Polonijne rendez-vous

Czyli Karaiby 2012

Już tylko dwa miesiące dzielą nas od najważniejszej żeglarskiej imprezy pierwszej połowy 2012 roku, jaką będzie Memoriał Władka Wagnera. Przez całe dziesięciolecia PRL-u nic o tym najdzielniejszym z dzielnych polskim żeglarzu nie wiedzieliśmy. Dopiero działania chicagowianina Andrzeja Piotrowskiego w latach 80. pozwoliły przybliżyć postać naszego rodaka, pierwszego w historii, który pod żaglami małego jachtu opłynął kulę ziemską. Początek II wojny światowej uniemożliwił mu powrót do kraju, aczkolwiek przez okres okupacji ojczyzny Wagner służył w marynarce wojennej. Po wojnie pozostał na emigracji. Był rybakiem, a następnie prowadził w Puerto Rico własną stocznię. Potem (od końca lat 60.) zamieszkał na Florydzie, gdzie zmarł we wrześniu 1992 r.

Z okazji 100. rocznicy urodzin Władysława Wagnera, 80 lat po jego zakończonym rejsie dookoła świata i w 20. rocznicę jego śmierci na jednej z Brytyjskich Wysp Dziewiczych na Karaibach odbędzie się zlot polskich jednostek z całego świata dla uczczenia pamięci tego wybitnego Polaka. Spotykamy się, drodzy rodacy oraz żeglarze, 21 i 22 stycznia przyszłego roku na Beef Island w zatoce Trellis Bay, gdzie Wagner pomógł swego czasu tubylcom wybudować lotnisko i małe osiedle mieszkaniowe. Jest on pamiętany na wyspie i tamtejsze władze z ochotą zgodziły się na przybycie Polaków z całego świata na uroczystość odsłonięcia pamiątkowej tablicy poświęconej Władkowi Wagnerowi. Tablica już na Karaiby płynie, zmierzają zresztą na spotkanie memoriałowe jachty z wielu stron świata. Płynie na Beef Island z polską młodzieżą nasz ogromny żaglowiec Fryderyk Chopin, udział w spotkaniu „Wagner Sailing Rally 2012” potwierdziło już wielu polskich i zagranicznych żeglarzy.

 

W stronę Indii Zachodnich płynie też chicagowski jacht Husaria, na pokładzie której znajdują się pomysłodawcy całej imprezy. Kpt. Andrzej Piotrowski jest w załodze Krzysztofa Kamińskiego, który tę piękną jednostkę zakupił, wyremontował i właśnie prowadzi na Morze Karaibskie.

 

Jacht został kupiony 3 lata temu, jest to Farr 52, a więc jednostka bardzo nowoczesna, klasy Grand Prix. Jest to łódź oceaniczno-regatowa bez żadnych wygód, wszystko w niej jest nastawione na uzyskiwanie wyników w wielkich regatach. Dziewiczy rejs jako Husaria jednostka przeszła rok temu z Vancouver do San Francisco.

 

I właśnie spod kalifornijskich Złotych Wrót w rejs na Beef Island wyruszyła Husaria w ub. czwartek, mając na pokładzie jeszcze dwóch Kanadyjczyków z Toronto: Ireneusza Zubka i Teodora Srokę, chicagowianina Pawła Borowczaka i mieszkańca San Francisco Przemysława Karwasieckiego.

 

Mało kto z szóstki polonijnych żeglarzy spodziewał się tak złych warunków podczas tego rejsu. Ponoć tak zła pogoda, jaka panowała w czasie przeprawy Husarii z San Francisco do San Diego, trafia się tam tylko trzy razy w roku i akurat taka aura przydarzyła się im teraz. Fale sięgały kilku pięter, wiatr wiał w kierunku dokładnie odwrotnym od spodziewanego, powodując, iż sporą część trasy Husaria płynęła z prędkością zaledwie 2 mil na godzinę!

 

Przez pierwsze dwa dni rejsu załoga nie spożyła żadnego posiłku, a niektórzy obyli się bez napojów. Wyjątkowo chłodna woda, którą badacz oceanów Jacques-Yves Cousteau ze względu na czystość akwenu i niezwykłej bioróżnorodności nazwał akwarium świata, dawała się we znaki nie mniej niż przeraźliwe zimno. Horror trwał od czwartku do poniedziałku, bo aż tyle czasu potrzeba było, by pokonać tę niezbyt w końcu długą trasę. Łódka zresztą już wypłynęła z San Diego.

 

Na pokładzie jest tylko czterech załogantów – Krzysztof Kamiński, Andrzej Piotrowski, Ireneusz Zubko i Teodor Sroka. Dwugodzinne wachty po dwóch dają popalić, ale najważniejsze, że jednostka zdała egzamin w ekstremalnych warunkach na szóstkę! Następny przystanek to Cabo San Lucas w Meksyku. Później same przyjemności, czyli Acapulco i kilka spędzonych dni w kurorcie. Następny etap to kolejne ciężkie acz niecodzienne wyzwanie, czyli przepłynięcie Kanału Panamskiego. Ale od Acapulco będzie już na pokładzie Husarii większe towarzystwo, przylecą nowojorczycy pod egidą komandora Janusza Kędzierskiego. Będzie łatwiej, bo doleci z Chicago dobry duch polonijnego żeglarstwa, czyli Stanisław Kasiarz.

 

Zresztą rozmawiając dziś (16 listopada) z K. Kamińskim zauważyłem dużą zmianę w głosie, pewnie zadziałało ciepło i woda wreszcie spokojniejsza. Na szczęście teraz powinno być już łatwiej.

 

Życzymy stopy wody pod kilem i do zobaczenia, jak najszybciej. O rejsie informować będziemy na łamach „Dziennika Związkowego” na bieżąco. Zapraszamy też do internetu, gdzie dzięki kolegom z Webski Design na stronie www.yachthusaria.com możecie Państwo śledzić na bieżąco rejs Husarii.

 

Zainteresowanych bliżej współpracą zapraszamy do kontaktu z głównym organizatorem wyprawy: www.interprosailingteam.com.

 

Sławek Sobczak

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*