Nigeria. Boko Haram wciąż zabija – w maskach

Szpiotal w Gombe w Nigeri. Personel zajmuje się ofiarą ataku bombowego, do którego przyznał się Boko Haram fot.STR/EPA

Szpiotal w Gombe w Nigeri. Personel zajmuje się ofiarą ataku bombowego, do którego przyznał się Boko Haram fot.STR/EPA

Nigeryjscy dżihadyści znad jeziora Czad nie składają broni. Przetrwali wiosenną obławę, jaką urządziły na nich wojska z przybrzeżnych państw, i odpowiadają terrorem. Najpierw na zamachowców werbowali kobiety, ostatnio przerzucili się na dzieci.

Dwóch ostatnich zamachów zeszłotygodniowych – w nigeryjskim Damaturu i kameruńskim Maroua – dokonały dzieci. W Damaturu (ok. 20 zabitych, pół setki rannych) zamachu dokonała kilkunastoletnia, uchodząca za chorą psychicznie dziewczynka, która wysadziła się w środku tłumu na targowisku. Kilka godzin wcześniej, w Maroua, po drugiej stronie granicy, zamach (20 zabitych, prawie stu rannych) przeprowadziła dwunastolatka, a jej celem i ofiarami stali się bywalcy popularnego w mieście baru.

Przed miesiącem w tych samych miastach, a także w wielu innych w północno-wschodniej Nigerii, kolebce i twierdzy Boko Haram, do przeprowadzenia zamachów bombowych dżihadyści posyłali kobiety. Już wcześniej komendanci Boko Haram wykorzystywali do zamachów kobiety i dzieci, ale taktykę tę zaczęli stosować na masową skalę, by wziąć odwet na rządach i wojsku Nigerii, Kamerunu, Czadu i Nigru za przeprowadzoną przez nie na początku roku obławę na partyzantów. W jej wyniku dżihadyści stracili terytorium równe obszarowi Belgii, na którym proklamowali własny kalifat, który w marcu został oficjalnie zachodnioafrykańską filią bliskowschodniego Państwa Islamskiego.

Dżihadyści z Boko Haram przetrwali jednak obławę, której celem było umożliwienie przeprowadzenia w Nigerii wyborów prezydenckich. Elekcję wygrał Muhammadu Buhari, b. wojskowy dyktator (1981-83), który pod koniec maja został zaprzysiężony na prezydenta. Uznając antypartyzancką ofensywę za sukces, wojsko nie dobiło zdziesiątkowanej armii Boko Haram, ani nawet nie spacyfikowało jej ostatniej reduty w porośniętych lasem Sambisa górach na nigeryjsko-kameruńskim pograniczu. Zwycięski marsz wojskowych zatrzymały poustawiane przez partyzantów pola minowe. Animusz żołnierzy zmalał zwłaszcza, gdy w marcu wyjechali z Nigerii południowoafrykańscy najemnicy, jakich zwerbował poprzedni prezydent Goodluck Jonathan, który liczył, że pomogą mu oni wygrać nie tylko wojnę z partyzantami, ale także reelekcję. Buhari nie przedłużył z nimi kontraktu, twierdząc, że sięganie po najemników jest hańbą dla nigeryjskiego wojska, którym kiedyś sam dowodził. Zapowiedział też, że sam poradzi sobie z rebelią.

Odkąd jednak objął władzę, w Nigerii nie przestają rozbrzmiewać strzały i wybuchy bomb. Boko Haram przeszło do terrorystycznego kontrnatarcia i w ciągu dwóch miesięcy panowania Buhariego zabiło prawie tysiąc osób; w Nigerii, ale także w sąsiednich Kamerunie, Nigrze i Czadzie, które podesłały Nigeryjczykom własne wojska na wojnę z Boko Haram. Właśnie wtedy partyzanci zaczęli masowo wyznaczać do zamachów kobiety, którym łatwiej było prześliznąć się między wojskowymi patrolami, posterunkami i kontrolami.

Czasem sami przebierali się za kobiety, zakładając popularne w tej części Afryki muzułmańskie szaty – nikaby – zakrywające całe ciało z wyjątkiem niewielkiego otworu na oczy. W połowie czerwca tak przebrani zamachowcy dokonali pierwszych w Czadzie samobójczych zamachów w tamtejszej stolicy Ndżamenie (ok. 40 zabitych, prawie 100 rannych).

Już wtedy władze Czadu zakazały pod karą aresztu noszenia nikabów. Rząd zabronił dalszej ich produkcji i nakazał policjantom, by przeszukiwali targowiska i sklepy, konfiskowali znajdowane nikaby i natychmiast je palili. W całym kraju urządzono też obławę na cudzoziemców i żebraków, a władze nakazały, by podejrzanych zsyłać do specjalnego obozu dla internowanych nad jeziorem Czad. Władze zakazały też rybakom połowów i w ogóle żeglugi na rzece Chari, w pobliżu stolicy (partyzanci Boko Haram przebierają się także za rybaków i wyruszają do ataków na motorowych łodziach). Wojna z dżihadystami zabija też rybołówstwo i rolnictwo w Nigrze. Ale mimo wprowadzenia tych nadzwyczajnych środków bezpieczeństwa, w lipcu przebrany za kobietę zamachowiec znów wysadził się w powietrze na targowisku w Ndżamenie (kilkunastu zabitych, kilkudziesięciu rannych).

W lipcu noszenie nikabów w publicznych miejscach zostało zakazane także w Kamerunie, gdzie przebrani za kobiety dżihadyści dokonali kilku krwawych zamachów bombowych (przy okazji zakaz zakładania nikabów, burek, czadorów i wszystkich innych kobiecych strojów, pozwalających się maskować zamachowcom, wprowadziły także władze sąsiednich Gabonu i Konga (Brazzaville)). Władze Kamerunu zakazały też używania po zmroku motocykli (ulubionych przez dżihadystów), a także stosowania w samochodach przyciemnianych szyb. Ogłoszono też zakaz publicznych zgromadzeń bez zezwolenia, co szczególnie wzburzyło muzułmanów, obchodzących właśnie miesiąc postu, ramadan. Imamowie w meczetach ostrzegają zresztą władze, że nadzwyczajne środki bezpieczeństwa mogą zrazić muzułmanów (ponad połowa ludności Czadu i Nigerii, ćwierć ludności Kamerunu), którym emirowie Boko Haram od lat wbijają do głów, że świeckie rządy są wrogiem islamu.

W Nigerii, gdzie bomby wybuchają niemal codziennie, władze nie zabroniły noszenia nikabów, a prezydent Buhari liczył, że w wojnie z Boko Haram pomogą mu Amerykanie. Z lipcowej podróży do Waszyngtonu wrócił jednak z pustymi rękami. Amerykanie odmówili sprzedania mu helikopterów powołując się na przepis, zabraniający sprzedaży broni armiom naruszającym prawa człowieka (Amnesty International twierdzi, że walcząc z Boko Haram wojsko nigeryjskie zabiło prawie 10 tys. cywilów, niewiele mniej niż sami dżihadyści). Rozgoryczony Buhari powiedział na odchodne, że odmawiając mu pomocy w wojnie z Boko Haram, Amerykanie w istocie wspierają terrorystów. Zapowiedział też jednak, że Afrykanie sami sobie poradzą – z końcem lipca na wojnę z Boko Haram ma wyruszyć 10-tysięczny korpus ekspedycyjny, złożony z żołnierzy z Nigerii, Czadu, Nigru, Kamerunu i Beninu. Na zwycięstwo nad Boko Haram Buhari daje sobie półtora roku.

Wojciech Jagielski (PAP)

 

Zamieszczone na stronach internetowych portalu www.DziennikZwiazkowy.com materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Codziennego Serwisu Informacyjnego PAP, będącego bazą danych, którego producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Alliance Printers and Publishers na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*