Muszę ją znaleźć… – rozmowa z Edwardem Pieniakiem, śpiewakiem nowojorskiego chóru „Angelus”

– Skąd ta determinacja w poszukiwaniu Teresy Wiśniewskiej?
Była naszą ukochaną siostrą. Czy to coś aż tak dziwnego?
– Pamięta pan jak do was trafiła?
Nie. Urodziłem się w 1941 roku. Twarz Tereski to jeden z pierwszych obrazów, jakie zapamiętałem. Ona się zajmowała mną i o rok starszym Zygmuntem. Pilnowała nas w domu, jak mama i tato byli w polu, karmiła, bawiła się z nami. Potem pasła krowy pod lasem, a ja ganiałem do niej z jedzeniem. Pamiętam, jak uciekała na plebanię, kiedy ktoś krzyknął „Niemcy idą!”. W 1945 roku, jak stryj Jan brał ślub ze stryjenką Józefą, wszystkie chłopaki za Tereską się oglądały…
– Jak była oficjalna wersja obecności dziewczynki w waszym domu?
Rodzice mówili, że jest naszą krewną z innej wsi. Pewnie nikt w to nie wierzył.
– Jak rodzice wytłumaczyli, że Tereska odjeżdża?
Mówili, że ona jedzie do… swoich. Nie wiedziałem, co to znaczy, bo ona przecież była… nasza. Potem dowiedziałem się, że ci „swoi”, lecz nie nasi, to Żydzi.
– Kiedy zaczął jej pan szukać? Jak?
Chyba w 1971 roku, przeczytałem w gazecie o tym, że kogoś odznaczono Medalem „Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata” oraz historię, jak starając się o to odznaczenie dla Polaków, uratowani Żydzi odnaleźli ich po latach w Polsce. Była tam wymieniona nazwa Instytutu Pamięci Yad Vashem. Pomyślałem, że może dzięki nim odnajdę Teresę. To czy ona zechce, aby moi rodzice mieli medale, to już jej sprawa. Ja chciałem ją odnaleźć i doprowadzić do spotkania rodzinnego. W 1972 roku pojechałem do takiego jednego chłopaka z naszej wsi, co się podkochiwał w Teresce, na drugi koniec Polski. On mi powiedział, że miał od niej wiadomość z Krakowa i podał adres. Na miejscu okazało się, że nie ma na tej ulicy takiego numeru. Wróciłem do Lublina z niczym.
Spróbowałem poszukiwania przez Żydowski Instytut Historyczny, który miał kontakt z Yad Vashem, ale bez skutku. Wielkim dopingiem do ponownych starań był udział w spotkaniu na Zamku Lubelskim z profesorem Janem Karskim, podczas promocji jego książki. To nasz wielki bohater narodowy i wzór poświęcenia dla ratowania Żydów.
– Teraz w Ameryce znów pan próbuje?
Po przejściu na emeryturę przyjechałam do córki, która na Brooklynie prowadzi polskie przedszkole, sama ma troje dzieci. Pomagam jej. Poza tym śpiewam w znanym chórze „Angelus”, bo Bóg dał mi kawałek głosu. Tu poznałem wielu Żydów, którzy zdopingowali mnie do poszukiwań. Należy do nich m.in. rabin Jacques Cukierkorn z Kansas City, piszący o Polakach ratujących Żydów. Z drugiej strony bardzo zachęcał mnie lider Kongresu Polonii Amerykańskiej w Nowym Jorku Frank Milewski.
– Wierzy pan, że uda się odnaleźć Teresę?
Znowu – wierzę. Znalazła mnie potężna gazeta „New York Daily News”, najbardziej znana polska gazeta w Ameryce „Dziennik Związkowy”. Naczelny rabin Polski obiecuje pomóc. Takie rozszerzenie akcji ma wielkie znaczenie i serdecznie za nie dziękuję.
– Jaki finał się panu marzy?
Bardzo chciałbym, aby Teresa przyjechała na grób moich rodziców i do naszego domu pod lasem, gdzie spędziliśmy razem kawał naszego dzieciństwa. Opowiedzielibyśmy sobie nasze życie…
Rozmawiał:
Waldemar Piasecki,
Nowy Jork

Apel

Ktokolwiek może cokolwiek powiedzieć na temat Teresy Wiśniewskiej lub osoby mogącej odpowiadać jej postaci, proszony jest o kontakt z Redakcją „Dziennika Związkowego” pod adresem pocztowym:
5711 N. Milwaukee Ave., Chicago, IL 60646-6215
e-mail: dziennikzwiazkowy@gmail.com
lub telefonicznie: (773) 763-3343

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*