Perła w koronie bliskowschodniej kultury

Petra, jeden z siedmiu nowych cudów świata

Ponad 40 lat temu mój wykładowca z geografii i historii w wiejskiej podstawówce pod królewskimi Pyzdrami z wypiekami na twarzy opowiadał nam swoją przygodę z krajem faraonów i beduińskich wielbłądzich karawan, z którymi jako uciekinier z syberyjskiej katorgi przemierzał połacie spalonej słońcem palestyńskiej ziemi w drodze z Jerozolimy do portu Akaba, górującego nad języczkiem Morza Czerwonego wcinającego się w skały półwyspu synajskiego, gdzie obecnie stykają się granice Egiptu, Izraela, Jordanii i Arabii Saudyjskiej.

– Jeśli byłoby wam dane stanąć na tej ziemi, koniecznie musicie obejrzeć skalne budowle sprzed tysięcy lat w Petrze, jordańskiej „dziurze”, o której nikt nie pamięta – podkreślał sympatyczny „wujek od gegry”, jak pieszczotliwie nazywaliśmy pana Stanisława Hanke, któremu los nie oszczędził również peerelowskiego więzienia po zakończeniu wojennej tułaczki i powrocie na łono ukochanej Ojczyzny.

 

Kiedy w toku ostatniej mojej wizyty w kraju przyszło mi oczekiwać blisko trzy tygodnie na powtórne wezwanie przed oblicze Temidy, aby dowiedzieć się, że ten, kto mieszka w twoim mieszkaniu, może tam mieszkać do woli nie płacąc za nie, chyba że znajdziesz mu zastępcze lokum, do którego łaskawie zechce się przeprowadzić, przypadkowo rzuciłem okiem na reklamę jednego z biur podróży. Egipt już za 2450 złotych. Wtedy przypomniał mi się pan Stanisław i jego rumieńce na twarzy. Sympatyczna przedstawicielka informowała, że z Hurgady można wziąć wycieczkę do Doliny Królów, pod piramidy, pływać po Nilu, a z Taby na Synaju organizują wycieczki fakultatywne do Ziemi Świętej, na Górę Mojżesza i Petry. Oczywiście wybrałem Tabę.

 

Kiedy po tygodniu przeprawiliśmy się promem z egipskiej Taby do położonego o przysłowiowy „rzut beretem” jordańskiego portu Akaba, a dalej autobusem do Petry, myślami ponownie wróciłem do „wujka” i jego szkolnych opowiadań. Przekonam się, czy nie ściemniał, pomyślałem sobie. Faktycznie nie ściemniał.

 

Już w autokarze śniadolicy przewodnik Ahmed, który 4 lata studiował w Polsce archeologię, roztoczył przed uczestnikami wyjazdu wizję zbudowanego, a raczej wykutego w skałach przez Natabejczyków miasta.

 

Petra leży w południowo-zachodniej Jordanii. Położona jest w skalnej dolinie, do której prowadzi jedna wąska droga wśród skał – wąwóz As-Sik. Wąwóz w najwęższych miejscach ma zaledwie 2-3 metry szerokości i wznosi się na wysokość kilkudziesięciu metrów. Jest długi blisko na 2 kilometry. Dolinę Petry przecina koryto rzeki okresowej – Wadi Musa, której dopływy okalają płaskowyże, na których rozrosło się antyczne miasto Nabatejczyków. Okoliczne całoroczne strumienie wody zapewniały przeżycie tylko niewielkiemu osiedlu. Znaczny przyrost mieszkańców w czasie największego rozkwitu Petry spowodował, że Nabatejczycy musieli rozbudować system wodociągów i cystern skalnych, by magazynować wodę dla coraz większej populacji.

 

Skąd się wzięła Petra – miasto wykute w skałach? Zamieszkujący te tereny beduini zazwyczaj mieszkali w namiotach i przemieszczali się po pustyni. Petra leżała na skrzyżowaniu szlaków karawan z Indii do Egiptu i z Arabii do Syrii. W Petrze karawany stawały na odpoczynek, zaopatrywały się w wodę, jedzenie, tu też płacono podatki za przewożone towary.  Miasto bogaciło się i rozrastało, w okresie największej świetności liczyło nawet 30 tys. mieszkańców. Część z nich mieszkała w namiotach, ale bogatsi budowali, a raczej wykuwali sobie, apartamenty w skałach. W skałach powstawały również świątynie, grobowce, magazyny, pałace, które w bardzo okrojonej formie można dzisiaj zwiedzać i podziwiać. Sami Nabatejczycy nazywali Petrę „Rakmu”, co oznacza „wielobarwna”. Faktycznie jest wielobarwna kolorami prażących się w słońcu skał.

 

Miasto w skałach od 7 lipca 2007 roku uznawane jest jako jeden z 7 nowych cudów świata. Największy rozkwit przeżywało od III wieku przed naszą erą do I wieku naszej ery. Zainteresowanie turystów Petrą w znacznym stopniu wzrosło, gdy jej główna budowla wykuta w skale (skarbiec faraona) została pokazana w filmie „Indiana Jones” jako świątynia św. Graala. Ale nie tylko skarbiec faraona lub jak niektórzy z fachowców twierdzą – królewski grobowiec – warto w Petrze obejrzeć.

 

Zanim stanęliśmy u bram miasta, Ahmed uprzedzał, że do celu można również dotrzeć na koniu, wielbłądzie lub bryczką, ale jego zdaniem nie warto wynajmować oferowanych na parkingu środków transportu, chociaż są stosunkowo tanie (kosztują od 5 do 10 dolarów, należy się targować), gdyż konie i osły jednak zbyt mile nie „pachną”, a wręcz w tym upale (około 45 stopni Celsjusza) śmierdzą okropnie, a dwukołowymi bryczkami jedzie się bardzo niewygodnie. Droga jest bardzo wyboista i z powodzeniem można zaliczyć wypadnięcie z kolaski

 

Okazuje się, że najodpowiedniejszą porą na zwiedzanie miasta jest bardzo wczesny ranek. Nie ma jeszcze wtedy tłumów turystów, którzy przyjeżdżają tu nie tylko przy okazji zwiedzania Jordanii, ale przybywają właśnie z Taby w Egipcie i Izraela. Na dodatek poranne słońce przepięknie oświetla skały nadając im żółto-pomarańczowy odcień. Od parkingu do końca wąwozu jest około 2 km. Idąc rankiem spokojnym marszem można ten odcinek pokonać w ciągu godziny. Nasza wycieczka na miejsce dotarła niestety przed południem, co w konsekwencji dla kilku osób zaowocowało porządnym przegrzaniem głów, ale o tym mieliśmy się okazję przekonać w drodze powrotnej, więc na stracie niestraszne było pójście na trasę z gołą głową.

 

Mniej więcej po godzinnym spacerze wąwozem dochodzimy do sporego placu i nagle przed oczami ukazuje się najważniejsza i najpiękniejsza budowla Petry – skarbiec faraona. Wygląda jak fronton barokowego kościoła. Robi niesamowite wrażenie. Jest piętrowy, ma co najmniej 30 m wysokości, do środka prowadzą duże wykute w skale drzwi. W środku jest pusto, cały artyzm budowli pokazuje jej fronton. Przed wejściem kręcą się Beduini ze swoimi pamiątkami i ofertami skorzystania z wielbłądziej przejażdżki. Pod ścianą można spotkać policjanta w dawnym stroju książęcej służby, który, o dziwo, odmawia przyjęcia napiwku. W innym miejscu stary Beduin gra na archaicznym instrumencie, ten z kolei sam wyciąga rękę po „bakszysz”.

 

Na prawo od skarbca faraona rozciąga się dość szeroka dolina. Skały wzdłuż niej pokryte są rzeźbami, widać też mnóstwo wykutych pomieszczeń oraz małych otworów, które prawdopodobnie są dawnymi grobowcami. Jedną z większych budowli jest olbrzymi amfiteatr – oczywiście też wykuty w skałach. Mógł pomieścić nawet 10 tys. widzów. Na tzw. Ścianie Królewskiej znajduje się wielki zespół grobowców, na który składają się „Grób Urny”, „Grób Jedwabny”, „Grób Koryncki” i monumentalny „Grób Pałacowy”.

 

Na końcu doliny jest równie ciekawa budowla – klasztor. Jednak żeby do niej dotrzeć, trzeba przejść jeszcze parę kilometrów i pod koniec wspiąć się na skały. Niestety nie mamy na to czasu. Pozostaje nacieszyć oczy widokiem z pewnego dystansu. Na zwiedzenie Petry wraz z dojściem tam i z powrotem wąwozem oraz na spacer dolinką potrzeba co najmniej 4 godziny, my mieliśmy niestety tylko trzy. Warto jednak zarezerwować więcej – co najmniej 6 godzin, a najlepiej wybrać się przynajmniej na dwa dni. Przyjechać tu pod koniec dnia, przenocować (w samym mieście jest kilkanaście hoteli) i raniutko, przed wszystkimi, wybrać się na wycieczkę. To najlepszy sposób. Wtedy będziemy mieli czas na dokładne obejrzenie wielu skalnych budowli, zrobienie dobrych zdjęć, odpoczynek, zrobienie zakupów w licznych straganach z pamiątkami (trzeba się targować, choć nie tak zdecydowanie jak w Egipcie). Okazuje się, że tutaj można kupić również przewodnik po Petrze…w języku polskim. Chyba któryś z kolegów karawany „wujka od gegry” tutaj pozostał pomyślałem przez moment, płacąc 5 zielonych za cenny „manuskrypt”. Miałem wspaniałą lekturę na drogę powrotną.

 

Zanim w Petrze osiedlili się Nabatejczycy, miejsce to już od wczesnego paleolitu zamieszkiwały różne grupy myśliwych, zbieraczy i później koczowników. Ślady archeologiczne wskazują także na bardziej stałe osiedla w tym miejscu z okresu neolitycznego (około 9 tys. lat p.n.e.). Aż do podboju arabskiego dolina Petry regularnie zasiedlana była przez różne grupy koczowniczych nomadów.

 

Pierwsze znane nam wzmianki o zamieszkujących Petrę Nabatejczykach pochodzą z okresu około 400 lat przed narodzeniem Chrystusa, ale z pewnością byli oni tam już wcześniej – najprawdopodobniej od VI w. p.n.e, kiedy to wyparli stamtąd Edomitów. Od III wieku rola miasta znacznie wzrosła, gdyż dzięki lokalizacji na skrzyżowaniu szlaków handlowych – z Indii do Egiptu oraz z południowej Arabii do Syrii – stało się ważnym węzłem komunikacyjnym i handlowym w tym regionie. Nabatejczycy z Petry czerpali zyski zarówno z zaopatrywania karawan w wodę i inne niezbędne środki w trakcie podróży, jak również z nakładanych na kupców różnych opłat i handlu towarami (np. srebrem, kadzidłem, mirrą, żelazem, miedzią, złotem, kością słoniową). Bezpieczne położenie miasta wśród skał to kolejny czynnik, który wpłynął na wzrost znaczenia Nabatejczyków i rozkwit Petry.

 

W okresie hellenistycznym, który dla Petry rozpoczął się odparciem wojsk Antygona Jednookiego w 321 roku przed narodzeniem Chrystusa Nabatejczycy zamieszkujący Petrę wiedli dość spokojne życie, skutecznie odpierając zakusy Ptolemeuszy i Seleucydów swoją niezależność. Niewiele wiemy o tym okresie rozwoju skalnego miasta, jednakże to właśnie wtedy Petra stopniowo stawała się stałym osiedlem o charakterze miejskim. Coraz większa słabość imperiów hellenistycznych, sprzyjała rozwojowi Petry, która stała się ośrodkiem prężnej monarchii Nabatejczyków, stale rozszerzającej swe władanie kosztem upadających mocarstw – głównie seleucydzkiego.

 

Nie wiadomo, czy Aleksander Janneusz, który w roku 90 przed naszą erą zajął leżące w tym rejonie miasta Edom i Moa przejął kontrolę nad Petrą, być może tak, ale tylko nominalną, gdyż samo miasto było bardzo trudno podporządkować. Gdy w 64 p.n.e na Bliski Wschód „wybrał” się Pompejusz Wielki, aby zaprowadzić nowe porządki polityczne w tym regionie, nie udało mu się narzucić panowania Nabatejczykom nie mówiąc już o zdobyciu Petry. Nie udało się zdobyć Petry później ani królowi Judei Herodowi Wielkiemu, próbującemu zdobyć Petrę razem z egipską królową Kleopatrą, ani też cesarzowi Oktawianowi Augustowi. Chociaż militarnie nie zdobyta ani nie będąca tworem rzymskim, Petra czuła respekt przed Rzymem i swoimi siłami wspierała imperium. Dawało to władcom skalnego państwa status państwa klienckiego, cieszącego się jako sojusznik imperium znaczną dozą niezależności. Właśnie na ten okres przypada apogeum znaczenia i rozkwitu miasta, szczególnie za czasów panowania króla Aretasa IV panującego w czasach Chrystusa.  Stan formalnego sojuszu i względnej niezależności Petry, trwał aż do czasów cesarza Trajana, który zajął miasto w 106 roku, w rok po śmierci ostatniego jej władcy Rabela II i ustanowił w nim stolicę nowej prowincji rzymskiej – Arabii. W zasadzie aneksja Petry przez Rzym przeszła bez komplikacji i oporu ze strony miejscowej ludności. Był to jednak kres niezależnego królestwa Nabatejczyków. W dalszym ciągu jednak Petra była ważnym centrum handlowym w regionie, a podniesienie przez Trajana jej statusu z grodu – osiedla tubylczego – do rangi miasta rzymskiego, w dużym stopniu przyczyniło się do jej rozwoju. W roku 130 zawitał tam cesarz Hadrian. Po soborze nicejskim w mieście zaczęło dominować chrześcijaństwo i tak było aż do najazdu arabskiego w VII wieku. W średniowieczu, w okresie wypraw krzyżowych, Petra była zajęta przez krzyżowców, którzy zbudowali tutaj dwie cytadele (ich ruiny można zwiedzać). Miasto zdobyte następnie przez Saladyna, zostało w znacznym stopniu zniszczone i popadło w ruinę, z której się już nie podniosło. Do upadku przyczyniły się też liczne trzęsienia ziemi.

 

Od 1965 roku prowadzone są w tym rejonie intensywne, wspierane przez UNESCO, prace archeologiczne. W ich konsekwencji odkrywane są nowe zabytkowe budowle dokumentujące miejscową architekturę. W budownictwie monumentalnym dominują wpływy grecko-rzymskie, głównie z tego powodu, że powstały w okresie rzymskiej dominacji politycznej i greckiej przewagi w kulturze i sztuce, narzuconej także Rzymowi. Jednakże architektura Petry nie jest tylko ślepym naśladownictwem klasycznych wzorów. Jej wyróżniającą się cechą jest stosowanie licznych pilastrów z ciężkimi, bogato zdobionymi kapitelami (mającymi nawet swoją odrębną nazwę: kapitele nabatejskie), różniącymi się od ich gładkich hellenistycznych odpowiedników. Różnica tkwiła zresztą nie tylko w zdobieniu, ale także w wyraźnym ignorowaniu tzw. proporcji złotego podziału pomiędzy poszczególnymi elementami budowli, która była ściśle zachowywana w architekturze grecko-rzymskiej.

 

Jak już wspomniałem, 7 lipca 2007 roku miasto zostało ogłoszone jednym z siedmiu nowych cudów świata, które nie tylko warto, ale trzeba zobaczyć, tak jak Ziemię Świętą i wiele innych miejsc, ale o tym przy innej okazji.

 

Tekst i zdjęcia:

Andrzej Baraniak/

NEWSRP

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*