Niezapomniane Puławy i okolice


Ach, Puławy, wspaniałe, niezapomniane Puławy. Miasto mojego szczęśliwego dzieciństwa, najpiękniejszych, corocznych, letnich wakacji spędzanych wśród gawiedzi moich braci i sióstr, dzieci wszystkich stryjków i ciotek, mieszkających w różnych miejscach, ale zawsze na terenie Puław. Były to lata tuż przed wojną światową, pierwsze lata niemieckiej okupacji i pierwsze lata po wojnie. Przez całe lato codziennie, cała dzieciarnia schodziła się w gospodarstwie naszych cudownych dziadków, przy stareńkiej, drewnianej chatynce, z dużym, owocowym ogrodem, m.in. ze wspaniałymi gruszkami, których słodkiego smaku nie zapomina się do końca życia. Dziadkowie hodowali też kury, króliki, była jakaś koza, koty i piesek. Dziadek całe życie pracował w kolejnictwie. Doczekał się nawet stanowiska zawiadowcy. Chatka ich stała blisko torów kolejowych i stacji Puławy. A ponieważ stacja była oddalona od miasta o około 2 km, w latach 60. rozbudowano małą dawniej stacyjkę Puławy-Miasto, a „naszą” starą zamknięto. Została opuszczona i stoi jako „duch-stacja”. Pociągi już tu się nie zatrzymują.

 

Cała ta nasza młodzież, od maluchów do starszaków, zbierała się u dziadków na wszelkiego rodzaju zabawy, gry, pogawędki, wspólne śpiewy, oraz na wspólne, bardzo smaczne wiejskie posiłki przygotowywane przez naszą babcię. Jedzenie zawsze w ogródku na drewnianych ławach. Jak było bardzo gorąco chodziliśmy się kąpać i plażować na pobliskie piaszczyste wydmy nad małym potokiem lub pod opieką starszych na kąpiel w Wiśle. Były spacery po sąsiednich łąkach, polach, często po torach lub obok nich, wiwatując na każdy, nieczęsto przejeżdżający, z parową lokomotywą, pociąg. Wagony tych osobowych pociągów miały drzwi do każdego przedziału i stopnie wzdłuż całego wagonu, nie jak obecnie tylko na początku i na końcu.

 

Często, całą ferajną wędrowaliśmy od jednego stryjka, który był przedwojennym majorem ułanów i opowiadał nam ciekawe historie o wojsku, pokazując szable, ordery i mundury, do drugiego, urzędnika, mieszkającego w centrum miasta, gdzie jego żona a nasza ciocia, przyjmowała nas zawsze poczęstunkiem i owocami z własnego ogródka.

 

Najbardziej jednak lubiliśmy wizyty u naszego trzeciego stryjka, agronoma, gospodarza i właściciela wielkiego majątku Sadłowice, tuż obok Góry Puławskiej. Były tu duże ogrody i sady, ule oraz hodowle bydła i stadnina koni. Obżeraliśmy się przeróżnymi owocami jak maliny, poziomki, truskawki, porzeczki, agrest, jeżyny, śliwki i jabłka, oraz przechodziliśmy wszyscy pierwsze lekcje nauki jazdy na koniach. Czasem jeździliśmy wozem drabiniastym na sianokosy, pomagać wrzucać na wóz snopki siana lub słomy, albo tylko po to, aby poganiać po świeżym rżysku. Pamiętam też jak przez mgłę, że kiedyś zabrał nas starszaków na daleką wycieczkę, na Polesie, aż za Bugiem. Jechaliśmy długo, starą, rozklekotaną ciężarówką, potem bryczką na rozległe pola, pastwiska, bagniska z kępami łąk i pojedyńczych drzew. Stryj miał tam kawałek pola i chciał sprawdzić co można z nim zrobić. Już nie zdążył. Przyszły lata wojny, a po nich całe polskie ziemie na wschód od Bugu – z powodu zdradzieckiej Konferencji Jałtańskiej – zostały stracone i zagarnięte przez Sowietów. Podobnie stało się z jego majątkiem w Sadłowicach. Wszystko mu odebrano, upaństwowiono, założono kołchoz czyli PGR – Państwowe Gospodarstwo Rolne i pomału wszystko zaczęło upadać. Poproszono go więc jako jedynego specjalistę i wzorowego gospodarza, aby objął funkcję przewodniczącego i łaskawie zezwolono mu zamieszkać w jego własnym domu. Natomiast po jego śmierci już jego synowi nie zezwolono na zamieszkanie. Dopiero po latach mógł wykupić na własność mały kącik na strychu, aby miał gdzie przyjeżdżać na lato. Bo to przecież jego ojcowizna, jego były własny dom i ogród.

 

Kilka lat po wojnie przyszły lata szkolne w zakopiańskiej budowlance, nakaz pracy w Katowicach, studia w Krakowie i intensywna praca przewodnicka w Zakopanym, potem emigracja do Ameryki i… wszystko się urwało. Zmiany adresów, telefonów, oddaliły nas od siebie. Co prawda od paru lat jeździłem co roku na grób ojca na sławnym cmentarzu puławskim w Końskowoli, ale nigdy nie udawało mi się odnaleźć braci. Odnaleźliśmy się dopiero rok temu z powodu śmierci bratowej i jej świeżego grobu. Znowu byliśmy razem, chociaż w bardzo zmniejszonym składzie. Wielu już nie żyło.

 

Z pozostałymi, przypominaliśmy sobie Puławy, wędrując ulicami, lub autem objeżdżając znane kiedyś dobrze okolice. A Puławy mają parę ciekawych zabytków. Nie na darmo w czasach Czartoryskich nazywano je „polskimi Atenami”. W latach 1671 – 1676 holenderski budowniczy Tylman z Gameren, na zamówienie księcia Stanisława Herakliusza Lubomirskiego wystawił w parku na wzgórzu, duży, w barokowym stylu, pałac z ogrodami na styl francuski. Po spaleniu w 1706 r. przez wojska szwedzkie Karola XII, odbudowany został przez nowych właścicieli Sieniawskich. W połowie XVIII w. przeszedł na własność książęcej rodziny Czartoryskich. Po zniszczeniu przez carycę Katarzynę II, Puław i pałacu, za udział i wspieranie powstania kościuszkowskiego w 1794 r., odbudowany z polecenia księżnej Izabeli Czartoryskiej przez architekta Christiana Piotra Aigner w stylu klasycystycznym, wraz z dużym parkiem krajobrazowym, na modę ogrodu angielskiego, stał się perełką ówczesnej Polski. W czasach króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, księżna Izabela Czartoryska razem z mężem Adamem stworzyła tu drugie po Warszawie kulturalne centrum Polski. Gościli tu uczeni polscy i zagraniczni, politycy i artyści. Budując w parku neoklasycystyczną Świątynię Sybilli na wzór antycznej świątyni Westy w Tivoli koło Rzymu, w 1801 r., założyła w niej pierwsze w Polsce muzeum dzieł sztuki i pamiątek narodowych.

 

Drugą budowlą był neogotycki Domek Gotycki z 1809 r., gdzie mieściły się przeważnie zbiory obce. W parku jest urocza aleja lipowa, kwitnący tulipanowiec amerykański i owocujący kasztanowiec jadalny. Obok zamku ułożony jest marmurowy nagrobek, na 170. rocznicę śmierci księżnej Izabeli Czartoryskiej, a na skraju parku stoi historyczna wieża ciśnień, która jest zabytkiem budownictwa technicznego z XIX w. W pobliżu, na skarpie nad ulicą wznosi się ładna, klasycystyczna Brama Rzymska, zbudowana w 1800 r. w charakterze romantycznej ruiny, na wzór łuku triumfalnego Tytusa w Rzymie. Od niej dwoma mostkami nad ulicą przechodzi się do dawnej, brukowanej i głęboko wkopanej drogi, chyba dlatego nazwanej Głęboką. Z innej strony podejście na wzgórze zamkowe, też głęboka, obmurowana i brukowana droga nazwana jest Angielskimi Schodami. Łączyła ona park dolny z górnym. Przy pałacu ustawiony jest piękny pomnik grupowy z białego marmuru – wykonany we Florencji przez Pizanich na zamówienie króla Stanisława Augusta Poniatowskiego – o nazwie Tankred i Klorynda. Są to bohaterowie niezwykle romantycznej i dramatycznej historii poematu Torquato Tasso z 1581 r., o nazwie „Jerozolima Wyzwolona”.

 

Otóż rycerz Tankred w czasie wyprawy krzyżowej i oblegania Jerozolimy, zobaczył piękną amazonkę Klaryndę, walczącą w szeregach przeciwników, Saracenów. Zakochał się natychmiast i zapałał wielką miłością, ale w walce pokonując swego przeciwnika nie spostrzegł, że była to przebrana wojowniczka, jego ukochana Klorynda. Zrozpaczony bierze ją na kolana i podczas, gdy tuż przed śmiercią ona prosi go jeszcze o chrzest – Tankred wymawia słowa wyryte na pomniku: „Giniesz śliczna Kloryndo od miłosnej dłoni, a twój Tankred nad własnym zwycięstwem łzy roni”. Pomnik był pierwotnie ustawiony w 1791 r. w parku łazienkowskim, obok Starej Pomarańczarni w Warszawie. W 1795 przeniesiony w okolice Amfiteatru i Salonu Tureckiego, aby po śmierci króla być przez jego spadkobiercę, księcia Józefa Poniatowskiego sprzedanym w 1806 r. księciu Jabłonowskiemu. Ten zaś ofiarował pomnik zaprzyjaźnionym księstwu Czartoryskim, gdzie przywieziony do Puław na imieniny księżnej Izabeli, w ciągu jednej nocy ustawiono go pod jej oknami.

 

Na ścianach pałacu wmurowane są dwie historyczne tablice. Pierwsza poświęcona Naczelnemu Wodzowi Józefowi Piłsudskiemu za słowa rozkazu wygłoszone właśnie z tych murów 15. VIII.1920 r. na podjęcie zwycięskiej ofensywy przeciw bolszewickiemu najazdowi. Druga, pamięci poległych studentów Instytutu Puławskiego za wolność Ojczyzny w 1863 r., czyli w czasie Powstania Styczniowego przeciwko Rosji.

 

Niestety, za czynny udział w powstaniu listopadowym w 1831r., Czartoryscy stracili cały majątek, byli zmuszeni do opuszczenia Puław, a całe zbiory zostały rozparcelowane przez rząd carski Mikołaja. Na szczęście siostrze Adama Czartoryskiego, Zofii Zamoyskiej udało się wywieźć część rzeźb, w tym Tankreda i Kloryndę do swojej rezydencji w Podzamczu koło Maciejowic. Przechowywany tam był aż do końca II wojny światowej, poczem w r. 1947 powrócił do Puław.

 

W roku 1862 powstaje w Puławach polska wyższa szkoła Instytut Politechniczny i Rolniczo-Leśny, zamieniony w 1869 r. na Instutut Gospodarstwa Wiejskiego i Leśnictwa, który w 1818 r. zmienił nazwę na Państwowy Instytut Naukowy Gospodarstwa Wiejskiego, działający do 1951 roku.

 

Po jego rozwiązaniu powstały samodzielne Instytuty Naukowe jak Instytut Weterynarii czy Instytut Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa. W latach 60. powstają w Puławach wielkie Zakłady Azotowe, zwane „Puławy”, wytwórnia elementów budowlanych, fabryka żelatyny i pasz, zakłady bioweterynaryjne oraz przemysłu spożywczego, odzieżowego i drzewnego.

 

W bliskiej okolicy Puław znajduje się wiele historycznych atrakcji turystycznych. Niektórzy autorzy nazywali je polskim trójkątem bermudzkim. Zajmuje obszar pomiędzy Puławami, a Janowcem, Kazimierzem Dolnym i Nałęczowem. Nałęczów to nie tylko zdrojowisko, gdzie produkuje się od lat znaną wszędzie, w Polsce i Ameryce wodę mineralną „Nałęczowianka”, ale gdzie już od paru ładnych lat pobudowano świetne kąpielisko – obok Pałacu Małachowskich i pijalni wód – o gorących wodach mineralnych i uzdrawiających błotnych kąpielach białej glinki. Jest to również miasto-ogród rozsławione przez Bolesława Prusa, który tu w swoim letnim domku pisał „Placówkę”, „Emancypantki” i „Kroniki”. W Nałęczowie jest jeszcze inny letni domek o nazwie „Popiołówka” – zbudowany w zakopiańskim stylu – Stefana Żeromskiego. Napisał tu „Dzieje grzechu”, „Siłaczkę” i „Ludzi bezdomnych”.

 

Parę km od Nałęczowa, przy drodze nr 830, można dobrze się posilić w pięknej, drewnianej, stylowej karczmie „Siwy Dym”. Natomiast jadąc dalej na zachód dojedziemy do perły renesansu, do Kazimierza Dolnego. To urocze miasteczko położone nad Wisłą pomiędzy wzgórzami i krasowymi wąwozami Płaskowyżu Nałęczowskiego, założone już było w 1181 r. przez Kazimierza Sprawiedliwego, któremu to zawdzięcza swą nazwę. W miejscu gdzie obecnie znajduje się klasztor i kościół Reformatów, istniało niegdyś miejsce starodawnego kultu ze szczeliną skalną będącą siedzibą złych duchów. Tam ludzie składali ofiary w postaci czarnego koguta. Na tę pamiątkę do dziś wypieka się tylko tutaj koguty z ciasta, obowiązkowo kupowane przez prawie wszystkich turystów. Jeszcze do niedawna w starym, historycznym Rynku istniała piekarnia artystycznych wypieków z ciasta Cezarego Sarzyńskiego, w całej Polsce znana właśnie z wypieków kogutów. Po jego niespodziewanej śmierci – parę lat temu – piekarnię przeniesiono na ul. Nadrzeczną 6, a funkcję szefa piekarni, wypieków i dwóch restauracji przejęła jego urocza i energiczna żona Barbara. Poznałem ich i zaprzyjaźniłem się, kiedy parę lat temu brali udział w zjeździe piekarzy z całego świata w Las Vegas, a ja byłem przewodnikiem całej grupy.

 

Na ścianie restauracji wmurowano pamiątkową tablicę „Wybitnemu Rodakowi Janowi Karskiemu – 1914 – 2000, Legendarnemu Kurierowi Polskiego Państwa Podziemnego – Sprawiedliwemu Wśród Narodów Świata”, jako honorowemu członkowi Kazimierskiego Klubu Rotary.

 

Przy ładnym, brukowanym, najczęściej odwiedzanym Rynku stoją dwie białe, bliźniacze kamienice – ocalałe z wielkiego pożaru w 1561 r., należące do najzamożniejszych braci Przybyłów. Mają bardzo bogato zdobione attyki i fasady z płaskorzeźbami ich patronów św. Mikołaja i św. Krzysztofa. W pobliżu Senatorskiej i Witkiewicza stoi kolejny zabytek architektury, kamienica Celejowska, uważana za jedną z najpiękniejszych w Polsce. Na górnej, bardzo bogato rzeźbionej attyce w formie ozdobnych nagrobków, wykonano postacie, w środku Chrystusa i Marii, a po bokach patronów właścicieli, św. Jana Chrzciciela i św. Bartłomieja.

 

Na środku Rynku istnieje starodawna, murowana, zadaszona studnia, a na wprost prowadzą schody do głównego i historycznego kościoła parafialnego, znanego jako Fara. Kościół początkowo gotycki, po pożarze odbudowany w stylu renesansowym, posiada trzy wspaniałe kaplice z XVI w.: Górskich, Borkowskich i Różańcową. Za nim prowadzi droga Zamkowa do ruin starego zamku, postawionego w XIV w. przez króla Kazimierza Wielkiego. Trochę dalej, na wzgórzu, zachowała się dobrze okrągła, murowana baszta, z której jest najciekawszy widok na okolice miasta i Wisły. Najwyższy szczyt, nieco dalej to Góra Trzech Krzyży, postawionych tu na pamiątkę zarazy, która spustoszyła miasto w XVIII w. Idąc dalej brzegiem Wisły spotykamy przystań statków wycieczkowych z barką i restauracją oraz parę spichlerzy zbożowych z handlu, którym słynął i wzbogacał się Kazimierz Dolny. Najpiękniejszy z nich to XVI-wieczny spichlerz Przybyłów, obecnie muzeum. Całość okolic nazwano Kazimierskim Parkiem Krajobrazowym.

 

Z Kazimierza Dolnego już jest bardzo blisko do, po drugiej stronie Wisły położonego, Janowca i ruin jego sławnego zamku z XVI w. Został on wzniesiony w latach 1508 – 1526 przez hetmana wielkiego koronnego Mikołaja Firleja, należącego do jednego z najzamożniejszych i najbardziej wpływowych rodów ówczesnej Rzeczypospolitej i będącego faworytem królowej Bony. Rozbudowywany w ciągu wieków przez wybitnych architektów i rzeźbiarzy takich jak: Santi Gucci Fiorentino, Giovanni Battista Falcon czy Tylman z Gameren, stał się jedną z najpiękniejszych magnackich rezydencji w ówczesnej Polsce. Na zamku gościły wybitne postacie oraz był on miejscem ważnych wydarzeń historycznych. Gościł tu często Jan Kochanowski i ucztował król Michał Korybut Wiśniowiecki. W 1606 r. odbyło się w zamku pojednanie króla Zygmunta III z dowódcą rokoszu Mikołajem Zebrzydowskim. W 1655 r. w czasie „Potopu”, Szwedzi pod dowództwem Karola X Gustawa zniszczyli zamek, ale następni właściciele czyli książęcy ród Lubomirskich, wkrótce go odbudowali według panującej mody. Ostatni z nich Marcin Lubomirski, w ciągu jednej nocy 1780 r. przegrał cały zamek w karty. W latach 1809 – 1813 zamek był niszczony przez wojska rosyjskie i austriackie, a przez resztę XIX w. parę razy zmieniał właścicieli z powodu dużych kosztów jego utrzymania. Kiedy zaczął popadać w ruinę, ludzie zaczęli pobierać z niego materiały budowlane. Ostatnim prywatnym właścicielem zamku przez blisko 50 lat był Leon Kozłowski, który kupił ruiny w 1931 roku. Dzięki temu, po wojnie był jedynym w Polsce prywatnym właścicielem dużego zamku. Z zamkiem związane są dwie legendy. Jedna mówi o niedobrym kucharzu, którego na rożnie upiekli kuchciki. Druga, o córce Lubomirskich, która zakochała się w niższego stanu poddanym i za karę poniosła śmierć w zamkniętej wieży. To właśnie jej duch w czarnej balowej sukni nadal błąka się po ruinach zamku. W 1975 r. zamek odkupił Skarb Państwa, przekazując go Muzeum Nadwiślańskiemu w Kazimierzu Dolnym. Stanowi on obecnie dużą atrakcję i jest masowo odwiedzany przez polskich i zagranicznych turystów.

 

Poniżej wzgórza zamkowego, od strony Wisły w wiosce Janowiec znajduje się też dwór sarmacki z XVIII w., drewniany spichlerz z tego samego wieku i ciekawy, historyczny, późnogotycko-renesansowy kościół z XVI w. z ładnymi nagrobkami Firlejów. Na jego ścianach wbudowane są dwie pamiątkowe tablice. Pierwsza wyszczególnia 25 nazwisk tutejszych Polaków poległych na polu chwały pod wodzą Józefa Piłsudskiego w walce z bolszewickim najeźdźcą w latach 1918/20. Sąsiednia wymienia wiele nazwisk Polaków, którzy zginęli tu za niepodległą Polskę w latach 1939 – 1943: żołnierzy Wojska Polskiego, żołnierzy Armii Krajowej rozstrzelanych przez Niemców w 1944 r. oraz zamęczonych w więzieniach i obozach. Starsi mieszkańcy pamiętają jeszcze krwawą bitwę w 1940 r. naszych partyzantów Komendy Obrońców Polski z tutejszą hitlerowską żandarmerią. W odwecie hitlerowcy w 1941 r. dokonali pacyfikacji Janowca, mordując 210 osób.

 

Na głównej ulicy zaprasza zabytkowa kamienica do „Domu Restauracyjnego – Serokomla” i do piekarni „Pod Zamkiem” na wypieki – tym razem pamiątkowego zamku z ciasta.

 

Napisał i fotografował:

Jerzy Skwarek

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*