Polska kuchnia podbija Wielką Brytanię

Polskie sklepy w Wielkiej Brytanii i Irlandii fot.Samotny Wędrowiec/Wikipedia

Polskie sklepy w Wielkiej Brytanii i Irlandii fot.Samotny Wędrowiec/Wikipedia

Ponad 10 lat po akcesji do Unii Europejskiej przysmaki z Polski coraz częściej trafiają na brytyjskie stoły i wpływają pozytywnie na wizerunek najliczniejszej mniejszości w Wielkiej Brytanii. Jak wynika z badań, w polskiej restauracji był co dwunasty Brytyjczyk.

Kiedy na początku roku telewizyjny kucharz BBC Nigel Slater chciał pokazać, jaki wkład w smaki Wielkiej Brytanii mają imigranci, poprosił o pomoc Rafaela Paszendę, właściciela jednej z londyńskich firm, produkujących pierogi.

Według Paszendy dużo się zmieniło, od kiedy weszliśmy do UE. „Kiedy zaczynaliśmy w 2007 r., ludzie patrzyli nieufnie na polskie jedzenie. Wysyłali jedną osobę na próbę, nie wiedzieli, czego oczekiwać. Dzisiaj każdy ma polskiego sąsiada czy kolegę z pracy. Każdy zna kogoś, kto może opowiedzieć o pierogach, bigosie, kiełbasach, gołąbkach. Anglicy przestali się tego bać, a wręcz zakochali się w naszych daniach” – podkreśla Paszenda.

Dziś jego firma zatrudnia kilkanaście osób, a pierogi można zamówić przez internet lub kupić w wielu lokalnych sklepach. „Zaryzykowałbym stwierdzenie, że Polacy nie są już największą grupą naszych odbiorców” – przyznaje Paszenda.

Zgadza się z nim Australijczyk John Clark, który w 1997 r. założył w centrum Londynu bistro, w którym można zamówić m.in. polskie pierogi. „Pierogi są prawdziwym hitem, szczególnie jako szybki posiłek przy okazji weekendowego wypadu na imprezę. Nie ma bezpieczniejszego modelu biznesowego niż oferowanie za kilka funtów talerza pierogów, a do tego kufla piwa lub kieliszka polskiej wódki” – żartuje. Według badań Mintel Research polskie piwa są w pierwszej dziesiątce najpopularniejszych marek piwnych na Wyspach.

Historia prowadzonego przez Clarka bistro jest równie nieszablonowa jak jego właściciel. „W połowie lat 90. pracowałem w jednym z londyńskich hoteli, razem z wieloma imigrantami z całego świata: Hiszpanami, Włochami, Australijczykami. Wśród nich była Beata z Rzeszowa, która kiedyś zabrała nas na pierogi do jednej z nielicznych restauracji tzw. powojennej emigracji. I tak się zaczęło. Nigdy wcześniej nie byłem w Polsce, ale wiedziałem, że sprawdzę się w serwowaniu polskich smaków” – opowiada John. Dziś zatrudnia kilka osób, w większości Polaków. „Nad kuchnią czuwają pani Halinka i pani Bożenka – to chyba klasyczne polskie imiona, prawda?” – uśmiecha się.

Kiedy rozmawiamy, lokal wypełniony jest po brzegi, głównie obcokrajowcami. „To klasyczny model: Polak lub Polka, otoczeni swoimi międzynarodowymi przyjaciółmi. Jesteście najlepszymi ambasadorami swojej kuchni” – podkreśla John. Często to obcokrajowcy zapraszają do tego baru swych polskich znajomych, a nie odwrotnie. „Przyprowadzają ich do baru i każą zamawiać wódkę” – opowiada, wyliczając po polsku: „wiśniówka, orzechówka, żubrówka, malinówka, cytrynówka. Wymyśliliście chyba wszystkie możliwe kombinacje. Londyn to uwielbia i chce próbować nowych rzeczy”.

Podobnego zdania jest doświadczony restaurator Jan Woroniecki, który zaczynał na przełomie lat 80. i 90. od modnego lokalu w West Kensington. Wśród jego regularnych gości byli m.in. muzycy Mick Jagger i David Bowie. Dziś Woroniecki prowadzi dwa lokale: na południu Londynu i restaurację w historycznym Ognisku Polskim, powstałym jeszcze w czasie wojny miejscu spotkań polskich elit w Londynie.

„Polska kuchnia kiedyś kojarzyła się z ciężkimi, tłustymi i niedoprawionymi posiłkami. Kawałek mięsa, rozgotowana kapusta, ziemniaki – to wszystko. A przecież mamy tyle do zaoferowania” – podkreśla w rozmowie z PAP Woroniecki.

„Anglicy odkrywają polską kulturę i kuchnię: poznają sąsiadów, współpracowników, a potem znajdują polskie półki w największych supermarketach i próbują kabanosów, kiełbasy, pasztetu” – mówi Woroniecki.

„Szczególnie tutaj, w Londynie, mieszkańcy chcą poznawać nowe smaki i nie boją się zamawiać flaków, śledzi, placków ziemniaczanych, golonki. Bierzemy tradycyjne polskie przepisy i tworzymy naprawdę coś ciekawego. Wszyscy nasi kucharze są z Polski i nie boją się eksperymentować z tym, co znają z rodzinnych stron” – zaznacza.

Także popularny londyński szef kuchni Damian Wawrzyniak, właściciel firmy doradztwa kulinarnego Fine Art of Dining, uważa, że polskie dania mają niesamowity potencjał. „Warto się nimi kreatywnie pobawić, a nie pozostawać tylko przy tradycyjnych potrawach. Przypominają one Brytyjczykom dania, które kiedyś sami przygotowywali, dzięki czemu mamy szansę dotrzeć do nich z naszymi smakami” – podkreśla.

„Ale są też unikalne smaki: wędzonki czy polski chleb. Zjeździłem pół świata, ale takiego pieczywa nie znalazłem nigdzie indziej” – mówi Wawrzyniak, dodając, że w swojej kuchni zawsze trzyma zakwas na pieczywo. „Kiedy organizuję warsztaty, na których bawimy się polską kuchnią lub pieczemy bochenki chleba, zainteresowanie jest ogromne – i zapewniam, to nie są Polacy” – mówi.

Nie zaskakuje to Andrzeja Świderskiego, głównego managera mieszczącej się w Londynie jednej z największych polskich piekarni, która codziennie dostarcza swe produkty do największych sieci handlowych w Wielkiej Brytanii. „Brytyjska prasa kilka lat temu rozpoczęła modę na pieczywo na zakwasie, a przecież to oczywiste, że nie ma lepszego od naszego” – przekonuje.

Piekarnia założona w 2003 r. przez dwójkę pasjonatów, Romualda Damaza i Agnieszkę Gabriel-Damaz, dziś zatrudnia blisko sto osób i produkuje dziesiątki tysięcy różnych produktów dziennie: od najpopularniejszego chleba baltonowskiego i kajzerek, po ciasta, drożdżówki i pączki. „Po 1945 r. polskie pieczywo można było znaleźć sporadycznie, w małych lokalnych piekarniach, często prowadzonych przez ludzi, którzy przyszli tutaj z armią Andersa. Nam udało się dotrzeć z naszymi produktami do całego kraju” – podkreśla Świderski.

Zaznacza, że o ile początkowo produkty polskiej piekarni kupowali głównie Polacy, to szybko okazało się, że potencjał jest znacznie większy. „Powiedziałbym, że co trzeci, może co czwarty bochenek trafia do klientów, którzy z Polską nie mają nic wspólnego: do Brytyjczyków, naszych sąsiadów z Europy Środkowo-Wschodniej, ale też migrantów z dosłownie całego świata” – dodaje.

Świderski przyznaje, że Polakom wciąż brakuje jasnej strategii promocji rodzimej kuchni. „Może pomógłby jakiś głośny film?” – zastanawia się. „Potrzebujemy czegoś, co wypromuje Polskę, jak +Mamma Mia!+ Grecję, czy +Ojciec chrzestny+ Włochy. Bez takiego wsparcia musimy przebijać się z naszymi tradycjami od zera, tłumacząc wszystko od nowa, co nie zawsze jest proste” – mówi Świderski.

Wawrzyniak przytakuje: „Potrzebujemy mądrego marketingu i pokazania naszych atutów”. Woroniecki jest bardziej optymistyczny: „To już się dzieje, organicznie. Sami Polacy tworzą nową kulturę gotowania i chwalą się nią przed swoimi znajomymi” – zaznacza.

Pomaga również zainteresowanie mediów. W nowej serii BBC „Hairy Bikers” dwóch popularnych szefów kuchni jeździło motorami dookoła Morza Bałtyckiego, zaczynając swoją podróż od Polski, gdzie zachwycili się m.in. pierogami, bigosem, domowej roboty kiełbasami, piernikami z Torunia i sernikiem nasączonym wódką. Po premierze tego odcinka recenzentka dziennika „The Independent” zachwycała się ich wspólną pracą z lokalnym producentem wędlin w Koziebrodach i pierogami, określonymi przez kucharzy jako „paczka cudowności”.

Jak wynika z danych firmy badawczej Mintel, co dziesiąty Brytyjczyk próbował dań polskiej kuchni w domu. Aż 48 proc. Brytyjczyków rozważa kupno polskich produktów lub wyjście do lokalu serwującego dania znad Wisły.

Szacuje się, że w samym Londynie istnieje ponad sto restauracji serwujących polskie dania. Polacy są jedną z największych grup narodowych pracujących w gastronomii.

Według ostatnich danych w Wielkiej Brytanii mieszka ponad 850 tys. obywateli Polski.

Z Londynu Jakub Krupa (PAP)

 

Zamieszczone na stronach internetowych portalu www.DziennikZwiazkowy.com materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Codziennego Serwisu Informacyjnego PAP, będącego bazą danych, którego producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Alliance Printers and Publishers na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*