Polacy w Rumunii

Korespondencja własna z Bukaresztu

Według rumuńskich danych statystycznych mniejszość polska liczy 3559 osób (spis powszechny z roku 2000). Według zaś polskich danych Polonia rumuńska liczy obecnie 5-6 tysięcy. Główne jej skupiska znajdują się w okręgu Suczawa (południowa część historycznej Bukowiny, przy granicy z Ukrainą). Są to miejscowości: Nowy Sołoniec (Soloneţu Nou), Plesza (Pleşa) i Pojana Mikuli (Poiana Micului), gdzie Polacy stanowią etniczną większość. Mimo życia od kilku pokoleń na ziemiach rumuńskich ludność ta zachowała pełną odrębność językową, obyczajową i narodową. Polacy w Rumunii żyją też w: Bukareszcie, Jassy i Konstancy.

 

Początek polskiego osadnictwa w Rumunii sięga roku 1792. Przyjechało tam wówczas, do wsi Kaczyka (Cacica), kilkadziesiąt rodzin górniczych z Wieliczki i Kausza, które podjęły pracę przy budowie kopalnię soli.

 

Kolejną falę osadnictwa stanowili górale z Czadeckiego, którzy pojawili się na Bukowinie w początkach XIX wieku. Ludność ta zasiedliła, w latach 1834-1835, rejon doliny Sołońca, tworząc polskie wsie: Nowy Sołoniec i Plesza oraz w roku 1842 polsko-niemiecką osadę Pojana Mikuli.

 

W roku 1855 grupa polskich osadników z okolic Tarnowa przybyła do miejscowości Ruda (obecnie Vicşani), zaś inna grupa z okolic Kolbuszowej osiadła we wsi Bułaj (obecnie Moara – dziś przedmieście Suczawy). Ostatnia zorganizowana grupa, również z Rzeszowszczyzny, przybyła do wsi Mihoveni w roku 1870. W porównaniu z osadnictwem górali czadeckich i polską kolonią z Kaczyki były to grupy nieliczne i w dużo większym stopniu narażone na utratę odrębności narodowej.

 

Znaczna aktywizacja społeczna żywiołu polskiego na Bukowinie nastąpiła dopiero w drugiej połowie XIX wieku. Szczególną aktywność wykazało środowisko polskie w północnej Bukowinie (obecnie na Ukrainie), a zwłaszcza w Czerniowcach, które były głównym skupiskiem inteligencji i mieszczaństwa. W roku 1886 otwarto tam Dom Polski, który do I wojny światowej był głównym ośrodkiem życia społeczno-kulturalnego bukowińskiej Polonii. Podobny Dom Polski, na wzór tego z Czerniowiec, wybudowano w roku 1907 w Suczawie. Łącznie, wg danych z roku 1910, liczebność ludności polskiej w rumuńskiej Bukowinie kształtowała się następująco: powiat Radowce – 806, pow. Suczawa – 1636, powiat Solka – 1814 i powiat Gura Humorului – 1121.

 

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości część bukowińskich Polaków opuściła ziemie rumuńskie i wróciła do swej starej ojczyzny. Pozostali tam nasi rodacy, działający w okresie międzywojennym w polskich organizacjach, nie prowadzili już tak prężnej działalności.

 

Na przełomie XIX i XX wieku w zagłębiu węglowym Valea Jiului osiedliło się kilkaset polskich rodzin robotniczych z okolic Stanisławowa i Borysławia. Głównym ich skupiskiem stała się osada Lupeni. Ponadto kilkadziesiąt rodzin (głównie robotników wykwalifikowanych) osiadło w mieście Medias (Siedmiogród), gdzie znalazło pracę w hucie szkła. Zdecydowana ich większość wróciła do Polski w latach 1946-50.

 

Oprócz mniejszości polskiej wywodzącej się z dawnego osadnictwa II wojnę światową przetrwała także część emigracji zarobkowej z okresu dwudziestolecia międzywojennego. Na tę niewielką grupę, około 650 osób, składali się przedsiębiorcy, fachowcy zatrudniani w przemyśle tkackim, udziałowcy w zakładach przemysłowych, robotnicy wykwalifikowani różnych zawodów. W okresie II wojny światowej spośród 26 tys. cywilnych uchodźców polskich, którzy znaleźli się we wrześniu 1939 roku w Rumunii, znaczna ich część, bo ok. 11 tys., opuś

ciła Rumunię jeszcze w roku 1939, a kolejne 12 tys. rok później. W latach 1948-50 opuściło Rumunię w ramach repatriacji ok. 4 tys. uchodźców z roku 1939 i około 5 tys. reemigrantów. Zdecydowaną ich większość, blisko 70%, stanowiły rodziny bukowińskie. Osiedlono ich w województwie zielonogórskim, w okolicach Żar i Żagania. Część natomiast trafiła na Pomorze Zachodnie.

 

Na miejscu pozostało ponad 6 tys. dawnych osadników oraz ok. 1 tys. uchodźców. Potomkowie tych ostatnich mieszkają dzisiaj głównie w Bukareszcie, Krajowej, Râmnicu-Vâlcea, Konstancy, Ploieşti i Piteşti.

 

Dzisiejsza Bukowina stanowiąca część wielkiej Mołdawii zasiedlona została przez naszych rodaków dopiero w końcu XVIII wieku. W następnych latach, w okresie od 1835 do 1842 roku, przybyła tam kolejna, znacznie liczniejsza grupa naszych rodaków. Byli to górale czadeccy z pogranicza polsko-słowackiego, którzy założyli kolejne polskie wsie: Pleszę, Nowy Sołaniec oraz Pojanę Mikuli. Ostatnia grupa rodaków przybyła na Bukowinę w końcu XIX wieku. Wśród niej, najliczniejszą grupą byli rolnicy z rzeszowskiego, z okolic Ropczyc i Kolbuszowej. Osiedli osiem km od Suczawy, we wsi Bulaj.

 

Pierwsza organizacja polonijna w Rumunii powstała w Suczawie w roku 1903. Była to początkowo filia Towarzystwa Bratniej Pomocy i Czytelnia Polska z Czerniowiec. Dzisiejszy Związek Polaków w Rumunii zrzesza 16 autonomicznych stowarzyszeń, z których aż 12 działa na terenie Bukowiny. Głównym celem ich działalności jest troska o zachowanie tożsamości narodowej i nauka języka polskiego. W terenie, w odległych i zagubionych w lasach wioskach, dzieci od urodzenia mówią po polsku. Rumuńskiego uczą się dopiero w przedszkolu. Jednak ich polski nie jest do końca taki jak dzieci mieszkających w kraju. Te z Rumunii mówią bowiem gwarą regionu czadeckiego, której już nawet w samym Czadcu dawno nie znają. Związek Polaków poświęca też wiele uwagi sprawom promocji polskiej kultury. Corocznie, we wrześniu, organizuje tzw. Dni Kultury Polskiej. Tradycyjnie jest to największa impreza trwająca dwa, trzy dni.

 

Kaczyca

 

To najbardziej wymieszana dziś etnicznie i kulturowo osada, w której nadal mieszkają Polacy. Żyje w niej około 300 rodzin, w których przynajmniej jedna strona jest pochodzenia polskiego. Wielu też Polaków i Ukraińców skoligaconych jest tam z Niemcami. Kaczyca, o której mówi się, że jest „Bukowiną w pigułce” nazywana jest także po rumuńsku Cacica. W całej Rumunii słynie z kopalni soli oraz katolickiego sanktuarium maryjnego. Dawniej w pobliżu bijącego w niej słonego źródła stało jedynie kilka nędznych chałupek, a okolica była prawie bezludna i porosła gęstym lasem. Na pobliskich zaś bagnach gnieździły się dzikie kaczki i stąd najprawdopodobniej wzięła się jej dzisiejsza nazwa. Rozwój wsi rozpoczął się w roku 1792, kiedy to rząd austro-węgierski sprowadził tam z Wieliczki i Bochni 20 rodzin górników. Dziś Kaczyca jest osadą rolniczo-hodowlaną. Niewielka część jej mieszkańców pracuje także w nowej kopalni soli.

 

Pierwszą osobą, którą spotkałem w osadzie była pani Leokadia Dziubińska, emerytowana dziś nauczycielka. – Moi rodzice przybyli tu z Galicji, z okolic Wieliczki – opowiadała mi w swoim ogrodzie. – Ja jestem z domu Grudnicka. Moja mama, z domu Markiewicz, była Niemką. Jestem więc pół Polką i pół Niemką. Męża mam zaś Ukraińca, z którym rozmawiam po rumuńsku. Mój ojciec był z zawodu górnikiem soli. W tutejszej kopalni pracował także jeden z moich braci, a jego syn był w niej dyrektorem. Mimo, że moja rodzina tylko w połowie jest polska, nadal pielęgnujemy stare polskie zwyczaje. Szczególnie te związane ze świętami wielkanocnymi oraz bożonarodzeniowymi. Zawsze np. starannie przygotowujemy się do wigilii nazywanej tu „świętym wieczorem”. Na uroczystą wigilijną kolację gotujemy obowiązkowo 12 potraw, wśród których nie może zabraknąć barszczu z uszkami, pszenicy, ryb, pierogów z powidłami, ciasta z orzechami i kompotu. Na Wielkanoc pieczemy natomiast, w specjalnie przygotowanych, dużych glinianych formach, wielkie baby i serniki – nazywane tu paschą.

 

Naszą rozmowę o polskich zwyczajach przerwała pani Krystyna Cehaniuk, prezes kaczyckiego Stowarzyszenia „Dom Polski”, która od sąsiadów dowiedziała się o naszym przyjeździe. – Do naszego Stowarzyszenia – wtrąciła się pani Krystyna – powstałego w roku 1990, należy dziś około 200 osób. Wcześniej komuniści nie pozwalali nam na założenie jakiejkolwiek organizacji etnicznej. Chcieli mieć wszystko pod kontrolą. Najbardziej jednak prześladowali nauczycieli, inwigilując nas nieustannie, szczególnie treść prowadzonych lekcji. Dziś jednak rozmawiamy tu po polsku, tak jak nauczyli nas tego rodzice i możemy już mówić, że jesteśmy Polakami, choć wiele naszych rodzin jest tu bardzo etnicznie pomieszanych. Moja np. matka jest Polką, a tata Ukraińcem. Tam gdzie matka jest Polką, tam też zazwyczaj i dzieci rozmawiają po polsku, zachowując dawna tradycję. Tam zaś gdzie tylko ojciec jest Polakiem, a matka Rumunką, rozmawia się już po rumuńsku. Większość dzieci bowiem na Bukowinie rozmawia po polsku dzięki swoim rodzicom. Od roku 1990 mogą się też uczyć języka ojczystego w tutejszej szkole. Jest tu też specjalna, około 75- osobowa, grupa dzieci uczących się polskiego jako języka ojczystego. Polskiego uczono w Kaczyca również przed II wojną światową. Po roku 1945 funkcjonowała tu przez kilka lat sekcja języka polskiego dla uczniów o polskim pochodzeniu dla klas I-IV. Tak było do roku 1969. Potem nastąpiła długa przerwa.

 

W Kaczyca mamy też Dom Polski. Wszystko, co robią tu Polacy, dzieje się właśnie tam: nauka śpiewu, tańca, dyskoteki. Mamy też własny zespół taneczny „Duet”, który popularyzuje tańce ludowe i współczesne. Jeździmy też na warsztaty taneczne do Polski. Byliśmy w Koninie, gdzie zaprzyjaźniliśmy się z tamtejszym zespołem o tej samej nazwie. Od nich też otrzymaliśmy stroje. Dziś na wyjazd do kraju nas nie stać. Koszty przejazdu są dla nas zbyt wysokie, choć zapraszający gwarantują nocleg i wyżywienie – opowiada pani Krystyna. Kobieta zdradza również, że jej marzeniem jest dalsza rozbudowa Domu Polskiego. – Chcemy poszerzyć kuchnię, tak aby przy większej liczbie gości można było dla wszystkich przygotować coś ciepłego – zamyśla się. To jednak proste nie jest, bo w prowadzeniu i utrzymaniu Domu Polskiego pomagają jedynie rodzice siedmiu studentów uczących się w Polsce oraz jej mąż i synowie.

 

Ale Kaczyca słynie jeszcze z innego powodu. Znajduje się tam znane sanktuarium maryjne Bukowiny. Czczona jest w nim łaskami słynąca kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Pierwszym duszpasterzem, który w roku 1799 osiadł na stałe w Kaczyca był ks. Jakub Bogdanowicz. To dzięki niemu, jak podają kroniki parafialne, wzniesiono tam w roku 1810 pierwszy kościół pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny Wniebowziętej. On też był pomysłodawcą sprowadzenia do Kaczyca, z pojezuickiego kościoła w Stanisławowie, obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Później parafię w Kaczyca erygował metropolita lwowski ks. abp Franciszek de Paula Pischtek w roku 1844. Mieszkało w niej wówczas 1356 katolików, 5490 grekokatolików, 88 Żydów i 29 ewangelików. Od roku 1902 w Kaczyca pracę duszpasterską rozpoczęli misjonarze. Parafia była tam zawsze bardzo narodowościowo zróżnicowana. Obok Rumunów mieszkali w niej także Niemcy, Polacy, Słowacy, Ukraińcy i Węgrzy. Obecny kościół, będący od kilku lat bazyliką mniejszą, zbudowano według projektu lwowskiego architekta prof. Talkowskiego w roku 1904. Od tego też czasu kaczycka świątynia i łaskami słynący obraz Matki Boskiej Częstochowskiej jest celem licznych pielgrzymek, które ściągają tam z całej Bukowiny.

 

Po II wojnie światowej i latach reżimu komunistycznego pozycja kaczyckiego sanktuarium mocno podupadła. Dopiero ostatnie dziesięciolecia przyniosły wiele zmian na lepsze. Ich zapowiedzią były pierwsze uroczystości odpustowe w wolnej już Rumunii w roku 1990, w których udział wzięło blisko 20 tysięcy pielgrzymów. Obecnie na sierpniowy odpust do Kaczyca przybywa kilkadziesiąt tysięcy pielgrzymów z Bukowiny oraz innych części Rumunii, a także coraz częściej z Polski. Kaczyckie sanktuarium ponownie odradza się i promieniuje swoją duchowością na naszych rodaków na Bukowinie, także po stronie ukraińskiej.

 

Tekst i zdjęcia:

Leszek Wątróbski

 

(Dokończenie za tydzień)

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*