“Pisz na Berdyczów…

Tak się mówiło, gdy nie miało się odpowiedzi na zadane pytanie i dodawało się – “małymi literami”. Gdzie był ten Berdyczów, czy w ogóle istniał, to już nie miałam pewności i nie zastanawiałam się nad tym.

Nigdy nie przypuszczałam, że w tym legendarnym Berdyczowie będę i to nie jeden raz, że to miasto z różnych powodów stanie na drodze moich wypraw na Wschód.

O Żytomierzu słyszałam jako o Rzeczpospolitej Żytomierskiej, ale i to miasto wydawało się nieosiągalne w mojej młodości. Marzyłam o Kamieńcu Podolskim, no bo Sienkiewicz oczarowywał nas swoją “Trylogią”. Wołodyjowskim. W tym mieście przeżyłam rozczarowanie, dowiedziałam się, że Wołodyjowski to nie ten nasz z Trylogii, ale trzeci z kolei mąż pani, która została z nim w twierdzy. Ale gdy jestem w Kamieńcu, idę pod katedrę na grób nie mojego Wołodyjowskiego, ale jednak bohatera i obrońcy twierdzy.

Kamieniec był blisko granicy polskiej i mieszkańcy przygranicznych miejscowości chodzili tam w odwiedziny, oczywiście nielegalnie. Chciałam iść z kuzynkami do tego bliskiego sercu miasta, ale kuzynki stwierdziły, że brak znajomości języka rosyjskiego, czy nawet ukraińskiego szybko by mnie zdradził. Marzenia moje spełniły się, byłam kilka razy w Kamieńcu, w Winnicy, Humaniu, zwiedziłam sławną, o romantycznej przeszłości Zofiówkę, Bar znany z konfederacji barskiej. Zapamiętałam to, dla mnie wówczas tragiczne, zakończenie I tomu Trylogii – “Bar wzięty”. Poznałam tyle interesujących, historycznych miejscowości, słyszałam tyle już legendarnych opowiadań, zachowaną polskość i język, mimo tak strasznych prześladowań.

Jak nie kochać tamtych stron, pełnych pamiątek historycznych, tych Polaków tam żyjących, po których zostały wspaniałe kościoły, które nie zostały zniszczone, a zamienione na muzea ateizmu, czy hale sportowe. Dziś z wielkim trudem i z pomocą z Zachodu i pracą miejscowych Polaków wyniesione z ruin. Wspaniałe pałace zamienione na szpitale czy muzea. Wszystko to świadczy o naszej tam bytności i obronie Europy przed Turkami i muzułmanami.

Urzekający krajobraz, bezkresne stepy, jak tej ziemi nie kochać, zbroczonej polską krwią, jak tym biednym Polakom, prześladowanym, skazanym na śmierć głodową nie pomagać, jak nad ich losem przejść obojętnie. Często myślę o tym, że Pan Bóg daje mi po to zdrowie, siły i rozum w moim wieku, żebym była pośrednikiem między darczyńcami zza oceanu, a tymi Polakami z Kresów.

Jednym z takich miejsc jest Berdyczów, który, jak napisałam, stanął na drodze moich wypadów na Wschód. Okazał się interesującym miastem z bogatą przeszłością historyczną, świadczącą o polskości tego miasta. Leży 44 km na południe od Żytomierza nad Hnylopiatem. Założycielem był Berdycz, który mieszkał w chutorze, wokół którego powstało osiedle. Osiedle to w 1564 roku należało do Polski, a w 1594 otrzymało prawa miejskie.

Za czasów Augusta III i Stanisława Augusta Poniatowskiego nastąpił rozkwit miasta. Przez dwa wieki należało do Tyszkiewiczów. W 1630 roku wojewoda kijowski, Janusz Tyszkiewicz, ofiarował warowny zamek ojcom Karmelitom Bosym, którzy przebudowali na bazylikę i tam umieścili obraz, który słynął cudami Matki Boskiej z Dzieciątkiem namalowany we Włoszech na wzór obrazu z rzymskiego kościoła Santa Maria della Neve. W 1756 był koronowany przez papieża Benedykta XV i stał się największym Sanktuarium Maryjnym na Ukrainie.

Karmelici prowadzili tam szkołę, zgromadzili cenny księgozbiór, uruchomili drukarnię. Klasztor był czynny do 1926 r., do śmierci ostatniego karmelity. Wyposażenie klasztoru rozkradli miejscowi komuniści, ale obraz był na miejscu jeszcze do 1941 r. Następnie zaginął. Dopiero w 1997 r. umieszczono w klasztorze kopię obrazu poświęconą przez papieża Jana Pawła II i umieszczono w dolnym kościele. Gdy odwiedzamy klasztor, widzimy małe postępy w odbudowie z braku odpowiednich funduszy.

W ubiegłym roku odbyła się uroczystość 251 rocznicy koronacji obrazu Matki Boskiej Berdyczowskiej 22 lipca, na którą przybyło 15 tysięcy wiernych, nie tylko z różnych stron, ale można powiedzieć z różnych stron świata, z Rosji, Białorusi, Litwy, Niemiec, Hiszpanii, Włoch, Brazylii, Wietnamu, Ekwadoru, oczywiście z Polski. W uroczystości uczestniczyło 60 księży, Nuncjusz Apostolski Jan Jurkiewicz, biskup diecezji Kijowsko-Żytomierskiej Jan Purwiński, przedstawiciele władz polskich i ukraińskich.

Władze miejskie współpracują z klasztorem i w tej uroczystości pomogli w ulokowaniu pątników, zorganizowaniu pomocy lekarskiej, stworzeniu przyjaznej atmosfery i warunków pobytu. Władze miejskie zorganizowały pogotowie, straż pożarną, milicję. Zawsze podkreślam, że są dwie Ukrainy, na zachód od Zbrucza i na wschód, i ta wschodnia jest przychylniejsza dla katolików i dla Polaków. Kto uciekł w 1942 do 1944 roku za Zbrucz, ten był uratowany. Inna jest mentalność Ukraińców z dalekiej Ukrainy, a inna tej na naszych polskich terenach. Tak rząd polski jak, i sami Polacy, dążą do poprawy tego stosunku, ale jakoś idzie to powoli.

Równie bogatą historię ma drugi kościół p.w. św. Barbary. Dnia 24 czerwca 1759 r. wojewoda nowogródzki, mąż księżniczki Barbary Radziwiłł, córki Krzysztofa Zawiszy, która otrzymała w 1721 r. w posagu dobra berdyczowskie, podpisał umowę budowy kościoła. Tak powstała parafia św. Barbary w Berdyczowie. Poświęcenie odbyło się w 1826 r. Jak podają kroniki, znaczną część kosztów w budowie kościoła poniósł bogaty kupiec Rubinsztejn, dziad przyszłej sławy kompozytorów, dyrygentów i pianistów Antoniego i Mikołaja. Kościół zbudowano w stylu barokowym.

Kościół jest też znany z romantycznej historii. Dnia 14 marca 1850 r. odbył się ślub Honoriusza Balzaka z Eweliną z Rzewuskich Hańską. Ta romantyczna historia zaczęła się w 1832 r., kiedy mieszkając w pięknym pałacu w Wierzchowni, 70 km na wschód od Berdyczowa, Hańska nawiązała, prawdopodobnie z nudów, korespondencję z Balzakiem, która trwała 11 lat, urozmaicona spotkaniami w Polsce, Szwajcarii i Włoszech.

Kiedy po śmierci męża Wacława chcieli zawrzeć związek małżeński, władze rosyjskie czyniły trudności w obawie, żeby ogromny majątek nie przeszedł w ręce cudzoziemców. W końcu ślub się odbył właśnie w kościele św. Barbary, gdzie obok kościoła i na kościele jest umieszczona tablica upamiętniająca tę uroczystość.

Kościół przechodził różne koleje. W 1937 r. został przez władze komunistyczne zlikwidowany, a w nim urządzono Dom Kultury Sportowej. Za okupacji początkowo odbywały się nabożeństwa tylko dla Niemców, ale z czasem zaczęli uczęszczać miejscowi katolicy. Proboszczem w tych trudnych czasach był ks. Józef Kosiński, który w 1940 roku wrócił z łagru, gdzie przebywał 5 lat. W 1949 r. władze sowieckie ponownie zamknęły kościół, a wnętrze zostało całkowicie zdemolowane. Ks. Kosiński, żeby zachować wspólnotę, założył kaplicę, która była czynna do 1992 roku.

Po śmierci ks.Kosińskiego, 29 stycznia 1967 r. przybył ks. Nikodym Jaura z Litwy, który walczył o prawa wiernych, cieszył się ogromnym autorytetem. Za jego działalność i niezłomną postawę władze nakazały mu opuścić miasto, a gdyby nie zastosował się do rozkazu, kaplica będzie zamknięta. Ksiądz wyjechał 23 grudnia 1968 r. Od 1969 r. pracował ks. Ambroży Mickiewicz z Łotwy. Był niejednokrotnie wzywany do komitetu partii.

W 1977 r. ks. Ambroży sprowadził swojego chorego brata ks. Bernarda, który został zwolniony z więzienia. Mimo słabego zdrowia po przebytym więzieniu przez 17 miesięcy odprawiał mszę św. na murach klasztoru karmelitów i przy zniszczonym kościele św. Barbary. Akcja protestacyjna zorganizowana przez ks. Bernardyna i wa
lka o kościoły w końcu odniosły zwycięstwo i 11 lutego 1991 roku kościół św. Barbary został katolikom oddany, ale nabożeństwa mogły się odbywać od 24 czerwca 1992 r.

W 15-lecie poświęcenia kościoła i oddania wiernym odbyła się wielka manifestacja i uroczystość religijna z udziałem wiernych z Berdyczowa i okolic, przedstawicieli władz miejskich i rządowych. Mszę św. w asyście licznych księży koncelebrował ks. bp. Witalij Skomarowski. Biskup kijowsko-żytomierskiej diecezji. W swoim przemówieniu zaznaczył, że mimo ogromnych prześladowań, wiara w Boga nigdy nie zanikała. Właśnie z Berdyczowa pochodzi wielu księży, zakonnic, ks. biskup też jest urodzony w tym mieście.

Uroczystość 15-lecia oddania świątyni urządzał obecny proboszcz, ksiądz-dziekan Wiktor Makowski. Razem z nim pracuje dwóch wikariuszy, o. Mikołaj Pyszczyk i o. Aleksander Szatyło. Przy kościele znajduje się Dom Polski, w którym jest biblioteka polskich książek, szkoła języka polskiego, które prowadzi p. Maria Pogradecka. Są też inne szkoły, gdzie są lekcje języka polskiego.

Z miastem związana jest jeszcze jedna rocznica. W ubiegłym roku, 3 grudnia, minęła 150-rocznica urodzin Józefa Teodora Konrada Korzeniowskiego, syna Apolla i Ewy z Bobrowskich, który urodził się 3 grudnia 1857 roku. Pochodził z patriotycznej rodziny ziemiańskiej. Ojciec z matką zostali zesłani w głąb Rosji za działalność niepodległościową, tam obydwoje zmarli. Konrada wychowywał brat matki. W 1874 r. wyjechał do Francji, aby rozpocząć pracę jako marynarz. Pierwszą książkę “Szaleństwo Almayera’’, rozpoczął w 1889 r. ukończył po 5 latach, a opublikował w 1895 r. pod pseudoniem Joseph Conrad.

Ożenił się z Angielką, miał dwóch synów, często zapadał na zdrowiu. Borykał się z trudnościami materialnymi. Opublikował 13 powieści, 28 nowel i trzy tomy wspomnień. W 1914 r. odwiedził z rodziną Polskę. Parokrotnie zabierał głos w sprawach polskich. Zmarł na atak serca 3 sierpnia 1924 r. Pochowany w Canterbury, na grobie wyryto nazwisko w polskim brzmieniu.

Dzieje Berdyczowa są też związane z grupą etniczną żydowską. Od XVIII wieku miasto było dużym skupiskiem Żydów, było centrum chasydyzmu. W połowie XIXwieku stanowili 40% mieszkańców, a w latach 20. XX w 91%. Zajmowali się handlem, rzemiosłem, krawiectwem, mieli 51 chederów, kilkanaście szkół powszechnych. Władze sowieckie zlikwidowały większość synagog i ograniczyli działalność instytucji żydowskich. W 1941 r. wkroczyli Niemcy, dokonali masakry, a resztę wymordowali w getcie. Wojnę przeżyło 6 tysięcy, wielu mieszkańców wyjechało do Izraela.

Niemcy okupowali miasto przeszło dwa i pół roku. W tym czasie łącznie z Żydami zostało zamordowanych 38,536 mieszkańców. Do Niemiec wywieziono 11,500 osób. Mimo ogromnych prześladowań patriotyczny duch oporu przeciwstawił się tej przemocy. Powstało kilka organizacji podziemnych. Kolejarze mieli 50 członków, na jej czele stał A. Jaworski. Ich zadaniem było niszczenie sprzętu kolejowego. Posiadali też małą drukarkę i wydawali ulotki antyokupacyjne. W styczniu 1942 r. Niemcy przeprowadzili masowe aresztowania, w których zostali też zabrani członkowie organizacji. Jaworski zdołał uciec, dostał się do partyzantki i tam poległ w walce z Niemcami. Inna grupa prowadzona przez Zawadzkiego, została zdradzona, po ciężkich torturach zostali rozstrzelani. Na miejscu ich stracenia postawiono pomnik z wykazem wszystkich tam pochowanych.

Inna grupa działała w składzie cukierniczym i do pudeł z cukierkami przeznaczonymi dla Niemców wkładali materiały wybuchowe. Niemcy wykryli tę akcję i 8 osób zostało aresztowanych i o ich losie nie wiadomo. Wiadomość o pracy podziemnej Polaków na tamtym terenie dowiedziałam się z dwumiesięcznika “Mozaika Berdyczowska” z artykułu Izabeli Rozdolskiej, pt. “W czasie okupacji”, gdzie pisze: “Zranione wojną miasto długo goiło swoje rany. Rany się zagoiły, lecz blizny pozostały. Trzeba zrobić wszystko, żeby pamięć o bohaterach, którzy oddali swoje młode życie za swoją ojczyznę, nie zanikła po odejściu żywych świadków tych wydarzeń. Cześć i chwała bohaterom, imiona których niech na zawsze zostaną na honorowej liście historii Berdyczowa”.

Cmentarz polski, który zawiera wiele starych grobów polskich rodzin powoli zanika, ponieważ nowe groby niszczą dawne, co w dużym stopniu przyczynia się do zanikania pamięci dawnej przeszłości.

Jak już wspomniałam, wychodzi dwumiesięcznik “Mozaika Berdyczowska” wydawana przez Radę Berdyczowskiego Oddziału Związku Polaków na Ukrainie – Obwód Żytomierski. Redagują – Larysa Wermińska – redaktor naczelny, Walentyna Koleśnik – sekretarz odpowiedzialny, Wasyl Zacharczuk – opracowanie graficzne i techniczne, Piotr Kościński (Warszawa) – dyrektor do spraw wydawniczych i programowych, Alicja Wermińska – kurier. “Mozaika” wychodzi dzięki wsparciu finansowemu Fundacji “Pomoc Polakom na Wschodzie”.

Organizacje polskie w Żytomierzu i Berdyczowie: Radio Żytomierz – raz w miesiącu w każdą pierwszą sobotę o godz.20 półgodzinna audycja w języku polskim. Polskie Stowarzyszenie – Dom Polski – dyrektor Jerzy Bagiński, Zjednoczenie Polaków “Polonia” – przewodniczący Tadeusz Rękas, Stowarzyszenie Nauczycieli Polonistów – prezes Mirosław Starowierow, Tow. Kultury Polskiej im. J. I Kraszewskiego – przewodniczący Jerzy Bagiński, Telewizja Żytomierz dla Polaków, dwa razy w miesiącu.

Msze w języku polskim: w Żytomierzu – katedra św. Zofii – codziennie o 18:00, kościół oo. Bernardynów pw. św. Jana z Dukli – codziennie o 7:00, w niedzielę: 7:00, 9:00 i 13:30.
W Berdyczowie – msze dwujęzyczne – klasztor Karmelitów Bosych – codziennie 8:00, 18:00, w niedzielę – 7:30, 10:30, 17:00, kościół św. Barbary – codziennie 8:00, 18:00, w niedzielę – 8:30, 10:30, 13:00 i 18:00. Czyli w Berdyczowie nie ma mszy św. tylko w języku polskim.

Gdy poznałam to miasto, w którym byłam trzy razy, które traktowało się jak anegdotkę, a okazało się miastem z przeszłością historyczną, mocną postawą religijną, moralną i patriotyczną. Opisując skrótowo historię tego miasta, chcę naprawić w ten sposób moje lekceważące traktowanie. Ile mieszkańcy przeszli klęsk, nawet w ubiegłym wieku, klęskę głodową spowodowaną rozkazami Stalina, zwłaszcza na tych obszarach zamieszkałych przez Polaków, wywózki do Kazachstanu czy w głąb Rosji, na Syberię, okupacja sowiecka i niemiecka.

Mimo tych prześladowań zachowali wiarę i polskość. Przy spotkaniu z mieszkańcami zawsze składam słowa uznania za ich postawę. Wierzę, że w tym roku będę mogła od Polaków zza oceanu przekazać to samo.
Maria Mirecka-Loryś
Zdjęcia: A. Toczyska

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*