Nie chcieli być przeciętni


– Co ty człowieku jeszcze wymyślisz? Pytali ci, co nie wierzyli, że się uda – wspomina Zbigniew Piwoni, prezes szkoły im Mikołaja Kopernika w Chicago. To on wraz z grupą uczniów i opiekunów z Chicago, Nowego Jorku i Toronto przemierzył Europę. 32 dni, 8700 km, 8 krajów. Polonijni ambasadorzy byli wszędzie tam, gdzie historia Polski wiąże się z Europą.

 

Dzieli ocean, łączy język

2 lata temu powstał pomysł zorganizowania wyprawy, w czasie której młodzież polonijna z Ameryki Północnej zapozna się ze swoimi rówieśnikami z Europy. – Dzieli tych młodych ludzi ocean, ale łączy znajomość języka polskiego i sentyment do kraju, gdzie mieszka babcia, wujek, czy kuzyni – mówi Zbigniew Piwoni, inicjator wycieczki. Wiele osób nie wierzyło, że przedsięwzięcie dojdzie do skutku, pojawiały się obawy. – Pytano mnie, czy się nie boję zabierać młodych ludzi w tak długą trasę. Z tego powodu niektórzy rodzice wycofali się z wpłacania pieniędzy – wspomina.

 

Znaleźli się i chętni. 20 czerwca 33 osoby ze szkół w Chicago, Nowym Jorku i Toronto wyruszyły na letnie zdobywanie Polski i Europy. Zwiedzanie rozpoczęli od miejsc historycznie ważnych. Dzięki temu amerykańska i kanadyjska młodzież mogła na własne oczy zobaczyć zabytki, o których na co dzień uczy się z podręczników.

 

Nie chcą się uczyć polskiego

Pomysł Pana Zbyszka jest fenomenalny. Młodzież jest dość sceptycznie nastawiona do nauki języka polskiego, historii i geografii. W sobotnie poranki chcą wypoczywać, a nie chodzić do szkoły. Wyjazd nie tylko do Polski, ale i do Europy podziałał na nich jak dodatkowy bodziec. Nie zdawali sobie sprawy, że podróżując można się tyle nauczyć – twierdzi opiekun grupy, Monika Skalska, nauczycielka w szkole im. M. Konopnickiej w Oakville z Kanady.

 

Uczestnicy odwiedzili Gdańsk, Malbork, Frombork, Biskupin, Gniezno, Warszawę, Częstochowę, Kraków, Zakopane, Wrocław i Książ. Potem przyszła kolej na podbój Europy. Praga, Wiedeń, Wenecja, Watykan, Piza, Genewa, Paryż, Strasburg, Berlin. W Pradze dowiedzieli się, komu zawdzięczamy chrzest Polski, w Wiedniu usłyszeli o obronie chrześcijaństwa przez Jana III Sobieskiego. W Genewie, w ośrodku CERN, zobaczyli, jak państwa całego świata łączą się w służbie nauki.

 

Gołębie na rynku, duża pizza we Włoszech

Na 16-letniej Karolinie Patryn z Polskiej Szkoły Dokształcającej w Nowym Jorku największe wrażenie wywarły zabytki Krakowa i Wenecji.

 

Byłam zaskoczona, jak piękny jest Zamek Królewski i Sukiennice. Uwielbiałam jak gołębie na Rynku jadły mi z rąk, zauroczył mnie też dźwięk organów w Katedrze w Oliwie. Do dzisiaj nie mogę zapomnieć Wenecji i uwierzyć, że widziałam miasto zbudowane na wodzie. Tam też zobaczyłam, że nasza włoska przewodniczka studiuję język polski. Wtedy po raz kolejny poczułam się dumna z tego, że jestem Polką. Nie zapomnę smaku szwajcarskiej czekolady i wielkości włoskiej pizzy. Z każdego miejsca przywiozłam sobie kubek, magnes i koszulkę. Wszystkie te rzeczy będą mi przypominały przygodę, którą przeżyłam – wspomina.

 

Dla Matthew Sachaja, ze Szkoły im. Kopernika w Chicago, bycie polonijnym ambasadorem to szansa zobaczenia, jak żyją ludzie w Europie. – W Polsce byłem już trzykrotnie. W tym roku po raz pierwszy odwiedziłem europejskie miasta. Miałem okazję obserwować, jak żyją moi rówieśnicy np. we Włoszech. Zawsze marzyłem, żeby zobaczyć Watykan i Rzym. I to marzenie się spełniło. Ale nie wiedziałem, że tam jest tak gorąco – dodaje.

 

Również dla Lucyny Siewruk, która na co dzień mieszka w Gdańsku, możliwość zobaczenia państw takich jak Francja czy Włochy to niezapomniane przeżycie. – To są cudowne kraje. Nowe miejsca, wspaniali znajomi, wyjścia na plażę, dyskoteki, baseny, zabytki, kultura. Jeśli będzie taka możliwość, to w przyszłym roku na pewno też się wybiorę – dodaje.

 

Europejska misja

– Myślę, że po raz pierwszy udało się powiązać zwiedzanie kilku europejskich krajów i Polski, ucząc w ten sposób historii oraz wskazując na związki Polski z kulturą zachodnią i śródziemnomorską – komentuje Andrzej Popadiuk, opiekun grupy i dyrektor szkoły im. K. Pułaskiego w Nowym Jorku. Po czym dodaje, że pomysł letniej wyprawy jest dobry i wykonalny. Dlatego teraz nawet malkontenci powinni zmienić zdanie.

 

Również sam organizator jest zaskoczony sukcesem, jaki odniósł pomysł. – Teraz już wiem, że polonijni ambasadorzy powinni jeździć co roku. Te 32 dni wstrząsnęły ich małym światem, zaczęli się ze sobą integrować. Nie możemy tego zmarnować – podsumowuje.

 

Co więcej już planuje kolejną edycję i zapowiada, że można się spodziewać kilku zmian i innowacji. W końcu ambasadorzy to ludzie z misją. Oni nie mogą być przeciętni.

 

Natalia Łabuz,

Fahrenheit Center

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*