Miasto Andersena i… Polonia duńska

Korespondencja własna z Kopenhagi

 

Kopenhaga to stolica królestwa Danii położona na wschodnim wybrzeżu wyspy Zelandia i Amager. Od 1 lipca 2000 roku połączona jest mostem ze szwedzkim Malmö i liczy trochę ponad półtora miliona mieszkańców. W mieście panuje klimat morski. Przejawia się to częstymi opadami oraz dużą wilgotnością powietrza. Zimy są tam łagodne, a lata chłodne. Jest też jednym z największych miast Skandynawii. Na cmentarzu położonym w dzielnicy Norrebro, jednym z najstarszych cmentarzy Kopenhagi, znajduje się grób najsławniejszego pisarza duńskiego Christiana Andersena.

 

Nazwa „Kopenhaga” pochodzi od zniekształconego duńskiego słowa „Kobmandshavn” – co oznacza „port handlowy”. Swoje zaś istnienie miasto zawdzięcza Wikingom, którzy urządzali tam pierwsze targowiska. Warto też wiedzieć, że Dania składa się z 406 wysp, z których część jest niezamieszkana.

 

Kopenhaga została założona na przełomie IX i X wieku przez Swena Widłobrodego, bądź Kanuta Wielkiego. Pierwsze zapiski o nim pochodzą z roku 1043, kiedy był maleńką osadą rybacką, nazywaną skromnie Havn (Port). Następnie, za panowania króla Waldemara I Wielkiego, północno-wschodnia część Zelandii wraz z wioską zostały powierzone Absalonowi, który w roku 1167 kazał wznieść w pobliżu twierdzę Slotskolmen, która przyczyniła się do rozwoju osady.

 

W roku 1254 Kopenhaga otrzymała prawa miejskie, a od 1443 funkcjonowała jako stolica państwa. W XVI-XVII wieku miasto umacniało swoją pozycję ważnego ośrodka handlowego Europy Północnej. Na początku XVIII wieku miasto nawiedziła epidemia dżumy, w wyniku której zmarło ponad dwadzieścia tysięcy ludzi. Spore straty wywołały też dwa ogromne pożary: w roku 1728 i 1795. Cały wiek XVIII to zastój gospodarczy, ale intensywny rozwój kulturalny. Kolejne wieki: XIX – to dalsza terytorialna rozbudowa miasta, a wiek XX – przebudowa i unowocześnianie oraz szybki rozwój.

 

Będąc w Kopenhadze należy zarezerwować sobie dużo czasu na jej zwiedzanie, gdyż liczba ciekawych obiektów jest imponująca. Warto zacząć od gotycko-romańskiej Katedry Rosklide, z grobami duńskich królów, przebudowywanej wiele razy w różnych stylach przez stulecia swojego istnienia. Katedra znajduje się poza miastem, ale dojechać można do niej samochodem w kilka minut.

 

Uwagę przyciągają dwa pałace: Amalienborg – barokowy pałac królewski oraz królewska letnia rezydencja Rosenborg. Na trasie zwiedzania musi się tez znaleźć Cytadela Kastellet, jedyna pozostałość dawnych fortyfikacji obronnych oraz Okrągła Wieża, z której szczytu doskonale widać panoramę całego miasta. Na amatorów muzeów czekają między innymi eksponaty Muzeum Narodowego, Muzeum Rekordów Guinessa oraz Muzeum Erotica. Wszechobecne są tam rowery, które można wypożyczyć za darmo. Wydają je samoobsługowe wypożyczalnie. Wrzucamy monetę na zastaw i już jedziemy jednośladem po uroczych ulicach starówki. Tylko na rowerze lub na piechotę dostaniemy się do legendarnej dzielnicy Christiania, zwanej przez jej mieszkańców Wolnym Miastem Christiania.

 

Kopenhaga jest też miastem drogim. Z powodu cen lepiej kupić składniki na posiłek w sklepie niż stołować się w restauracji. Tak robi wiele osób. Świeże pieczywo, jakiś gatunek dobrego sera i piwo Tuborg to klasyczny zestaw, który konsumuje się na kocyku w parku. Pikniki urządza się w Kopenhadze wszędzie, łącznie z cmentarzami. Jedną z takich nekropolii, gdzie zatrzymują się turyści, jest cmentarz w dzielnicy Norrebro – Assistens Kirkegard. Cmentarz ten powstał w połowie XVIII wieku, a pochowane są na nim takie sławy jak, wspomniany wcześniej, pisarz Hans Christian Andersen,czy filozof Soren Kirkegaard.

 

Jak w większości dużych miast tak i w Kopenhadze nie brakuje zieleni. Miejskie parki i ogrody przyciągają zarówno mieszkańców jak i turystów. Tam w cieniu odpocząć można po męczącym zwiedzaniu zabytków. Szczególnym miejscem, może nie rozrywkowym, ale wartym odwiedzenia jest Bakken – najstarszy park rozrywki na świecie. Można się w nim bawić od południa do północy bezpłatnie. Drugim parkiem rozrywki jest oczywiście Tivoli. Założony w roku 1843. Najpiękniej jest tam wieczorem, kiedy swoje podwoje otwierają sale teatralne i koncertowe, a niebo rozświetla błysk fajerwerków. Co roku w tym fascynującym miejscu odbywają się setki koncertów, a liczba odwiedzających sięga blisko 4 mln gości.

 

Miasto posiada europejskie tradycje w wielu dziedzinach sztuki: od architektury, opery, teatru i baletu poprzez film i muzykę i po niepowtarzalne wzornictwo. Duńska kultura niewątpliwie oparta jest na dziedzictwie nordyckim i europejskim, tradycjach wojowniczego ludu Wikingów oraz wielowiekowej monarchii mocno powiązanej z Europą.

 

W Danii bardzo mocno zakorzenione są także tradycje świąteczne. Obchody świąt Bożego Narodzenia w tym kraju zaczynają się od adwentowego wieńca. Na wieńcu są cztery świece, które zapala się po kolei w cztery niedziele poprzedzające wigilię. Adwentowy wieniec jest bardzo uroczyście obchodzony w prawie wszystkich domach duńskich. Tradycyjny wieniec wykonany jest z gałązek świerkowych, przystrojonych w świerkowe szyszki, czerwone owoce, wstążki i białe świece.

 

Do świątecznych tradycji Duńczyków należy także zapalanie świecy-kalendarza. Świeca ta posiada podziałkę składającą się z 24 kresek zdobionych motywami jodły i tańczących skrzatów. Świece te są zwykle zapalane 1 grudnia. Obowiązkiem domowników jest zdmuchnięcie świeczki w porę, zanim zacznie się topić kreska określająca następny dzień. W miarę zbliżania się Gwiazdki dekoruje się domy girlandami, szklanymi kulami i gwiazdami z papieru. A tradycja zdobienia choinki jest tak ważna jak w Polsce.

 

Duńczycy zwracają wielką uwagę na poszanowanie prywatności innych osób. Są też bardzo tolerancyjni, pracowici, unikają wszelkich konfliktów, a jednocześnie nie stronią od zabawy. Generalnie jednak są postrzegani jako osoby pełne rezerwy.

 

Dania jest krajem bezpiecznym, w którym wielką wagę przywiązuje się do ochrony środowiska naturalnego. Od kilku lat zamiast elektrowni buduje się tam farmy wiatrowe. Dania to także kraj rowerzystów. Na rowerach jeżdżą niemal wszyscy niezależnie od wieku i zamożności. Wszędzie są wytyczone ciekawe trasy rowerowe, a rowerzyści mają pierwszeństwo na drogach. Sieć dróg rowerowych w niewielkiej Danii wynosi ponad 10 tys. km.

 

Duńczycy są narodem spokojnym, punktualnym i uczciwym. Ulubione ich sporty to: piłka ręczna, piłka nożna, wyścigi motocyklowe i żużel. Wielką popularnością wśród Duńczyków cieszą się także biegi maratońskie, które ściągają rzesze zawodników z całej Europy.

 

W Danii mieszkają też Polacy, którzy na przełomie XIX i XX wieku stanowili tam jedną z najliczniejszych napływowych grup etnicznych, szczególnie na południu kraju na wyspach Lolland i Falster. Emigracja zarobkowa do Danii rozpoczęła się w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku. Początkowo była odgałęzieniem szerokiej fali emigracji sezonowej do Niemiec na przysłowiowe „saksy”.

 

Jak podaje prof. E. Olszewski w swej pracy pt. „Emigracja polska w Danii 1893-1993” …na początku lat dziewięćdziesiątych XIX wieku około 40% emigrantów znajdujących zatrudnienie na buraczanych polach Danii uprzednio pracowało w Niemczech.

 

Dziś trudno jest nam dokładnie określić, w którym roku przybyła tam, po raz pierwszy, duża grupa polskich robotników. Wrześniowy numer „Przeglądu Emigracyjnego” z roku 1892 podaje, że polscy robotnicy w liczbie 30 przybyli w sierpniu za namową agentów na jedną z bałtyckich wysp duńskich, aby tam pomagać podczas żniw i przy tym coś na zimę zarobić”.

 

Zdaniem Leopolda Caro, autora pracy „Emigracja i polityka emigracyjna…”, pierwsza 400-osobowa grupa polskich robotników sezonowych przybyła z Galicji do Danii w roku 1893. Lokalna gazeta duńska “Lolland Falster Stifts-Tidende” z 21 kwietnia tegoż roku, podaje, że pierwsza grupa sezonowych polskich robotników przybyła na wyspę Lolland 20 kwietnia 1893 roku.

 

Niepełne dane z przełomu XIX i XX wieku wskazują, że liczba polskich robotników w Dani dochodziła do około 3000 w sezonie, a następnie wzrosła do ponad 6000. Najwięcej polskich robotników pracowało w Danii w latach 1905-1914. Było ich tam wówczas od 10 do 14,5 tys. Ocenia się również, że do roku 1914 z ziem polskich przyjechało do Danii ponad 100 tys. robotników. Dużą ich część stanowili ludzie pracujący w Danii przez kilka lub kilkanaście lat z rzędu.

 

Z roku też na rok – jak podaje prof. E. Olszewski – wzrastała liczba polskich dziewcząt wychodzących za mąż za Duńczyków, przez co automatycznie otrzymywały obywatelstwo duńskie… Od roku 1908 coraz częściej władze duńskie wyrażały zgodę na pozostanie w Danii części robotników ze względu na zapotrzebowanie na pracę w okresie zimy bądź koszty powrotu do kraju… Kilkuletni pobyt polskich robotników w Danii podczas I wojny światowej spowodował przekształcenie się emigracji sezonowej w emigrację stałą. Proces ten utrwalały trudności z powrotem do kraju w latach 1914-1919, związki małżeńskie polskie i polsko-duńskie i wreszcie narodziny drugiego pokolenia Polaków z rodowodem emigracyjnym.

 

Emigracja sezonowa do Danii trwała również po zakończeniu działań I wojny światowej. W wyniku starań Związku Duńskich Pracodawców Rolnych tamtejsze MSW upoważniło w roku 1920 niektóre agencje rekrutacyjne do sprowadzenia polskich dziewcząt na plantacje buraczane. W latach 1920-1929 przyjechało do Danii prawie 7 tys. robotników sezonowych. Największymi rejonami polskiej emigracji sezonowej, a potem osadnictwa polskiego, były od samego początku wyspy Lolland i Falster. Na ulicach tamtejszych miast, w soboty wieczorem i niedzielę, słychać było więcej mowy polskiej niż duńskiej.

 

Dla utrwalenia się osadnictwa polskiego niezwykle istotną zmianę przyniósł rok 1923, kiedy to podpisana została polsko-duńska umowa, na mocy której wychodźcy polscy uzyskali prawo zakupu nieruchomości. Polacy kupowali więc gospodarstwa rolne, domy, warsztaty rzemieślnicze czy ogrody. Wraz z zakupem własności następował awans społeczny Polaków. Ocenia się dziś, że pod koniec lat trzydziestych pozycja materialna ludności polskiej w Danii nie odbiegała zbytnio od pozycji chłopów i robotników duńskich.

 

W latach trzydziestych ukazało się też wiele pochlebnych artykułów o roli i zasługach Polaków dla rozwoju Danii. Najbardziej spektakularnym przejawem uznania dla polskiej emigracji sezonowej i jej znaczenia dla rozwoju gospodarczego Danii było ufundowanie przez społeczeństwo duńskie w roku 1940 pomnika na cześć polskich robotnic na rynku w Sakskobing.

 

W trwającym od ponad stu lat procesie adaptacji i asymilacji społeczeństwo duńskie wchłonęło w zasadzie prawie całą polską emigrację. Polacy wywarli natomiast znaczący wpływ na duchowość kościoła katolickiego w Danii, stanowiąc przez długie lata jego ważną część składową.

 

Polacy, którzy przybywali do pracy w Danii trafiali na społeczeństwo prawie w 100% protestanckie. Dopiero poprawka do duńskiej konstytucji z roku 1849 zapewniła wolność wszystkim religiom i wyznaniom, usuwając stary zakaz królewski z roku 1624. Wolność religijna nie spowodowała jednak w Danii eksplozji katolicyzmu.

 

Z masowym, jak na warunki duńskie, napływem polskiej emigracji zarobkowej związany był proces tworzenia gmin i parafii katolickich na wyspach Lolland i Falster. W organizacji duszpasterstwa polonijnego w Danii wyróżnił się ks. bp J. Euch, dzięki któremu, już od 1893 roku, odprawiane były na Lolland nabożeństwa z polskimi kazaniami.

 

Dzisiejszym biskupem katolickim Danii, jedynym tam zresztą, jest ks. Czesław Kozoń – niby Duńczyk, bo w Danii urodzony i wychowany, ale z polskimi korzeniami. Jego ojciec Polak przyjechał do Danii po II wojnie światowej – a matka, urodzona już w Danii, miała rodziców Polaków należących do tzw. emigracji buraczanej. Zwiedzając dziś wyspę Lolland nie można ominąć „Museum Polakkasernen” – „Muzeum Izba Polska” w miejscowości Tågerup zbudowanego przez właścicieli majątku Lungholm w 1911 roku dla polskich robotników sezonowych. Budynek muzealny jest zaliczany dziś do obiektów zabytkowych. Jego restauracja, do celów muzealnych, nastąpiła w roku 1984. Prowadziła ją specjalnie do tego powołana fundacja kierowana przez wielkiego przyjaciela Polaków – red. Torstena Elsvora. On też i jego przyjaciele, w ich liczbie duńscy Polacy, doprowadzili do powstania muzeum w Tågerup. Parterowa część muzeum to izba pamięci polskich robotników sezonowych. Jej inwentarz: obrazy, książki oraz liczne eksponaty podarowane zostały muzeum przez osoby prywatne. W obecnym budynku muzeum mieszkało dawniej 30 polskich robotnic sezonowych i „dozorca” z żoną. W sezonie, tzn. od końca kwietnia do pierwszych dni grudnia, kobieta zarabiała tam dziennie 257 koron. Częścią cotygodniowej zapłaty było 12 kg ziemniaków i codzienny jeden litr chudego mleka. Obok budynku mieszkalnego znajdowało się też niewielkie pomieszczenie sanitarne oraz pralnia i skład drzewa na opał. Budynek mieszkalny ogrzewany był chrustem, zbieranym w lesie.

 

Dla pracujących w okolicy Polaków wzniesiony został w roku 1897 kościół katolicki w pobliskim Maribo, który przez długie lata byt głównym ośrodkiem duszpasterskim na Lolland. Nabożeństwa katolickie odprawiane były również przez lata we dworze w Tågerup. W każdej też izbie mieszkalnej polskich emigrantów znajdował się niewielki ołtarzyk z obrazem MB Częstochowskiej oraz krzyże, różańce, papierowe kłosy i kwiaty zdobiące ołtarzyki i wiele innych symboli wiary.

 

W roku 1911 polscy robotnicy sezonowi stanowili 28% tamtejszych robotników rolnych. Trzydzieści lat później mieszkało na wyspie Lolland i sąsiedniej Falster łącznie 1298 osób polskiego pochodzenia. Ostatnia grupa polskich robotnic sezonowych przybyła do Tågerup w roku 1929. Od tego bowiem czasu zaprzestano udzielania polskim robotnikom sezonowym prawa pobytu w Danii. Dziś ich potomkowie, drugie i trzecie pokolenie, nie mówi już praktycznie po polsku i nie uważa się za Polaków. Chętnie jednak zagląda do polskiego muzeum, działa w polsko-duńskich organizacjach i odwiedza kraj swych przodków. Według ostatnich statystyk Polonia w Danii liczy już ponad 50 tys. ludzi. Osoby te nie zasilają niestety grona starych polskich organizacji i nie tworzą jeszcze własnych. Zdaniem Romana Śmigielskiego – honorowego przewodniczącego Federacji Organizacji Polskich i Polsko-Duńskich w Danii „Polonia” – przez ostatnie lata Federacja starała się nieść pomoc nowo przybyłym Polakom. Przede wszystkim w formie informacji zamieszczanych na stronie internetowej Federacji oraz w kwartalniku „Informator Polski” oraz nieformalnego doradztwa”.

 

Na 108 duńskich, pięknie utrzymanych cmentarzach, spoczywa dziś ponad tysiąc bohaterskich żołnierzy lotnictwa. Są wśród nich także Polacy, którzy polegli nad Danią i jej wodami w powietrznej wojnie o wolność Europy.

 

Po roku 1989 i powstaniu nowej, demokratycznej Rzeczypospolitej Polskiej jej oficjalni przedstawiciele w Danii – Ambasada i Konsulat aktywnie zainteresowali się wszystkimi grobami polskich lotników. Z ich projektu, przy poparciu pani konsul Danuty Bolimowskiej, wyłonił się przewodnik po grobach polskich tych, którzy polegli w służbie Polsce.

 

Pamiętać warto, że Polska była pierwszym i jedynym krajem z trzech aliantów, który we wrześniu 1939 roku przeciwstawił się zbrojnie hitlerowskiej groźbie. Wkrótce też po zajęciu Danii przez Niemców samoloty Royal Air Force pojawiły się na duńskim niebie. Ich celem była obserwacja oraz utrudnianie okupantowi transportów lądowych i morskich wojsk i materiału wojennego. Porty niemieckie i duńskie Bałtyku, szczególnie zaś Małego i Wielkiego Bełtu były minowane, a instalacje portowe i statki bombardowane. Akcja ta trwała aż do końca wojny.

 

Obecność samolotów RAF nad Danią była też spowodowana korzyścią przelotów tzw. Trasą Północną z baz Anglii przez Morze Północne, Danię, Bałtyk do dalekich strategicznie celów w krajach okupowanych przez Rzeszę – m.in. na terytorium Polski. Oficjalna liczba alianckich lotników, w tym 24 polskich, pogrzebanych w Danii w czasie II wojny światowej wynosi 1946 pochowanych w grobach na 119 cmentarzach, z których 108 jest nadal czynnych.

 

Polskie dywizjony – 300 im. Ziemi Mazowieckiej oraz 301 Ziemi Pomorskiej – weszły do akcji lotów nad Danią w grudniu 1940, a 304 Ziemi Śląskiej i 305 Ziemi Wielkopolskiej w czerwcu następnego roku. Dywizjony te operowały nocą z lotnisk w: Hemswell, Syerston, Lindholme i Faldingworth we wschodniej Anglii na cele w północnych Niemczech, Danii, Holandii, Belgii oraz Francji. Polscy lotnicy latali też nad Danią do kraju, szczególnie w okresie, kiedy potęgował się na terenach polskich ruch oporu. Najwięcej polskich lotników pochowanych jest dziś na cmentarzach w Aabenraa /7/, Slaglille /5/, Aalestrup /5/ i Esbjerg /4/. Polskie groby znajdują się także w Kopenhadze, Frederikshaven i Leming. Na tych samych cmentarzach pochowani są również brytyjscy lotnicy, których zestrzelono nad Danią w drodze do lub z ziem polskich.

 

Tekst i zdjęcia:

Leszek Wątróbski

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*