pompował więcej wody per capita niż obecnie Nowy Jork. Aż trudno uwierzyć.
Rzymianie uwielbiali wyścigi rydwanów, teatr i walki gladiatorów. Spotykano się w łaźniach (zwłaszcza mężczyźni), by tam dyskutować. W Rzymie było 800 łaźni publicznych.
Imperium Rzymskie władało ongiś obszarami, które tworzą dziś 33 odrębne kraje. Posiadało obywateli mówiących różnymi językami oraz 80 tys. km dróg. To właśnie drogi zapewniały Rzymianom sukces. Łączyły one wszystkie rzymskie prowincje, od Armenii po Anglię, od Syrii po Kartaginę. Podówczas w ciągu dnia posłaniec mógł pokonać trasę 160 km, a żołnierze do 40 km.
Dlaczego dzisiaj tak podziwiamy tamte czasy? Bo zachwyca nas wciąż kunszt i wiekie osiągnięcia Rzymian. Rzym częściowo zunifikował podbite kraje… od Szkocji do Egiptu, od Maroka do Morza Kaspijskiego. Pozostała po nich wspaniała architektura, dobre drogi, amfiteatry, łaźnie, geniusz organizacyjny i porządek.
Ale oto jesteśmy na Piazza Navona (Plac Wielkich Statków). Zawsze tu pełno turystów. Tu ciągle coś się dzieje. Artyści sprzedają dzieła sztuki, ktoś śpiewa, ktoś tańczy i tak bez końca. W centrum piękna fontanna czterech rzek. Siedzieliśmy wieczorem w lokalnej restauracyjce, podziwiając śpiew i stepowanie murzyńskiego artysty z USA. Podobał się bardzo wszystkim. Ten plac w czasach starożytnych był zatapiany, by pozorować bitwy morskie. Tu zginęła śmiercią męczeńską św. Agata.
Koniecznie trzeba zobaczyć Fontannę di Trevi. Ma spektakularny wygląd. Pośrodku znajduje się rzeźba, portretująca bóstwo oceanów na rydwanie ciągnionym przez dwa trytony. W misę fontanny, która symbolizuje morze, tradycja nakazuje wrzucić monetę, aby tu kiedyś jeszcze powrócić.
Osobliwością Rzymu jest Piazza di Spagna, Plac Hiszpański. Zachwyca on elegancją i finezją. Kwiaty zdobiące Schody Hiszpańskie i… tłumy turystów tworzą tu niepowtarzalną atmosferę. Stąd biegną słynne ulice, a ze szczytu schodów rozpościera się wspaniały widok. W pastelowych kolorach pałace, szumiące palmy, 137 marmurowych schodów…to podobno najpiękniejszy landmark świata.
Zajrzyjmy do Panteonu. To jedyny oryginalny, nietknięty zabytek rzymskiej

architektury. To najwspanialsza i jakże charakterystyczna budowla Rzymu. Budowę rozpoczęto w 27 r. przed Chrystusem, pragnąc wznieść świątynię ku czci wszystkich bogów. W 609 roku papież Bonifacy IV zamienił go na świątynię chrześcijańską pod wezwaniem Matki Bożej i Świętych Męczenników. Świątynia zbudowana na planie koła z proanem typu greckiego o 16 kolumnach. Każda kolumna waży 90 ton, przywieziono je do Rzymu statkiem z Egiptu, 2000 lat temu. Wnętrze jest imponujące i niezwykle harmonijne. Spojrzeć należy na „oculus” – 9 metrowy otwór w suficie, symbol łączności wiernych z Bogiem.
Niedaleko Watykanu znajduje się Mauzoleum Hadriana. Tę ogromną fortecę zbudowano, by złożyć tu prochy cesarza. Ten zamekforteca ma połączenie z Watykanem, przez lata całe był wysuniętym posterunkiem. Budowla nader oryginalna, bastion nie do zdobycia. Jest tu obszerny jednosklepieniowy westybul, elipsoidalna rampa, wzdłuż której znajdowały się wąskie i niegościnne cele dla więźniów oraz obszerna sala główna. Piętro dziedzińców reprezentuje cechy renesansowe. Dookoła biegnie galeria, widoki stąd niebotyczne. Na dole znajdują się obecnie muzea, na dziedzińcu prezentowana jest broń z dawnych epok.
Warto zobaczyć Palatyn, tu było centrum miasta w czasach królestwa i cesarstwa. To kolebka Rzymu. Tu Romulus zakreślił granicę pierwszego miasta, tu znajdowała się siedziba królów. Wzgórze zamieszkiwały rody patrycjuszowskie, tu też były rezydencje cesarzy. Pozostało jeszcze wiele zabytków, jak willa Farnese, resztki świątyni zwycięstwa. Są też ruiny murów „Roma quadrata”, na placu archaiczna cysterna, dom Liwii, etc.
Rzymskie Fori Imperiali to zabytki szczególne… Forum Juliusza Cezara, Forum Augusta, Forum Trajana.
Nie sposób opisywać rzymskie zabytki. Jest ich tak dużo. Ale gdy tu jesteśmy, wszędzie mamy świadomość bogatej historii, tego pochodu wieków, który wciąż idzie za nami. Mnie interesowała dusza miasta, jego ludzie uwikłani w codzienne problemy. Obserwowałem zatem wszystko, by choć trochę podpatrzeć ten naród o tak bogatej i chwalebnej przeszłości. Gdy rankiem pędziliśmy tramwajem z hotelu do Watykanu, przyjemnie było popatrzeć na grzecznych Włochów, mimo zatłoczenia, wszyscy byli uprzejmi, a młodzież ustępowała miejsca starszym. Sklepy włoskie, jakże odmienne od amerykańskich. W Rzymie szukaliśmy dużych supermaketów, ale na próżno, nie ma ich. Wszędzie maleńkie sklepiki oferujące to i owo. Ogromnie dużo sklepów z odzieżą skórzaną i pamiątkami. Ceny wysokie. Nie chciano specjalnie przyjmować od nas dolarów, wszędzie wołano o euro. Czyżby era dolara kończyła się? Nie wiem. Przelicznik euro – dolar niezbyt korzystny dla Amerykanów. Za 100 dolarów otrzymałem w banku tylko 83 euro.
Włosi są bardzo tolerancyjni, grzeczni i uprzejmi. Nie wiem, czy to historyczne uwarunkowania, czy też konieczność szanowania turystów, którzy przynoszą duży profit. Wszędzie widywało się cudzoziemców handlujących nielegalnie towarami. Policję to nie interesuje. Azjaci sprzedawali malunki w stylu haiku, Chinki kolorowe chustki na głowę, Murzyni z Afryki (czarni jak smoła) torebki damskie, Mołdawianie, mówiący po rosyjsku, kolorowe grafiki, turyści z Bangladeszu zabawki dla dzieci.
Ciekaw byłem ogromnie wsi włoskiej. Dwukrotnie nadarzyła się okazja, by ją zobaczyć. Mknęliśmy autokarem do Neapolu i Pompeii, ponad 200 km od Rzymu. Bacznie spozierałem na domy, zabudowania gospodarskie, pejzaż i florę. Mijaliśmy małe farmy zagubione na falistych wzgórzach. Domy mieszkalne bezstylowe, tylko czasami widywało się jakiś niby zameczek. Wszędzie małe poletka winnic mieniły się złotym jesiennym kolorytem, było 18 stopni Celsjusza, 20 listopada roku pańskiego 2003.
Następnego dnia mknęliśmy na północ, do Florencji. Odległość ok. 280 km. Niestety, wygląd wsi taki sam. Dziwiliśmy się bardzo, bo przecież Włosi, którzy potrafią zaprojektować wszystko perfekcyjnie od samochodu… po krawat i garnitur, nie potrafili stworzyć oryginalnego stylu zabudowy wsi włoskiej. Nie będę kontynuował jednak tego tematu, bo może zbyt mało zobaczyłem innych regionów włoskich, by wydawać opinię. Ale pewien niesmak pozostał we mnie.
Rzym to magnes. Kto raz tu przyjechał, na pewno tu powróci. Jedna wycieczka to zaledwie zerwanie listka z gałązki oliwnej. Ludzkiego życia za mało, by poznać to miasto.
Roma, non basta una vita!
Janusz Kopeć

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*