Polak i Węgier to dwa bratanki…

– z Atillą Szalai´em, radcą ds. kultury i prasy Ambasady Węgier w Warszawie, rozmawia Leszek Wątróbski


– Polak i Węgier to dwa bratanki?

 

Węgierska wersja tego przysłowia to: Polak i Węgier – dwaj dobrzy przyjaciele. I to jest podstawą do dalszych rozważań na temat polsko-węgierskiej przyjaźni. Aby znaleźć odpowiedź na tę tezę musimy sobie odpowiedzieć na pytanie: skąd bierze się ta odwieczna przyjaźń naszych narodów? Otóż nauka ma gotową odpowiedź na to pytanie. Jej przyczyn szukać należy we wspólnych interesach obu naszych państw.

 

Przyjaźń przyjaźnią, ale pokrewieństwo to zupełnie inna kategoria oznaczająca wspólnotę krwi. Czy takie pokrewieństwo jest możliwe pomiędzy Scytami i Słowianami? Naturalnie, że nie. A pomiędzy Scytami i Sarmatami? Jak najbardziej tak.

 

– Czy oznacza to, że Polacy i Sarmaci to jedno?

 

Sarmaci byli narodem pasterskim, nomadyzującym i wojowniczym jak wszystkie inne plemiona Scytów. Tak jak Polanie, którzy latem ze swoim dworem i zwierzętami wyprowadzali się na pastwiska. Tak przynajmniej pisze o nich kronikarz Ludwika II Niemieckiego, zakonnik, którego relacje z podróży do ziem obecnej Wielkopolski znajdują się w zbiorze wspominającym Polan i ich Morze Bałtyckie nazywane przez niego Morzem Sarmackim. Wynika z tego, że Polanie byli Sarmatami.

 

– Czy są inne dowody na nasze pokrewieństwo?

 

W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia Rada Europy zainicjowała program badawczy, stawiając sobie za cel opracowanie mapy genetycznej Europy. Wynikom tych badań nie nadano należytego rozgłosu, chociaż były one niezmiernie ciekawe. Okazało się bowiem, że Węgrzy mają tylko kilka procent genów ugrofińskich i słowiańskich, a ponad trzydzieści procent starotureckich i wschodnich. Okazało się też, że genetycznie najbliższymi narodami Węgrów są… Polacy i Ukraińcy. Polacy mają więc zupełną rację uważając nas za swych bratanków. Tę sensację media europejskie jednak przemilczały, zarówno węgierskie, jak i polskie.

 

– Węgrzy pod koniec IX wieku przybywają w Dolinę Karpat i przejmują dziedzictwo po Hunach i Awarach…

 

Mają zamiar osiedlić się tam na dobre. Zdają sobie jednak sprawę, że dalej na zachód już nie pójdą, a na wschód możliwości powrotu już nie ma. Aby zbudować osiadły tryb życia, Węgrzy potrzebowali wielu lat. Zgodnie też ze starym zwyczajem, aby nie zostać napadniętym przez sąsiadów, sami prewencyjnie pokazywali swoją siłę wszystkim sąsiadom – z wyjątkiem ludów zamieszkujących północny pas graniczny. A tam właśnie mieszkali Wiślanie i Lendzianie – najstarsze plemiona polskie. Na krewnych przecież się nie napada…

 

– Przez ponad tysiąc lat Polacy i Węgrzy byli bardzo blisko siebie, szanując się i pomagając sobie…

 

Jest faktem, że przez każdy fragment minionego tysiąclecia Polacy i Węgrzy byli blisko siebie. Nie jest natomiast sprawą znaną, że ta wzajemna solidarność nie była często ani prosta, ani oczywista i że wymagała dużej odwagi i poświęcenia.

 

Realizm polskiej inteligencji okresu międzywojennego stworzył podstawy dla sojuszu między naszymi państwami, z których jedno zawdzięczało odzyskanie swej niepodległości Traktatowi Wersalskiemu, a drugie polityce usilnie dążącej do rewizji tego traktatu. Węgry bowiem, w wyniku tego traktatu, straciły zdecydowaną większość swego terytorium stając się niewielkim państwem.

 

Podobną uczciwością i przyzwoitością odpłacił się Polakom rząd węgierski, będący nominalnie sojusznikiem Niemiec, który nie tylko zezwolił we wrześniu 1939 roku przekroczyć swoją granicę ponad 100 tys. polskich uchodźców, ale też zorganizował im zakwaterowanie, opiekę, wyżywienie oraz pomagał w przedostaniu się na Zachód.

 

Przyzwoitość odnajdujemy wreszcie w postawie żołnierzy węgierskich, którzy na terytorium okupowanej Polski, jako sojusznicy Trzeciej Rzeszy, prawie zawsze i wszędzie pomagali Polakom. Tłumaczyliśmy się Berlinowi, że nie jesteśmy w stanie wojny z Polską.

 

– Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do naszej najdawniejszej historii…

 

Polska i Węgry mają np. wspólnych świętych. Mam tu na myśli św. Kingę i św. Jadwigę. Mieliśmy też wspólnych władców: Ludwika Węgierskiego, Władysława III Warneńczyka czy Stefana Batorego. Także Władysława II Jagiellończyka, który jako król Węgier zginął w bitwie z Turkami pod Mohaczem w roku 1526. A najbardziej węgierskim miastem zagranicznym jest, obok Wiednia, właśnie polski Kraków – pełen madziarskich śladów, gdzie zachowały się m.in. pamiątki z pobytu największego poety węgierskiego okresu renesansu Balista Balassiego. Poza Krakowem węgierskie ślady spotykamy jeszcze w wielu innych miastach, m.in. w Warszawie i we Wrocławiu, ale nawet i na Warmii i Pomorzu.

 

Na Węgrzech wszyscy natomiast wiedzą, że w rewolucji o naszą węgierską wolność, w latach 1848-1849, spośród wszystkich narodów europejskich, właśnie Polacy brali najliczniej udział. Byli wśród nich oficerowie, a nawet generałowie, którzy wielokrotnie odegrali tam znaczącą rolę. Polacy walczyli u nas w myśl zasady za waszą i naszą wolność, marząc, by odniesione na Węgrzech sukcesy wojskowe zaskutkowały przeniesieniem walk na terytorium polskie i doprowadziły do przywrócenia niepodległego państwa polskiego. Od jesieni 1848 roku organizowany był na Węgrzech Legion Polski, którego dowódcą został gen. Józef Wysocki. Legion liczył około 4 tys. żołnierzy i osłaniał oddziały węgierskie wypierane z terenów Węgier w kierunku Turcji oraz ochraniał politycznych przywódców rewolucji, m.in. Lajosa Kossutha.

 

Najbardziej znaną polską postacią rewolucji węgierskiej był jednak gen. Józef Bem, mianowany w grudniu 1848 roku przez L. Kossutha głównodowodzącym wypartych z Siedmiogrodu i częściowo rozproszonych węgierskich sił zbrojnych, a jego adiutantem jeden z największych poetów węgierskich Sandor Petofi.

 

– Później, już po powstaniu monarchii austro-węgierskiej, oba narody żyły „pod jednym dachem”…

 

Od roku 1867 oba nasze narody żyły wspólnie w ramach monarchii. Dotyczyło to tej części Polaków, którzy zamieszkiwali tę część Rzeczpospolitej, która wskutek rozbiorów w wieku XVIII przyłączona została do Austrii. Już jednak jesienią 1919 roku Węgrzy, wśród swoich pierwszych placówek dyplomatycznych, założyli konsulat w niepodległej Polsce, który szybko przekształcony został w ambasadę. Później, w czasie wojny polsko-bolszewickiej, dostarczali dużą ilość amunicji i sprzętu wojskowego dla znajdującej się w śmiertelnym zagrożeniu armii polskiej.

 

W latach dwudziestych i trzydziestych Budapeszt, głównie ze względów politycznych, starał się o zbliżenie z Warszawą. Węgry gotowe były wówczas prawie na wszystko, by odzyskać utracone tereny. A skoro Hitler obiecał w tym pomóc, to Budapeszt stał się sojusznikiem Berlina.

 

Działania te przyjmowano nad Wisłą dość chłodno. Węgry stały się jednak dla rządu polskiego cennym partnerem jako państwo, które pozostawało w dobrych relacjach z Niemcami i z którym podtrzymywanie przyjaznych więzi mogło się opłacać politycznie. Skutkiem tych zmian następowało znaczne ożywienie kontaktów kulturalnych. W listopadzie 1935 roku w stolicy Polski rozpoczął działalność Instytut Węgierski. Wiosną 1939 roku otwarto, na zasadzie wzajemności, Instytut Polski w Budapeszcie.

 

– Potem były czasy II wojny światowej…

 

Tragiczna w skutkach II wojna światowa należała jednak do najpiękniejszych rozdziałów naszej przyjaźni i solidarności. Niewątpliwie przyczynił się do tego pozytywny obraz Polski i Polaków oraz pielęgnowanie idei trwałej przyjaźni, zarówno na szczeblu oficjalnym jak i społecznym, czy wreszcie prywatnym, łączącej oba nasze narody od czasów węgierskiej Wiosny Ludów 1848-1849.

 

Wiosną 1939 roku, na krótkim zresztą odcinku, przywrócona została granica polsko-węgierska. Tą drogą przechodzili później na Węgry uchodźcy polscy uciekający przed okupantami. W tym samym czasie przywódcy węgierscy zajęli stanowisko, że nasz kraj nie może się w żadnym wypadku znaleźć w konflikcie zbrojnym z Polską. Węgierski premier Pal Teleki stanowczo odrzucił prośbę Berlina, by armia niemiecka mogła wkroczyć do Polski również z terytorium Węgier.

 

Otwartą na całej długości granicę polsko-węgierską przekroczyło ponad 100 tys. polskich uchodźców, których rozlokowano w specjalnie dla nich przygotowanych obozach uchodźczych. Stworzono dla Polaków łącznie 140 obozów wojskowych i 114 cywilnych. Większość żołnierzy przedostała się później na Zachód, by kontynuować walkę przeciwko Niemcom.

 

Obok stałej opieki socjalnej władze węgierskie zaoferowały uchodźcom z Polski odpowiednią opiekę medyczną, oświatową i kulturalną. W Balatonzamárdi, nad „węgierskim morzem”, już w listopadzie 1939 roku, rozpoczęto nauczanie na poziomie podstawowym i średnim. Placówkę tę, na początku następnego roku, przeniesiono do Balatonboglar, gdzie w okresie II wojny światowej istniało jedyne polskie liceum na Węgrzech. Trzeba też wspomnieć, że w czasie minionej wojny na uczelniach węgierskich studiowało blisko pięciuset Polaków.

 

Sytuacja ta zmieniła się dopiero po 19 marca 1944 roku, kiedy wojska niemieckie zajęły Węgry. Nowy, służalczy już proniemiecki rząd ugiął się pod żądaniami Hitlera. Urzędnicy sympatyzujący z Polakami zostali usunięci. Rozpoczęły się prześladowania uchodźców.

 

Nie jest też sprawą powszechnie znaną, że Węgrzy mieli swój udział w Powstaniu Warszawskim i odegrali w nim pozytywną rolę. W sierpniu 1944 roku, w chwili wybuchu powstania, rozbite i ciężko doświadczone na froncie wschodnim oddziały węgierskie, w toku wycofywania się na Węgry, znalazły się w okolicach Warszawy. Niemcy zażądali, by Węgrzy zostali na miejscu i uczestniczyli w blokadzie polskiej stolicy. Dowódca, płk. Béla Lengyel, który przed wojną był wojskowym attache w Warszawie, kategorycznie odmówił, twierdząc, że nie jesteśmy w stanie wojny z Polską. Nie dość, że Węgrzy nie zgodzili się na użycie broni przeciw powstańcom, to także przez teren, który nadzorowali, przepuszczane były bez większych przeszkód dostawy dla walczących. Polscy partyzanci mieli również możliwość zaopatrywania się u Węgrów w broń, odzież i żywność, potajemnie nawet przyjmowano rannych Polaków do szpitali polowych. Rozważana była ponadto ewentualność rzeczywistego przejścia żołnierzy węgierskich na stronę powstańców. Wściekli Niemcy pozwolili więc Węgrom na dalsze szybkie wycofywanie się do kraju.

 

– Potem była rewolucja węgierska w roku 1956…

 

…która stała się również udziałem Polaków. Nadeszła chwila, w której Polacy mogli się odwdzięczyć za solidarność okazaną im przez Węgrów w latach II wojny światowej. Polacy dowiedli, podobnie jak w latach 1848-1849, że przyjaźń pomiędzy naszymi narodami jest dla nich ważna. Zamanifestowana wówczas przez społeczeństwo polskie wola niesienia pomocy Węgrom wyraziła się m.in. w oddawaniu krwi oraz w zbiórce pieniędzy, żywności i lekarstw. Polacy zobaczyli w rewolucji węgierskiej prawdziwe powstanie antystalinowskie. Swoją krew oddało wówczas łącznie blisko 12 tys. Polaków, którą w blisko 50% udało się przetransportować do Budapesztu. Polska była wówczas tym krajem, który udzielił Węgrom największej pomocy.

 

Potem były lata rządów komunistycznych Kadara. W Polsce Solidarność pokazała drogę do pokojowego obalenia komunizmu, a Węgrzy ruszyli jej śladem. Dziś oba nasze kraje są już w NATO i Unii Europejskiej, ale nasze szczególne stosunki trwają w najlepsze. Niezależnie kto nami rządzi, lewica czy prawica, nasze rządy deklarują partnerstwo strategiczne.

 

Osobiście uważam jednak, że stan kontaktów polsko-węgierskich nie jest ciągle taki, na jaki one zasługują. Jest tu jeszcze dużo do zrobienia i wiele tzw. białych plam do wyjaśnienia. Można by np. postawić jeszcze wiele tablic pamiątkowych i na Węgrzech, i w Polsce, czy jeszcze bardziej uściślić naszą współpracę. To natomiast, co mnie cieszy, to fakt, że na szczeblu rządowym jest już naprawdę ścisła współpraca. Dotyczy to również licznych stowarzyszeń i samorządów, z których ponad sto, po obu stronach naszej granicy, ze sobą współpracuje. Sam zresztą jestem „ojcem chrzestnym” wielu takich współpracujących ze sobą miast czy gmin, szkół czy instytucji. Ale to była służba z własnej woli i z potrzeby serca.

 

– Ilu Polaków mieszka dziś na Węgrzech?

 

W roku 1993 uchwalono nową ustawę o mniejszościach na Węgrzech. Uznano wtedy u nas 13 mniejszości narodowych i etnicznych. W tej liczbie uznano też polską mniejszość narodową liczącą dziś, według naszych szacunków, przeszło 10 tys. osób. Na mocy tej ustawy powstały na Węgrzech samorządy mniejszościowe oraz ogólnokrajowy samorząd polskiej mniejszości narodowej. Brakuje natomiast przepisów o reprezentacji parlamentarnej tych mniejszości. Mam nadzieję, że sprawę załatwi nowa konstytucja węgierska, którą niedawno przyjęliśmy.

 

– A ilu Węgrów mieszka w Polsce?

 

Trudno to dokładnie określić. Oprę się na liczbach podawanych przez węgierski konsulat w Warszawie. Mianowicie w całej Polsce jest dziś około 400 osób na paszportach węgierskich, z kartą stałego pobytu lub z podwójnym obywatelstwem. Liczba ta nie obejmuje jednak Węgrów pracujących w Polsce w firmach międzynarodowych. Naprawdę trudno tu o dokładną liczbę, gdyż już nie ma obowiązku meldowania się w konsulacie.

 

– Jest pan twórcą programu współpracy między obu naszymi krajami…

 

Jest to raczej smutna historia. Razem ze swoim przyjacielem poetą i historykiem Istvanem Kovacsem, byłym konsulem generalnym w Krakowie, wymyśliliśmy parę dobrych lat temu, w roku 1998, szeroką płaszczyznę do wspierania współpracy kulturalnej między obu naszymi krajami i nazwaliśmy ją Fundacją św. Jadwigi. Pomysł ten bardzo spodobał się naszym ówczesnym przywódcom. Premierami byli wtedy Jerzy Buzek i Viktor Orban, którzy zapalili nam zielone światło. Szybko też, po stronie węgierskiej, przygotowaliśmy odpowiednie dokumenty pod rejestrację sądową. A w Polsce nie. Okazało się bowiem, że w Polsce nie można zakładać żadnej organizacji publicznej użyteczności bez decyzji Sejmu, co może jednak potrwać jakiś nieokreślony czas albo zginąć śmiercią naturalną. Tak też się stało z naszym projektem Fundacji św. Jadwigi.

 

Robiliśmy potem jeszcze kilka podejść. Chcieliśmy założyć, jeśli nie można mieszanej, to przynajmniej fundacje bliźniacze użyteczności publicznej. Z tego niestety też nic nie wyszło. Widocznie nie było dostatecznej woli politycznej na taką współpracę.

 

Wielka szkoda, bo spraw do pilnego załatwienia jest naprawdę sporo. Mam tu na myśli m.in. potrzebę ponownego wydania wielkiego słownika polsko-węgierskiego. Ostatni raz słownik taki ukazał się ponad 50 lat temu. Dziś jego słownictwo jest już zdecydowanie przestarzałe i warto byłoby je zaktualizować. Na to potrzebne są jednak odpowiednie fundusze, których w budżecie nie ma, a które mogłaby zgromadzić nieistniejąca dziś Fundacja św. Jadwigi. Mamy strasznie długą listę wspaniałych i pożytecznych przedsięwzięć, które czekają na realizację. Może kiedyś jednak doczekają się swej realizacji.

 

– Dziękuję za rozmowę. Ja z kolei mam nadzieję, że przyjaźń polsko-węgierska będzie nadal kwitła, mimo wielu niezależnych od nas trudności i przeciwności.

 

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*