Regaty żeglarzy samotnych Velux 5 Oceans the Ulimate Challenge

II etap – dramatyczny wyścig


Liczący 7,000 mil morskich etap Kapsztad – Wellington, Nowa Zelandia, rozpoczął się z 4-dniowym opóźnieniem z powodu sztormowj pogody. Do dzisiaj (28 grudnia, wtorek godzina 12 czasu chicagowskiego) prowadząca trójka (Brad van Liew, Derek Hattfield i Zbigniew Gutkowski „Gutek”) przepłynęła ponad 2,500 mil. Piszę prowadząca trójka, ponieważ przez pierwsze 12 dni prowadzenie się zmieniało. Najpierw liderem był kanadyjski żeglarz Derek Hattfield, póżniej polski skiper Zbigniew Gutkowski, a obecnie prowadzi Amerykanin Brad van Liew na jachcie PINGOUIN, drugi jest Kanadyjczyk na ACTIVE HOUSE, a trzecie miejsce zajmuje Polak na OPERON RACING. Na czwartej pozycji, ze stratą do lidera prawie 800 mil, jest Brytyjczyk Chris Stanmore-Major na jachcie SPARTAN. Belg Christophe Bullens na swoim FIVE OCEANS OF SMILES dzisiaj wieczorem ma opuścić Kapsztad po raz trzeci podejmując próbę pożeglowania do Wellington – dwukrotnie już musiał zawrócić z trasy z powodu awarii jachtu.

 

Ostatnie dwa dni były bardzo ciężkie dla prowadzącej trójki. Jednak najbardziej sztormowa pogoda (50-węzłowy wiatr i 10-metrowa fala) dała się we znaki polskiemu skiperowi. Już w Wigilię Gutek meldował o kłopotach z autopilotem. Będący na wyposażeniu OPERONA autopilot francuskiej firmy NKE kilkakrotnie spowodował niekontrolowane zwroty przez rufę (gybes). Było to niezwykle niebezpieczne. Jak napisał do mnie Gutek w e-mailu w jednym przypadku jacht położył się prawie całkowicie na burtę przyklejając się żaglami do wody – wszystko to przy bardzo silnym wietrze i dziesięciometrowej fali. O awarię wtedy wyjątkowo łatwo.

 

Jak twierdzi polski skiper prawdopodobnym powodem są złe komendy wydawane przez sprzężony z autopilotem komputer. Doraźna naprawa dokonana przez Gutka pomogła tylko na krótki okres. Podczas już bardzo złej pogody – sztormowy wiatr osiągający 10 stopni w skali Beauforta (ponad 50 węzłów) polski jacht zrobił tzw. pitchpoling, czyli wbił się dziobem w wyprzedzającą falę, zanurzając się w wodę aż do masztu. Jak opisuje skiper – jacht przybrał prawie pionową pozycję nieomalże katapultując Polaka i rzeczy znajdujące się w kokpicie. Na szczęście, dzięki przytomności umysłu i szybkiej reakcji prowadzącego, jacht wrócił do normalnej pozycji. Została wyrwana sztyca (słupek) relingu na dziobie. Dzisiaj skiper załatał już dziurę powstałą w pokładzie wskutek wyrwanej sztycy.

 

Ze słów Gutka wynika, że sytuację ocenia na wyjątkowo poważną. Naprawa autopilota stała się sprawą priorytetową – Polak wręcz pisze, że przestał się ścigać bo forsowanie łódki na krawędzi ryzyka przy niesprawnym autopilocie zagraża życiu. Niemniej mimo tak fatalnej sytuacji, Gutek nadal utrzymuje się na znakomitym trzecim miejscu, mając stratę do Kanadyjczyka tylko 15 mil morskich.

 

Polski skiper jest w kontakcie z zespołem brzegowym, który czyni maksymalne wysiłki, aby zmobilizować firmę NKE do pomocy Polakowi. Nie sprzyja temu czas między świętami. Jest to okres luzu dla większości firm. Mam nadzieję, że ten luz nie obejmuje fachowców z NKE

 

Abstrahując od trudności, które nieoczekiwanie uderzyły w polskiego skipera, trzeba podkreślić niezwykłą odporność Gutka na stres. To bardzo dobrze o nim świadczy. Gutek odrzucił już możliwość wejścia na pobliskie Kerguelen Islands jako nie dającą się nadrobić przerwę w żegludze. Być może zawinie do Perth w Australii, aby usunąć (jeżeli nie da się tego zrobić w drodze) uszkodzenie autopilota. Raczej zdecyduje się na żeglugę prosto do Wellington.

 

Oby to się udało, a aktualne kłopoty pozostały w pamięci polskiego skipera tylko złym wspomnieniem.

 

Gutkowi w Nowym Roku życzę jak najmniej awarii i wygrania II etapu.

 

Kpt. Andrzej W. Piotrowski

Chicago

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*