Polak w samotnych regatach dookoła świata – finisz I etapu (La Rochelle – Kapsztad)

Ostateczne wyzwanie


Walczący zaciekle o prowadzenie w oceanicznym wyścigu samotnych żeglarzy Amerykanin Brad van Liew i Polak Zbigniew Gutkowski ‘Gutek’ są nieomal u bram południowo-afrykańskiego portu. Jacht Amerykanina Pingouin ma do Cape Town 1,143 mile morskie, natomiast Operon Gutka 1,455 mil (dane na środę 10 listopada wieczorem). Pozostałe jachty: kanadyjski Active house, brytyjski Spartan i belgijski Five Oceans of smiles daleko z tyłu. Belg przeżywa dramat – zachorował i musi awaryjnie wejść do portu Mindelo na Wyspach Zielonego Przylądka. Po niezbędnej pomocy lekarskiej ma zamiar ruszyć dalej. Polski skiper doszedł już do siebie po niefortunnym wypadku z wirnikiem generatora wiatrowego. Nie tylko wyzdrowiał, ale dogonił Brada i wyprzedził.

 

Dzień później Gutek zgubił swój najważniejszy żagiel. Prowadząc, Polak zdecydował się powiększyć przewagę nad rywalem i postanowił nieść genakera (duży przedni żagiel na słabsze wiatry) przez całą noc. Dało to znakomity wynik – Operon przepłynął w ciągu doby ponad 350 mil morskich, miejscami osiągał fantastyczną prędkość 22 węzłów (prawie 41 km/h). Szczęście zakończyło się w momencie kiedy zerwał się fał (lina służąca do podnoszenia żagla). Genaker wpadł do wody i przy pędzącym szybko jachcie rozerwał się na sztuki. Podczas rozmowy z Gutkiem przez telefon satelitarny polski skiper był mocno przygnębiony stratą tak ważnego żagla. Powiedział mi, że teraz jedyny sposób na nawiązanie równej walki z Bradem jest zejście Operonem bardziej na południe, aby dotrzeć do strefy b. silnych wiatrów tzw. ‘ryczących czterdziestek’. One pozwolą dotrzymać tempa posuwania się amerykańskiego żeglarza.

 

W ostatnich e-mailach Gutek pisze, że płynie znów szybko, ale Południowy Ocean to nie żarty. Komfort żeglugi znacznie się zmniejszył, wręcz go nie ma. Uciążliwe zimno, wielka fala i bardzo silne wiatry powodują, że żegluga jest bardzo ciężka. Amerykański skiper żegluje znacznie bardziej na północ w strefie słabszych wiatrów. Może sobie na to pozwolić bowiem dysponuje żaglami na tego rodzaju wiatr. Obaj konkurenci posuwają się z podobnymi szybkościami i kierują się na Kapsztad. W biurze regat z wielkim zainteresowaniem obserwują batalię Polaka z Amerykaninem.

 

Na stronie internetowej regat www.velux5oceans.com trwają dyskusje.

 

Podkreślana jest wyjątkowa postawa polskiego żeglarza. Mało kto wśród zagranicznych żeglarzy przypuszczał, że Polak będzie się ścigał tak zaciekle o pierwsze miejsce – tym bardziej że Operon jest jachtem starszym, wolniejszym i dużo cięższym. Wydaje mi się, że rośnie nam znakomity oceaniczny żeglarz samotny. Wyczuwam w naszej z Gutkiem korespondencji telefonicznej i e-mailowej wielką determinację polskiego skipera, a jednocześnie widzę bardzo dobrze skalkulowaną taktykę. Wierzę, że Gutek rozpoczyna wielką karierę oceaniczną. Wszak Brad van Liew jest zwycięzcą Velux 5 Oceans the Ultimate Challenge w 2002 roku. Wyrównana walka z nim to wielkie osiągnięcie Polaka. W następnym tygodniu chciałbym temu zdarzeniu poświęcić więcej miejsca. Będzie już po finiszu wielkich rywali, jachty; polski i amerykański będą już w porcie. Będzie okazja dowiedzieć się więcej o ostatnich milach tego zaciętego wyścigu. Czytelników Dziennika Związkowego już dzisiaj zapraszam do lektury.

 

Kpt. Andrzej W. Piotrowski

Chicago

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*