Raj w Punta Cana

Piłkarze polonijnej drużyny oldboyów FC Travellers wybrali się jak co roku w styczniu po słońce i wypoczynek do słynnego kurortu Punta Cana w Dominikanie. W ostatnich latach miejcowość ta zyskała światowy rozgłos i stała się podobnie jak meksykański Cancun perłą całych Karaibów.

Położona na wschodnim wybrzeżu największej karaibskiej wyspy Hispaniola, którą odkrył w 1492 r. Krzysztof Kolumb, przyciąga turystów z całego świata pięknymi plażami, wspaniałym ciepłym klimatem i znakomitymi warunkami do wypoczynku i rekreacji.

Historia Punta Cany, co w miejscowym narzeczu znaczy Palmowe Wybrzeże, zaczęła się niedawno, na początku lat 70. ubiegłego wieku, po tym jak obalono w Dominikanie dyktatorskie rządy rodziny Trujillo i powstała republika. Grupa amerykańskich inwestorów wspierana przez miejscowego przedsiębiorcę Franka Rainieri zakupiła od dominikańskiego rządu duży obszar dżungli (58 mln stóp kwadratowych) położonej wzdłuż wschodniego wybrzeża wyspy nad Atlantykiem, z myślą utworzenia tam wypoczynkowego miejsca dla turystów. Pomysł okazał się znakomity i trafiony w samą dziesiątkę.

Rozpoczęto od budowy dróg i lotniska, wykarczowano część dżungli i nad brzegiem oceanu zaczęły wyrastać pierwsze hotele i resorty wypoczynkowe dla coraz liczniej przybywających gości. W ciągu 20 lat na przestrzeni ponad 40 kilometrów powstało ponad 50 luksusowych ośrodków z całym niezbędnym zapleczem, które są do dyspozycji turystów przez cały okrągły rok.

Rocznie Punta Cane odwiedza milion 700 tysięcy gości. W całej notuje się ich blisko 4 miliony, a stałych mieszkańców jest niewiele ponad 9 milionów.
Najliczniej Punta Cane i Dominikanę odwiedzają Amerykanie (ok. milion) i Kanadyjczycy (pół miliona) oraz Hiszpanie (ok. 250 tys.), Niemcy (200 tys.), Włosi i Szwajcarzy (po ok. 140 tys.), a w dalszej kolejności Holendrzy, Belgowie, Portugalczycy i Skandynawowie, a ostatnio także Polacy i Rosjanie, których szacuje się na ok. 15-20 tys. rocznie. W niektórych hotelach widać już napisy po rosyjsku, a polską mowę słychać na plażach, w restauracjach i barach.

Przyjeżdżają również do Dominikany coraz częściej politycy i biznesmani na rozmaite spotkania i konwencje. W latach 90. w Punta Cana odbył się szczyt przywódców państw Ibero-Amerykańskich, w którym uczestniczyli m.in. król Hiszpanii Juan Carlos i prezydent Bill Clinton.

Jest tam prawdziwy raj wypoczynkowy. Oprócz leżenia na plaży i kąpieli morskich można ponurkować przy położonych blisko brzegu rafach, wybrać się na morskie łowienie ryb (deep sea fishing) lub wycieczkowy rejs statkiem, polatać lotnią nad wodą, pograć w golfa i tenisa a wieczorem zapraszają w swoje podwoje liczne restauracje, bary i kasyna. Wszędzie witają gości z otwartymi ramionami. Dominikańczycy są grzeczni, uprzejmi i mają bardzo pogodną naturę. Starają się jak najlepiej umilać czas gościom i zadawalać ich gusty. Nadają się świetnie do pracy z ludźmi.

Dzięki turystyce mają pracę i powoli wychodzą z ogromnej biedy i zacofania. Znają już języki obce, głównie angielski, obsługują komputery i wszystkie nowoczesne urządzenia. Pracują jako recepcjoniści, przewodnicy, kucharze, kelnerzy, barmani, ochroniarze, przy utrzymaniu terenów zielonych, plaż, basenów oraz jako instruktorzy sportowo-kulturalni. Mówią, że bez turystyki nie da się już na Dominikanie żyć. Odmieniło to całkowicie ich życie i całego kraju. Dzięki temu cała Dominikana wydobywa się z wielkiej biedy i zacofania i jest dzisiaj najbardziej rozwijającym się krajem całych Karaibów.

W Punta Cana zostaliśmy zakwaterowani w pięknie położonym i całkowicie zatopionym w zieleni drzew i krzewów resorcie “Natura Park Beach – Eco Resort & Spa”. Wszystko jest tutaj jak zapewniają gospodarze – ekologiczne, bez żadnych plastików i innych sztuczości. Dominuje drewno z palm kokosowych, którego jest pod dostatkiem. Wokół pełno stawów, sadzawek i rozmaitego ptactwa oraz egzotycznych zwierzątek.

Przez 24 godziny obcujemy z czystą przyrodą i czujemy się świetnie. Prócz plaży i morza to dodatkowy atut sprzyjający wypoczynkowi. Jest tylko jeden mankament – nie ma boiska do gry w piłkę nożną. Futbol nie jest w Dominikanie zbyt popularny. Dzieci i młodzież wolą baseball i koszykówkę. Nie dane nam było niestety zagrać meczu piłkarskiego w Punta Cana, bo nie było gdzie i z kim. To pierwszy taki wypadek w historii wyjazdów FC Traveller i mamy nadzieję, że ostatni. Za to do woli można się było nagrać na plaży, ale to zupełnie co innego.

Zmęczeni nieco słońcem, wybieramy się pewnego dnia na dominikańskie “safari”, aby zobaczyć prawdziwe życie mieszkańców wyspy z dala od hotelowych luksusów. Wszędzie rzuca się w oczy powszechna bieda i zacofanie, które dzisiaj nawet trudno sobie wyobrazić. Trzeba na własne oczy zobaczyć, by uwierzyć. Ludzie żyją w bardzo prymitywnych maleńkich domkach, przypominających budki działkowe, bez bieżącej wody, kanalizacji i nierzadko elektryczności. Wszystko wyrabiają i wykonują ręcznie. Utrzymują się głównie z uprawy kukurydzy, trzciny cukrowej, ryżu, ziemniaków, kawy, kakao oraz tytoniu i mammajuany – miejscowego specyfiku, z którego produkuje się najbardziej popularny napój zdrowotno-leczniczy.

Mamy okazję obejrzeć na własne oczy prymitywną wytwórnię oleju z orzechów kokosowych, który służy tutaj do wszystkiego, także do celów zdrowotnych i kosmetycznych, oraz wysoko w górach plantacje kawy i kakao. Prawdziwa egzotyka, jaką rzadko już można dzisiaj gdziekolwiek zobaczyć.

Ludzie są jednak szczęśliwi i cieszą się życiem. Nikt specjalnie nie narzeka i na twarzach widać uśmiechy. Na wszelkie troski i problemy mówią “acura marata” co w miejscowym narzeczu znaczy: żyj beztrosko i nie przejmuj się niczym. Na pewno do Punta Cana i Dominikany warto wybrać się jeszcze raz. Nie tylko po słońce i wypoczynek, ale także radość życia.

W wyprawie do Punta Cana uczestniczyli: Janusz Stolarski – menedżer ekipy, Tadeusz Sikora i Barbara Skóra (jedyna kobieta), Jesse Byś, Jan Fortuna, Szczepan Lech, Marek Placek, Józef Mucha, Andrzej Wąsikowski, Jerzy Hess, Leszek Synowiec, Tadeusz Gordon oraz Chorwaci: Steve Vujica i Luka Drmac oraz kilka osób towarzyszących.
Tekst i zdjęcia:
Tadeusz Gordon

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*