O czym mówią i myślą Grecy dzień po tym jak im zamknięto banki

fot.Yannis Kolesidis/EPA

fot.Yannis Kolesidis/EPA

W poniedziałek wieczorem w Atenach nie było już widać paniki, jaka ogarnęła ludzi zaraz po ogłoszeniu przez rząd kontroli przepływu kapitałów. Skończyły się kolejki przed bankomatami i wykupywanie makaronu ze sklepów. Zaczęły się dyskusje i protesty.

Podczas gdy na centralnym placu Syntagma przeciwko programowi oszczędnościowemu eurolandu protestowało 25 tysięcy zwolenników lewicowej rządzącej SYRIZ-y, tuż obok w kawiarniach i barach Kolonaki (dzielnicy w centrum Aten) o przyszłości kraju i mającym się odbyć 5 lipca referendum w sprawie kontynuowania bolesnych reform i oszczędności w zamian za dalszą międzynarodową pomoc finansową rozmawiała elita kraju.

„To jest cisza przed burzą, ostatnie dni spokoju” – powiedział PAP Epaminondas, siedzący ze swoim partnerem biznesowym Janisem w eleganckiej kawiarni na ulicy Kanari.

„Rozejrzyj się dobrze wokół. Gdyby to było gdzieś w Niemczech, wszyscy by się jeszcze wściekali. Tutaj odwrotnie, pełny relaks. Grecy mają już taki styl, szybko przestają się martwić” – dodał Epaminondas. Grek winą za to, co stało się w ciągu ostatnich dni, obarczył greckie umiłowanie wolności i niechęć do kompromisu, a także fakt, że Grek przyparty do ściany traci panowanie nad sobą i robi głupstwa.

Sklep w Atenach fot.Alexandros Vlachos/EPA

Sklep w Atenach fot.Alexandros Vlachos/EPA

„Referendum to rezultat głupstwa, jakie popełnił nasz premier” – analizował sytuację Grecji biznesmen mieszkający na co dzień w Londynie. „Szkoda tylko, że cena będzie taka wysoka” – zastrzegł.

Pochodzący z Krety przyjaciel Epaminondasa dorzucił: „Jesteśmy narodem Greka Zorby. Na Krecie mamy takie przysłowie: niektórym, kiedy są na szczycie góry i patrzą w dół, kręci się w głowie, inni zaczynają tańczyć. My Grecy jesteśmy szaleni. Zobaczysz, im będzie nam gorzej, tym więcej będziemy tańczyć”.

„Nas się tak łatwo nie złamie” – podkreślił, dodając że „w przeszłości w Grecji działy się gorsze rzeczy”.

W pobliskich małych delikatesach Alfiere ich właściciel Tassos Cakalos kalkulował, na ile dni wystarczy mu włoskich serów i prosciutto. Zastanawiał się także, jakimi greckimi produktami będzie mógł je zastąpić w przypadku, gdyby banki pozostały zamknięte na dłużej.

Cakalos powiedział PAP, że właściwie nie widzi możliwości, by banki zostały otwarte w przyszłym tygodniu. Jego zdaniem w referendum zwycięży obóz rządzący. „Grecy nie znają się na polityce. Od lat są rządzeni przez oszustów, skąd więc mają wiedzieć, o co naprawdę w tym wszystkim chodzi” – skomentował właściciel delikatesów. Wskazał, że zapasów w sklepie ma na 20 dni, a potem będzie zmuszony kupować od farmera w Larisie grecki odpowiednik włoskiej szynki, prawie tak samo dobry jak oryginał.

Ateny fot.Alexandros Vlachos/EPA

Ateny fot.Alexandros Vlachos/EPA

„Myślę, że przez długi czas będą problemy z wysłaniem pieniędzy za granicę, a ja u moich włoskich partnerów od trzech lat z powodu kryzysu za wszystko muszę płacić z góry” – ubolewał Cakalos. Mężczyzna nie traci jednak ducha. „Jakoś damy sobie radę. Tu w tej dzielnicy, wszyscy moi klienci są prawie jak rodzina. To wszystko prawnicy i biznesmeni wysokiej klasy. Kochają moje sery i wina” – dodał z nadzieją w głosie.

Mieszkający niedaleko od Alfieri, pracujący dla administracji państwowej absolwent Harvardu, Konstantin, w sklepie Apple oglądał nowe MacBooki. Powiedział PAP, że ma własną teorię ostatnich negocjacji premiera Aleksisa Ciprasa z międzynarodowymi wierzycielami. „To wszystko odbyło się w bardzo dziwny sposób. Taki nagły, niewytłumaczalny zjazd w dół: zerwanie negocjacji, rozpisanie referendum, którego pytanie jest sformułowane w taki sposób, że musi doprowadzić do negatywnej odpowiedzi. Rząd ma w tym jakiś ukryty cel” – mówi. Według niego władze Grecji chcą doprowadzić kraj do wyjścia ze strefy euro i Unii Europejskiej.

Kilkaset metrów dalej, z autobusu na przystanku tuż przy Syntagmie, wysypał się tłum ludzi, którzy przyjechali tu z przedmieść Aten na demonstrację popierającą rząd grecki i inicjatywę premiera. Wśród nich była młoda para Feni i Michalis, zatrudnieni w wojsku. Oboje powiedzieli PAP, że będą głosować przeciw propozycjom KE, ECB i MFW). „Nie jesteśmy przeciwko Unii i chcemy zostać w strefie euro, ale także chcemy, żeby Europa zrozumiała, iż nie możemy zaakceptować więcej cięć i oszczędności” – tłumaczyła PAP Feni. „To referendum nie jest przecież na temat naszej przynależności do strefy euro, tylko akceptacji programu, który nas zniszczy” – dodała.

Para słyszała w radiu, że większość europejskich przywódców oświadczyło w poniedziałek, iż referendum w Grecji będzie de facto wyborem między euro a powrotem do drachmy, ale powiedziała, że nie jest stuprocentowo pewna, kto kłamie, eurogrupa czy grecki rząd. „Wiemy, że ktoś mija się z prawdą, ale kto?” – dodał Michalis.

Stojący obok sceny, na której podczas demonstracji występowały znane greckie zespoły, Kostas, wzruszył ramionami, gdy usłyszał, że niedzielne referendum będzie wyborem między euro a drachmą. „Nie jestem przeciwko Europie, ale chcę robić w moim kraju, co mi się żywnie podoba. Europejscy politycy nie mają nic do tego. Może oni tego nie rozumieją, ale Grekowi nie odbiera się wolności” – powiedział Kostas.

Graffiti z Afrodytą przysłoniętą szalem fot.Orestis Panagiotou/EPA

Graffiti z Afrodytą przysłoniętą szalem fot.Orestis Panagiotou/EPA

Wyraził oburzenie z powodu ostatnich wypowiedzi szefa KE Jean-Claude’a Junckera i przewodniczącego PE Martina Schulza. „Co oni sobie właściwie myślą? Schulz mówi, że przyjedzie nas przekonać, żebyśmy głosowali +za+. Jak on śmie? Przecież to nie jego sprawa” – unosi się Kostas.

Za wyjściem ze strefy euro i UE opowiedział się aktywista skrajnie lewicowej Antarsyi (Frontu Greckiej Antykapitalistycznej Lewicy). W ręku trzymał transparent z hasłem żądającym umorzenie greckiego długu. „Pewnie, że my, Antarsya, chcemy wyjść i z eurolandu i z Unii. Chcemy banków dla ludu i żeby wszystko zostało upaństwowione. SYRIZA miała nadzieję, że uda jej się zawrzeć z Europą nowe porozumienie, ale nie udało się. Europa pchała ich z jednej strony, a nas, skrajną lewicę, z drugiej. I była tak przyparta do muru, że musiała pęknąć. A my wygraliśmy i teraz też wygramy” – mówił PAP Petros.

Z Aten Agnieszka Rakoczy (PAP)

 

Zamieszczone na stronach internetowych portalu www.DziennikZwiazkowy.com materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Codziennego Serwisu Informacyjnego PAP, będącego bazą danych, którego producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Alliance Printers and Publishers na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.

Categories: Reportaże
Tags: banki, EU, grecja, grecy, UE

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*