Nowe polskie kąpieliska termalne

Nauka zajmująca się złożami wód mineralnych, podskórnych lub gorących, głębinowych, będąca częścią geologii, nazywa się balneologią. Wody te zalegają w płytszych lub głębokich warstwach skalnych w większości powierzchni naszej skorupy ziemskiej. Są wody zimne, ciepłe, inaczej cieplice, i gorące, czyli gejzery. Mogą one być czyste, czyli bez domieszek i minerałów, oraz mniej lub więcej zmineralizowane, często o właściwościach leczniczych. Wody takie mogą być używane do picia w sanatoriach i pijalniach kurortów lub używane w basenach i kąpieliskach do bardzo przyjemnych i zdrowotnych kąpieli.

 

Nauka zajmująca się leczeniem wodami nazywa się balneoterapią, jest bardzo stara i sięga starożytności. Dwa km za starożytnym, greckim Pergamonem (obecna Turcja) możemy oglądać ruiny szpitala, izolatek i komór wodnych bożka sztuki lekarskiej Asklepiosa – po rzymsku Eskulapa, który leczył już wtedy swoich pacjentów wodami. Jego znakiem i atrybutem, utrzymującym się do dzisiaj, był wąż jako symbol ozdrowienia i czara z lekarstwem.

 

Deszcze atmosferyczne, częściowo też rzeki i stawy przenikają przez powierzchniowe warstwy ziemi, najczęściej zbudowane ze skał osadowych, przepuszczalnych, w głąb ziemi, czasem bardzo głęboko, aż napotkają warstwy skalne nieprzepuszczalne, po drodze bardzo często rozpuszczając różne minerały, czyli mineralizując się i ogrzewając do wysokich temperatur ciepłem głębinowej magmy.

 

Niekiedy wypływają na powierzchnię w postaci licznych źródeł, wód artezyjskich lub gwałtownych, wybuchających periodycznie gejzerów. Kilka krajów na świecie słynie z licznych i największych gejzerów, które są nie tylko atrakcją turystyczną, ale często też źródłem przemysłowej termoenergii.

 

Do najbardziej znanych należą: USA z Parkiem Narodowym Yellowstone, No-wa Zelandia z Parkiem Narodowym Rotorua, Islandia, Japonia i Kamczatka. Wiele też krajów na świecie posiada i eksploatuje, budując zdrowotne kąpieliska, duże złoża wód geotermalnych. Dla przykładu, w USA jest wiele takich kąpielisk w stanach Kolorado, Kalifornia, Nevada, Idaho, Utah i na Alasce.

 

W Europie prym wiodą pod tym względem Węgry, gdzie znajduje się około 2000 źródeł termalnych i mineralnych. W samym tylko Budapeszcie jest ich około 200, z których najbardziej znane to: Szechenyi Furdo, Kiraly, Rudas, Szent Lukacs i Gellert. Dużo takich kąpielisk posiada też nasz południowy sąsiad Słowacja. Przez wiele lat Polacy jeździli na zdrowotne kąpiele do Vrbova, Beseńowej, Liptovsky’ego Jana, do Aphrodite w Rajeckich Tepłicach, do Pieśtan i na Oravicę. Teraz pomału się odmienia. Nie tylko Polacy, ale już wielu zagranicznych turystów, odwiedzają z zadowoleniem polskie kąpieliska.

 

W przemyśle wykorzystuje się też hydroenergię, poprzez budowanie hydrogeneratorów (wytwarzających prąd elektryczny) w tamach i zaporach wodnych na wodospadach, progach wodnych czy bystrych rzekach.

 

W Polsce mamy wiele źródeł wód mineralnych i termalnych. Do najsławniejszych należą solanki w Ciechocinku, wody mineralne i borowiny (muły i torfy lecznicze) zdrowotne w Busku Zdroju, wody mineralne pitne w Krynicy, Nałęczowie, Muszynie i Szczawnicy, wody mineralne w Polanicy Zdroju, Kudowie Zdroju, Dusznikach Zdroju oraz oczywiście na Podhalu.

 

W Zakopanem już w latach 60. XX wieku odkryto na zboczach Antałówki wspaniałe źródło gorącej wody mineralnej, które zabudowano tylko prowizorycznym, malutkim, drewnianym basenikiem, zupełnie później zaniedbane i niewykorzystane. W tamtych czasach była to dla nas duża atrakcja i wielu z nas dorosłych i młodzieży korzystało na dziko z tej przyjemnej kąpieli. Aż po paru latach nastąpiły niesławne czasy tego baseniku. Paru chorych gości z Jugosławii zaraziło wodę i kąpiące się w niej dziewczyny, więc źródło zamknięto i większość o nim zapomniała. Kolejne, podobne źródło, odkryto na południowych stokach Gubałówki, na Polanie Szymoszkowej i zostało ono dobrze wykorzystane. Zbudowano odpowiedni basen i elegancki hotel Kasprowy, który cieszył się przez lata i obecnie dużym uznaniem.

 

Na początku naszego wieku powrócono do zapomnianych źródeł Antałówki i przez wiele lat budowano wielkie, już luksusowe kąpielisko – mocno wspomagane finansowo przez Unię Europejską – „Aqua Park – Zakopane”, którego otwarcie nastąpiło w czerwcu 2007 roku. Podobno coś im tam nie wyszło z gorącą wodą, bo w basenach, których jest kilka, woda jest trochę za chłodna. Ale jest nowoczesne i cieszy się dużym powodzeniem, zwłaszcza wśród młodzieży.

 

Już rok później w 2008 roku, też w czerwcu, otwarto urocze, śliczne, termalne kąpielisko w miejscowości Bańska Niżna o nazwie „Termy Podhalańskie”. Bardzo nowoczesne, o wielu basenach zewnętrznych i wewnętrznych, w tym kilka dla dzieci, płytkich i z urządzeniami dla wodnych zabaw. Dzieci mają tam naprawdę raj i uciechę. Woda o różnej temperaturze, od gorącej w jacuzzi do ciepłej w basenach. Zainstalowano tu kilka różnych biczów wodnych, wodospadów, grzybów wodnych, fal wodnych, prądów wodnych imitujących potok, leżanki podwodne, miękkie drabinki wodne, prysznice i saunę. Jest też restauracja. Parę miesięcy później otworzono komfortowy, trzy gwiazdkowy hotel o tej samej nazwie. Kierownikiem całego obiektu została Anna Ciężobka -Targosz.

 

W następnym roku, o tej samej porze, powstało nowe, jeszcze większe, jeszcze doskonalsze termalne kąpielisko w Bukowinie Tatrzańskiej, koło Klina. Więcej basenów, bo aż 10 na różnych poziomach, więcej biczów wodnych, jacuzzi, podwodnych leżanek, więcej różnych wodnych atrakcji, jak np. na górnym piętrze cieszący się ogromnym powodzeniem tzw. Bulgotnik, gdzie w dwóch kołach, wewnętrznym i zewnętrznym, pod kafelkowym murkiem, co minutę oznaczoną sygnałem przechodzi się obok do kolejnego wodnego masażu ustawionego na coraz to innej wysokości kręgosłupa.

 

Atrakcjąjest też mocno rozbudowane saunarium, obejmujące aż osiem różnych saun. M.in. są tu sauny: góralska, kwiatowa, fińska, rzymska i na podczerwień. Dzięki temu jest oczywiście dużo wyższa cena za wstępy, co jednak wcale nie odstrasza amatorów gorących kąpieli i wielkimi tłumami walą tam codziennie. W lecie 2010 roku była kiedyś taka słoneczna niedziela, że w ogóle się tam nie dostałem. Tłumy ludzi stały w przeogromnej kolejce, nie tylko zajmując cały hall, ale jeszcze stojąc daleko na zewnątrz, sięgając parkingu, spokojnie czekając kilka godzin na możliwość kupienia biletów. Dyrektorem tego świetnie prosperującego przedsiębiorstwa jest Krzysztof Kramarz. Kompleks posiada też własny luksusowy hotel 4 gwiazdkowy, „Hotel Bukowina”.

 

Wreszcie na początku lata 2011 roku Polskę obiegła nowa sensacja. W pobliżu Bukowiny Tatrzańskiej, w Białce Tatrzańskiej, znanemu wszystkim dookoła góralowi i właścicielowi sławnych na Podhalu wyciągów narciarskich na miejscowej górze Bania, Józefowi Dziubasikowi, po wielu latach starań, zabiegów u władz i gromadzenia odpowiedniej gotówki – koszta budowy wyniosły 80 milionów złotych (w tym 10 milionów dofinansowania z Unii Europejskiej) – udaje się w wyznaczonym na 15 czerwca terminie uroczyście otworzyć luksusowe i jedno z najnowocześniejszych w Europie nowe kąpielisko „Terma Bania”. Jak do tego doszło?

 

Otóż od wielu lat wierzył on – co zresztą potwierdziły badania geologiczne – że na tym jego terenie muszą być gdzieś głęboko ukryte złoża wód termalnych. To jego niezłomna wiara, upór i nadzieja na znalezienie wód geotermalnych doprowadziła go do gromadzenia funduszy poprzez założenie spółki inwestorów, przekonanie ich o powodzeniu i upragnionym sukcesie i do rozpoczęcia wierceń głębinowych. Otrzymał pozwolenie na odwiert do głębokości 2500 m. Kiedy po paru miesiącach dokopano się – prawie na granicach limitu głębokości – na 2450 m – na gorącą wodę, wiedzieli, że zwyciężyli.

 

Natychmiast rozpoczęła się budowa już zaprojektowanego, największego w Polsce i luksusowego kąpieliska. Najpierw powstał komfortowy, zbudowany w stylu góralskim 3-gwiazdkowy pensjonat „Bania”, potem całe wielkie kąpielisko z 14 basenami, natryskami, biczami wodnymi, jacuzzi, podwodnymi leżankami i dennymi gejzerami, zjeżdżalnią, sztuczną falą, whirlpoolem, wodospadami, dziką rzeką, wodnymi kaskadami, oczywiście z dobrą restauracją i rozbudowanym saunarium. Saunarium ma saunę staro-góralską, fińską, parową, grotę kamienną solną, brodzik masażu stóp, grotę zimnej wody, wodospad, ławeczki masażu, basen schładzający i sławną ruską banię.

 

Na wielką uroczystość otwarcia całego kompleksu zaproszono kilkaset gości z całej Polski, lokalne władze i kardynała Dziwisza, aby obiekt poświęcił i pobłogosławił. Po południu odbyły się przemowy, głos też zabrał kardynał Dziwisz. Trochę się zacinał i plątał, ale jak mówili lokalni górale, że jest to u niego normalne. Każdy z gości otrzymał torbę z broszurkami i kąpielowymi klapkami oraz obiad samoobsługowy. Po przecięciu wstęgi i wejściu na zwiedzanie obiektu, nowa niespodzianka. Gości przywitała tropikalna orkiestra i egzotyczne, ciemnoskóre tancerki samby sprowadzone na tę okazję aż z Ameryki. Byli tacy co pytali,czy to aby było naprawdę konieczne? Przecież mamy w Polsce wspaniałe tancerki, które mogą odtańczyć każdy taniec świata.

 

Po części oficjalnej nastąpiło nowe „wielkie żarcie”. W każdej części budowli i przy każdym basenie stały stoły zastawione przeróżnymi potrawami, na zasadzie otwartego bufetu. Od dań mięsnych i ryb wszystkich możliwych, do wyszukanych deserów i drinków w wydrążonych kokosach i ananasach. A potem otrzymawszy – oczywiście nowiutkie – ręczniki i szlafroki kąpielowe trzeba było „wskoczyć” w kostiumy kąpielowe i korzystać do woli i bez ograniczenia ze wszystkich basenów i atrakcji wodnych. Jednocześnie, przy otwartych szklanych ścianach, przygrywała kąpiącym się i słuchającym gościom orkiestra jazzowa, również sprowadzona z Ameryki. Bawiono się więc hucznie i długo do późnych godzin nocnych, rozjeżdżając się do domów lub hoteli grubo po północy.

 

Muszę tu jeszcze dodać, że moim wspaniałym przewodnikiem i opiekunem był przyjaciel i bardzo znany obecnie biznesmen z Bukowiny Tatrzańskiej, wywodzący się ze sławnej rodziny artystów ludowych, były kierownik i choreograf międzyuczelnianego góralskiego zespołu studenckiego pieśni i tańca „Skalni” w Krakowie (aż trudno uwierzyć, że poznaliśmy się tam na studiach ponad pół wieku temu) – Stanisław Budzyński. Obwoził mnie po całym Podhalu, pokazywał i gościł, za co składam mu i jego żonie najserdeczniejsze podziękowania. W Zakopanym natomiast, jak zresztą co roku, opiekował się mną i oprowadzał bardzo znany przewodnik tatrzański, ratownik górski, biegacz narciarski ciągle zwyciężający teraz wśród seniorów i pierwszy trener naszego Mistrza Świata w biegach narciarskich Józefa Łuszczka, mój przyjaciel, zawsze niezastąpiony Toni Marmol.

 

Do zobaczenia za rok.

 

Tekst i zdjęcia:

Jerzy Skwarek

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*