Ks. dr prof. Henryk Mosing

 

Pamiętam, że w czasie okupacji wysłano mnie z Warszawy do Lwowa, ażebym zdobyła szczepionkę tyfusową z Instytutu prof. Rudolfa Weigla. Miałam się postarać o tę szczepionkę, ażeby więźniowi gestapo w Warszawie zaszczepić tyfus i w ten sposób aresztowanego przenieść do szpitala. Dla kogo to miało być, nie wiedziałam. O istnieniu Instytutu wiedziałam, bo mieszkając przed wojną we Lwowie trudno było nie wiedzieć o tej sławnej Instytucji.

 

Na miejscu dowiedziałam się, że wiele osób zagrożonych działalnością konspiracyjną w tej instytucji znalazło schronienie, jakie karmiciele ludzkiej wszy odzieżowej. To chroniło ich przed aresztowaniem. Niemcy panicznie obawiali się, ażeby tyfus nie przedostał się w ich szeregi co w czasach wojennych z powodu panującego brudu nie było trudne.

 

Kiedy w latach 70. jeździłyśmy z siostrą na wschód, głównie, aby spotkać się z bratem, który był księdzem, w czasie jednego pobytu zaprowadził nas do dr prof. Henryka Mosinga. Przed wizytą opowiedział o sekrecie tego, jak się okazało sławnego, ale bardzo skromnego uczonego i człowieka o niezwykłej dobroci, niosącego pomoc bez względu na narodowość, religię, on pomagał człowiekowi.

 

Wspomnieniem tym chcę oddać uznanie i pamięć temu niezwykłemu człowiekowi, któremu ocalałe życie zawdzięcza tysiące ludzi, w 10. rocznicę jego zgonu.

 

W mieszkaniu doktora, który już był na emeryturze, zastaliśmy kilka młodych osób, które już poznaliśmy wcześniej, ponieważ przyszły do mieszkania p. Zamojskiej, ażeby brat ich wyspowiadał w kącie pokoju za szafami. Oczywiście myśmy wyszły z pokoju. Oni nie chcieli spowiadać w katedrze ani u św. Antoniego, bo te dwa kościoły były wówczas czynne, od czasu do czasu tam odprawiano nabożeństwa, ale nie było przydzielonego księdza. Brat miał klucze i czasem odprawiał nabożeństwo, ale w sekrecie, ponieważ 15 lat zabroniono mu pełnić rolę kapłana. Młodzi nie chcieli zwrócić na siebie uwagi wszędobylskich agentów, zwłaszcza właśnie w kościołach katolickich.

 

W mieszkaniu brat Bronisław odprawił Mszę św., w której uczestniczył doktor i kilku młodych, stale przebywających pod opieką profesora i jak później dowiedziałam się, i spotykałam, to byli przyszli księża.

 

Prof. Henryk Mosing urodził się we Lwowie 27 stycznie 1910 r. w rodzinie lekarskiej, jego pradziadek był lekarzem, dziadek i ojciec i syn. Już jako student we Lwowie pracował pod kierunkiem naukowym u prof. Rudolfa Weigla, który był odkrywcą szczepionki przeciw tyfusowi plamistemu, którą zdobywał na hodowli zarazków w organiźmie wszy odzieżowej.

 

Po ukończeniu studiów w 1934 r. Mosing został asystentem prof. Weigla. W 1937 uzyskał stopień doktora, od 1935 do 39 był kierownikiem laboratorium biologicznego w Warszawie, ale cały czas utrzymywał kontakt z prof. Weiglem. Był kierownikiem akcji zwalczania epidemii tyfusu na całą Polskę. Za jego bardzo aktywną działalność naukową, którą łączył z pracą w terenie, i z wydawnictwem publikacji, znany był nie tylko w Polsce ale i za granicą jako specjalista w dziedzinie tyfusu plamistego. W uznaniu tych zasług prezydent Rzeczypospolitej Ignacy Mościcki 23 czerwca 1938 r. odznaczył go Złotym Krzyżem Zasługi. Po wybuchu wojny prof. Mosing pozostał we Lwowie i pracował w laboratorium szczepionek, chcąc służyć, jak zwykle w swojej  działalności – człowiekowi.

 

W marcu 1944 roku prof. Weigl został zmuszony do opuszczenia Lwowa. Dr Mosing objął kierownictwo naukowe Instytutu. Oprócz produkcji szczepionki przeciw tyfusowi plamistemu, w dalszym ciągu prowadził badania naukowe w terenie.

 

Dla nas w konspiracji był znany jako ten, który ratował zagrożonych Polaków, zatrudniając ich jako karmicieli wszy. Tam pracowało 35 karmicieli. Zatrudniał ludzi zagrożonych, starych, schorowanych, ażeby im pomóc w przetrwaniu. Kilka osób znajomych z konspiracji zatrudnił, co ich uratowało przed więzieniem czy wywózką. Jeden karmiciel miał dziennie wykarmić 15 wszy. Gdy ktoś nie przyszedł, doktor sam karmił a zarobione pieniądze oddawał tym, za których karmił. Z powodu nadmiaru karmienia nabawił się choroby nóg.

 

Z siostrą spotkałyśmy dr. Mosinga, kiedy był już na emeryturze, w 1973 roku, ale to nie znaczyło, że przestał działać. W dalszym ciągu był niestrudzony w niesieniu pomocy człowiekowi. Tak jak już wspominałam, do spotkania doszło w jego mieszkaniu, gdzie nas zaprowadził brat. Tam zastaliśmy kilku wychowanków profesora, przyszłych kapłanów. Brat w mieszkaniu odprawił Mszę św. Po rozmowie z profesorem, który okazał się wspaniałym, skromnym uczonym, a przy tym takim dostępnym. Wizytą i atmosferą panującą w tym mieszkaniu byłyśmy zachwycone.

 

Po powrocie do Zamojskiej brat uzupełnił nam wiedzę o profesorze, o jego niezwykłej historii. Kiedy w 1968 roku otrzymał pozwolenie na wyjazd do Polski, spotkał kard. Stefana Wyszyńskiego i kard. Karola Wojtyłę, został wyświęcony na kapłana pod imieniem “Ojca Pawła”. Od tego czasu do jego akcji pomocy chorym i ubogim doszła jeszcze tajna praca duszpasterska. Spotkanie z profesorem należało do najważniejszych i takich niezwykłych spotkań w naszych wędrówkach na Kresy.

 

Na drugi dzień przyszli ludzie, którzy już byli w poprzednim dniu u spowiedzi, aby nas zaprosić do mieszkania profesora na obiad, na placki kartoflane. Przed tym brat nam powiedział, że często nie można bywać w mieszkaniu profesora, zwłaszcza my z paszportami amerykańskimi. Chciał nas poznać z tą niezwykłą postacią, ale musimy się liczyć z tym, że jesteśmy zarejestrowane w hotelu Inturista i pod stałą obserwacją. Młodzi zmartwili się odmową. W prezencie przynieśli worek ziół pomocnych na wiele dolegliwości, abyśmy te lecznicze zioła zabrały do Ameryki. Ofiarowali to, co mieli najwartościowszego. Podziękowaliśmy i wynagrodziły za ich trud. Oczywiście ziół nie zabrałyśmy, bo na granicy mogliby mieć pretekst, żeby Amerykanki zatrzymać za przemyt narkotyków.

 

W setną rocznicę urodzin już oficjalnie tytułowano ks. dr. prof. Henryka Mosinga księdzem. Została ufundowana pamiątkowa tablica przez grono jego wychowanków w Instytucie Epidemologii, gdzie profesor przez wiele lat prowadził naukowe doświadczenia. Udział w uroczystości brali jego wychowankowie, dziś pracownicy o wysokich stopniach naukowych. Obok tablicy znajduje się portret księdza profesora. Przed tą uroczystością odbyła się Msza św. w gronie bliskich, jego wychowanków księży, a którą odprawił równeż jego wychowanek, ks. bp Leon Mały.

 

 

 

Maria Mirecka-Loryś

 

Categories: Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*