Regaty samotnych żeglarzy Velux 5 Oceans

Raport specjalny z Charleston

W końcu stało się to, co projektowałem od dawna. Jadę do Charleston. W poniedziałek 9 maja późnym wieczorem wraz z kolegą wyjeżdżamy pożyczonym Nissanem Sentra do odległego o 911 mil Charleston. Następnego dnia po południu meldujemy się w motelu Days Inn w Mount Pleasant (przedmieście Charleston). Jeszcze tego samego dnia widzimy się z Gutkiem. Wraz z nim ekipa z Chicago z Pawłem Duszczykiem na czele. Zamieszkuje niedaleko od nas w podobnym motelu.

Dowiaduję się, że jacht OPERON RACING jest zacumowany w Seabreeze Marina. Gutek wygląda na odprężonego. Mówi, że bólu żeber już praktycznie nie odczuwa. Niemniej mam odczucie, że czasami jest myślami gdzieś indziej (pewnie na oceanie, gdzie będzie za parę dni).

 

W środę z rana wizytujemy biuro regat, gdzieś chwilę rozmawiam z Milką Jung polską pracowniczką Veluxa (i menadżerką blogu na stronie regat www.velux5oceans.com). Tam odbieramy nasze press passes i jedziemy na jacht. Już z daleka widzę wysoki maszt w marinie. To oczywiście polski jacht. Przy kolejnym pomoście z lewej widzę również PINGOUINA. Pozostałe: ACTIVE HOUSE i SPARTAN są już w marinie, gdzie odbędzie się Maritime Festival, zwanym tutaj Harborfest. Głównymi jednostkami, czyli gwoździami festiwalu mają być jachty regat dookoła świata.

 

Na jachcie OPERON już pracują członkowie ekipy brzegowej Maciek Świstak Marczewski i Krzysiek Jarzębowski. Sprawdzany jest cały jacht, jednak najwięcej troski przysparza złamany bukszpryt. Będzie wymieniony na znacznie lżejszy, wykonany ze stopu aluminium. Pracownik miejscowej firmy właśnie przygotowuje dziób jachtu do zamontowania nowego nabytku. Nie jest to tania operacja, od Gutka dowiaduję się, że koszt całkowity to 3,500 dolarów.

 

Pod koniec dnia Seabreeze Marinę opuszcza PINGOUIN, udając się na teren festiwalu. Polski jacht niestety pozostanie w tej marinie jeszcze w czwartek, jako że bukszpryt wymaga wielu poprawek, a aktualne miejsce pobytu OPERONA nadaje się znacznie lepiej do przygotowania jachtu do piątego etapu regat. Wieczorem uczestniczymy w rejsowym bankiecie na posesji miejscowego milionera. Jesteśmy tam wraz z zawodnikami i ludźmi z biura regat Velux. Posesja znajduje się nad wodą w Mount Pleasant, niedaleko od miejsca naszego zamieszkania jak też Gutka. Temat bankietu tradycyjny – mowy szefa regat Robina Knox Johnstona, tubylca i jednocześnie uczestnika regat Brada van Liewa. Wręczenie dość mało ważnych nagród (Gutek nie otrzymuje żadnej). Rozmawiam chwilę z Bradem i jego ojcem (znaczącym gościem bankietu) – jest dumny z osiągnięć syna i bardzo chwali Gutka. W nagrodę ja zachwalam Brada, że to znakomity żeglarz (co jest prawdą). Na bankiecie nie ma natomiast Kanadyjczyka Dereka Hatfielda. Powodem jest jego nieobecność w Charleston.

 

Czwartek to wizyta na OPERONIE i pomoc przy przygotowaniu jachtu do wypłynięcia. Na pokładzie uwija się znacznie więcej osób. Jest załoga z polonijnego jachtu KEDYW stojącego w pobliskiej marinie. Wśród nich znany mi Irek Zubko z Kanady i Bartek – skiper KEDYWU. Do wieczora trwają prace przy przymierzaniu bukszprytu. Naszym Nissanem Robert (mój współtowarzysz podróży do Charlestonu i żeglarz z Chicago) przywozi paliwo w kanistrach dla polskiego jachtu (OPERON ma bardzo mały zbiornik paliwa – 60 litrów – i resztę skiper trzyma w kanistrach 20 litrowych). Moja rola to zdjęcia, film i wywiady z Gutkiem i Milką Jung.

 

Wieczorem kolejne przyjęcie, w którym nie uczestniczymy – całodzienne bieganie przy jachcie i pomoc w przygotowaniach jachtu trochę nas wyczerpuje. Zresztą przyjęcia (o charakterze bankietów) są bardzo podobne i w zasadzie dziwię się tylko odporności polskiego skipera, który musi na nich bywać.

 

W piątek przekazujemy Gutkowi żywność z polonijnych sklepów w Chicago zakupioną przez Bogusię Kosinę. Są to najlepsze wędliny, twarogi i pieczywo rodem z Montrose Deli. Powinny starczyć na pierwsze parę dni na oceanie i na pewno będą stanowić sympatyczną odmianę jachtowego menu. Tego samego dnia po południu na jachcie jest wszystko zamontowane i sprawdzone (aczkolwiek tylko teoretycznie, bowiem na oceanie i tak będą się zdarzały niespodzianki). Przepływamy do mariny, gdzie jest centrum Harborfestu. Na pokładzie jachtu oprócz skipera i ekipy brzegowej są zaproszeni goście i Polacy pomagający przy przygotowaniach. W Maritime Festival marina cumujemy prawą burtą tuż za SPARTANEM i ACTIVE HOUSE. PINGOUIN cumuje przy burcie niedużego żaglowca za nami.

 

Harborfest w pełni, aczkolwiek po odwiedzeniu mariny i przyległości widzę, że to w zasadzie nic specjalnego. Ot, festyn jakich wiele na terenie USA. Główna atrakcja to wizyta regatowców z Veluxa. Korzystam z okazji i aranżuję małą uroczystość Karaibskiej Republiki Żeglarskiej. Gutek jest obywatelem Republiki i teraz mam okazję wręczyć mu oficjalnie papiery KRŻ. W oficjalnym uniformie Republiki w obecności oficjalnej telewizji Veluxa, fotografa Veluxa pani Ainhoa Sanchez wygłaszam okolicznościową mowę, wręczając paszport. Natomiast polski skiper w stroju karaibskim pozuje do zdjęć. Jest to przyjemny, bardzo kolorowy moment na pokładzie polskiego jachtu, ściągający tłum żeglarzy, obecnych Polaków i mieszkańców Charleston. Jeszcze tylko wyprawa z Gutkiem naszym zapracowanym Nissanem do pobliskiego supermarketu po zakup żywności. Musimy się spieszyć, bowiem polski skiper ma zaplanowane obowiązki na godzinę 17.00 – wraz z pozostałymi skiperami będzie podpisywał okolicznościowe plakaty i inne gadżety gościom Charleston Maritime Festival.

 

Wieczorem finałowy bankiet Veluxa we wiosce festiwalowej. Jest miło, niemniej od rozmachu przewrócić się nie można. Wraz z Robertem spędzamy sympatyczny wieczór na pokładzie KEDYWU. W sobotę od rana spory ruch. Pożegnanie regatowej flotylli odbywa się na pomoście obok OPERONA. Jak zwykle z tej okazji parę przemówień. Skiperzy kolejno na mównicy tradycyjnie dziękują za pomoc. Gutek dziękuje w języku polskim licznie przybyłej grupie Polaków z okolic i z bardziej daleka. Obserwuję to wszystko z kamerą i aparatem w ręku. Zamieniam kilka słów z Gutkiem. Polski skiper wydaje się być wyluzowany (aczkolwiek wiem, że jest bardzo spięty). Wraz z Irkiem Zubko zamieniamy słów parę z Derekiem Hatfieldem. Robimy sobie z nim pamiątkowe zdjęcia.

 

Jachty po kolei odchodzą od pomostów kierując się do odległego o około 10 mil morskich startu. Na pokładzie KEDYWU miałem filmować start, lecz skiper zawiadamia mnie, że niestety nie może mnie zabrać, bowiem z linii startu ruszają zaraz do Nowego Jorku. Nawet mnie to nie martwi. Jestem zmęczony tymi pełnymi wrażeń i emocji czterema dniami na pokładzie OPERONA i na terenie festiwalu. Pakuję sprzęt, przyjeżdża Robert naszym Nissanem i ruszamy w długą powrotną drogę do Chicago. Tam na miejscu skonfrontuję moje spostrzeżenia i postaram się o nich napisać w kolejnym artykule.

 

Dzisiaj życzę Gutkowi i pozostałym skiperom szczęśliwego dotarcia do mety w La Rochelle, Francja.

 

Pozycje na godzinę 08.00 polskiego czasu, 17.05.2011:

Brad Van Liew (PINGOUIN – USA): 2795 Mm do mety, przebieg ostatniej doby 344 Mm, śr. prędkość 14,4 węzła.

 

Chris Stanmore-Major (SPARTAN – UK): 15 mil do lidera, przebieg ostatniej doby 336 Mm, śr. prędkość 14 węzłów.

 

Derek Hatfield (ACTIVE HOUSECANADA): 76 mil do lidera, przebieg ostatniej doby 318 Mm, śr. prędkość 13,3 węzła.

 

Zbigniew Gutkowski (OPERON RACINGPOLSKA): 123 mile do lidera, przebieg ostatniej doby 282 Mm, śr. pr. 11,8 węzła.

 

Kpt. Andrzej W. Piotrowski,

Chicago

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*