Polonijne oszustwo „na kontener”

fot.FraukeFeind /pixabay.com

fot.FraukeFeind /pixabay.com

Firma International Perfect Trading już nie istnieje, ale jej działalność odbija się w polonijnym środowisku szerokim echem, bynajmniej nie z powodu niskich cen usług spedycyjnych. Wściekli klienci mówią: zostaliśmy oszukani i okradzeni.

W czerwcu 2015 r. w „Dzienniku Związkowym” ukazał się artykuł Elżbiety Wołoszyn pt. „Awantura o kontener”. Tekst opisywał konflikt pomiędzy klientką a niewymienioną wówczas z nazwy polonijną firmą spedycyjną dotyczący dodatkowych opłat, które klientka musiała uiścić, aby odzyskać przesłane z Polski mienie. Po publikacji do redakcji zadzwoniło kilka osób, pytając, czy artykuł dotyczył firmy International Perfect Trading (IPT) z podchicagowskiego Summit, której właścicielem był Radosław Konder. Wszyscy dzwoniący do redakcji twierdzili, że zostali przez IPT i jej właściciela oszukani na tysiące dolarów. Radziliśmy podjęcie kroków prawnych, dotarcie do innych pokrzywdzonych oraz zgłaszanie nieprawidłowości do instytucji zajmujących się ochroną praw konsumenckich. Zapewnialiśmy też, że do tematu powrócimy.

– Ludzie zaczęli dzwonić ponad rok temu – mówi Marek Dobrzycki z kliniki porad prawnych Amicus Poloniae. – Na początku dzwoniły jedna, dwie osoby miesięcznie. Wszystkich odsyłałem do instytucji zajmujących się prawami konsumenckimi, jak Better Business Bureau i stanowa Prokuratura Generalna (Attorney General Office). W ostatnich miesiącach telefony ze skargami się nasiliły, dzwoniły przynajmniej dwie osoby tygodniowo – dodaje Dobrzycki.

Do Better Business Bureau wpłynęło łącznie 31 skarg na International Perfect Trading. Na internetowej stronie BBB, w jednej z opinii napisanej przez rozczarowanego klienta IPT czytamy: „Uwaga! Nic przez nich nie wysyłajcie. To koszmarna firma. Paczki przychodzą otwarte i rozkradzione (…). Nigdy więcej”. Kolejna opinia jest już bardziej dosadna: „Ta firma to oszuści, czekam na moje rzeczy już cztery miesiące”. – W związku z wieloma skargami obniżyliśmy rating firmy International Perfect Trading do najniższego poziomu F. ITP nie jest firmą akredytowaną przez nasze biuro – powiedział nam Steve Bernas, prezes BBB Chicago.

Skargi na usługi spedycyjne IPT napływały także do biura Prokuratora Generalnego: razem trzydzieści osiem zażaleń. Prokuratura prowadzi dochodzenie w sprawie domniemanych nieprawidłowości w działalności firmy IPT i podejrzenia oszustw finansowych, których ofiarami mieli paść jej klienci. Z powodu trwających procedur wyjaśniających biuro nie ujawnia, na jakim etapie jest obecnie śledztwo. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że rozważane jest wszczęcie postępowania karnego.

Klient płaci dwa razy

Pokrzywdzeni klienci, początkowo przekonani przez właściciela o niefortunnej wyjątkowości swojej sytuacji, po zapewnieniach odzyskania pieniędzy i wysłanych towarów, stracili cierpliwość. Zaczęli się organizować, w końcu nic tak nie jednoczy jak wspólna krzywda. Przez media społecznościowe, pocztą pantoflową, przez znajomych, pokrzywdzeni znajdowali innych pokrzywdzonych. – Przez kilka miesięcy myślałem, że pan Konder nabrał tylko mnie, później że może jeszcze kilka osób. A okazało się, że pokrzywdzonych jest około 200 osób, a przypuszczam, że więcej – mówi nam Rafał Kszczotek i opowiada o swoich doświadczeniach z firmą International Perfect Trading: – Wysłaliśmy ze wspólnikami do Polski dwa samochody. Ja tu na miejscu za przesyłkę zapłaciłem z góry, czekiem wypisanym na firmę, na 2,4 tys. dol., a moi wspólnicy mieli odebrać te samochody w Gdyni. Nie mogli tego zrobić, ponieważ właściciel IPT Radosław Konder nie uiścił opłaty za kontener. Pojechałem do niego, ale zbył mnie, mówiąc, że to jakaś pomyłka, że pewnie przelew nie doszedł dlatego, że akurat był Columbus Day. Odpowiedziałem, że Columbus Day w Polsce nie jest obchodzony, na co usłyszałem: „nie pie*l mi głupot, ja wiem lepiej”, chociaż nie jesteśmy kolegami, ani nie przechodziliśmy na „ty”.

Kszczotek mówi, że dzwonił codziennie przez pięć miesięcy, zawsze rozbijając się o kolejną wymówkę. W końcu zdecydował się zapłacić koszty, żeby odzyskać samochody.

– Dzwoniłem do niego po 2-3 razy dziennie, aż usłyszałem, że jak będę do niego dzwonił i się narzucał, to poda mnie do różnych instytucji i narobi mi problemów. W końcu zaczął straszyć mnie gangsterką, że inaczej pogadamy. Wtedy przyhamowałem, bo przecież nigdy nie wiadomo, co mu strzeli do głowy. Takich ludzi jak Konder rzadko się spotyka. Patrzy głęboko w oczy, hipnotyzuje cię spojrzeniem. Cały czas powtarza to samo, plujesz mu w twarz, a on mówi, że to deszcz pada – mówi rozgoryczony Kszczotek.

Pani Ola nie daruje

Podobno Polacy jednoczą się jedynie w chwili zagrożenia i poprzez posiadanie wspólnego wroga. W sposób naturalny z grupy wyłaniają się liderzy. Tak było i tym razem, na czele tłumu pokrzywdzonych stanęła Aleksandra Kaczmarek, która wraz z mężem prowadzi w Polsce firmę zajmującą się handlem samochodami, w tym rzadkimi i kolekcjonerskimi amerykańskimi krążownikami szos. Cztery samochody sprowadziła za pośrednictwem IPT. Aleksandra Kaczmarek tłumaczy schemat działania firmy:

– Klienci płacą za przesyłkę, zostawiają w firmie paczki czy samochody. Ponieważ IPT nie posiada licencji morskiej uprawniającej do przewożenia ładunków na pokładzie statków, musi skorzystać z innego przewoźnika, który taką licencję posiada. Radosław Konder wypożycza od nich kontener, ale nie płaci za fracht. Kiedy ładunek dociera do Gdyni, odbiera go zawsze ta sama firma – Cargo Prestige. W Gdyni klienci ITP nie mogą swojego mienia odebrać, bo nie jest zapłacony fracht i kontenery nie są zwalniane z portu. Rosną koszty postojowe, składowe i demurrage’owe (naliczane jako odszkodowanie za przekroczenie czasu załadunku). Kontener stoi w portowym magazynie nie za darmo – jeden dzień to koszt 80 euro. Kontenery przychodzą z USA nieopłacone, a Cargo Prestige je przyjmuje. Dodatkowo firma nie informuje odbiorców nawet przez kilkanaście dni po wpłynięciu przesyłki do portu, że kontener stoi nieopłacony w magazynie. A koszty rosną. Często zdarzało się, że w kontenerze znajdowało się mienie należące do kilku osób. W takim przypadku argumentacja firmy polegała na naliczaniu kosztów wszystkim, którzy mają mienie w kontenerze, zwalając odpowiedzialność na osobę, która jeszcze „nie zapłaciła” za transport. Choć przecież zapłaciła w biurze Radosława Kondera.

Kaczmarkowie jesienią zeszłego roku za transport samochodów zakupionych w USA zapłacili firmie IPT 6,2 tys. dolarów, do redakcji przynoszą wszystkie rachunki i faktury. Dodatkowo za przestoje w porcie – 6 tys. zł i ponownie – za przesyłkę firmie, która wynajmowała Radosławowi Konderowi kontenery. Dodatkowe koszty, zdaniem Kaczmarek, sięgnęły 7,4 tys. dolarów.

fot.echosystem/pixabay.com

fot.echosystem/pixabay.com

– Pan Konder śmieje się nam wszystkim w twarz. Dla mnie to złodziej i oszust, który za ukradzione pieniądze żyje jak król, ma piękny dom z basenem, jeździ luksusowymi samochodami. Jest „królem Chicago”, jak sam siebie określa w mediach społecznościowych. Oczywiście oficjalnie „nic nie posiada”, dom przepisał na teściową, a BMW na żonę. Ale ja mu nie popuszczę – mówi Aleksandra Kaczmarek, a wyraz jej twarzy nie pozostawia wątpliwości co do realności tej deklaracji.

Od zera do… mniej niż zera

Z Lechem Murawskim nie udało nam się skontaktować. Nie sposób się do niego dodzwonić, bo w przytułku dla bezdomnych, gdzie nocuje, ukradli mu komórkę. Albo zgubił. Ale od początku.

Lech Murawski przyjechał do Chicago dwadzieścia lat temu, do brata, lokalnego rzeźbiarza, z którym pracował przy dużych projektach, m.in. w polonijnych kościołach. Historię ojca opowiada mieszkający w Polsce Tomasz Murawski: – Nie widziałem się z tatą od dwudziestu lat, byłem nastolatkiem, kiedy wyjeżdżał. W końcu tata zdecydował się na powrót do Polski, a swoje mienie przesiedleńcze postanowił wysłać przez International Perfect Trading. Wcześniej wysyłał przez IPT paczki, które zawsze dochodziły, więc nabrał do firmy zaufania.

Lech Murawski w kwietniu 2014 r. wysłał do Polski sześć kontenerów i przyczepę kempingową. W kontenerach były samochody, motor, quad, cały dorobek życia o wartości 115 tys. dolarów. Za przesyłkę Murawski zapłacił gotówką, łącznie 31 tys. dolarów, 20 tys. za kontenery i 11 tys. za przesyłkę RORO (specjalny transport morski), którą popłynęła przyczepa.

– Kontenery nie dochodziły, mijały tygodnie i miesiące, ale tata wciąż panu Konderowi wierzył. Okazało się jednak, że Konder za przesyłkę w ogóle nie zapłacił. Wszystko utknęło w portach, przyczepa w Bremerhaven w Niemczech, reszta mienia w Gdyni. Codziennie rosną odsetki za magazynowanie mienia w porcie, w tym momencie przekroczyły już kwotę 100 tys. dol., czyli prawie tyle, co wartość mienia. Skąd mamy wziąć na to pieniądze? – pyta Tomasz Murawski.

Na początku 2015 r. Lech Murawski miał lecieć do Polski, miał już kupiony bilet. Trafił jednak do szpitala. Ostra infekcja bakteryjna spowodowała u niego paraliż kręgosłupa, zapadł w śpiączkę. Ze szpitala w Chicago przewieziono go do specjalisty w Dallas. Kiedy wypisywali Murawskiego ze szpitala miał tylko to, co na sobie. Wszystko wysłał do Polski. Od tego czasu poruszający się przy pomocy chodzika Lech Murawski codziennie walczy o łóżko w przytułku dla bezdomnych, jest po próbie samobójczej. Tomek Murawski, który sam jest niepełnosprawnym rencistą, nie ma środków, by pomóc ojcu wrócić do kraju, o zapłaceniu narosłych w porcie kar nie ma co marzyć. – Sprawa jest beznadziejna, prawdopodobnie cały dorobek życia ojca zostanie wystawiony na publicznej aukcji – mówi. W internecie założył zbiórkę pieniędzy, żeby pomóc schorowanemu i załamanemu Lechowi Murawskiemu powrócić do ojczyzny, ale do tej pory udało się zebrać zaledwie 200 dolarów. Za mało.

Złodzieju, bandyto!

Wtorek, 22 marca 2016 roku. W sądzie federalnym w chicagowskim śródmieściu na przesłuchaniu w sprawie bankructwa firmy International Perfect Trading obecni są: Radosław Konder w towarzystwie trójki adwokatów, przedstawiciele Prokuratora Generalnego, prowadząca przesłuchanie kurator (trustee) Karen Goodman i reprezentujący ją, mówiący po polsku, adwokat Frank Kokoszka. Przesłuchanie tłumaczone jest na język polski, w sali zebrało się ponad trzydzieści osób – większość z teczkami pełnymi kopii dokumentów, czeków i potwierdzeń zapłaty. To klienci ITP, którzy uważają, że padli ofiarą oszustwa. Radosław Konder siedzi tyłem do tłumu, który co rusz daje wyraz swojej dezaprobacie. Wystarczy kilka pytań, aby zgromadzona w sali 804 publiczność z buczenia przeszła w szyderczy śmiech. To reakcja na odpowiedzi właściciela ITP, który w świetle przysługującego mu prawa powtarza za każdym razem: „Polegając na poradzie mojego adwokata i piątej poprawce do Konstytucji Stanów Zjednoczonych, odmawiam odpowiedzi na to pytanie ze względu na to, że może mnie to inkryminować”.

Taktyka bez wątpienia słuszna, pytania stają się bowiem coraz bardziej konkretne: „Ile zarobił pan jako prezes ITP w 2015 roku? Czy firma posiada majątek, którego właścicielami są osoby trzecie? Czy bankructwo zostało spowodowane jakimś konkretnym wydarzeniem? Gdzie znajdują się akta firmy? W co inwestowała IPT? Czy wpisywał pan swoje nazwisko na czekach od klientów?”.

Odpowiedź zawsze jest ta sama: „Polegając na radzie mojego adwokata i piątej poprawce…”

– Czy zamierza pan odmówić odpowiedzi na wszystkie zadawane pytania?

– Tak.

– Złodzieju, bandyto – słychać z sali.

Prawo zadawania pytań dostaje publiczność. Wśród pytających jest Karolina Boldyrew, występująca w imieniu ojca. – Mój tata, Jarosław Boldyrew zapłacił za kontener 5580 dolarów. Dlaczego usługa nie została opłacona i co się stało z pieniędzmi taty?

– Polegając na poradzie mojego adwokata, z całym szacunkiem odmawiam odpowiedzi na to pytanie…

– Kiedy tata wręczał panu w biurze czek, płacąc za przesyłkę, poprosił pan, żeby nie wpisywał na czeku nazwy firmy, ponieważ przybije pan w to miejsce firmową pieczątkę. Następnie wpisał pan tam swoje nazwisko i zrealizował czek. Co się stało z tymi pieniędzmi?

– Polegając na poradzie….

Smutne święta

Poproszony o komentarz adwokat Frank Kokoszka, prowadzący przesłuchanie w imieniu kuratora, mówi, że tego rodzaju odpowiedzi na przesłuchaniu w sprawie bankructwa to rzadkość. – Zasłanianie się piątą poprawką jest prawem, z którego Radosław Konder skorzystał. Naszym zadaniem będzie teraz znalezienie prawnego sposobu, aby zmusić go do odpowiedzi na przynajmniej część pytań. Musimy też dotrzeć do akt i dokumentów firmy, przyjrzeć się jej działalności, kontom bankowym itd. Będziemy także ustalać, jakie aktywa i majątek posiada firma International Perfect Trading oraz w jaki sposób odzyskać pieniądze wierzycieli – mówi mecenas Kokoszka. Dodaje, że pełne odzyskanie pieniędzy przez osoby uważające się za pokrzywdzone jest mało realne, a proces może potrwać kilka lat. – Proszę pamiętać, że to dopiero sam początek, w dodatku na razie toczy się jedynie postępowanie ws. bankructwa firmy. Wszystkim poszkodowanym na tym etapie zalecam złożenie w sądzie bankrupcyjnym dokumentu zwanego dowodem roszczenia (ang. Proof of Claim), koniecznie przed 23 maja bieżącego roku.

Prosząc o komentarz, wysłaliśmy do Radosława Kondera następujące pytania:

1) Około 200 osób twierdzi, że zostali oszukani. Twierdzą, że nie IPT nie zapłaciła za przesyłkę ich mienia. Czy rzeczywiście nie płaciliście Państwo za przesłanie kontenera, narażając klientów na dodatkowe koszty i kary?

2) Wiele osób twierdzi, że dawały Panu czeki „in blanco”, które wpłacał Pan na swoje prywatne konto. Czy to prawda? Gdzie są te pieniądze?

3) Twierdzi Pan, że ITP miało słabe wyniki finansowe. Czym były one spowodowane?

4) Czy prawdą jest, że wyprowadzał Pan pieniądze z IPT do spółek MDMK Transportation i Elikon Transportation?

5) Czy zamierza Pan oddać pieniądze poszkodowanym przez IPT?

6) Czy prawdą jest, że groził Pan Rafałowi Kszczotkowi i Tomaszowi Murawskiemu, powołując się na swoje powiązania ze światem przestępczym? Panowie ci twierdzą, że takie groźby padły.

A oto odpowiedź, która nadeszła wieczorem 22 marca (zachowana pisownia oryginalna):

„(…) Bardzo chcialbym udzielic Panu komentarza na wszystkie pytania ale niestety wobec prowadzonych postepowan musze milczec choc jest to wbrew mojej woli. Chcialbym porozmawiac z ludzmi ktorzy tutaj dzisiaj byli. Nikomu nic nie ukradlem, nie sprzeniewierzylem tez jego pieniedzy.Czesto zwracalem koszta demurage, ktore egzekwowaly linie oceaniczne. Zdarzaly sie paradoksy gdzie zysk firmy z wysylki wynosil np. $200 a zwrocilem $2000. Dziewiedziesiat procent z ludzi, ktorzy byli na sali wyludzilo mienie przesiedlencze nigdzie sie nie przesiedlejac, o tym Pan napisze? Inicjatorka calej akcji prokuratorskiej Pani Aleksandra Kaczmarek wraz z mezem dopuscila sie falszerstwa rachunkow za zakupione auta i przedstawila Urzedom w Polsce sfalszowane dokumenty zakupu( 7 przypadkow) Pan Rochnowski , ktory lzy mnie w uwlaczajacy sposob chocby dzisiaj na sali wyzywajac mnie sam wyludzil mienie przesiedlencze na jedno auto, drugie odprawil od zanizonej wartosci , latwo sprawdzic chocby w internecie. Jest on organizatorem spotkan chocby z Panem. To znajdzie sie w Gazecie? Sluze dowodami, ile zaplacil moge przeslac link, kopia odprawy celnej rowniez do wgladu . Nie mogac dzisiaj odpowiedziec na te absurdalne pytania, ktore padaly jest to wbrew mojemu charakterowi. Daleki jestem od cynizmu. Szanuje ludzi i moich klientow. Mam male dzieci jestem po ciezkiej chorobie nowotworowej, lecze sie rowniez na serce i chcialbym jeszcze troche pozyc ale jestem zaszczuty. Absurdalne pytania o firme ,ktora nigdy nie istniala (Elikon) dostaje tylko od Pana czy tak wyglada rzetelne sledztwo dziennikarskie? Nigdy nie zycze Panu takiego polozenia w jakim znalazlem sie ja i moja rodzina. Mam nadzieje,ze ten koszmar sie wkrotce skonczy a moze samo odejde z tego swiata nie wytrzymawszy presji?

To ja jestem zastraszany. Obecny na sali Pan Cichorz wielokrotnie straszyl mnie zabojstwem. Chetnie przesle smsy, ktore dostaje. W zalaczniku dzisiejsze nagranie czlowieka naslanego przez Rafala Kszczotka, ktory dzwoni do mnie kikadziesiat razy dziennnie. Chcialbym wierzyc w Pana obiektywizm ale jezeli to Pan stoi za publikacja informacji o spotkaniu wierzycieli przez ostatnie trzy tygodni publikowanych w Dziennilku Zwiazkowym to nie mam zludzen.Na koniec zycze Panu Zdrowych Wesolych Swiat z gory zakladajac,ze moje za przyczyna Dziennika Zwiazkowego beda smutne”.

Grzegorz Dziedzic

gdziedzic@zwiazkowy.com

 

Categories: Reportaże

Comments

  1. nina
    nina 27 marca, 2016, 19:04

    ja wyslalam przez firme DOMA z Chicago ,wartosc przesylki 2800$ plus koszt przesylki 600…przesylka nie byla dostarczona ,a Doma twierdzi ,ze kontener sie utopil…do Kogo mam pisac???

    Reply this comment
    • wies
      wies 19 kwietnia, 2016, 09:25

      Na zdrowy rozsadek – ja bym udala sie do DOMA, by byli odpowiedzialni,bo oni powinni miec jakies zabezpieczenie /ubezpieczenie w razie takiego wypadku….,ale ja watpie ,ze tak sie stalo- tylko czekaja jak ludzie beda reagowac I jak sie ucisza – to wtedy podziela sie miedzy soba ….,dalej bym zglaszala gdzie tylko mozliwe I tez ludzi informowala -bu takim oszustom nie dawali biznesu….

      Reply this comment
  2. stefan
    stefan 28 marca, 2016, 17:11

    Co tu komentowac ?…….POdobno zyjemy w „panstwie prawa” !!!
    A w Chinach to taki Konder juz by wochal kwiatki od spodu ! LEGALNIE !

    Reply this comment
  3. Jadzia
    Jadzia 31 marca, 2016, 20:14

    Ja bym chciala dac pieniadze dla sparalizowanego pana Lecha co stracil wszystko przez tego oszusta Kondra. Czy ktos ma strone na ktorej mozna cokolwkiek wplacic?

    Reply this comment
  4. Slawek
    Slawek 8 kwietnia, 2016, 01:43

    To spory problem

    Reply this comment
  5. Marek
    Marek 30 kwietnia, 2016, 04:41

    Tak jak grono osób wymienionych w artykule, ja również zostałem oszukany w identyczny sposób. Zakomunikowano mi w Gdyni (w porcie), ze jeśli chce odebrać mienie i nie powiększać rosnących opłat, to sam powinienem go wykupić, mimo, ze za przesyłkę rzeczonego mienia zapłaciłem w Chicago. Przez trzy miesiące wymieniałem się z P. Kondorem telefonami i emailami – zawsze kończyło się obietnicami. Kontakt urwał się, gdy opłaciłem raz jeszcze za transport mienia wraz z jego odbiorem. Nadmieniam, ze posiadam cala dokumentacje. Gdyby nie moje interwencja w tej sprawie w Biurze Poselskim, to pewnie żyłbym w przekonaniu, ze ten kacia, dalej naciąga ludzi.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*