Latynosi w Ameryce

Ameryka latynizuje się z roku na rok. „Spanish America” staje się faktem coraz bardziej dokonanym. Demografowie biją na alarm. Liczba ludności posługującej się językiem hiszpańskim wzrosła o ponad 30 procent. Jest ich w Ameryce 35 milionów. Liczba ta podwoiła się w latach 1980-2000. Ma się też podwoić w naszym wieku, a zatem co piąty Amerykanin będzie wówczas na co dzień mówił po hiszpańsku.

 

Ta największa grupa etniczna Ameryki ma wpływ na ekonomię, handel, biznes, język, obyczajowość i media. Grupa latynoska powiększa się pięć razy szybciej niż inne mniejszości etniczne. Dziś co drugi Latynos mieszka w Kalifornii i w Teksasie. Dużą populację hiszpańskojęzycznej ludności mają też inne stany: Floryda, Nowy Meksyk, Newada, Waszyngton, Illinois, Nowy Jork, Kolorado, New Jersey. Co ósmy Amerykanin to Latynos, a w 2035 roku będzie nim co piąty, natomiast w 2100 r. co trzeci.

 

W USA mieszka największa mówiąca po hiszpańsku grupa językowa, po Meksyku, Kolumbii, Hiszpanii i Argentynie. Już dziś w Teksasie, gdzie jest ich prawie pięć milionów, hiszpański jest wszechobecny w radiu, telewizji, prasie. Liczby te mogą być jeszcze większe, jeśli uwzględni się nielegalnych wciąż przybywających do Ameryki. Praktycznie nie sposób zamknąć przed nimi granicy, jej długość z Meksykiem wynosi 3000 km, a rzekę Rio Grande można przejść bez problemu. Choć zbudowano mur graniczny, strumień imigrantów wciąż płynie do „ziemi obiecanej”. Dzisiaj Los Angeles jest drugim, po Mexico City, miastem meksykańskim na świecie, co widać na każdym kroku. Kto był w LA, zapewne to potwierdzi.

 

Latynosi docierają też do odległych regionów, tam gdzie jest szansa znalezienia pracy. W Illinois jest ich ponad dwa miliony, na Florydzie trzy miliony. Latynosi to nie tylko przybysze z Meksyku, lecz z całej Ameryki Łacińskiej. Są wśród nich: Portorykańczycy, Gwatemalczycy, Ekwadorczycy, Kubańczycy (upodobali sobie Miami na Florydzie), także inni. Wszystkie południowe stany Ameryki mają rodowód hiszpański i meksykański. Ma to podłoże historyczne i ekonomiczne.Tereny te zostały zdobyte, kupione, bądź odebrane Meksykowi. Nie dziwmy się zatem, że tyle tam ludności latynoskiej. Na każdym kroku widać tę południową inność… w architekturze, obyczaju, wyglądzie ludzi, języku, w nazwach miast. Tam wszystko jest inne, to odmienny świat. Kto wędrował po południowych stanach Ameryki, ten wie, ile tam piękna i etnografii.

 

Osobną grupę Latynosów stanowią potomkowie rodzin hiszpańskich żyjących już od 300 lat na południowym zachodzie Ameryki. W Nowym Meksyku stanowią oni 30 procent ludności – co daje największy odsetek „Hispanics” w kraju. Mieszkają w dolinie Rio Grande w małych wioskach, gdzie panują patriarchalne stosunki, kultywują własne obyczaje tworząc zamknięte wspólnoty. Nie chcą i nie potrafią zintegrować się z najbliższym otoczeniem. Tacy uparci, dumni i honorowi są Latynosi. Widzę nawet pewne podobieństwa charakteru między nimi a nami Polakami, ta duma, ten honor, ten upór…

 

Przenieśmy się na Florydę. Floryda po hiszpańsku znaczy pełna kwiatów. Jak wiemy, została kupiona w 1890 roku od Hiszpanii. W Miami 60% ludności mówi po hiszpańsku. Po rewolucji na Kubie przybyło tam dużo Kubańczyków, a miasto zwie się nawet „Mała Hawana”. Kubańczycy są wykształceni, prężni i wcale nie chcą się amerykanizować. Złośliwi mówią nawet, że jest to „second Spanish conquest”, a Miami to nie „melting pot”, ale „mieszana sałata”. Amerykanie twierdzą, że polityką imigracyjną miasta rządził Fidel Castro, przysyłając wciąż nowych imigrantów. Najpierw przyjechali tam bogaci obszarnicy, inżynierowie, biznesmeni. Miasto przyjęło ich radośnie. Miami stało się, po Nowym Jorku, skupiskiem finansjery Południa. Po 1980 r. Kuba dostarczyła Miami ponad sto tysięcy „Marielitos”, nazwa pochodzi od portu Mariel, z którego wypływali. Był to margines społeczny na Kubie, a grupa ta nie zamierzała zmienić swej obyczajowości w Miami, gdzie notabene ogromnie wzrosła przestępczość. Niedawno Kubańczyk był nawet burmistrzem Miami. Z tego miasta rozlega się na całą Amerykę kubańska muzyka, jest to mieszanka rok’n’rolla, muzyki ludowej, reggae, salsy, pop i jazzu.

 

Miami to najbardziej egzotyczne miasto Ameryki. Starsi mieszkańcy opuszczają miasto, ustępują pod naporem hiszpańskojęzycznych przybyszów, których jest w Miami dużo ponad połowę. Na zderzakach samochodów nalepiają napisy: „Ostatni Amerykanin wyjeżdżający z Miami proszony jest o zabranie flagi”.

 

Latynosi chcą być dwujęzyczni, nie chcą homogenizacji. Rozpiera ich własna kultura i duma narodowa. Wśród Latynosów najwiecej jest Meksykanów, Portorykanów i Kubańczyków. Może nawet o tym nie wiemy, że w 1917 roku Meksykanie mogli wjeżdzać do USA bez żadnych ograniczeń. Byli to przede wszystkim pracownicy farm w południowych stanach. Potem, w czasie depresji, w samym tylko stanie Illinois zmuszono aż 14 tysięcy Meksykanów do opuszczenia stanu. Portorykanie zaczęli przybywać masowo do USA po II wojnie światowej. Ich status jest inny, są obywatelami USA. Ameryka zaanektowała Portoryko w 1898 roku, po wygranej wojnie z Hiszpanią. Kubańczycy zaczęli przybywać masowo po roku ’59.

 

Południe Ameryki to hiszpańsko brzmiące nazwy miejscowości: Alamo, Alcatraz, El Paso, Albuquerque, Corpus Christi, San Diego, Amarillo, Buena Vista, Los Angeles, Las Vegas, San Jose, San Antonio, etc.

 

Ameryka nie chce imigrantów, chciałaby być bogata i mówić tylko po angielsku, bez mniejszości etnicznych. Ale to tylko dawne marzenia. Imigranci byli i będa, są bowiem koniecznością dla ekonomii tego kraju. Nie zapominajmy, że to to pracowity imigrant zbudował prosperity Ameryki. Tutaj wszyscy – poza Indianami – jesteśmy imigrantami.

 

Imigranci pracują ciężko w Ameryce. Gdziekolwiek jesteśmy, widzimy ich pracujących fizycznie. Niestety, taka jest dola „późnych” imigrantów w Ameryce, nas, Polaków, częściowo także. A jak pięknie śpiewają Latynosi, ile w nich sentymentu i uroku, wigoru i żywotności.

 

Oni potrafią cieszyć się życiem. To ludzie radośni i pełni ciepła. Może to krew Południa, może coś jeszcze więcej.

 

Janusz Kopeć

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*