Regaty żeglarzy samotnych Velux 5 Oceans; start do III etapu Wellington

– Punta del Este (Urugwaj)

 

W niedzielę 6 lutego 2011 roku nastąpił start do trzeciego etapu regat samotnych żeglarzy płynących dookoła świata. Trasa tym razem prowadzi z nowozelandzkiego Wellington do urugwajskiego miasta wypoczynkowego, Punta del Este. Trasa liczy 6.000 mil morskich. Czwórka żeglarzy: Amerykanin Brad van Liew, Kanadyjczyk Derek Hatfield, Brytyjczyk Chris Stanmore-Major zwany w skrócie CSM i Polak Zbigniew Gutkowski, czyli popularny Gutek, ma przed sobą prawie miesiąc żeglugi po niezwykle burzliwym Oceanie Południowym.

 

Naturalnym zjawiskiem na tych wodach są wiatry osiągające siłę huraganu, jak też potężne fale sięgające 20 metrów wysokości. Bardzo niebezpieczne będą również góry lodowe odrywające się od Antarktydy i dryfujące na drodze żeglarskich samotników. Przenikliwe zimno i wszędobylska wilgoć też nie ułatwi życia skiperom, nie wspominając już o jej destruktywnym działaniu na jachtową elektronikę. Po drodze wyjątkowym wyzwaniem będzie przylądek nieprzejednany, czyli Cape Horn, który należy minąć lewą burtą.

 

Start do III etapu był już wystarczającym wyzwaniem dla żeglarzy. Po prawie miesięcznym pobycie w stolicy Nowej Zelandii, spędzonym głównie na przygotowaniu jachtów do tego niezwykle ciężkiego etapu, żeglarze o godzinie 14.30 czasu lokalnego przecięli linię startu. Pogoda tego dnia była fatalna. Siąpił drobny deszczyk, wiatr był w granicach 35 węzłów z gwarancją, że na otwartych wodach może osiągnąć nawet 50 węzłów. Jachty regatowej flotylli wystąpiły więc w sztormowym wystroju. Główne żagle, czyli groty, zarefowane na trzecim refie i bardzo małe żagle przednie (foki).

 

Pierwszy linię startu przekroczył amerykański PINGOUIN, drugi był polski OPERON RACING, trzeci kanadyjski ACTIVE HOUSE i czwarty brytyjski SPARTAN. Polski skiper jednakowoż był pierwszy na pierwszym znaku kursowym, dzięki czemu jemu przypadła należna za to nagroda w wysokości 1, 000 €. W nocy kilkanaście godzin po starcie polski jacht nieoczekiwanie znacznie zwolnił. Powód był bardzo prozaiczny; dryfujący wielki pień drzewa z towarzyszącymi gałęziami. Oto co powiedział Gutek w rozmowie telefonicznej:

 

„Wczoraj, na 3 godziny przed wschodem słońca jechałem na zestawie drugi ref i solent, czyli duży fok. Chciałem się przespać. Nagle uderzyłem w coś bardzo mocno. Myślałem, że to kontener, bo łódka się dość gwałtownie zatrzymała, był taki głuchy dźwięk. Na początku zupełnie nie wiedziałem, o co chodzi. Obejrzałem wszystko, sprawdziłem w środku, czy nie ma przecieków, nie było, postawiłem genakera, bo fajnie wiało, ale Operon dalej ciężko płynął, już znowu zacząłem myśleć, że to samoster.

Potem wzeszło słońce, wyszedłem na pokład, zacząłem znowu oglądać. Kiedy zatrzymałem się do wiatru, zobaczyłem duży pień, bardzo długi, jedna część wystająca aż za rufę, więc jakieś 10-15 metrów długości. Z pół godziny cofałem jacht, żeby się tego pozbyć, aż w końcu spadło. Jakbym ciągnął co najmniej dużego wieloryba. Dlatego w nocy płynąłem wolno, ale teraz nadrabiam”.

 

Pierwsze dwie doby to czas przystosowywania się do trudów oceanicznej żeglugi. To też czas wzmożonej uwagi, jako że jachty płyną blisko siebie często w zasięgu wzroku. Gutek i Brad pierwszej nocy (przed spotkaniem płynącego drzewa) płynęli tak blisko siebie, że mogli wręcz ze sobą rozmawiać nieznacznie podnosząc głos. Zdarzają się też pierwsze dokuczliwe awarie. Brytyjczyk w szkwałach podarł dopiero co naprawiony mały fok. Jak powiedział w rozmowie telefonicznej CSM – „Wczoraj wszedłem na maszt, odciąłem podarty żagiel i spędziłem resztę dnia pod pokładem naprawiając go. Teraz wiatr zelżał, nie ma dużej fali, więc wszedłem znów na maszt, żeby założyć foka i mogę już płynąć normalnie. To ważny żagiel – trinquette – używam go, kiedy wieje około 40 węzłów wiatru, więc na Oceanie Południowym naprawdę się przydaje”.

 

Kolejność zawodników w dn. 8.2.2011 na godzinę 12.00 czasu UTC (6.00 czasu chicagowskiego):

 

1. Brad Van Liew, PINGOUIN: 5245 Mm do mety,

 

2. Zbigniew Gutkowski, OPERON RACING: 16 Mm do lidera,

 

3. Derek Hatfield, ACTIVE HOUSE: 23 Mm do lidera,

 

4. Chris Stanmore-Major, SPARTAN: 82 Mm do lidera.

 

Oczywiście to początek III etapu i wszystko jeszcze się może wydarzyć. Cieszy znakomita forma polskiego skipera i jego optymizm. Nawet przygoda z dryfującym drzewem nie zdeprymowała Gutka. Bardzo szybko po tej niemiłej przygodzie wrócił na drugą pozycję tuż za Amerykaninem. Myślę, że ten etap będzie niezwykle ekscytujący i zachęcam czytelników do odwiedzania strony internetowej www.velux5oceans.com i kibicowanie Gutkowi poprzez uwagi na polskim blogu Milka Jung’s blog. Gutkowi zaś tradycyjnie już życzę wygrania tego ważnego etapu.

 

Kpt. Andrzej W. Piotrowski

Chicago

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*